Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Po czerwonej kartce było pozamiatane"

Odsłony: 2074

StartNamyslow.pl: - To było ważne dla obu zespołów spotkanie z racji bytowania w dolnej połówce tabeli. Jak się okazało, po końcowym gwizdku powody do dużego zadowolenia miała jednak tylko Pańska drużyna, dosyć wyraźnie pokonując Start 4-1.

Adrian PAJĄCZKOWSKI (trener MKS-u Gogolin): - Mimo, że to dopiero połowa sezonu, to był już mecz bardzo znaczący. Mecze z rywalami z tej samej połówki tabeli są szczególnie istotne, bo nie ukrywajmy, to był pojedynek zespołów, które podobnie jak pół ligi, będą walczyły o utrzymanie. Już przed sezonem mówiłem, że my w tym gronie się znajdziemy i nie jest to powód, żeby się dąsać. Znamy swoje miejsce w szeregu. Wygraliśmy ten mecz i przyznam, że bardzo nam na tym zależało. Siłą rzeczy jesteśmy bardzo zadowoleni, aczkolwiek mamy sporo swoich problemów, podobnie jak i Start. W porę wrócił na boisko Tomek Schichta i od razu było widać, że po jego pojawieniu się na boisku drużyna zaczęła mocno w siebie wierzyć. Tomek dobrze oddziałuje na zespół i chłopcy czują się z nim na murawie pewniej. Myślę, że jego pojawienie się na murawie i dwa zdobyte gole, to był ważny moment sobotniej rywalizacji.

- Skoro jesteśmy przy Tomaszu Schichcie, to zapytam, czy według Pana jego wejście na murawę było tym przełomowym momentem dla losów meczu czy jednak czerwona kartka dla zawodnika Startu pokazana chwilę później?

- Czerwona kartka na pewno ułatwiła nam zadanie, ale trzeba pamiętać, że pokazana została rywalowi już przy naszym prowadzeniu 2-1. Od czerwieni nasza dominacja na boisku była już dość mocna. Nie ukrywam, że bardzo obawialiśmy się tego meczu, a szczególnie ofensywnej siły Startu. Zdajemy sobie sprawę, że jest ona bardzo duża. Tacy piłkarze jak Pabiniak i Samborski, to na naszą ligę ludzie o bardzo dużych umiejętnościach. I przez dużą cześć spotkania było to widać. Wspomniana dwójka robiła sporo zamieszania, ale my też mieliśmy w swoich szeregach snajpera, który dwukrotnie trafił. Trzeba wiedzieć, że bardzo duża część mojego zespołu zagrała bardzo przyzwoite zawody i za to im dziękuję. Były też momenty słabsze, które przytrafiają nam się dość często, ale na szczęście przeciwnik tego nie wykorzystał. My z kolei w momentach swojej lepszej gry potrafiliśmy zdobyć gole. Stąd wynik taki, a nie inny, choć nie można powiedzieć, abyśmy przez cały mecz dominowali czy byli zdecydowanie lepsi. Uważam, że wygraliśmy zasłużenie z dobrym zespołem, dobrze zorganizowanym, silnym w ataku. Tym bardziej więc takie zwycięstwo cieszy.

- Zwycięstwo musi cieszyć, ale w przypadku Pana zespołu, sukces ze Startem po dwóch wcześniejszych domowych porażkach dał Wam trochę oddechu. Wypadało w końcu u siebie zapunktować i Wy to zrobiliście.

- Zgadza się, wygrana dała nam oddech, ale tylko troszeczkę. Trochę, to za dużo powiedziane (uśmiech). Dobrze wiemy, że runda wiosenna jest dużo trudniejsza i te punkty pozwoliły nam złapać nieco oddechu po dwóch wcześniejszych porażkach. Nie były to jednak porażki z przypadkowymi zespołami, bo mówimy o Ozimku i Głubczycach. Z tymi ekipami gra się bardzo trudno. Liczyłem, że we wspomnianych spotkaniach może uda się zapunktować, ale niestety, tak się nie stało. Zwycięstwo ze Startem było wręcz nieodzowne. Musieliśmy ten mecz wygrać. Start jest zespołem naszego pokroju i zwycięstwa z takimi drużynami są bardzo istotne na koniec sezonu. Przed nami kolejny trudny mecz ze Swornicą. Sukces ze Startem podbudował nas, ale też powrót do zdrowia Tomka Schichty. Nie wygraliśmy w tej rundzie meczu na wyjeździe, więc do Czarnowąs pojedziemy z nadzieją na przełamanie tej bessy. Chcielibyśmy rundę dobrze skończyć, więc każdy punkt z tego wyjazdu będzie cenny.

- Życzę więc przełamania MKS-owi w Czarnowąsach i tym samym w miarę spokojnej przerwy zimowej.

- Dziękuję Panu uprzejmie. Również życzę Startowi powodzenia w ostatniej jesiennej kolejce i do zobaczenia na wiosnę. Obyśmy po rewanżowym meczu Startu i mojej drużyny rozmawiali w spokojnych nastrojach, pewni utrzymaniu obu ekip w lidze (uśmiech). [rozmawiał KK]

Fot.: Trener gogolinian Adrian Pajączkowski (na zdjęciu) przyznał, że choć to dopiero połowa sezonu, to mecz ze Startem
Namysłów był już bardzo istotny. [zdjęcie: www.mksgogolin.futbolowo.pl]

 

StartNamyslow.pl: - Do Gogolina pojechaliśmy z nadzieją podtrzymania punktowej serii gier. Tymczasem powrót, to duże rozczarowanie, bowiem przegraliśmy aż 1-4.

Grzegorz ROSIEK (szkoleniowiec Startu Namysłów): - Też jestem mocno rozczarowany, tym bardziej, że w szatni wcześniej analizowaliśmy grę Gogolina. Wiedzieliśmy, że ten rywal strzelał gole, także nam, po stałych fragmentach gry. Ale nie ustrzegliśmy się tego i dwa trafienia przeciwnik zanotował właśnie po stałych fragmentach. Do tego dosyć szybko jeden z naszych zawodników obejrzał czerwoną kartkę i w tym momencie było „pozamiatane”.

- I wydaje się, że to właśnie czerwona kartka dla Adriana Ptaka była przełomowym momentem meczu. Do tego czasu choć przegrywaliśmy 1-2, to jednak prezentowaliśmy się całkiem dobrze i nadzieja na co najmniej punkt była uzasadniona.

- Uważam, że zagraliśmy w Gogolinie bardzo dobrze. Nie chciałbym w tym momencie oceniać pracy sędziego, bo za miesiąc nikt jego decyzji nie będzie już pamiętał. Przegraliśmy i trzeba się z tym pogodzić. Mieliśmy jednak dużo zastrzeżeń, co do pracy arbitra. To jednak działało w dwie strony, zarówno naszą jak i rywali. Dla przykładu przy pierwszej żółtej kartce Ptak w ogóle nie popełnił faulu. Nie chcę tego jednak głębiej komentować. Mam też pretensje do siebie, bo tydzień wcześniej zrobiłem z Adrianem szybszą zmianę, obawiając się, aby nie zapracował na drugie żółtko i w konsekwencji czerwień. Dziś tego nie zrobiłem i o to mogę mieć żal tylko do siebie. W przerwie planowałem, że Adrian pogra kwadrans i wtedy go ściągnę. Chciałem bowiem, aby chłopcy z ławki bardziej się w tym czasie dogrzali. No, ale ostatecznie ze zmianą nie zdążyłem.

- Ostatni mecz o jesienne punkty znów zagramy z rywalem o podobnym do naszego potencjale. Ale po naszej stronie będzie w następną sobotę duży atut w postaci własnego boiska. Dobrze byłoby się za gogolińską wpadkę odkuć.

- Jesteśmy mocno podrażnieni tym, co zaprezentowaliśmy w Gogolinie. Dlatego musimy się za ten mecz w pełni zrehabilitować. To będzie nasz trzeci mecz z rzędu z rywalem bezpośrednio z nami sąsiadującym, więc chyba nie trzeba mówić, że będzie to mecz o sześć punktów. [rozmawiał KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy