Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Olesno zdobyte!

Odsłony: 250

Czerwono-czarni ulubieńcy Namysłowa nie chcą nawet na moment zwolnić! Po czterech meczach bez porażki piłkarze Startu udali się do Olesna, które tradycyjnie jest dla nich mocno niegościnnym terenem. Ale nie tym razem, bo po 90 minutach walki trzy punkty znalazły się na naszym koncie! Może mecz nie był szczególnie interesujący pod względem emocji i sytuacji podbramkowych, ale to nie ma w tym momencie większego znaczenia. Można narzekać, można mieć uwagi i można wreszcie szukać dziury w całym. Ale jeśli zespół przywozi z delegacji zwycięstwo, to mimo wszystko czepiać się nie wypada. Start Namysłów po 5. seriach gier w IV lidze opolskiej wywindował się na podium i nie zamierza na tym poprzestawać. Takie są bynajmniej deklaracje naszych chłopców. Ale to dopiero przed nami. Tu i teraz zapraszamy do zapoznania się ze szczegółową relacją i opisem poczynań graczy OKS-u i NKS-u. O walce już pisaliśmy, o niewielu sytuacjach podbramkowych również. Natomiast w kolejnych akapitach piszemy m.in. o mrożącym krew w żyłach zdarzeniu, po którym nasz kapitan Żołnowski padł nieprzytomny na murawę. Zachowajmy jednak chronologię i zacznijmy od pierwszej części zawodów.

Początkowe minuty, to znany z większości meczów obrazek pod nazwą „badamy możliwości przeciwnika”. A że ani miejscowi, ani goście z Namysłowa nie zamierzali się specjalnie angażować w ofensywne zapędy, kibice obserwowali spokojne otwarcie. Przerwali je w 9’ czerwono-czarni i to w najlepszy z możliwych sposobów, czyli golem. W akcji przy lewym narożniku pola karnego walczącemu Ptakowi piłkę wyłuskał obrońca OKS-u. Tyle, że za moment stracił ją na rzecz Alberta Zuzaka, który mając mało miejsca, od razu strzelił na dalszy słupek (moment strzału uchwycono na zdjęciu nr 1, zrzut z materiału video przygotowanego przez OKS Olesno). Strzał nie był silny, ale na tyle precyzyjny, że piłka poleciała nad próbującym interweniować golkiperem (który dotknął rękawicą „kulę”) i wpadła w górny róg bramki! Piękny gol, który sprawił sporo radości nie tylko strzelcowi (to pierwsze trafienia Alberta w naszym klubie), ale i jego kolegom z boiska. Radość okazali także fanatycy NKS-u, którzy w liczbie 50 osób zawitali do Olesna, gdzie fajnie wspierali drużynę. Oleśnianie groźnie odpowiedzieli w 12’, gdy z prawej strony nieprzyjemnie uderzył Gąsiorowski, a Speda z najwyższym trudem odbił futbolówkę poza linię końcową. Niebawem (14’) po wrzucie piłki z autu powstało na namysłowskim przedpolu zamieszanie. Próbował z niego skorzystać Ficek, który złożył się do strzału na 6 metrze. Tyle, że namysłowski goalie kolejną świetną interwencją poradził sobie z płaską próbą. Kolejne kilkanaście minut, to dużo walki i zaciętości w środkowej strefie boiska, a zero konkretów pod bramkami. Stan ten przerwał w 37’ Zieliński, ładnym podaniem na lewą stronę do Kostrzewy rozpoczynając kontratak. Miłosz podciągnął z futbolówką kilkanaście metrów i płasko dośrodkował do wbiegającego w tempo Zuzaka, tyle, że w ostatnim momencie uprzedził go obrońca, tym samym kasując potencjalne, poważne zagrożenie. Dla odmiany w 42’ zagrozili nam gospodarze. Po otrzymaniu piłki w środku pola Gacmaga podprowadził ją sobie kilka metrów i z 20 metrów bardzo mocno strzelił na namysłowską bramkę. Przez chwilę zamarliśmy, na szczęście futbolówka o kilkanaście centymetrów minęła cel strzelającego. Z kolei w 44’ po dośrodkowaniu z rzutu wolnego (z lewego sektora boiska) do „kuli” na 8 metrze doszedł Ficek i głową umieścił ją w siatce. Gol jednak nie został uznany, bowiem arbiter liniowy wyraźnie zasygnalizował pozycję spaloną strzelca, co kibice w Oleśnie odebrali z lekką dezaprobatą. Ostatni atak przed przerwą przeprowadzili namysłowianie. W 45’ Kostrzewa zdecydował się na indywidualny rajd lewą flanką, wpadł z piłką w pole karne i uderzył na bliższy słupek. Sładek był jednak na posterunku i niebezpieczeństwo zażegnał.

Do przerwy niewiele działo się na boisku, a samo spotkanie miało dość wyrównany przebieg. Żadna ze stron nie potrafiła narzucić swoich warunków w grze, a poza tym obie drużyny miały też problem z płynnością swoich akcji. Ważne, że to Start miał jednobramkowy zapas i mógł na kolejne 45 minut opracować strategię walki o pełną pulę.

Po zmianie stron obraz gry dość wyraźnie się zmienił. Podopieczni trenera Zalwerta postanowili oddać pole przeciwnikowi na rzecz uważnej gry w defensywie i rozbijaniu potencjalnych ataków przeciwnika już w zarodku. Siłą rzeczy oleśnianie osiągnęli przewagę w polu i przez to częściej byli przy piłce, ale krzywdy nie zdołali nam zrobić. Ba, nawet nie udało im się stworzyć w tym okresie klarownej sytuacji, bo chłopcy mądrze się przesuwali i neutralizowali zapędy rywali. Ale żeby być uczciwymi, o ofensywnej grze czerwono-czarnych właściwie nic nie napiszemy, bo zespół z takich zapędów zrezygnował.

To generalnie było słabsze 45 minut z incydentalnymi chwilami, gdy angażowani w grę byli golkiperzy. W 50’ Start przeprowadził niezłą szybką akcję lewym sektorem boiska, gdzie piłkę wymieniali Zieliński z Kostrzewą. Ostatecznie ten pierwszy zdecydował się na uderzenie z 10 metrów, jednak bramkarz OKS-u nie miał problemów z interwencją. Parę minut później (54’) po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Ptaka do sytuacji strzeleckiej doszedł w szesnastce najpierw Żołnowski, a za chwilę Zieliński. W obu jednak przypadkach nasi zawodnicy zostali skutecznie zablokowani przez przeciwników. Ci odgryźli się za moment (55’), po tym jak po złym rozegraniu autu przez namysłowian ruszyli z kontrą. Otrzymawszy piłkę na prawej stronie, Hober uderzył z 15 metrów, ale jego próbę w ostatniej chwili zastopował jeden z defensorów. Z kolei w 69’ na uderzenie z dystansu (w odległości 25 metrów od bramki) zdecydował się Dębski. Jego próba okazała się jednak o metr nieprecyzyjna i Speda mógł spokojnie odprowadzić „skórę” wzrokiem. I to właściwie wszystkie emocje tej części spotkania. Mowa o emocjach sportowych, bo w 75’ doszło do bardzo groźnie wyglądającego zdarzenia. W rolę prawego obrońcy wcielił się na moment Żołnowski, próbując wybić futbolówkę w pole. Ale w chwili wykopnięcia z impetem staranował go Ficek i nasz kapitan padł na murawę niczym rażony piorunem. W momencie zrobiło się bardzo nerwowo i niebezpiecznie, gdyż Rafał stracił przytomność! Zawodnicy i masażysta Startu błyskawicznie rzucili się do pomocy swojemu koledze i po kilku minutach sytuacja nieco się uspokoiła. „Żołi” został docucony, na boisko wjechała karetka pogotowia i po krótkiej ocenie lekarz zdecydował, że namysłowianin zostanie jednak zabrany do szpitala (patrz zdjęcie nr 2, wykonane przez Facebookowy profil @namyslowscystartowcy). Nerwy były duże, po paru minutach Rafała zmienił Robert Ciupa i musieliśmy dograć mecz do końca bez swojej opoki. Dograliśmy bez większych przeszkód, choć w głowach piłkarzy przewijała się myśl, co ze stanem zdrowia kapitana. Kilkadziesiąt minut po spotkaniu dotarły z oleskiego szpitala dobre wieści. Rafałowi nic wielkiego się nie przydarzyło, ale profilaktycznie pozostał na oddziale do poniedziałku, skąd wrócił do domu. Skończyło się na strachu, więc jesteśmy w dwójnasób zadowoleni, bo wygraliśmy, a nasz kapitan jest cały i zdrowy. Ale mimo wszystko wolelibyśmy uniknąć takich sytuacji w przyszłości, więc apelujemy do przeciwników o mniej siły, a więcej techniki w trakcie kontaktu z zawodnikami.

Do naszego dotychczasowego dorobku dopisaliśmy sobie kolejne 3 „oczka” i z sumą 11 punktów wskoczyliśmy na najniższy stopień podium. Tabela IV ligi z namysłowskiej perspektywy wygląda rewelacyjnie i oby tak zostało! Oczywiście mamy świadomość, że wszystkiego wygrać się nie da, niemniej skoro tak dobrze idzie, to niech to trwa. Olesno zostało zdobyte, a trzeba pamiętać, że Start zagrał w sobotę dość wyraźnie osłabiony. Ale jak widać, co nas nie zabije to wzmocni, co świetnie pokazali zmiennicy. Czerwono-czarni hartują się w sytuacjach kryzysowych, więc najbliższej przyszłości jakoś się nie obawiamy. Za tydzień czeka nas batalia na terenie seryjnie rozstrzeliwującego kolejnych przeciwników lidera z Głubczyc, więc zapowiada się mega-ciekawy mecz. Najskuteczniejszy atak (19 goli) kontra najszczelniejsza defensywa ligi (2 stracone bramki). Kto z tej konfrontacji wyjdzie zwycięsko? To już rozstrzygnie 90 minut boiskowej rywalizacji na południu Opolszczyzny. Póki co kontemplujemy kolejny sukces NKS-u i czekamy na kolejne! [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy