Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Zadyszka

Odsłony: 184

Za piłkarzami namysłowskiego Startu trzeci mecz sparingowy. A skoro w planach do rozegrania mamy łącznie cztery takie gry, to oczywistym jest, że do rozpoczęcia walki na poważnie pozostało już mniej, niż więcej czasu. W sobotę czerwono-czarni udali się po sąsiedzku do Bierutowa, gdzie ich obecną formę sprawdzili zawodnicy Widawy. Padł remis 1-1, z którego umiarkowanie zadowolone powinny być obie jedenastki. Nie było to spotkanie, które na długo zapadnie w pamięć kibiców (a Ci licznie, bo w liczbie 70 osób, stawili się na spotkaniu), niemniej kilka interesujących akcji i sytuacji podbramkowych spotkało się z oklaskami. NKS zagrał słabiej niż w dwóch wcześniejszych spotkaniach, na co wpływ w największym stopniu miały dwa czynniki. Pierwszy, to upalne popołudnie, a drugi, to intensywna praca w ostatnim tygodniu na treningach, co odbiło się na szybkości i świeżości. Ważne, że nikt nie odniósł kontuzji, a jednostka treningowo-meczowa przyniosła namysłowskiemu coachowi kolejny materiał do analizy. Sprawdźmy więc w szczegółach, co wydarzyło się na stadionie przy ulicy… Namysłowskiej, w rywalizacji Widawy z naszym teamem.

Start zaczął nietypowo, jak na siebie, bo od słabej gry. W pierwszym kwadransie nasi chłopcy byli mocno zagubieni, sprawiając wrażenie, jakby pierwszy raz spotkali się na boisku. Dużo niedokładności, chaosu i braku zrozumienia powodowały, że trener Zalwert irytował się przy linii bocznej, werbalnie próbując korygować bieżące problemy na murawie. Szybko fakty te przełożyły się na zagrożenie ze strony Widawy. W 3’ po zagraniu z prawej strony na 20 metr jeden z rywali uderzył mocno, ale jednak pół metra nad namysłowską poprzeczką. Z kolei w 17’ smród pod naszą świątynią był jeszcze większy. Jeden z graczy Widawy uderzył z sytuacyjnej piłki z odległości 8 metrów i tylko dzięki przytomnemu odbiciu piłki przez Spedę nie straciliśmy gola. Do odbitej futbolówki dopadł jeden inny bierutowianin, na szczęście asekurujący golkipera Żołnowski wślizgiem zażegnał niebezpieczeństwo. Start odpowiedział dopiero w 21’, gdy zaczął przejmować już inicjatywę. Wtedy P.Pabiniak przeprowadził indywidualną akcję lewym sektorem boiska, po czym wbiegł z piłką w szesnastkę i próbował strzelić. Próbował, gdyż w momencie strzału został przez obrońcę skutecznie zablokowany. Za kilka chwil (24’) nasz wymieniony przed chwilą snajper znów stanął przed strzelecką próbą. Tym razem zdecydował się uderzyć z 25 metrów, tyle, że „skóra” poszybowała daleko od bierutowskiej świątyni. Start jednak nie rezygnował, bo w 26’ znów widzieliśmy nasz zespół w akcji ofensywnej. Doskonałej akcji ofensywnej trzeba dodać. Ptak zagrał do Dominika Adriana, a ten z prawej strony ograł obrońcę i popędził w pole karne, gdzie wyłożył „kulę” na 7 metr P.Pabiniakowi. Ale Patryk w idealnej sytuacji uderzył nieczysto i piłka po rękawicach bramkarza ostemplowała jedynie słupek. Szkoda, bo to powinien być ewidentnie gol. Rozpędzeni namysłowianie w 34’ znów ruszyli bezpośrednio na rywali. Po szybkim i precyzyjnym ataku Biczysko dobrze podał na prawo do Świerczyńskiego, który podciągnął z futbolówką na wysokość 16 metra, a następnie podał na 13 metr P.Pabiniakowi, który tym razem uderzeniem lewą nogą przy słupku znalazł sposób na golkipera Widawy. Prowadziliśmy więc w końcu 1-0, a za chwilę mogło być wyżej. W 35’ po podaniu za plecy obrońców gospodarzy futbolówkę przejął – a jakże – P.Pabiniak, który w dobrej pozycji nieprecyzyjnie strzelił i zamiast bramki, mógł się jedynie poirytować sam na siebie, że klarowną okazję spartolił. No to w 41’ miny nieco nam zrzedły, bo Widawa wyrównała na 1-1. Długie podanie na prawą flankę minęło D.Raszewskiego, a tam jeden z graczy Widawy przejął ją i wystawił na 5 metr, gdzie formalności dopełnił wbiegający Rachwał. Jeszcze przed przerwą (44’) Start próbował się odkuć, ale bez efektu. P.Pabiniak kopnął potężnie z rzutu wolnego w odległości 35 metrów od bramki, ale bramkarz z wielkimi kłopotami odbił „kulę” na rzut rożny. Było blisko, ale zabrakło odrobiny szczęścia.

Po pierwszym, dramatycznym kwadransie, namysłowianie wzięli się w garść i do końca pierwszej prowadzili częściej grę, nierzadko też i groźnie atakując. Wystarczyło to jednak do zdobycia jednej bramki. Gorzej, że nie wystarczyło do utrzymania wyniku do przerwy, bowiem Widawa zdołała w końcówce wyrównać. Mimo to w przerwie liczyliśmy, że po chwilowym odpoczynku czerwono-czarni złapią głębszy oddech i przycisną rywali.

Tymczasem w drugiej połowie mecz stał się nijaki. Toczona w dość wolnym tempie gra nie mogła się podobać ani kibicom, ani tym bardziej trenerom, ale upał wcale nie chciał zelżeć. Owszem, obie drużyny starały się wypracować okazje do zdobycia goli, tyle, że nic już do sieci nie wpadło. Już w 38’ po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Świerczyńskiego głową uderzył Ptak. Tyle, że wysoko nad bierutowską świątynią. Dla odmiany w 53’ zrobiło się smrodliwie pod bramką namysłowską. Po błędzie jednego z namysłowskich defensorów rywal próbował z bliska zaskoczyć Spedę, ale ten wykazał się dużym refleksem i wybił piłkę poza linię końcową. Z kolei w 57’ po dośrodkowaniu z rzutu rożnego na dalszy słupek w dobrej sytuacji znalazł się Ptak. Tyle, że i w tym przypadku golkiper (Widawy) kapitalną interwencją zastopował strzał Adriana, wybijając piłkę poza boisko. W kolejnych kilkunastu minutach niewiele działo się pod obiema bramkami, choć zawodnicy gospodarzy i Startu próbowali inicjować kolejne ataki. Stan ten przerwał w 80’ aktywny Gołębiowski skutecznie powalczył o futbolówkę w szesnastce rywali i w efekcie ta znalazła się od nogami Smolarczyka, który złamał z atakiem do środka, po czym mocno strzelił po długim słupku. Bierutowski golkiper kapitalną paradą zdołał jednak zatrzymać piłkę i uchronił swój zespół przed stratą gola. Rywale odgryźli się w 86’, gdy z jeden z nich strzelił kąśliwie z 20 metrów. Mogliśmy jednak odetchnąć, bowiem „skóra” przeleciała tuż nad poprzeczką świątyni strzeżonej przez Spedę. Wreszcie w 90’ Gołębiowski dalekim podaniem znalazł Smolarczyka, który ograł w polu karnym obrońcę i uderzył z 5 metrów. Szkoda, że prosto w bramkarza, bo mogliśmy rzutem na taśmę przechylić szalę zawodów na swoją stronę. A tak zakończyły się one remisem.

Druga część potyczki nie miała w upale tempa i momentami była nijaka. No, ale trudno też dziwić się zawodnikom przebywającym na murawie, że nie forsowali tempa po mocnych treningach i dużym „żarze z nieba”. Na pewno sparing był pożyteczną jednostką treningową, po której nasz coach będzie miał znów materiał do omówienia i poprawy. Złapaliśmy zadyszkę, choć nie robimy z tego problemu, bo to cały czas okres intensywnej pracy treningowej. Cieszymy się, że w trzecim meczu lata nie daliśmy się pokonać i liczymy, że tak pozostanie do końca. Przed nami ostatni test, za to najtrudniejszy. 1 sierpnia zagramy w Marcinkowicach z IV-ligowym Sokołem. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy