Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Dobrze, coraz lepiej

Odsłony: 826

Namysłowscy rezydenci z ulicy Pułaskiego nie zwalniają! W trzecim meczu nowego sezonu zdobyli punkty i są w ścisłej czołówce rozgrywek o mistrzostwo IV ligi opolskiej. Tym razem czerwono-czarni zaksięgowali komplet „oczek” kosztem MKS-u Gogolin, który na nasz kultowy stadion zawitał w roli zespołu z kompletem punktów ugranych w dwóch wcześniejszych spotkaniach. Kibice Startu liczyli na dobre widowisko i nie przeliczyli się. Ciekawe spotkanie zakończyło się wygraną NKS-u 2-1, choć sukces łatwo nie przyszedł. Nasz zespół musiał się mocno napracować, aby wyszarpać punkty przeciwnikowi i przeskoczyć go w tabeli. I to się udało. Cieszy nie tylko zwycięstwo, ale i dobra gra, poparta wykreowaniem sporej liczby podbramkowych sytuacji. Dwie z nich wykorzystaliśmy i co najważniejsze, po ostatnim gwizdku zespół mógł wykonać tradycyjny taniec radości. Sprawdźmy więc w szczegółach, jak w sobotę zaprezentowały się obie drużyny i co spowodowało, że punkty zostały w Namysłowie.

Czerwono-czarnyy zespół od początku spotkania dobrze się prezentował. Chłopcy chcieli być przy piłce i grać piłką, co chyba nieco zaskoczyło gości. W 6’ po dobrym rozegraniu Szczygieł zagrał z lewej flanki do środka, gdzie biegnący Biczysko prostopadle podał do P.Pabiniaka. Szkoda, że naszego napastnika na 16 metrze uprzedził obrońca. W odpowiedzi (11’) Gogolin przeprowadził atak, po którym… objął prowadzenie. Po mocnym uderzeniu T.Mizielskiego z 20 metrów Speda odbił piłkę do boku na swoją prawą stronę. Tam jednak dopadł do niej inny rywal i zagrał przed bramkę, gdzie z 3 metrów przy braku asekuracji obrońców problemów z umieszczeniem jej w siatce głową nie miał Gajda. To lekko skonsternowało czerwono-czarnych, ale na szczęście, nie wybiło z obranego konceptu. W efekcie w 16’ po szybkiej wymianie piłki w środku pola Ptak zdecydował się uderzyć z 23 metrów. Zbyt lekko jednak, aby pokonać stojącego między słupkami Żmudę. Z kolei w 19’ prostopadłe zagranie D.Adriana trafiło do P.Pabiniaka, który wychodząc „sam na sam” z bramkarzem, próbował „dzióbnąć” piłkę w taki sposób, aby znalazła się poza zasięgiem Żmudy. Ten jednak zorientował się w niecnym planie i rzutem na ziemię w ostatniej chwili wybił mu piłkę spod nóg. Start nie rezygnował z ataków i za moment znów znalazł się na przedpolu MKS-u. W 24’ Żołnowski uderzył z rzutu wolnego (25 metrów od bramki), ale zbyt lekko i gogoliński goalie spokojnie przechwycił „kulę”. Nadeszła jednak 26’ i namysłowscy kibice mogli fetować zdobycie gola, poprzedzonego podyktowaniem rzutu karnego dla Startu. Przy próbie przyjęcia, w obrębie szesnastki Ptaka staranował Czabanowski i arbiter wskazał „na wapno”. To z kolei spotkało się z ostrym protestem gości, którzy nie byli przekonani co do słuszności kary. Sędzia Paszek pozostał jednak nieugięty i nakazał wykonanie „karnego” wyroku, a jego skutecznym egzekutorem okazał się Patryk Pabiniak. A niebawem (29’) po ładnym dla oka rozegraniu „skóry” z prawej strony Kostrzewy z D.Adrianem, ten pierwszy wpadł w szesnastkę, oszukał atakującego go defensora i mocno uderzył wzdłuż bramki. Strzał sprawił sporo kłopotów Żmudzie, ale ostatecznie bramkarz Gogolina zastopował piłkę. To jednak nie koniec namysłowskich ataków przed przerwą. W 31’ P.Pabiniak spróbował swoich sił z rzutu wolnego, spod chorągiewki rożnej. Uderzył kąśliwie na bliższy słupek i Żmuda znów miał problemy z zatrzymaniem piłki, ale ostatecznie tego dokonał. Gogolinianie groźnie odpowiedzieli dopiero w 37’. Wtedy to prostopadłe podana piłka trafiła pod nogi Kipki, który wybiegł „jeden na jednego” ze Spedą. Daniel zdołał jednak w porę wybiec na linię szesnastki, gdzie skutecznie wybił lecącą w jego kierunku futbolówkę nogami. Na tym emocje I połowy właściwie się zakończyły.

W drugiej części obraz gry niewiele się zmienił. Nadal Start był drużyną aktywniejszą w ofensywie i stwarzającą więcej zagrożenia pod bramką przeciwników. To pozytywne nastawienie szybko przyniosło wymierne efekty, bo już w 48’. Wówczas Sarnowski zdecydował się na dalekie i wysokie dośrodkowanie w pole karne spod linii środkowej (przy prawej linii autowej). Futbolówkę strącił Żmuda, który wyskoczył do piłki na przedpolu, ale ta spadła pod nogi Ptaka. Adrian momentalnie zdecydował się uderzyć z woleja, lecz jego próbę znajdujący się blisko niego golkiper zamortyzował i futbolówka poleciała na prawą stronę, gdzie czyhał już P.Pabiniak i strzałem z 6 metrów wpakował między słupki! Tym sposobem zdołaliśmy odrobić straty z nawiązką, a do zakończenia meczu pozostawało naprawdę sporo czasu. Kibice zastanawiali się w tym momencie czy ich pupile nie zdecydują się cofnąć i poprzez asekuracyjną grę liczyć na zabójcze kontry. Ale nic takiego nie miało miejsca, bo team Damiana Zalwerta nadal chciał grać otwarty futbol. W 52’ Kostrzewa przejął piłkę w prawym sektorze boiska, pociągnął kilkanaście metrów, po czym złamał na lewą nogę i strzelił z 18 metrów mocno po ziemi. Szkoda tylko, że pomylił się o pół metra. Niedługo potem (56’) Kostrzewa odzyskał „kulę” na prawym skrzydle, ruszył z nią przy nodze parę metrów i wrzucił na krótki słupek do nadbiegającego P.Pabiniaka. Patryk uderzył sytuacyjnie, ale tuż obok słupka. Z kolei w 60’ namysłowianie wyprowadzili szybki atak z własnego przedpola kilkoma krótkimi podaniami. W finalnym momencie „skóra” trafiła do P.Pabiniaka, którego jednak strzał z 25 metrów okazał się zdecydowanie za wysoki. Podopieczni trenera Pajączkowskiego nie mogli złapać właściwego dla siebie rytmu, w czym wydatnie „pomagał” im Start. Ale w 63’ przedarli się w końcu sensowniej pod namysłowską świątynię. Zmiennik D.Mikołajczyk przemieścił się z piłką z boku do środka boiska, po czym strzelił z 24 metrów. Skopiował jednak wyczyn sprzed chwili naszego snajpera, bo piłka poleciała równie wysoko nad poprzeczką. W rewanżu (65’) po kolejnej dobrej wymianie podań w środkowej strefie między czerwono-czarnymi, aktywny Kostrzewa przedryblował dwóch rywali i wyłożył „skórę” atakującemu Biczysko. Łukasz z 12 metrów uderzył płasko, lecz obrońcy jego próbę zablokowali. A Startowi wciąż było mało… 67’, to atak z udziałem Wierzbickiego, który znalazł podaniem P.Pabiniaka. Patryk z kolei oddał piłkę Kostrzewie, który krótkim zwodem oszukał na 17 metrze obrońcę i potężnie huknął w kierunku dalszego słupka. Futbolówka z impetem odbiła się jednak od spojenia słupka z poprzeczką i zamiast kapitalnego gola, mieliśmy tylko na trybunach jęk zawodu miejscowych sympatyków piłki nożnej. W kolejnym kwadransie ofensywne zapędy z obu stron jakby ucichły, choć zawodnikom obu ekip nie można było zarzucić, że się nie starają. Stan ten dopiero w 82’ przerwali, a jakże, czerwono-czarni. Po fajnej akcji młodzieży na lewej flance – D.Adriana z Wierzbickim – ten drugi zdecydował się podać na środek do szarżującego Biczysko. „Beny” z kolei momentalnie odbił piłkę na wbiegającego prawą stroną Smolarczyka, który zwodem oszukał defensora i uderzył po ziemi przy słupku. Bramkarz z kłopotami, ale kąśliwy strzał zdołał obronić. A za moment (83’) D.Raszewski dośrodkował z kornera na dalszy słupek, skąd głową złożył się do strzału Żołnowski. Kontrująca piłka minęła bramkarza, ale w finalnym momencie odbiła się od słupka i rywale nadal „byli w grze”. Z kolei w 89’ D.Adrian ograł przeciwnika w środku pola i dograł do P.Pabiniaka, który dla odmiany minął innego gogolinianina i strzelił lewą nogą w kierunku dalszego słupka. Niestety, pomylił się o metr. I gdy wydawało się, że to koniec emocji, do ataku zerwali się goście i niewiele brakło, a uratowaliby remis. W przedłużonym czasie gry dwukrotnie zrobiło się spore zamieszanie pod namysłowską świątynią, najpierw po wrzutce z kornera, a za chwilę z wolnego. Start jednak każdorazowo zdołał sytuację uspokoić. Z kolei w 90+3’ po podaniu z głębi pola na lewą stronę, już w polu karnym z 11 metrów źle do strzału złożył się Sobek i piłka zmierzała poza obrys bramki. Emocje postanowił jednak podgrzać nieco D.Raszewski, który podbił ryzykownie piłkę i ta ostatecznie poleciała nad naszą poprzeczką. Najważniejsze, że udało się nam przetrwać bez strat i niebawem chłopcy mogli unieść ręce w radosnym geście zwycięstwa.

Czerwono-czarni zagrali swój najlepszy mecz w obecnym sezonie i zasłużenie sięgnęli po komplet punktów. Rywal z Gogolina mógł jednak pokarać nasz zespół w końcowych fragmentach zawodów za brak skuteczności. Ostatecznie to się im nie udało, więc mamy uzasadnione powody do zadowolenia. Przy okazji meczu warto też wspomnieć, że w końcowym kwadransie żółto-czarni grali w osłabieniu, po tym jak po obejrzeniu drugiego żółtego kartonika z murawy zszedł Denis Kipka, najniebezpieczniejszy gracz w talii trenera Pajączkowskiego. Napastnik gości twardo i bezpardonowo walczył z naszymi obrońcami, ale parę razy przeholował i skończyło się na „wylotce”. Inna ważna informacja, to taka, że sobotnia wygrana z MKS-em Gogolin okazała się zwycięstwem nr 150 Startu Namysłów w historii naszych występów w IV lidze opolskiej! Gramy dobrze, a nawet coraz lepiej, więc kibice mają prawo mieć powody do satysfakcji. Tak trzymać! Gratulujemy i… czekamy na kolejne sukcesy, najlepiej już w najbliższej wyjazdowej grze ze Skalnikiem Gracze. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy