Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *

"Oby szczęście do końca nas nie opuściło"

Odsłony: 254

Adrian PAJĄCZKOWSKI (szkoleniowiec MKS-u Gogolin): - Po meczu jesiennym rozmawiałem z Panem, gdzie życzyliśmy sobie, żeby w Namysłowie po spotkaniu rewanżowym rozmawiać już w dobrych nastrojach. No, ale okazało się, że w dobrych humorach jesteśmy tylko my, więc założony optymizm nie sprawdził się.

StartNamyslow.pl: - Faktycznie tak się umawialiśmy, ale proza życia okazała się mniej dla nas przyjemna (uśmiech). Wobec tego poproszę o komentarz do spotkania środowego. MKS już kilka kolejek wcześniej zapewnił sobie utrzymanie, ale boisko pokazało, że mimo spokojnej sytuacji w tabeli, bez większych problemów wywieźliście trzy punkty z Namysłowa.

- Obawialiśmy się tego spotkania, bo mieliśmy aktualne informacje o tym, jak dobrze Start zaprezentował się cztery dni wcześniej w Krapkowicach. Zespół Startu był chwalony za wielką walkę, choć tamto spotkanie przegrał. Wiedziałem więc, że czeka nas trudne zadanie. Do tego doszły w moim zespole potężne problemy kadrowe, bo w Namysłowie nie mogłem skorzystać w sumie z dziewięciu zawodników. W ich miejsce zabrałem kilku juniorów. Ale jednego byłem pewny – że ta kadra, którą zabrałem, zagra z pełnym zaangażowaniem o zwycięstwo, co stało się faktem. Nie zagraliśmy wielkiego meczu. Nie zagraliśmy też w swoim tradycyjnym stylu, próbując otwartej gry. No, ale w tym zestawieniu nie było nas na to zwyczajnie stać. Musieliśmy przyjąć inną strategię gry, która wypaliła. Fajnie to chłopcy zrealizowali i w zasadzie Start stworzył jedną groźną sytuację, gdy po przerwie zagranie z prawej strony leciało w kierunku dwóch napastników. Jeden się z piłką minął, a drugi trafił w boczną siatkę. Było do tego parę wrzutek, poodbijanych na chaos, ale z tym sobie radziliśmy. My z kolei stworzyliśmy w zasadzie trzy sytuacje. W ostatniej akcji pierwszej połowy mieliśmy okazję sam na sam z bramkarzem. Zaraz po przerwie strzeliliśmy gola. A w przedłużonym czasie zmarnowaliśmy kontrę trzech na jednego. Graliśmy bez fajerwerków, ale mądrze i myślę, że na zwycięstwo zasłużyliśmy. W zespole Startu widziałem natomiast to, co rok temu w swoim zespole, czyli dużą nerwowość w grze. Z boku boiska wyczuwało się, że stawka spotkania jest dla Startu ogromna i o tyle nam było łatwiej, że to my mogliśmy grać spokojnie.

- Biorąc pod uwagę problemy kadrowe w MKS-ie Gogolin, tym większe słowa uznania dla Pana drużyny. Skoro bowiem potencjalne rezerwy zapunktowały w Namysłowie, to chyba dobrze to na przyszłość w Pana drużynie rokuje? Zwłaszcza, że oprócz wyniku mógł Pan być zadowolony z konsekwentnej gry zestawionej dziś przez Pana drużyny.

- Podobnym składem graliśmy już w Głubczycach i bardzo długo prezentowaliśmy się z naprawdę dobrej strony. Mieliśmy stuprocentowe sytuacje, które powinny zakończyć się trafieniami. Naprawdę była spora szansa wywieźć od lidera trzy punkty. Polonia to jednak bardzo doświadczony zespół, który nasz najmniejszy błąd wykorzystała i ostatecznie nas skarciła. Jestem bardzo zadowolony z końcówki sezonu i gry tych chłopaków, którzy pokazują, że mogą powalczyć w najbliższym czasie o wyjściową jedenastkę. Przez większość rundy graliśmy jednym zestawieniem z niewielkimi korektami. A teraz możemy już spokojnie tych chłopaków spoza żelaznego składu pooglądać. Jeśli nie doznamy latem ubytków, to jesteśmy już teraz spokojni o nowy sezon i walkę o utrzymanie w trudnym na pewno sezonie, w którym liga zostanie zmniejszona o dwa zespoły.

- Panie trenerze, bardzo dziękuję za rozmowę, licząc, że i w przyszłym sezonie będzie jednak okazja porozmawiać o ligowych meczach MKS-u Gogolin ze Startem Namysłów.

- Zaraz po meczu rozmawiałem na ten temat z Patrykiem Pabiniakiem, więc i teraz to samo powtórzę. Życzę Wam powodzenia i utrzymania w IV lidze. Życzę Wam, żebyście sobie poradzili w Graczach i żebyśmy w przyszłym sezonie znów spotkali się w meczach o punkty. [rozmawiał KK]

Fot.: Coach Adrian Pajączkowski (na zdjęciu) był we środę bardzo zadowolony z postawy swojego zespołu.

 

StartNamyslow.pl: - Czwarta porażka z rzędu stała się faktem, więc trudno o dobre nastroje. Dziś zabrakło nam podbramkowych sytuacji w meczu z dobrze broniącym rywalem i w efekcie zostajemy bez punktów.

Damian ZALWERT (trener Startu Namysłów): - Z czterech ostatnich meczów powinniśmy mieć na koncie minimum trzy punkty, tymczasem nie mamy nic. Zdziwiłem się, że drużyna znajdująca się wysoko w tabeli do Namysłowa przyjechała się bronić, grając w ustawieniu 1-5-4-1. Goście bronili się całym zespołem, my próbowaliśmy ich zaskoczyć, ale nie wychodziło nam to, bo akcje kończyły się przeważnie przed ich szesnastką. Mieliśmy sytuacje bramkowe, zwłaszcza po przerwie, gdy przegrywaliśmy już 0-1, ale bez pozytywnego dla nas zakończenia. A stracony gol? Dziwnym trafem ponownie tracimy bramkę po indywidualnym błędzie, co nie powinno się zdarzać. Po raz kolejny przegrywamy i to jest najsmutniejsze.

- Martwił fakt, że nie mieliśmy pomysłu na rozmontowanie defensywy Gogolina, ale bardziej zastanawiało kibiców, gdzie uleciał ten duch walki i determinacji, który cztery dni wcześniej Start pokazał w Krapkowicach? Bo dziś tego było bardzo niewiele, natomiast dużo było w grze zespołu nerwowości, która bez dwóch zdań zadania nie ułatwiała.

- Zgadza się, trochę było nerwowo. Nie mieliśmy pomysłu przed przerwą na zaskoczenie rywala. W przerwie przekazałem chłopakom odpowiednie wskazówki, jak powinniśmy grać z przodu, ale te założenia nie były realizowane. Po starcie bramki wkradła się rzeczywiście duża nerwowość w drużynę. Nie było zawodnika, który wziąłby ciężar gry na siebie w tym momencie. Z przodu ciężko było utrzymać piłkę, a generalnie nie od dziś mamy problem ze zdobywaniem bramek, choć sytuacje stwarzamy.

- W sobotę ostatni mecz sezonu, dla Startu Namysłów mecz o wszystko. Wyniki mogą się różnie ułożyć, niemniej jeśli nie chcemy oglądać się na innych, to musimy wygrać. W ostatnich paru kolejkach mieliśmy wyjątkowo dużo szczęścia, bo wyniki pozostałych meczów drużyn zagrożonych układały się korzystnie dla nas. No, ale teraz wypadałoby dołożyć coś od siebie do tego szczęścia, aby wracać w radosnych nastrojach do Namysłowa.

- To ostatni moment na to, żebyśmy sami coś zrobili. To ostatni mecz i nic już później nie będzie. Miejmy nadzieję, że szczęście do końca nas nie opuści, ale że tym razem pojawi się przy nas już na boisku, a nie w meczach z udziałem innych zagrożonych spadkiem drużyn. [rozmawiał KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy