Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Oby był to "zimny prysznic"

Odsłony: 6566

Bolesną porażkę zanotowali w sobotę zawodnicy namysłowskiego Startu. Przed wyjazdowym pojedynkiem z Polonią Głubczyce faworytem do wygranej byli oczywiście gospodarze, dlatego z czerwono-czarnej perspektywy wiedzieliśmy, że czeka nas niezwykle trudny mecz. Mało kto jednak zakładał, że rywale wynikowo nas zdemolują i w ostatecznym rozrachunku pogromią. Porażka 1-5 chluby nam nie przynosi i mniejsze znaczenie dla kibiców będzie miał fakt, że chłopcy się starali. Cóż z tego, skoro w wyniku kilku fatalnych błędów indywidualnych padł wstydliwy rezultat. Gospodarze swoją grą potwierdzili, że ich dwukrotne wywalczenie wicemistrzostwa IV ligi (w dwóch minionych sezonach) nie było dziełem przypadku. Szkoda jednak, że ad acta odłożyli wcześniejsze gry Polonia – Start, które nie tylko były wyrównane, ale i dostarczały całkiem ciekawych emocji. Te w sobotę i owszem były, ale w jedną stronę.

Gorzej potyczki przy ul. Sportowej nie mogliśmy zacząć, bo już pierwsza akcja gospodarzy przyniosła im gola. W 2’ dośrodkowanie z kornera spadło na głowę wyskakującego w górę Bawoła, który uderzeniem z 10 metrów pokonał Kodliuka. Zaczęliśmy fatalnie, ale to jeszcze nie oznaczało kresu marzeń o korzystnym wyniku. Start po raz pierwszy zaatakował w 9’. Kostrzewa pociągnął lewą stroną, po czym zagrał na 16 metr do P.Pabiniaka. Strzał Patryka zablokowali jednak głubczyccy defensorzy. Dla odmiany w 12’ zagrozili nam rywale i znów po rzucie rożnym. Po zagraniu futbolówki do strzału z 10 metrów doszedł Lenartowicz. Kodliuk był jednak dobrze ustawiony i niebezpieczne uderzenie wybronił. Za chwilę kibice obserwowali kolejny stały fragment gry. Tym razem (14’) po dośrodkowaniu z rzutu wolnego „kula” spadła pod nogi Wiciaka, który uderzeniem z 15 metrów pomylił się – na szczęście – kilkadziesiąt centymetrów. Gospodarze w tym okresie zbyt łatwo przedostawali się na namysłowskie przedpole, mimo, że Start dosyć wysoko próbował zastawiać zasieki obronne. W 16’ Start odpowiedział świetnym rajdem Kamila Błach, który wpadając w pole karne, wycofał „skórę” na linię szesnastki do Wilczyńskiego. „Wilu” kopnął z pierwszej piłki, pięknym uderzeniem pokonując próbującego interweniować Kozdębę. Remis na boisku czołowej ekipy IV ligi był już znaczenie bardziej dla nas satysfakcjonujący. Tyle, że w późniejszych minutach sytuacja wymknęła się czerwono-czarnym spod kontroli… W 20’ po krótkim rozegraniu rzutu wolnego na strzał z 13 metrów zdecydował się Bawoł, lecz czujny Kodliuk odbił piłkę poza linię końcową. Niebawem (26’) odpowiedzieli nasi zawodnicy, gdy po ładnym rozegraniu piłki w prawym sektorze boiska przez P.Pabiniaka i Szczygła, Patryk odnalazł podaniem Wilczyńskiego. Wojtek ponownie strzelił z dystansu (z 18 metrów), ale tym razem Kozdęba – z trudem – „skórę” zatrzymał. Z kolei w 31’ zobaczyliśmy znany nam już scenariusz, czyli próbę zagrożenia namysłowskiej świątyni po SFG. Po wrzutce z wolnego futbolówka przeszła między naszymi obrońcami i trafiła do Lenartowicza, który z 6 metrów głową pokonał Kodliuka. Niebezpiecznie zrobiło się też w 37’, gdy Siodlaczek uderzył z okolic 25 metra, a odbita od nierówności w szesnastce piłka omal nie zaskoczyła naszego golkipera. Ten jednak instynktownie odbił ją przed siebie i do ponownej radości gospodarzy nie doszło. Nasz zespół próbował odgryźć się w 38’, gdy z rzutu wolnego przymierzył P.Pabiniak. Niestety, jego próba z 30 metrów była o pół metra nieprecyzyjna. No to w rewanżu (43’) centrostrzał Jamuły narobił smrodu pod namysłowską bramką, bo niewiele zabrakło do gola. Mocniej odetchnęliśmy także minutę później (44’), gdy długie zagranie trafiło do Bawoła, a ten z ostrego kąta trafił w słupek. Ostatnie zdanie należało jednak do czerwono-czarnych, którzy za chwilę zagrozili Polonii. Mogliśmy żałować że mocny strzał P.Pabiniaka z 30 metrów minimalnie przeleciał nad bramką, bo gdyby nie ten fakt, na przerwę schodzilibyśmy w zdecydowanie lepszych nastrojach.

Do przerwy przegrywaliśmy jednym golem i wciąż liczyliśmy, że po zmianie stron uda się straty odrobić. Niepokój wzbudzało jednak to, że rywale zbyt łatwo przedostawali się pod naszą bramkę, mimo, że zorientowani byliśmy na wskroś defensywnie. Owszem, chłopcy nie wyglądali źle w polu, ale to było zdecydowanie za mało wobec grających pewnie i zdecydowanie gospodarzy. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść.

Fot.: W sobotę Łukasz Bawoł (granatowa koszulka) był dla naszych piłkarzy nieuchwytny, prowadząc swój zespół do wysokiej
wygranej 5-1, a indywidulanie notując hat-tricka. [zdjęcie: www.polonia1945glubczyce.futbolowo.pl]

 

Równie źle co w pierwszą, weszliśmy także w drugą cześć meczu. W 50’ bowiem miejscowi pierwszy raz poważniej zaatakowali i – niestety – trafili nas po raz trzeci. Gol był efektem kontrataku, po którym Grek wygrał pojedynek biegowy z Żołnowskim i w sytuacji „sam na sam” z Kodliukiem strzałem po długim rogu pewnie go pokonał. Nasza sytuacja zrobiła się w tym momencie bardzo trudna. Za chwilę (54’) nastąpiła akcja lewą stroną gospodarzy, po której piłkę otrzymał Jamuła i strzelił z 14 metrów. Nasz ukraiński „goalie” zdołał jednak odbić „kulę”, która odbiwszy się od poprzeczki, opuściła plac gry. Start próbował odwrócić losy meczu i w swojej determinacji kilka razy pokazał się z niezłej strony. Jak choćby w 57’, gdy Kostrzewa dośrodkował w szesnastkę, gdzie do futbolówki doskoczył Ptak, wycofując ją na 16 metr do P.Pabiniaka. Namysłowskiego bombardiera zablokowano jednak przy strzale, a próba dobitki Wilczyńskiego też nie poprawiła naszej sytuacji. Nie rezygnowaliśmy jednak i w 58’ zaatakowaliśmy ponownie. Tym razem dośrodkowana przez Ptaka „kula” trafiła do Samborskiego, który z 7 metrów główkował mocno, ale minimalnie niecelnie. A szkoda, bo to była świetna okazja bramkowa. Rywale otrzeźwili nas w 61’, gdy po dorzucie z kornera także minimalnie niecelnie główkował Lenartowicz. Wymiana ciosów trwała. W 66’ tym razem dorzucał piłkę P.Pabiniak. Ta poleciała na 11 metr do „Sambora”, lecz Rafał głową przeniósł ją pół metra nad poprzeczką. W 71’ sami musieliśmy się jednak bronić przed dośrodkowaniem, po którym Żołnowski w ostatnim momencie wybił „skórę” poza linię końcową. 78’, to z kolei dalekie podanie z wolnego w namysłowską szesnastkę, gdzie zza pleców namysłowian wyskoczył Bawoł, minął Kodliuka i umieścił piłkę w pustej bramce. Wynik 1-4 nie pozostawiał już żadnych złudzeń, że uda nam się choćby pokusić o gorącą końcówkę zawodów. Rywale nieco zwolnili, ale w 87’ znów bramce Startu zagrozili. Znakomicie usposobiony Bawoł doszedł do „kuli” w szesnastce, uderzył mocno po ziemi, choć Ivan poradził sobie z tym strzałem. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry gospodarze przeprowadzili kontrę. Finalnie uderzenie z 15 metrów Burego odbił przed siebie Kodliuk, ale dopadł do niej Siodlaczek i uderzył w poprzeczkę. Ale nawet gdyby trafił do siatki, to gol nie zostałby uznany ze względu na spalonego. Niestety, nie dotrwaliśmy ze sporymi stratami do ostatniego gwizdka, gdyż te jeszcze się powiększyły w 90+3’, po tym jak wrzutka w pole karne znalazła się przy niepilnowanym Bawole, który z 7 metrów głową zaskoczył naszego bramkarza.

Po ostatnim gwizdku czerwono-czarni wyglądali na oszołomionych. Nie tak planowali rozegranie meczu na terenie bardzo wymagającego przeciwnika. Cóż z tego, że podjęli rękawicę i – zwłaszcza po przerwie – ambitnie walczyli dogonienie wyniku, skoro na koniec zeszli z murawy wynikowo „obici”. Wynik 1-5 nie pozostawia złudzeń, która drużyna była tego dnia lepszą, choć chyba na tak wysokie lanie nie zasłużyliśmy. Jeśli jednak popełnia się w defensywie duże błędy, to taki przeciwnik jak Polonia nie daje na nie zbyt wielkiego marginesu. Dlatego do domu zespół wracał w minorowych nastrojach. Jedna z najwyższych porażek w historii naszych gier na poziomie IV ligi stała się faktem, stąd trudno się dziwić, że nastroje kibiców Startu nagle uległy pogorszeniu. Tym wyraźniejszemu, że po niezłym początku rozgrywek teraz zanotowaliśmy drugą porażkę z rzędu i nagle znaleźliśmy się w tabeli w rejonach, które oglądaliśmy przez cały poprzedni sezon. Wierzymy jednak, że w grze NKS-u nastąpi na tyle wyraźna poprawa, że w kolejnej wyjazdowej potyczce (tym razem z TOR-em w Dobrzeniu Wielkim) zdołamy zapunktować i przesunąć się nieco bliżej środka IV-ligowej klasyfikacji. Mamy nadzieję, że z głubczyckiego pogromu chłopcy wyciągną właściwe wnioski i za parę tygodni okaże się on potrzebnym „zimnym prysznicem”. Teraz jednak trzeba się z gorzką pigułką oswoić. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy