Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Ostatnia akcja...

Odsłony: 3344

Przed spotkaniem Startu z większyckim Po-Ra-Wiem miejscowi kibice oczekiwali trudnego, ale mimo wszystko punktowanego wyniku. Bo jakby nie patrzeć, zespół gości był w zasięgu możliwości naszych zawodników. Podopieczni Grzegorza Rośka długo realizowali scenariusz gry na remis, jednak w przedłużonym czasie gry misternie utkany plan poszedł wniwecz. Wtedy właśnie pechowa próba interwencji głową zakończyła się samobójczym trafieniem młodego Adriana, rozgrywającego bardzo solidne zawody. W efekcie zamiast dopisania w tabeli kolejnego punktu do naszego skromnego dorobku, zostaliśmy z niczym. No i ze sporą frustracją.

Zaczęło się od sytuacji w 4’, gdy po dośrodkowaniu z prawej flanki między namysłowskich obrońców i bramkarza, Ł.Pabiniak przytomnie wyekspediował futbolówkę poza linię końcową. Dla odmiany w 11’ po wgraniu piłki z lewej strony, w narożniku pola bramkowego do „kuli” doskoczył S.Stachura, uderzając z ostrego kąta w boczną siatkę. Nasi defensorzy popełnili błąd minutę później (12’) w efekcie czego do sytuacji strzałowej na linii pola karnego doszedł Szafarczyk. Mogliśmy jednak odetchnąć, gdy Zacharski odbił kąśliwe uderzenie na korner. Namysłowianie przedarli się na większyckie przedpole dopiero po kwadransie. W 14’ po krótko rozegranym rzucie wolnym Wilczyński z 20 metrów uderzył po ziemi, ale M.Blaucik pewnie futbolówkę zatrzymał. W 19’ natomiast do kontrowersyjnej sytuacji, gdy jeden z obrońców – mocno naciskany przez Raduchowskiego – ewidentnie zagrał piłkę do bramkarza ręką. Ale zasłonięty arbiter sytuacji nie zauważył. Kibice i nasi zawodnicy mieli więc całkiem uzasadnione pretensje do arbitra bocznego, który całe zdarzenie miał jak na przysłowiowym widelcu. Niestety, jego chorągiewka pozostała w pozycji gotowości, a nie interwencyjnej. W 24’ czerwono-czarni otrzymali rzut wolny na 20 metrze po faulu na P.Pabiniaku. Do futbolówki podszedł sam poszkodowany, lecz jego próba poszybowała wysoko nad poprzeczką. W 26’ nasz zespół przeprowadził bardzo ładny atak. Otrzymawszy piłkę w prawym sektorze boiska Raduchowski dośrodkował na 6 metr do Lavrinenki, który wyskoczył wysoko w górę i uderzył głową. Piłka minęła jednak słupek większyckiej świątyni o centymetry i mogliśmy tylko westchnąć, gdyż wynik wciąż brzmiał 0-0. Goście zrewanżowali się nam w 34’. Po rzucie rożnym Zacharski wypiąstkował piłkę na 16 metr, gdzie do strzału doszedł niepilnowany Kozołup. Jego uderzenie było dużej mocy, na szczęście przeleciało metr nad namysłowską bramką. W 40’ piłkę od P.Pabiniaka otrzymał Paszkowski, decydując się na uderzenie z 25 metrów. Uderzenie okazało się jednak mocno nieprecyzyjne i futbolówka w bezpiecznej odległości minęła większycki „prostokąt”. W 43’ do odbitej przez defensorów „skóry” dopadł na 16 metrze Lavrinenko, decydując się na strzał z pierwszej piłki. Fantastyczną interwencją popisał się jednak M.Blaucik, ratując swój zespół przed utratą gola. Ostatnim akordem pierwszej części zawodów była próba strzałowa S.Stachury w 43’. Zbyt lekka jednak, aby zaskoczyć dobrze dysponowanego Zacharskiego.

Do przerwy kibice goli nie obejrzeli, choć sytuacje ku temu były. Generalnie jednak obie jedenastki skupiły się na uważnej grze w tyłach i stąd dużo walki w środkowej strefie boiska. Kibice nie oglądali zbyt emocjonującego widowiska, sporymi fragmentami przypominającego szachy. Pojedynek był zwyczajnie słaby. W sobotę nie o boiskowe fajerwerki jednak chodziło, a o przełamanie serii trzech gier bez zwycięstwa Startu. Jak się w drugiej połowie okazało, do zwycięstwa trochę naszej ekipie brakowało. Remis natomiast był na wyciągnięcie ręki…

Drugie 45 minut zaczęło się całkiem dla nas obiecująco. W 48’ P.Pabiniak przedarł się środkiem boiska i uderzył z 27 metrów. Strzał naszego snajpera został zablokowany, natomiast dobitka w wykonaniu Lavrinenki o parę metrów minęła bramkę strzeżoną przez M.Blaucika. Niebawem (50’) Żołnowski doszedł do uderzenia głową po dośrodkowaniu z wolnego P.Pabinaka, tyle, że w trudnej pozycji uderzył zbyt lekko, aby zaskoczyć czujnego golkipera gości. Kolejny atak (już w 58’) też był udziałem czerwono-czarnych. Tym razem po szarży lewą flanką Raduchowski wypuścił podaniem Kamila Błach, który w asyście defensora uderzył prosto w rękawice M.Blaucika. Namysłowianie szarżowali, jednak to goście częściej byli w posiadaniu futbolówki, starając się ją całkiem sensownie rozgrywać. Długo jednak nie przynosiło to żadnego efektu. W 71’ P.Pabiniak uderzył z powietrza (25 metrów), ale jego próba poleciała bardzo wysoko nad bramką. Goście po naszą świątynią wyraźnie uaktywnili się dopiero w końcówce. W 74’ Atroszko – po wybiciu futbolówki z namysłowskiego pola karnego – strzelił z 30 metrów, ale parę dobrych metrów od bramki. Za moment (78’) rezerwowy Adamus zdecydował się na strzał z rzutu wolnego, jednak z 20 metrów zdołał trafić tylko w namysłowski mur. 81’, to z kolei przechwycenie długiego podania przez K.Stachurę i próba z 25 metrów. Był to jednak kolejny w tych zawodach strzał z serii „na wiwat”. W 85’ fatalny błąd na własnym przedpolu popełnił Kamil Błach, w wyniku czego do piłki dopadł Tracz. Uderzył silnie po ziemi, na szczęście Zacharski interwencją nogami zdołał go powstrzymać. W 88’ po kornerze goście po raz kolejny nam zagrozili. Tym razem po rozegraniu rzutu rożnego z 6 metrów strzelił A.Blaucik, jednak Zacharski pewną interwencją zapobiegł nieszczęściu. Nasz młody golkiper nie zdołał natomiast zapobiec wspomnianemu nieszczęściu w przedłużonym czasie gry. Konkretnie w 90+1’, gdy po rzucie wolnym głową interweniował nasz stoper Adrian. Na tyle jednak niefortunnie, że futbolówka tuż przy słupku wylądowała w namysłowskiej siatce. Radości gości trudno było się w tym momencie dziwić, bowiem za chwilę ekstraklasowy arbiter z Kluczborka, Pan Jarosław Przybył, zakończył mecz.

Przegraliśmy po ciosie zadanym nam przez Po-Ra-Wie w ostatniej akcji meczu. Frustracja naszych piłkarzy mieszała się więc z niedowierzaniem i złością. Niedowierzaniem, jak można w tak pechowych okolicznościach stracić gola, i złością, że punkt przepadł nam dosłownie w ostatnich sekundach spotkania. Tak się jednak czasem scenariusze meczów układają. Dramat gospodarzy stał się radością gości. Gości, którzy po przerwie lepiej wyglądali w polu, ale którzy mieli spore kłopoty ze sforsowaniem namysłowskich zasieków obronnych. Cóż, począć, stało się i już się nie odstanie. Pozostaje wierzyć, że czerwono-czarni wyciągną wnioski z pstryczka zafundowanego im przez Po-Ra-Wie i w następnym meczu wreszcie zadowolą kibiców meczem z kompletem punktów. Łatwo nie będzie, bo naprzeciw nam w następny weekend wybiegną gracze Głuszyny. No, ale kiedy się przełamać, jak nie w meczu derbowym? Cztery spotkania bez zwycięstwa, to długa seria. Zbyt długa, aby bez niepokoju spoglądać w tabelę. Dlatego byłoby miło, gdybyśmy po najbliższej grze liczyli punktową stratę do ekip środka tabeli, a nie coraz skromniejszą przewagę nad drużynami lokującymi się w strefie spadkowej. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy