Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

FalStart

Odsłony: 1600

 

W sobotę IV liga opolska zainaugurowała sezon 2017/18. Preludium rozgrywek odbyło się w Namysłowie, gdzie miejscowy Start podejmował absolutnego beniaminka tej klasy, Unię Kolonowskie. Skromna publiczność (ledwie 100 osób, co jak na namysłowskie standardy staje od kilkunastu miesięcy jest smutną normą) liczyła, że czerwono-czarni udanie wejdą w nową kampanię i sięgną po komplet punktów. Ten jednak zaksięgowali goście z Kolonowskiego i to oni po ostatnim gwizdku świętowali swoją historyczną wygraną w szatni. Rozczarowanie i smutek, to chyba najbardziej adekwatne i delikatne określenia do sobotnich wydarzeń. Sympatycy jedenastki z Pułaskiego zżymali się na zerowy efekt ataków przez 90 minut zawodów. Bo zwłaszcza po przerwie Start osiągnął wyraźną przewagę w polu, ale sytuacji podbramkowych stworzył niewiele. Nieudana premiera stała się naszym udziałem i fakt ten musimy przyjąć do wiadomości. Jedni się cieszą, inni smucą, jak to w futbolu. Żal jednak pogubienia punktów z przeciwnikiem, który nie zagrał wielkiego meczu. Oczywiście zbyt daleko idących wniosków po jednym spotkaniu nie należy wyciągać, niemniej do optymizmu też daleko. Pozostaje liczyć, że drużyna skonsoliduje się w tygodniu i w następnej grze zrehabilituje się w oczach czerwono-czarnych fanów. To jednak dopiero za tydzień. Tu i teraz prezentujemy natomiast szczegóły mocno rozczarowującego dla nas spotkania z Unistami.

Mecz zaczął się dosyć spokojnie. Żadna z drużyn nie ruszyła zdecydowanie do przodu, starając się raczej wybadać możliwości przeciwnika w środku pola. Ale w 6’ goście powinni cieszyć się z prowadzenia, gdy z prawej strony łatwo w szesnastkę przedarł się Spałek (w dziecinny sposób ogrywając Adriana i Krystiana Błach). Napastnik Unii znalazł się przed Zacharskim, jednak nasz golkiper kapitalną interwencją odbił jego uderzenie z 8 metrów i mogliśmy odetchnąć. Z kornera dośrodkowanie spadło na dalszy słupek, gdzie osamotniony Koj nie zdołał sięgnąć „kuli”, choć był tego bardzo bliski. Start odpowiedział w 8’, gdy po dośrodkowaniu z lewej flanki Kamila Błach futbolówka wybita została przed szesnastkę. Sarnowski próbował uderzyć, ale ta po odbiciu się trafiła pod nogi Ptaka, który poprawił z 20 metrów. Szkoda, że po jego uderzeniu piłka poszybowała nad poprzeczką. W 14’ najpierw Smolarczyk źle przyjął „kulę” w polu karnym, a za moment Sarnowski z 24 metrów strzelił bardzo niecelnie. No i nadeszła 18’ i miny mocno nam zrzedły. Wówczas po dośrodkowaniu Ostrowskiego z prawego rzutu rożnego „skóra” spadła na głowę atakującego krótki słupek Spałka, który w asyście jednego z namysłowian pewnie skierował ją z 7 metrów do bramki. Zacharski próbował jeszcze ratować sytuację, jednak „kula” po jego rękawicach i tak przebiła się za linię bramkową i zatrzymała się dopiero na siatce. Szok i niedowierzanie, bo przecież nie tego kibice NKS-u oczekiwali. Od tego momentu mający dobry wynik rywale ograniczyli się do zaryglowania własnej połowy, co przełożyło się na posiadanie piłki przy nodze po stronie czerwono-czarnych. Niestety, chłopcy nijak nie mieli pomysłu na zaskoczenie spokojnie i uważnie grających Unistów, raptem 2-krotnie znajdując się w sytuacjach strzałowych. W 21’ po podaniu z lewej strony, do piłki doskoczył na 22 metrze Ptak i ponownie uderzył w kierunku dalszego słupka. Niestety, tym razem pomylił się o jakieś pół metra. Z kolei w 23’ po wybiciu piłki z namysłowskiego przedpola, kula nad głową stopera z Kolonowskiego poleciała za obrys koła środkowego. Momentalnie wystartował do niej Smolarczyk, który przez kilkadziesiąt metrów biegł na spotkanie z M.Mesjaszem. Niestety, w decydującym momencie (już w polu karnym) Kamil uderzył w kierunku dalszego słupka z 13 metrów, ale futbolówka minimalnie minęła bramkę. Zamiast więc cieszyć się z wyrównania, irytowaliśmy się zmarnowaną setką. W 25’ z prawego narożnika szesnastki na uderzenie zdecydował się „Smolar”, ale „kula” pofrunęła w chmury. Mecz miał bardzo przeciętne tempo, a przy okazji zarysowywała się optyczna przewaga Startu. W 35’ Kamil Błach przedarł się lewą stroną pod linię końcową, skąd wgrał ją przed bramkę. Golkiper Unii był jednak czujny i pochwycił ją na ziemi. Goście pilnowali wyniku, kompletnie nie będąc zainteresowanymi w atakach przedpola namysłowian. Za moment (35’) prostopadłe podanie Ptaka trafiło do Sarnowskiego, który uderzył z 14 metrów nieco z prawej strony. Uderzona po ziemi „skóra” także padła łupem jednego z dwóch graczy o nazwisku Mesjasz. Unia odpowiedziała dopiero w 43’. Koj świetnie znalazł podaniem Spałka, ale ten zgubił piłkę i w efekcie po spóźnionym strzale nabił jednego z obrońców. Spałek jednak nie odpuścił i zdążył jeszcze doskoczyć do „kuli” po czym już z ostrego kąta ponownie strzelić. Tym razem trafił w biegnącego mu naprzeciw Zacharskiego i ta po parabolicznym locie najpierw znalazła się przed bramką, po czym padła łupem namysłowskiej defensywy. W 45+2’ uderzenia z 17 metrów podjął się Biczysko. Niestety, jego wolej był nieczysty, ale półlob (taki był finalny efekt strzału) wylądował pół metra za spojeniem bramki gości. Ostatnią akcję I połowy przeprowadzili rywale. W 45+3’ Ostrowski zacentrował z rzutu wolnego na głowę Spałka, ale ten z bardzo ostrego kąta główkował prosto w rękawice spokojnie interweniującego „Zachara”.

Do przerwy skromne prowadzenie wypracowali sobie gracze Unii. Z dwóch setek jedną wykorzystali i stąd ich handicap przed decydującymi 45 minutami. Do momentu przerwania gry przez sędziego na uzupełnienie płynów, potyczka była jeszcze zjadliwa w odbiorze. Jednak po powrocie obu ekip do walki nic konkretnego na murawie już się nie działo.

Na drugą połowę zespół Startu wyszedł wyraźnie pobudzony. Najwidoczniej drużyna usłyszała kilka mocnych zdań w kwestii podejścia do gry oraz walki i zaangażowania po przerwie, aby powalczyć o punkt(-y). Chłopcy od razu przejęli inicjatywę i z każdą upływającą minutą mocniej nacierali. W 51’ P.Pabiniak dostał krótkie podanie na 16 metr, odwrócił się z obrońcą na plecach i huknął kąśliwie spod kolana. Ale M.Mesjasz był uważny i lecącą w kierunku dalszego słupka piłkę nakrył ciałem. Gospodarze rozgrywali piłkę już na połowie rywali, do czego przed przerwą goście starali się nie dopuszczać. W 54’ Szczygieł wbiegł z piłką po prawej stronie i zagrał wzdłuż linii 11 metra do P.Pabiniaka. Nasz snajper nieczysto jednak trafił w „kulę” i bramkarz Unii dlatego ją zatrzymał. Szkoda tej akcji, bo przy większej precyzji rywale byliby w dużych opałach. Za chwilę (55’) P.Pabiniak na przestrzeni tych kilku minut znów wystąpił w roli głównej. Tym razem w jego kierunku głową podawał kuzyn Ł.ukasz Pabiniak, a Patryk z woleja (z 14 metrów) mocno uderzył dokładnie tam, gdzie stał M.Mesjasz. Gola wciąż dla namysłowian nie było. Start nie rezygnował z kolejnych ataków, a okres oblężenia przedpola Unii w 59’ sfinalizował bardzo niecelnym wykończeniem Krystian Błach. Za moment (60’) wrzutka z prawej strony w pole karne była w wykonaniu namysłowian precyzyjna, tyle że nikt lecącej przed bramką piłki nie sięgnął. A zamykający na lewej flance atak Kamil Błach strzelił z ostrego kąta nad poprzeczką. Nie minęła minuta (61’) a P.Pabiniak – widząc wysuniętego z bramki golkipera – zaskakująco strzelił z 28 metrów. Niestety, po raz kolejny futbolówka poszybowała tym razem obok spojenia. Start zdecydowanie nacierał, walcząc o odwrócenie losów meczu. Stworzyliśmy sobie kilka ciekawych okazji, ale w decydujących momentach brakowało ostatniego podania czy też należytego wykończenia. W 65’ mogliśmy jednak stanąć pod przysłowiową ścianą. Wtedy to schowani za podwójną gardą piłkarze Kazimierza Kucharskiego odpowiedzieli nam jeden jedyny raz, za to wyjątkowo groźnie. Waldera dośrodkował piłkę z lewej strony (spod linii autowej) idealnie na głowę wchodzącego w tempo Bartodzieja, który tym samym znalazł się na 10 metrze sam z Zacharskim. Ale zamiast głową skierować „skórę” do bramki, atakujący Unii pomylił się o kilkadziesiąt centymetrów. Odgryźliśmy się centrostrzałem Ł.Pabiniaka z dystansu, który pewnie pochwycił M.Mesjasz. A w 74’ publika tylko jęknęła, gdy z 33 metrów potężnie (nieco z lewej strony) strzelił Krystian Błach. Lecącą pod poprzeczkę piłkę golkiper Unii w ostatniej chwili palcami skierował na poprzeczkę i ta ostatecznie poleciała na korner. Z niego bardzo precyzyjnie dośrodkował Biliński, wprost na głowę Sarnowskiego. Ten jednak z 4 metrów główkował w… ziemię i po odbiciu się od murawy „kula” poleciała nad bramką! Lepszej sytuacji nie mogliśmy sobie w tym spotkaniu wymarzyć, a mimo to świątynia gości wciąż była niezdobyta. W 80’ P.Pabiniak uwolnił się spod opieki rywali, lecz z 25 metrów strzelił po ziemi bardzo słabo. Niebawem (82’) po dośrodkowaniu z lewego kornera nie znalazł się nikt, kto dołożyłby nogę. A Start wciąż napierał. Jeszcze w 83’ Szczygieł minął rywala i oddał piłkę Bilińskiemu, który jednak z 23 metrów przymierzył odrobinę niecelnie, więc de facto obok bramki. W końcowych minutach Uniści wciąż skutecznie neutralizowali wrzutki na swoje przedpole, pozwalając grać Startowi na wysokości 35-40 metra. I co dla nich najistotniejsze, dotrwali w ten sposób do końcowego gwizdka, po którym wznieśli ręce w geście triumfu.

Po przerwie posiadanie piłki przez Start było już zdecydowane, by nie napisać przygniatające. Ale wcale nie przekładało się to na wielkie zagrożenie bramki M.Mesjasza. Owszem, nasz zespół jeszcze wyżej atakował rozsądnie broniących się Unistów, operując futbolówką przeważnie na ich połowie. Ale posiadać piłkę, a zagrażać bramce, to w sobotę były dwie kwestie na zupełnie przeciwległych biegunach. Bo z tego posiadania wypracowaliśmy ledwie jedną stuprocentową okazję Sarnowskiego, sytuacyjne uderzenie w poprzeczkę Krystiana Błach i kilka kąśliwych uderzeń naszego kapitana P.Pabiniaka. Ale i tych aktywów nie zdołaliśmy należycie sfinalizować, więc zeszliśmy z murawy pokonani. Nie tego spodziewaliśmy się po pierwszym spotkaniu z beniaminkiem, ale to już historia. Oczywiście drużynie z Kolonowskiego gratulujemy sukcesu, bo choć ta nie zagrała wielkiego futbolu, głównie się broniąc, to jednak trzeba jej oddać, że robiła to w sposób bardzo rozsądny i już przy swoim prowadzeniu. Że nie wspomnimy o tym, że przywitanie z IV ligą Unia miała najlepsze z możliwych – historyczny pierwszy mecz na tym szczeblu i od razu wygrana w gościach z klubem, który w swojej historii miał okazję występować na zapleczu ekstraklasy. Historią jednak nie da się zdobywać punktów i mamy nadzieję, że szybko to nasi chłopcy zrozumieją. Póki co, zanotowaliśmy klasyczny (nomen omen) FalStart i w tygodniu trzeba ostro popracować, aby pokusić się o zmazanie tej plamy w kolejnej grze, która czeka nas w Krapkowicach. [KK]

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy