Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Nieudany powtórny debiut

Odsłony: 2588

Wysoką porażką zakończył się mecz Startu Namysłów w Czarnowąsach. Nasi chłopcy jechali na obiekt wicelidera z nowym trenerem na pokładzie oraz nadziejami na urwanie choćby punktu faworytowi. Boiskowa proza życia okazała się jednak dla nas bardzo bolesna, gdyż mimo przyzwoitej gry, zostaliśmy rozbici przez miejscowych aż 4-0. Podopieczni nowego-starego coacha nie zagrali źle, długimi fragmentami tocząc wyrównany bój z gospodarzami. Tyle, że z kilku dobrych okazji, ani razu nie udało im się umieścić piłkę w świątyni Khodanovycha. A że po drugiej stronie boiska kiepski występ zaliczył namysłowski vis a vis Kodliuk, to i końcowe rozstrzygnięcie okazało się wynikowym pogromem. W jaskini lwa zostaliśmy pożarci przez rozpędzonego rywala, więc oczywiście nie zdołaliśmy też poprawić naszej sytuacji w IV-ligowym rankingu, która delikatnie mówiąc, nie jest najciekawsza. O tym, co wydarzyło się w Czarnowąsach, piszemy w kolejnych akapitach.

Lepiej w spotkanie weszli piłkarze wicelidera, którzy w 7’ po rozegraniu autu i znalezieniu się piłki w szesnastce, za sprawą grającego trenera Scisło oddali strzał po krótkim słupku. Namysłowski goalie był jednak wtedy na posterunku i futbolówkę zastopował. W rewanżu (12’) po dobrym odbiorze w środku pola P.Pabiniak dostał „kulę” od Ptaka, decydując się na uderzenie z 23 metrów. Jego próba okazała się jednak niedokładna. Groźnie zrobiło się w 15’. Wtedy to po dośrodkowaniu z lewej flanki Świerczyńskiego, już w polu karnym z obrońcą na plecach obrócił się Ptak. Asekuracja defensorów „Swory” była jednak precyzyjna, bo kolejny z rywali uniemożliwił mu oddanie strzału. Z kolei po kornerze piłka spadła pod nogi Kostrzewy, którego próba z 16 metrów – po rykoszecie –znalazła się za linią bramkową. Rywale odpowiedzieli w 19’. Franek skorzystał z możliwości uderzenia z 18 metrów. Plasowana futbolówka otarła o namysłowski słupek i znalazła się poza linią końcową. To było poważne ostrzeżenie ze strony rywali. Pierwsze pół godziny gry było wyrównane. I wtedy właśnie (30’) straciliśmy gola. Po głupim faulu w środku pola miejscowi otrzymali rzut wolny. Dośrodkowana piłka spadła na 5 metr prosto na głowę Bednarskiego, który nie miał problemów z pokonaniem Kodliuka. Ivan mógł chyba zrobić więcej w tej sytuacji, bo jednak pole bramkowe, to ewidentnie rewir hegemonii bramkarzy. Niestety, 9 minut później (39’) zrobiło się już 0-2. Po stracie piłki w środkowej strefie boiska, gracze Swornicy przenieśli atak na prawy sektor, skąd poszło dośrodkowanie – także w pole bramkowe – do Scisło. Przyklejony do linii bramkowej Kodliuk nie ruszył w kierunku grającego trenera „Swory”, więc ten także umieścił piłkę w bramce. Próbowaliśmy się odgryźć w 42’ za sprawą Świerczyńskiego, ale Maciek uderzył zbyt lekko z 24 metrów, aby sprawić problemy dobrze dysponowanemu Khodanovychowi. Minutę później (43’) czerwono-czarno przeprowadzili bardzo ładny i płynny atak. Po wymianie kilku szybkich podań, w finalnym momencie Świerczyński podał piłkę w pole karne P.Pabiniakowi, który posłał mocny strzał pod poprzeczkę. Ale bramkarz Swornicy kapitalną interwencją wybił ją nad poprzeczkę i mogliśmy tylko żałować, że tuż przed zejściem do szatni nie złapaliśmy z wiceliderem bramkowego kontaktu.

Jak się okazało, niezłe pół godziny w naszym wykonaniu, to było zbyt mało, aby zejść do szatni z korzystnym wynikiem. Rywale – przy sporym udziale namysłowskiego golkipera – dwukrotnie wykorzystali swoje sytuacje i przed drugą częścią znaleźli się w komfortowym położeniu. My z kolei mogliśmy po raz enty żałować, że pod bramką przeciwników brakuje nam szczęścia. Brak skuteczności, to namysłowska zmora, która dała o sobie znać – a jakże – również po przerwie.

Druga połowa zaczęła się od ofensywnego wypadu NKS-u. W 51’ po odegraniu przez Lavrinenkę, piłkę pod nogi dostał P.Pabiniak, który minął zwodem obrońcę i znalazł się sam przed bramkarzem. Patryk z 10 metrów uderzył jednak lewą nogą nieczysto i przez to bardzo niecelnie. Swornica zaatakowała groźniej w 56’ i… trafiła nas po raz trzeci! Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, Kodliuk na 5-tym metrze wypiąstkował piłkę. Problem w tym, że na 10-ty metr, gdzie doskoczył Bednarski i uderzeniem z pierwszej piłki pokonał naszego bramkarza. W tym momencie stanęliśmy już pod przysłowiową ścianą. Realnie rzecz oceniając, 0-3 na boisku wicelidera i żadnych perspektyw na odwrócenie sytuacji. Dziś można gdybać, ale futbol ma to do siebie, że czasem przybiera zupełnie nieoczekiwany obrót. No właśnie, w 61’ po faulu na Kamilu Błach arbiter odgwizdał karnego. Pojawiła się szansa, żeby coś jeszcze w Czarnowąsach wskórać. Do piłki podszedł P.Pabiniak. Uderzył mocno, ale trafił w poprzeczkę, a piłka odbiwszy jeszcze przed bramką, ostatecznie wyszła w pole. Patryk nie wykorzystał drugiego wapna z rzędu i kibice zastanawiają się teraz, czy do kolejnej jedenastki – jeśli takową arbitrzy nam podyktują – podejdzie nasz snajper, czy szansę dostanie ktoś inny? W 65’ z Patryka strzałem poradził sobie najpierw Khodanovych, a za chwilę facet z numerem 1 na bluzie uprzedził swojego ukraińskiego rodaka Lavrinenkę, który dodatkowo znalazł się na minimalnym spalonym. W grę piłkarzy „Swory” wkradł się spory luz, ale i trochę nonszalancji, więc próbowali wykorzystać to namysłowianie. W 68’ po dorzucie piłki z lewej flanki próbującemu uderzyć z powietrza P.Pabiniakowi przeszkadzał Lavrinenko i w efekcie Patryk strzelił nieczysto. Niebawem (70’) po płynnym ataku prawą stroną Startu, Lavrinenko dograł piłkę wzdłuż bramki, skąd obrońcy ją wybili. Niezbyt jednak precyzyjnie, bo dopadł do niej P.Pabiniak i momentalnie huknął z półwoleja. Ale zamiast radości, na ławce rezerwowych słychać było tylko szmer irytacji, bowiem Khodanovych, choć z dużymi kłopotami, i z tej konfrontacji wyszedł obronną ręką. Kolejne minuty upłynęły bardziej na walce w środku pola. Namysłowianie próbowali coś sklecić, ale wysoko prowadząca Swornica rozbijała nasze ofensywne zapędy. A w 85’ najzwyczajniej nas… dobiła. Po wymianie kilku podań przez miejscowych, „kula” trafiła na 12 metr do doświadczonego i osamotnionego w tym momencie Rogowskiego, który skutecznie uderzył po ziemi. Piłka odbiła się jeszcze od słupka, niemniej wpadła do namysłowskiej bramki. Można się było w tym momencie załamać… W odpowiedzi Drapiewski (85’) bardzo mocno strzelił z 20 metrów, ale „skóra” o centymetry minęła poprzeczkę prostokąta ekipy z Czarnowąs. Wreszcie w 88’ P.Pabiniak dostał piłkę przed polem karnym, równie mocno uderzając przy słupku. Khodanovych (który to już raz?) świetną interwencją zbił „kulę” do boku.

W drugiej części namysłowianie szybko dostali trzeciego gola. Paradoksalnie jednak, gdyby P.Pabiniak trafił z karnego, a za krótką chwilę wykorzystał inną świetną sytuację, mogliśmy z przeciwnikiem złapać kontakt. Ale to tylko gdybanie, bo przecież liczy się to, co w sieci, a nie to, co na nodze. Gorszy dzień miał namysłowski golkiper, a dla odmiany jego rodak Khodanovych spisywał się rewelacyjnie. Łapał wszystko, nawet w najtrudniejszych momentach, nie dając tym samym nawet pomyśleć namysłowianom o nawiązaniu bramkowego kontaktu. Tak to już jednak w futbolu bywa, że jak nie strzelasz, to tracisz. Powtórny debiut na ławce trenerskiej Startu Damiana Zalwerta okazał się więc nieudany. Cóż, porażka 0-4 stała się faktem, ale nie możemy jej zbyt długo rozpamiętywać. Bo za trzy dni (w sobotę) konfrontacja z ekipą Kup, przeciwnikiem dla nas niewygodnym, ale nie spisującym się wcale lepiej od NKS-u. To będzie ciężka i nerwowa bitwa. [MK, KK]

P.S. Na stronie głównej wykorzystano zdjęcie autorstwa Pana Mariusza Szkuta [www.grupalokalna.pl]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy