Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Nie będziemy prowadzić gry"

Odsłony: 1692

 

StartNamyslow.pl: - Okazała wygrana Pana zespołu, choć posiadająca przewagę w polu drużyna z Krapkowic do przerwy miała spory kłopot ze sforsowaniem namysłowskiej defensywy.

Łukasz WICHER (trener KS-u Krapkowice): - Zgadza się, tak jak Pan powiedział. Wynik może nie do końca odzwierciedla przebieg wydarzeń na boisku, bo nie był to łatwy mecz. Znaliśmy atuty namysłowian, którzy już w końcówce poprzedniego sezonu pokazali w meczu z nami determinację, a którą wówczas zaimponowali. Spodziewaliśmy się, że argumenty będą po stronie Startu. Goście postawili nam się w pierwszej połowie i ciężko było nam wypracować klarowną sytuację. Dogodnych okazji przed przerwą właściwie z naszej strony nie było. Spodziewaliśmy się, że w drugiej połowie tak ambitnie grający zespół może mieć problem z wytrzymaniem trudów meczu i koncentracją przez 90 minut. Dlatego spokojnie do tego podchodziliśmy w przerwie. Zakładaliśmy bowiem, że jeśli bramka w końcu padnie, to ten mecz będzie dla nas łatwiejszy. I tak też było. Po zdobyciu gola grało nam się już zdecydowanie łatwiej, stwarzając kolejne sytuacje, z których dwie jeszcze wykorzystaliśmy. Wygraliśmy i nie ma co do tego dorabiać wielkiej ideologii. Wygrał zespół, który prowadził grę i zasłużył na zwycięstwo. Ale jak wspomniałem na wstępie, wcale nie przyszło nam to tak łatwo, jak wskazywałby wynik.

- Okazała wygrana zawsze cieszy, ale czy nie był Pan mimo wszystko zaskoczony dość słabą postawą Startu w ofensywie. Z pewnością słabszą niż w niedawnym meczu wiosennym.

- Poniekąd spodziewałem się takiego stanu rzeczy, bo jednak sytuacja Startu w końcówce poprzedniego sezonu, gdy graliśmy z Wami mecz, była zasadniczo inna. Walczyliście o życie i ta determinacja była wtedy wielka, natomiast mój zespół grał już bez ciśnienia, gdyż wcześniej zapewniliśmy sobie utrzymanie. Start był wtedy w sytuacji podbramkowej i po prostu musiał zrobić wszystko, żeby wygrać, choć mu się to ostatecznie nie udało. Faktem jest jednak, że Start nie zagrał w przodzie wielkiego meczu. Patryk Pabiniak, to napastnik na IV ligę, którego wszystkie drużyny mogą namysłowianom pozazdrościć. Myślę jednak, że pozostali koledzy nie dostroili się do Patryka. Trudno jest mi mówić o przyczynach takiego stanu rzeczy, bo nie znam problemów Startu. To zresztą nie mój ogródek, więc nie chciałbym do niego zaglądać. Na pewno jednak Start z wiosny był zespołem zdecydowanie groźniejszym niż Start dzisiejszy. Nasz zespół natomiast niewiele się od tego czasu zmienił, bo choć odszedł lider Kalabaj, to doszedł za niego Maciek Dyczek. Generalnie pozostali chłopcy, to trzon z poprzedniego sezonu, więc to drużyna rozumiejąca się. Jest nas mniej, ale jakoś sobie poradziliśmy. Mam nadzieję, że utrzymamy obecną formę i będziemy punktować także w kolejnych meczach. Chcemy przede wszystkim się utrzymać, a jeśli ugramy więcej, to wtedy zapiszemy to sobie na plus.

- No to patrząc na interesujący Pana ogródek, z początku sezonu musi być Pan zadowolony. Dwa mecze, komplet punktów na koncie i imponujący bilans bramkowy 9-0. To musi cieszyć.

- Oczywiście, że cieszy. Z całym jednak szacunkiem dla Startu i Skalnika Gracze (krapkowiczanie wygrali ze Skalnikiem aż 6-0 – przyp. aut.), to były zespoły, które końcówkę poprzedniego sezonu zakończyły poniżej środka tabeli. Prawdopodobnie nie będą to więc zespoły, które mogą nadawać ton rozgrywkom IV ligi. Trudno nasze mecze porównywać choćby ze zwycięstwami Małejpanwi Ozimek, która wygrała na ciężkich terenach w Starowicach i Gronowicach. Niemniej jednak cieszymy się z dwóch zwycięstw, które na pewno dadzą nam dodatkową motywację i bodziec do dalszej walki. Dzięki wygranym chłopcy są silniejsi, podchodząc z większą koncentracją i wiarą w siebie do kolejnych spotkań. [rozmawiał KK]

Fot.: Po dwóch kolejkach ekipa Łukasza Wichera (na zdjęciu) zajmuje pozycję lidera.

 

StartNamyslow.pl: - Zastępstwo chyba nie bardzo się udało, gdyż Start przegrał wysoko 0-3 w Krapkowicach.

Tomasz KOZAN (prezes Startu, w zastępstwie nieobecnego trenera Damiana Zalwerta prowadzący drużynę z ławki rezerwowych): - Generalnie mecz układał się dla nas nienajgorzej do 64 minuty. Ale takie były założenia, żeby chłopcy grali niedaleko własnego przedpola, konsekwentnie w obronie. Graliśmy ustawieniem 1-4-4-2, gdyż nie mogliśmy skorzystać z trzech zawodników. W efekcie zastąpieni zostali przez zmienników, którzy z kolei nie wystąpili na swoich pozycjach. Wynik jest za wysoki w stosunku do przebiegu boiskowych wydarzeń. Do momentu utraty gola, to my stworzyliśmy sobie dwie bardziej klarowne okazje bramkowe, niż krapkowiczanie. Trafiliśmy na dobry zespół przeciwników, zbudowany nieco inaczej niż w poprzednim sezonie. My z kolei latem przeszliśmy w zespole duże zmiany i w tej chwili większość składu stanowią zawodnicy młodzi. Do tego doszły urlopy i wyjazdy, więc to też miało wpływ na nasze występy dziś i przed tygodniem. Zaangażowania, charakteru i walki nie można było dziś żadnemu z chłopców odmówić. Po raz kolejny tracimy gole po błędach indywidualnych, które zaważyły na końcowym rozstrzygnięciu. Wszystkie stracone dziś gole padły po naszych ewidentnych błędach. Przy pierwszym golu Kamil Błach nie upilnował swojego człowieka. Umawialiśmy się na krycie każdy swego, ale zawodnik rywali wykorzystał swoją sytuację. Widać było, że to element trenowany przez gospodarzy, bo strzelec gola wybiegł z krótkiego słupka po wybloku na długi, dostał idealną piłkę i trafił do bramki. Przy drugim golu Patryk Zacharski pośrednio źle sparował piłkę, choć miał trudny strzał do wybronienia, bo był zasłonięty. A inny gracz dobił. I wreszcie trzecia bramka, gdzie Miłosz Kostrzewa wyłożył piłkę przeciwnikowi i ten skorzystał z prezentu, będąc sam na sam z bramkarzem. W 80 minucie postawiliśmy wszystko na jedną kartę, grając na trzech napastników. Nie było już wówczas czego bronić. Weszli młodzi chłopcy, ale nie udało się nic wskórać. Przegrywamy na trudnym terenie, zajmujemy ostatnie miejsce w tabeli. Ale trzeba dalej walczyć.

- O ile w defensywie wyglądało to nienajgorzej do momentu utraty bramki, to bardziej martwił fakt, że nie mieliśmy atutów w ofensywie. Rozumiem, że nasza defensywna gra wynikała z przedmeczowych założeń, o których Pan wspomniał.

- Tak, przed meczem założyliśmy sobie, że nie będziemy prowadzić gry. Myślę, że większość spotkań, które przed nami, będziemy rozgrywać w ten sposób, choć oczywiście ostateczna decyzja będzie należała do trenera. Nie jesteśmy drużyną stworzoną do ataku pozycyjnego. No i mecz z Kolonowskim pokazał, że drużyna broniąca się przez 70 procent czasu gry jest w stanie sięgnąć na wyjeździe po trzy punkty. Akurat nie jest to dla nas przykład budujący, bo rywale zdobyli te punkty na nas. Generalnie nie będziemy prezentować pięknego stylu, raczej musimy w każdym meczu postawić twarde warunki przeciwnikom w defensywie. Musimy unikać błędów indywidualnych i liczyć na kontrę „Smolara” i Patryka Pabiniaka, który potrafi piłkę rozegrać czy przy niej się utrzymać. Brakło nam dziś twardego zastawiania się w przodzie przy piłce i rywal szybko piłkę odbierał. Szkoda, że „Smolar” nie wykorzystał swojego atutu szybkości, bo miał też granie jeden na jeden z obrońcą, ale pchał się na dwóch-trzech innych przeciwników i tracił piłkę. Nie strzeliliśmy jeszcze w tym sezonie bramki i to trochę martwi. Natomiast każda z czterech dotychczas straconych, to gole ewidentnie do uniknięcia, bo padły po błędach indywidualnych. Trener ma twardy orzech do zgryzienia i musi z zespołem nad tym popracować. Ważna jest też kwestia koncentracji, bo błędy dotychczas robili zawodnicy doświadczeni, ograni na poziomie nie tylko IV, ale nawet i III ligi. Myślę, że jak chłopcy powrócą z wakacji i wczasów i będą w pełni sił, to karta się wtedy odmieni. Taką przynajmniej mam nadzieję. [rozmawiał KK]

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy