Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Żal i złość

Odsłony: 1944

Do Olesna piłkarze Startu Namysłów jechali pełni optymizmu i nadziei, że po efektownym wiosennym przełamaniu z LZS-em Piotrówka, także w kolejnej grze zdołają pokusić się o punkt(-y). Środowe zwycięstwo (pierwsze wiosną) było niezwykle okazałe i to niewątpliwie mocno podbudowało nie tylko samych zawodników, ale i czerwono-czarnych kibiców. Do tego po trzymeczowej zwycięskiej serii oleśnian (po 1-0), Ci zanotowali wysoką porażkę w Głubczycach, wszystkie gole tracąc przy grze w przewadze. Powody do optymizmu więc były, choć generalnie tonowaliśmy nastroje przed tym spotkaniem mając w pamięci wcześniejszą historię gier OKS – Start przy ulicy Wachowskiej, wyjątkowo dla namysłowian niekorzystną. Efekt końcowy? Byliśmy o krok od wywiezienia z Olesna remisu, jednak w dramatycznych okolicznościach punkt przepadł. A co wydarzyło się na przestrzeni meczu i które zdarzenia miały decydujący wpływ na wynik? O tym w kolejnych akapitach.

Do meczu obie drużyny przystąpiły ze świadomością, że zdobyte punkty będą bardzo istotne. Dla Startu ewentualna wygrana pozwoliłaby na złapanie głębszego oddechu i zwiększenia przewagi nad strefą spadkową, a dla oleśnian w praktyce dawała niemal komfortową już sytuację przed długim finiszem rozgrywek. Lepiej w zawody weszli namysłowscy goście, którzy już w 4’ mieli szansę na gola. Wtedy to po rozegraniu autu piłkę z prawej strony zagrał na lewo P.Pabiniak, skąd Kamil Błach dośrodkował prze bramkę. Wbiegał tam z obrońcą na plecach Lavrinenko i sięgnął ją głową na 8 metrze. Niestety, nieczysto ją trafił i „kula” poleciała obok bramki. W kolejnych minutach Olek miał wyraźne problemy z przyjęciem futbolówki, bo z kilku zagranych do niego piłek żadnej dobrze nie opanował i rywale skutecznie go neutralizowali. W 12’ Świerc odegrał futbolówkę do swojego golkipera, aby uniknąć pressingu ze strony Startu. Odegrał ją w światło bramki, a hamujący Kościelny poślizgnął się i upadł na murawę. Pozbierał się jednak błyskawicznie i ostatecznie zapobiegł trafieniu samobójczemu. Za chwilę (14’) po aucie z lewej strony P.Pabiniak dorzucił „kulę” spod linii na krótki słupek, gdzie jednak szarżującego Kamila Błach uprzedził golkiper. Miejscowi odpowiedzieli niezamierzonym, ale jednak centrostrzałem Kubackiego po zagraniu z prawej strony. Z kolei kilkadziesiąt sekund później po kolejnym aucie, wyrzuconym przez Kamila Błach w lewym sektorze boiska, piłkę na klatkę piersiową przyjął P.Pabiniak, po czym huknął w kierunku bramki z obrotu (lewy narożnik szesnastki). Strzał był mocny, ale i niecelny, bo piłka jakieś 4 metry poszybowała nad bramką. W 24’ oglądaliśmy z kolei świetne podanie ze środka na lewą stronę Wilczyńskiego, po którym Lavrinenko z atakującym go defensorem przy boku zdołał uderzyć na dalszy słupek. Bramkarz Olesna zdołał jednak zapobiec nieszczęściu, gdyż piłka po jego palcach ostatecznie poleciała na słupek! Start nie zraził się jednak takim obrotem sprawy i w 26’ ponowił starania o bramkę. Tym razem krótkie podania po obwodzie szesnastki od Kamila Błach, przez P.Pabiniaka, a na Paszkowskim skończywszy, który z 24 metrów uderzył w sporej odległości od bramki. Start miał optyczną przewagę w polu, ale wynik był wciąż bezbramkowy. W 30’ Kamil Błach wzbudził podziw trybun, po tym jak w środku pola minął czterech rywali i w końcu zatrzymano go faulem. A kilkanaście sekund później Wilczyński ponownie zagrał piękną 40-metrową piłkę do Paszkowskiego, który na 12 metrze źle trafił „skórę” i ta poleciała w aut bramkowy. Szkoda tej sytuacji, bo była naprawdę dobra. Rywale odpowiedzieli w 32’. Po błędzie Wolskiego Kubacki wjechał z lewej strony w szesnastkę, ale Adrian zdołał go skutecznie zablokować (i miejscowi wywalczyli korner). Po dośrodkowaniu Hobera z rzutu rożnego Żołnowski dla odmiany zdjął piłkę z głowy składającemu się do strzału na 6 metrze Skowronkowi. 35’, to mocno nerwowa sytuacja, gdy Rozik bezpardonowo potraktował nakładką Lavrinenko i mieliśmy wymuszoną przerwę w grze. W 36’ rywale stworzyli sobie jedyną dobrą okazję przed przerwą. Dośrodkowanie z rzutu wolnego Hobera (z okolic 30 metra) spadło na głowę Świerca, który jednak na dalszym słupku uderzył nieczysto i futbolówka poleciała za linię końcową. Niebawem po wykonaniu autu w narożniku boiska Świerc krótko „klepnął” z kolegą i zaskakująco uderzył na krótki słupek, gdzie jednak Kodliuk – z małymi problemami – wypchnął piłkę za poprzeczkę. Wreszcie w 44’ po rozegraniu klepki przed szesnastką mocny strzał Hobera z 22 metrów został zablokowany przed jednego z namysłowskich stoperów.

Dobrze wyglądało 45 minut w wykonaniu gości z Namysłowa. Nasi gracze starali się grać ofensywnie, częściej będąc w posiadaniu piłki, rozgrywając ją mądrze oraz zdecydowanie częściej podchodząc pod bramkę rywala. Chłopcy wykreowali trzy dogodne okazje bramkowe, podczas gdy bardzo asekuracyjnie prezentujący się oleśnianie ledwie jedną. Byliśmy aktywniejsi z przodu, starając się zdobywać teren głównie akcjami oskrzydlającymi. Miejscowi obudzili się tak naprawdę dopiero w końcówce, gdy parę razy przedostali się pod pole karne Startu. Nic jednak z tego konkretnego nie wyszło. Mieliśmy więc nadzieję, że po przerwie czerwono-czarni nadal będą trzymać OKS za uzdę, a sami coś strzelą. Stało się jednak inaczej.

Symptomem zmian scenariusza spotkania była już sytuacja z 46’, gdy po zawahaniu się Adriana, Hober dograł piłkę Kowalczykowi, którego przy strzale zablokował Żołnowski. Za chwilę (49’) mieliśmy świetną okazję w odpowiedzi. Po dośrodkowaniu z lewego kornera P.Pabiniaka, piłka trafiła na głowę dobrze prezentującego się w sobotę Wilczyńskiego, który jednak z 5 metrów główkował obok bramki. Nasz zespół w pierwszych minutach po zmianie stron parę razy szarpnął lewą flanką z udziałem Kamila Błach, ale na walorach wizualnych się skończyło. Niebawem (53’) Wilczyński ruszył z piłką środkiem pola, po czym odegrał do znajdującego się w lepszej sytuacji Kostrzewy. Autor hat-tricka z 3 maja stracił jednak futbolówkę. Olesno odgryzło się dośrodkowaniem Hobera z lewej strony do atakującego pola bramkowe Flaka, który jednak w walce o pozycję sfaulował Krystiana Błach. Niestety, w 56’ straciliśmy gola. Wtedy to Kowalczyk oszukał zwodem Adriana, a mając nieco przestrzeni, uderzył z 24 metrów. Odchodząca nieco piłka wylądowała jednak idealnie w okienku bramki próbującego interweniować Kodliuka i miejscowi kibice mieli powody do radości. Agresywniej grający po przerwie rywale ograniczyli nam swobodę w środku pola, lecz mimo to w 62’ mieliśmy rzut wolny w bezpośrednim sąsiedztwie ich szesnastki. Z 35 metrów potężnie uderzył P.Pabiniak, a półgórną petardę w środek bramki Kościelny profilaktycznie odbił przed siebie. W 66’ detalu brakło, żeby doprowadzić do wyrównania. Po dośrodkowaniu Kamila Błach z prawej strony (ze stojącej piłki) bramkarz wybił „kulę” krótko, a na natychmiastową poprawkę głową zdecydował się Adrian. Jego lob nad zbierającym się golkiperem z linii bramkowej także głową nad poprzeczką wybił jednak Woźny. OKS odpowiedział w 69’. Wtedy po dorzucie piłki Kubackiego z rzutu wolnego (z lewej strony) Dębski uderzył po koźle, ale Kodliuk spokojnie interweniował. Niebawem aktywni gospodarze ponownie strzelali. Tym razem po wyrzucie piłki z autu, z boku i daleka uderzył na długi słupek Świerc, jednak obok dalszego spojenia namysłowskiej świątyni. Nadeszła jednak 76’ i nasza sytuacja stała się krytyczna. Wtedy to po dosyć kontrowersyjnym faulu z boku szesnastki Wolskiego na Kubackim (bo faul był na dwa razy, pierwszy przed linią szesnastki, a drugi – ten negowany przez gości – już w niej) arbiter Tomasz Okaj podyktował jedenastkę, którą spokojnie wykorzystał Hober. Zrobiło się 0-2 i raptem kwadrans na ewentualne odrobienie strat. Brawa jednak dla namysłowian, którzy nie zrazili się kiepskim rezultatem i wciąż starali się kreować ataki. W 78’ P.Pabiniak zdecydował się bezpośrednio uderzyć z rzutu wolnego z lewego narożnika szesnastki. Ale jego próba poleciała wysoko nad poprzeczką prostokąta Olesna. Trzy minuty później (81’) czerwono-czarni zdobyli gola kontaktowego po rzucie karnym, wykorzystanym przez P.Pabiniaka, a poprzedzonym nieco przypadkowym zagraniem ręką w szesnastce przez Świerca. W tym momencie czerwono-czarni dostali dodatkowego kopa mobilizacyjnego i zerwali się do zdecydowanych ataków, stawiając wszystko na jedną kartę. Tymczasem w 84’ po wrzutce z kornera Woźnemu centymetrów zabrakło, aby z 10 metrów oddać strzał głową na naszą bramkę. W rewanżu podopieczni Grzegorza Rośka ostro protestowali w 87’, gdy po dwóch upadkach z rzędu w polu karnym Ptaka, arbiter nakazał grać dalej. Nasz zespół włącznie z ławką rezerwowych zżymali się na arbitra, że nie podyktował kolejnej jedenastki, bo ich zdaniem faul był ewidentny. W 90+2’ wynik mógł „zabić” Brzenska, któremu piłkę na 13-ty metr odegrał Hober, gdy dostał piłkę pod nogi od… Kodliuka. Brzenska kąśliwie strzelił przy lewym słupku, ale Ivan zdołał się pozbierać i z trudnej sytuacji wyjść obronną ręką. Naprawił tym samym swój bardzo duży błąd. Za chwilę piłka znalazła się w polu karnym Olesna, gdzie Dębski sfaulował mającego futbolówkę przy nodze Kamila Błach i sędzia wskazał na karnego! Szok i niedowierzanie na trybunach, ale faktem jest, że wapno się Startowi w tej sytuacji należało. Do piłki podszedł egzekutor P.Pabiniak i uderzył półgórną piłkę nieco w prawą stronę. Rzucający się w lewo (patrząc z trybun) Kościelny zostawił jednak w górze nogę (zrobił tzw. poziomego pajacyka) i czubkiem buta wybił „skórę” nad poprzeczką!!! Siłą rzeczy chwilę później utonął w ramionach kolegów, którzy podziękowali mu za uratowanie trzech punktów. Z rożnego Kamil Błach dorzucił jeszcze „kulę” do P.Pabiniaka, ale wolej naszego kapitana zablokowali obrońcy i chwilę później usłyszeliśmy końcowy gwizdek.

Z murawy namysłowianie schodzili mocno niepocieszeni, bo punkt, który w ostatnich sekundach mogli rywalom wyrwać z gardła, równie szybko stał się teorią. W praktyce komplet oczek zagarnęli gospodarze i trudno było się dziwić ich pomeczowej radości. Sfrustrowani czerwono-czarni schodzili do szatni rozżaleni i źli, mając pretensje do arbitra za decyzje podejmowane głównie w ostatnim kwadransie. Fakt, Pan Okaj nieco się pogubił w paru sytuacjach, co przełożyło się na dużą nerwowość w namysłowskich obozie. W efekcie arbiter wyrzucił z ławki rezerwowych za niestosowne w jego mniemaniu komentarze masażystę Marka Gąskę, a chwilę później kierownika drużyny Mariusza Kowalika. Tak czy inaczej, porażka w Oleśnie stała się faktem i można jedynie żałować, że nie udało się Patrykowi trafić z rzutu karnego do siatki. A złościć się nasi piłkarze powinni także na siebie, bo gdyby przed przerwą wykorzystali jedną z trzech znakomitych okazji, to po przerwie obraz gry mógł wyglądać zasadniczo inaczej. Walki drużynie nie można odmówić i za to jej dziękujemy. Szkoda jednak, że po zmianie stron pozwoliliśmy rywalom na agresywniejszą grę, skracanie pola gry i tym samym ograniczenie własnych możliwości kreowania ataków w ofensywie. Z pewnością to kolejny materiał do analizy dla naszego szkoleniowca. Mamy nadzieję, że uwagi przekazane w tygodniu okażą się na tyle skuteczne, że w najbliższą sobotę zgarniemy – bo właściwie chcąc złapać nieco spokoju – trzy punkty z outsiderem tabeli z Prudnika. Żal i złość wyrzucamy z siebie i walczymy dalej! [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy