Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Namysłów nie ma sobie równych"

Odsłony: 541

StartNamyslow.pl: - Końcowy wynik wskazywałby na łatwe zwycięstwo krapkowiczan, tymczasem wcale tak nie było i Pana zespół musiał mocno się napracować, aby wywieźć z Namysłowa trzy punkty.

Łukasz WICHER (trener KS-u Krapkowice): - Zgadza się. Generalnie rzecz biorąc Start nas mimo wszystko zaskoczył, bo analizując tabelę, namysłowianie nie mają już możliwości awansować wyżej czy też spaść z obecnej 10. pozycji. Sądzę, że ostatnia dobra seria, którą gospodarze notowali, spowodowała, że Start podszedł do meczu bardzo ambitnie i z wielką determinacją. Wielokrotnie to mówię i dziś też powtórzę, pod względem waleczności i determinacji Namysłów nie ma sobie równych w całej lidze. Start postawił nam trudne warunki, choć trzeba sobie powiedzieć, że patrząc w tabelę, to my byliśmy faworytem spotkania. Przyjechaliśmy w nieco zmienionym zestawieniu kadrowym, choć oczywiście nie mogę powiedzieć, aby było ono słabe. Trzeba jednak wiedzieć, że nie zagrało dziś wielu kluczowych zawodników. Jadąc do Namysłowa nawet pokusiliśmy się o wirtualne zestawienie składu, którym moglibyśmy zagrać, a w praktyce żaden z tych zawodników przyjechać dziś nie mógł. Nie było to rzeczywiście zwycięstwo aż tak zdecydowane, przynajmniej z gry tak to nie wyglądało. Gdyby to Start pierwszy zdobył bramkę, to ta rywalizacja mogła się naprawdę różnie potoczyć. Jeden z miejscowych kibiców trafnie określił ten mecz, że wypunktowaliśmy dziś Start po boksersku. Paradoksalnie to w pierwszej połowie graliśmy lepsze zawody, a gola nie zdobyliśmy. Natomiast po przerwie zagraliśmy nieco słabiej, a strzeliliśmy trzy bramki. Taka jest piłka. My też takie mecze, jak dziś Start, przerabialiśmy. A jeszcze kończąc wątek z drugą połową, to czego się pod bramką gospodarzy nie dotknęliśmy, to zamienialiśmy w złoto. Piłkarsko byliśmy ciut lepsi, ale na pewno Start nie zasłużył na tak wysoką porażkę.

- To 3-0 pewnie cieszy w dwójnasób, bo po pierwsze, o czym Pan wspomniał, nie dotarliście do Namysłowa w optymalnym składzie. A dwa, że wygrana przy Pułaskiego dała Wam awans na pozycję wicelidera, którą pewnie będzie chcieli utrzymać do końca ligi.

- Faktycznie, choć tak naprawdę druga lokata, poza satysfakcją, nic wymiernego nam nie daje. Założyliśmy sobie z drużyną, że w każdej rundzie chcemy zrobić postęp. Celu w postaci awansu nie było i takiego póki co nie mamy. Jest duża szansa na drugie miejsce, choć mamy teraz mecz prawdy w bezpośrednim starciu ze Starowicami. Jasne, że chcielibyśmy zająć jak najwyższe miejsce, bo to jest podstawowy cel i ambicja każdego sportowca, tym bardziej że w naszym klubie nie mamy premii za wygrany mecz. Każda wygrana cieszy, a czy zajmiemy drugie czy trzecie miejsce? Dla nas liczy się postęp w grze oraz postęp indywidualny chłopaków. Ten postęp wiosną jest i teraz wszystko w naszych nogach, aby podium obronić. [rozmawiał KK]

Fot.: Po meczu przy Pułaskiego trener Łukasz Wicher (na zdjęciu) miał powody do zadowolenia.

 

StartNamyslow.pl: - Szykowaliśmy się na wyrównany pojedynek i takowy był. Tyle, że końcowy wynik jest kompletnie nieadekwatny do tego, co działo się dziś na namysłowskiej murawie. Bo przegraliśmy wysoko 0-3.

Damian ZALWERT (trener Startu Namysłów): - Mimo zapewnienia sobie w sobotę utrzymania, nie było mowy o odpuszczaniu i dziś to było na boisku z naszej strony widać. Wynik wskazywałby na rzeczywiście łatwy sukces Krapkowic, ale tak nie było. 0-3 przegraliśmy ze Starowicami i wyglądaliśmy kiepsko, a dziś graliśmy naprawdę dobrze. Pewnie dziwnie to brzmi, ale takie są fakty. Myślę, że o końcowym wyniku zadecydowały dwa momenty w meczu, choć sporów i dziwnych sytuacji było dużo więcej. Uważam, że tymi kluczowymi sytuacjami były nasze, gdzie mieliśmy cztery-pięć okazji, żeby doprowadzić do remisu 1-1, w tym nawet dwustuprocentową braci bliźniaków, którzy będąc przed bramkarzem, wzajemnie sobie przeszkodzili. A za chwilę w kolejnej akcji Maciek Świerczyński był faulowany na środku boiska, a sędzia przyznał korzyść… rywalom i Ci z kontry zdobyli gola na 2-0. Szkoda, że jedna osoba na murawie podejmowała dziwne decyzje i w praktyce podcięła nam skrzydła. Przy wyniku 0-2 chłopcy stracili wiarę, choć przy wyniku 0-1 byliśmy super zdeterminowani w tym, żeby zdobyć bramkę wyrównującą. I wszystko w tym kierunku robiliśmy. Ale wtedy wszystko pękło i stąd nasza porażka. [rozmawiał KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy