Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Sygnał został wysłany

Odsłony: 6731

Namysłowski Start w środę odrabiał zaległości. Ale pojedynek z aspirującą do czołowych miejsc Małąpanwią nie zapowiadał się na łatwą przeprawę, przede wszystkim ze względu na świetną formę rywali we wrześniu. Kibice zakładali, że czerwono-czarni nawiążą walkę i postarają się wyrwać faworyzowanym gościom co najmniej punkt. Ich oczekiwania przeszły jednak najśmielsze oczekiwania, bowiem Start sprawił im piękną niespodziankę. Podopieczni Grzegorza Rośka wygrali pewnie 3-0, co zszokowało nie tylko ławkę rezerwowych Małejpanwi. Tym samym nasz zespół po ostatnio dosyć pechowych remisach (grając lepiej i mając przewagę w meczach ze Swornicą i TOR-em ostatecznie dzielił się punktami po wynikach 1-1) bezdyskusyjnie sięgnął po 3 punkty, wysyłając czytelny sygnał do konkurencji, że jednym wyraźnym laurem się nie zadowoli. Cieszy nie tylko wysoka wygrana, ale i przełamanie strzeleckiej anemii, z którą borykaliśmy się dotychczas. Krzepiący rezultat poszedł w świat i mamy nadzieję, że po takiej autoprezentacji możliwości, nasi chłopcy kontynuować ją będą także w kolejnych grach.

Groźnie pod bramką pomarańczowo-czarnych zrobiło się już w 1’. Samborski dostał długą piłkę na lewą flankę od Wilczyńskiego, po czym uciekł obrońcom i wpadł w pole karne. Tam jednak stoper zdecydowaną interwencją powstrzymał naszego silnego napastnika i ten strzału nie oddał. Rywale odpowiedzieli ze stałego fragmentu gry. W 7’ Lewandowski ostro huknął z 30 metrów, ale bardzo wysoko nad bramką. Także rzut wolny, tyle że z drugiej strony w 10’ wykonał P.Pabiniak. Po jego uderzeniu miejscowi kibice tylko jęknęli, bowiem piłka o centymetry minęła okienko bramki Stodoły. W 12’ Start objął prowadzenie. Po składnym ataku naszych piłkarzy, kilka szybkich podań spowodowało, że piłkę otrzymał Szczygieł. Młody pomocnik dograł ją na 20 metr do P.Pabiniaka, który zwodem oszukał dwóch defensorów i płaskim mocnym strzałem przy lewym słupku ulokował piłkę w bramce. To jednak nie satysfakcjonowało gospodarzy, którzy w 15’ znów zaszarżowali. Tym razem P.Pabinaik otrzymał „kulę” z lewej strony szesnastki i odegrał swojemu asystentowi sprzed chwili. Szczygieł jednak uderzył niecelnie. Nakręceni namysłowianie znów z furią zaatakowali i w 16’ zdobyli drugiego gola! I znów w decydującym momencie obserwowaliśmy wymianę piłki między Szczygłem a P.Pabiniakiem. Z tą różnicą, że po zagraniu na środek pola naszego młodzieżowca, najlepszy snajper NKS-u prostopadłą piłką wypuścił Samborskiego. Rafał natomiast ruszył z impetem naprzeciw Stodole, wyszedł z nim „sam na sam” i pewnym uderzeniem po długim rogu po raz wtóry dał okazję kibicom do manifestowania radości. Po nieco ponad kwadransie mieliśmy piękny wynik w garści, a czerwono-czarni ani na moment nie zamierzali zwalniać. W 20’ P.Pabiniak odzyskał piłkę na 25 metrze, wyszedł z golkiperem „1 na 1”, próbując podcinką go przelobować. Doświadczony Stodoła zdołał jednak czubkami palców zatrzymać „kulę”, ratując w ten sposób Małapanew przez utratą kolejnego gola. Rywale obudzili się w 21’ i wtedy też zagrozili namysłowskiej świątyni. Po dorzuceniu piłki na 5 metr jeden z napastników uderzył po koźle. Futbolówka minęła próbującego interweniować Patryka Zacharskiego (dla naszego 16-letniego golkipera był to debiut w meczu o punkty), lecz zmierzającą do siatki piłkę z linii bramkowej wybił Żołnowski. „Skóra” znalazła się pod nogami P.Pabiniaka, który bez namysłu znów wypuścił w bój Samborskiego. A „Sambor” w bliźniaczej akcji jak przy drugim golu, pewnym strzałem pokonał bramkarza i Start prowadził już 3-0! To było perfekcyjne 20 minut w wykonaniu czerwono-czarnych. I co szczególnie budujące, chłopcy nie zamierzali poprzestawać w nękaniu ozimskiej defensywny. W 28’ wybita przez obrońców futbolówka trafiła pod nogi Wilczyńskiego, który z 20 metrów lewą nogą strzelił obok bramki. Festiwal świetnej gry w wykonaniu podopiecznych Grzegorza Rośka trwał nadal. W 30’ Samborski otrzymał kolejne prostopadłe podanie (tym razem od Wilczyńskiego). Rafał wyszedł przed ścigających go defensorów i lewą nogą uderzył po ziemi. Bramkarz Małejpawni poradził sobie jednak z nieprzyjemnym strzałem. W 37’ nie było inaczej – Start znów pojawił się na przedpolu HKS-u. Po dobrze zapowiadającym się ataku lewym sektorem boiska Lavrinenko podał piłkę na 25 metr do Paszkowskiego, ale ten uderzył bardzo nieprecyzyjnie. W 39’ Zacharski dla odmiany został przetestowany na „czujność”, gdy kąśliwą próbę wrzucenia mu piłki za kołnierz zdał pozytywnie, przenosząc ją nad poprzeczką i zażegnując w ten sposób niebezpieczeństwo. Małapanew zerwała się także w 45’. Goście wymienili kilka szybkich podań, po czym piłka znalazła się na 5 metrze pod nogami Jaroszyńskiego. Ten jednak w naprawdę dobrej okazji bramkowej, koncertowo ją spartolił, przenosząc „skórę” nad poprzeczką.

Za pierwsze 45 minut Startowi śmiało można było wystawić szkolną piątkę. Nasz zespół z rozmachem angażował siły w ofensywną grę, czym nawet niespecjalnie przekonanym do jego dotychczasowej postawy kibicom mógł zaimponować. Nie było kalkulacji, ale gra do przodu. Stąd nie tylko 3 piłki w siatce Małejpanwi, ale również kilka innych groźnych okazji. W tym okresie goście sprawili duży zawód, bo choć operowali piłką, to jednak poza dwoma sytuacjami, w praktyce bez większego zagrożenia bramki czerwono-czarnych.

Fot.: Determinacja i walka przyniosła czerwono-czarnym (na zdjęciu) efektowny sukces z Małąpanwią.
[zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

 

Po zmianie stron obraz gry uległ zasadniczej zmianie. Raz, że trener Kaniuka starał się na bieżąco reagować, dokonując trzech zmian (w tym dwie jeszcze przed przerwą), a dwa, że czerwono-czarni nie szarżowali już przedpola gości, skupiając się głównie na zabezpieczeniu dostępu do własnej świątyni (a przy okazji chyba też podświadomie oszczędzając się na kolejny, sobotni mecz w Piotrówce). Inicjatywę przejęli więc pomarańczowo-czarni rywale. W 50’ po zbyt krótki wybiciu przez naszych obrońców piłki, na 16 metrze przejął ją Komor i mocno uderzył. Na szczęście potężne uderzenie głową zamortyzował Kozan. Za chwilę (52’) do prostopadłej piłki doszedł w szesnastce Stupak i znalazł się naprzeciw Zacharskiego. Młodziutki golkiper Startu popisał się jednak świetną interwencją, powstrzymując tym samym atakującego. W 53’ Stupak znów miał zbyt dużo wolnego miejsca w namysłowskim polu karnym, lecz jego zagranie przeciął Kozan i ponownie zażegnał niebezpieczeństwo. Odpowiedzieliśmy w 55’, gdy P.Pabiniak oszukał przed linią szesnastki stopera, oddając kąśliwy strzał z 18 metrów. Niestety, Patryk chybił o metr. Małapanew przeniosła grę pod naszą bramkę w 57’. Wtedy to po kornerze do główki doszedł Lewandowski, lecz w dobrej sytuacji także pomylił się o metr. Z kolei w 60’ długie podanie Paszkowskiego trafiło do P.Pabiniaka. Nasz super-snajper nie zdołał jednak opanować futbolówki i przechwycił ją Stodoła. Goście nie rezygnowali z prób trafienia do siatki. W 61’ zamieszanie w namysłowskim polu karnym starał się wykorzystać Stupak. Zdołał zwieść Zacharskiego, ale czujny Krystian Błach dobrze go zaasekurował, wybijając „kulę” daleko w pole. 65’, to dobre podanie Smolarczyka do Samborskiego. Ten oszukał zwodem obrońcę i wjechał w szesnastkę, z ostrego kąta uderzając minimalnie niecelnie po dłuższym słupku. Małapanew próbowała zaskoczyć namysłowską defensywę, lecz ta bardzo przytomnie reagowała na boiskową sytuację, w większości w porę eliminując potencjalne zagrożenie. W 72’ po dośrodkowaniu z prawej flanki do główki doszedł aktywny Stupak, uderzając po koźle. Dobrze zachował się jednak Zacharski, nieprzyjemne uderzenie odbijając poza linię końcową. Z kolei w 80’ Semik podjął się próby zaskoczenia Zacharskiego uderzeniem z wolnego. Faktem jest, że zawodnik Małejpawni uderzył z 18 metrów mocno, ale jednak kilkadziesiąt centymetrów nad poprzeczką. Do końca meczu pozostawało niewiele minut, więc namysłowianie z dużym zapasem bramkowym ograniczyli się już tylko do gry defensywnej. Stąd okazja w 84’ dla Ozimka, gdy Jaroszyński wpadł z futbolówką przy nodze w pole karne i przy asyście Żołnowskiego uderzył po dalszym słupku. Na szczęście dla nas rywal pomylił się o centymetry i zamiast znaleźć się w siatce, piłka jednak bramkę minęła. Ostatni akord meczu miał miejsce w 90+4’. Wówczas z dystansu (30 metrów) uderzył Grześkiewicz. Rezerwowy z Ozimka wpisał się jednak w standard swoich kolegów i choć niewiele (bo pół metra), to jednak też się pomylił.

W drugiej części zawodów namysłowianie oddali inicjatywę rywalom i gra w ich wykonaniu już nie imponowała. Ale zauważyć trzeba, że to strategia, która całkowicie zdała egzamin. Chłopcy nie forsowali tempa, skupiając się głównie na ewentualnych kontratakach. Pozwolili grać gościom, ale Ci mimo sporego potencjału, niewiele w naszym polu karnym wskórali. Owszem, kilka sytuacji pachniało sporym zagrożeniem, jednak bez oczekiwanych przez oponentów efektów. Dlatego też po końcowym gwizdku czerwono-czarni piłkarze mogli okazać w pełni swoją uzasadnioną z wyniku radość. Silna Małapanew została przy Pułaskiego odprawiona z kwitkiem. Mimo dwóch różnych części, ekipa Grzegorza Rośka sięgnęła po 3 punkty w sposób całkowicie zasłużony. Huraganowe ataki przed przerwą zrobiły na tyle duże spustoszenie w szeregach obronnych gości, że Ci mimo prób, po zmianie stron już się nie podnieśli. To był mecz o dwóch różnych taktykach w naszym wykonaniu. Ale prawdę mówiąc, jeśli kolejne spotkania przebiegałyby w bliźniaczy sposób, to nie mamy nic przeciw, aby Start najpierw gole strzelał, a później umiejętnie wyniku bronił (czy jak kto woli, kontrolował mecz). Gratulujemy chłopakom świetnej i czekamy na kolejne (niekoniecznie spektakularne) zwycięstwa! [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy