Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Na ostrym wirażu

Odsłony: 7120

Frustracja z początkami depresji. Takie objawy mógłby stwierdzić każdy specjalista od psychologii, gdyby dziś na jego fotelu zasiadł przeciętny sympatyk Startu Namysłów.

Diagnoza powyższych przypadłości (zachowując medyczną nomenklaturę) jest wszystkim dobrze znana. To seria kolejnych porażek naszych ulubieńców, która po spotkaniu w Paczkowie dobiła do dziewięciu. Zespół, który jeszcze kilka miesięcy temu dostarczał nam dużej radości i kolejnych meczów bez straty gola, jest dziś na boisku bezradny. Zespół, który wiosną wlał w kibiców nadzieję, że w sezonie 2015/16 jest w stanie realnie powalczyć o poprawienie 10. pozycji i złamania bariery 50 punktów w sezonie, dziś znajduje się na ostrym wirażu. Boiskowa niemoc jest tym bardziej zastanawiająca, że mówimy o tej samej personalnie drużynie, przygotowywanej do rozgrywek w bliźniaczy do ubiegłorocznego sposób. Podopieczni Damiana Zalwerta zacięli się w sposób wręcz niewiarygodny, więc frustracja kibiców jest w dużym stopniu uzasadniona. Co bardziej zniecierpliwieni żądają już ścięcia (kilku?) głów, a to wcale nie służy uspokojeniu atmosfery w samej szatni. Można nawet odnieść wrażenie, że skutek jest dokładnie odwrotny, bowiem w pojedynku ze Spartą czerwono-czarni rozegrali najsłabszy mecz w sezonie. Nadzieja tylko w tym, że skoro w sobotę sięgnęliśmy piłkarskiego dna, to w kolejnej batalii od tego dna już tylko się odbijemy. Nikt z nas nie bierze pod uwagę scenariusza, że będąc na dnie, zacznie nas dodatkowo wciągać muł… Jest źle, jest bardzo niedobrze, jest prawie tragicznie. Ale to wciąż początek rozgrywek, ledwie 10% meczów za nami. Choć Start Namysłów znajduje się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, to jest w stanie uratować sezon. Trzeba tylko wykonać pierwszy punktowany krok. Na pewno kolejnego meczu nie możemy zagrać tak, jak w Paczkowie, który – ku przestrodze – opisujemy w kolejnych akapitach.

Po pierwszym rozpoznaniu, w 5’ pod bramkę rywali zawitali namysłowianie. Próba prostopadłego podania P.Pabiniaka do Smolarczyka nie zakończyła się powodzeniem, gdyż „Smolar” w szesnastce futbolówki nie sięgnął. W 8’ czerwono-czarni powinni już jednak objąć prowadzenie. Zagranie z prawej flanki Włoszczyka trafiło do Smolarczyka, który w doskonałej sytuacji spudłował z 10 metrów. Natomiast 2 minuty potem (10’) strzał P.Pabiniaka z 25 metrów był bardzo mocny, ale niecelny. Miejscowi w pierwszym kwadransie nie stworzyli większego zagrożenia na przedpolu bramki strzeżonej przez Stasiowskiego, niemniej całkiem składnie operowali piłką. Ale to Start stworzył kolejną dobrą sytuację. W 14’ P.Pabiniak dograł z prawej strony „kulę” na 16-ty metr do Bilińskiego, którego mierzone uderzenie zablokował jeden ze stoperów. Z dużym prawdopodobieństwem byłby z tej akcji gol, gdyby nie trzeźwość umysłu obrońcy gospodarzy. Pierwsze ostrzeżenie miejscowych dla Startu wysłane zostało w 19’. Wtedy to po krosowym podaniu z lewego sektora boiska, piłkę po przeciwnej stronie przejął Gucwa, uderzając metr obok bramki. Przez moment wstrzymaliśmy oddech, bo była to groźna sytuacja. Na szczęście obyło się dla gości bez przykrych konsekwencji. Za chwilę (21’) rywale wysłali nam ostrzeżenie numer dwa. Tym razem dalekie podanie przejął Pach, lobem kierując futbolówkę do bramki nad wychodzącym z niej Stasiowskim. Arbiter liniowy dopatrzył się jednak minimalnego spalonego i nadal było 0-0. Trzeciego ostrzeżenia już nie było, a stratę gola zafundowaliśmy sobie na własne życzenie. W 26’ Krystian Błach poważnie skiksował w polu karnym, gdyż przy próbie wybicia futbolówki z szesnastki poślizgnął się i upadając, dotknął piłki ręką. Sędzia podyktował rzut karny, którego na bramkę pewnie zamienił Bobiński i momentalnie przed naszymi oczami pojawił się czarny scenariusz… W 31’ nasz zespół otrzymał rzut wolny na środku boiska, w odległości 25 metrów od świątyni Czarneckiego. Próba P.Pabiniaka była zbliżona do poprzedniej – strzał z dystansu owszem i mocny, ale bardzo nieprecyzyjny. Kolejne 10 minut, to szarpana kopanina w środku pola. Dopiero w 42’ stan ten zmienili miejscowi. Po błędzie w środku pola Bilińskiego, rywale momentalnie posłali prostopadłą piłkę do szarżującego Osuchowskiego, który znalazł się „sam na sam” ze Stasiowskim. I tylko dzięki skutecznej interwencji „Stacha”, który świetnie wyczekał przeciwnika i w odpowiednim momencie interweniował, nie przegrywaliśmy dwiema bramkami.

Pierwsze 15 minut zwiastowało, że mecz może mieć całkiem interesujące oblicze. Nasz zespół stworzył sobie wówczas dwie świetne okazje, ale skuteczność tego dnia nie była naszym sprzymierzeńcem. Z czasem drużynę opanowała dziwna piłkarska amnezja. Piłkarze Startu wyglądali tak, jakby spotkali się sobą po raz pierwszy. Mnożyły się nieporozumienia oraz dziwne wybory przy rozegraniu piłki. Obraz niepokoju związanego z poczynaniami namysłowian dopełniała gra Sparty, która także… nie imponowała.

Druga połowa zaczęła się od mocnego, ale niecelnego (z 25 metrów) uderzenia Cichockiego (48’). W odpowiedzi P.Pabiniak (49’) strzelił z rzutu wolnego prosto w… próbującego uchylić się przed murem Ptaka. Kolejny kwadrans ograniczył emocje kibiców do zaciętej walki o prymat w środkowej strefie boiska. Niestety, bez jakichkolwiek sytuacji, które mogłyby w kibicach wyzwolić emocje. Stan ten w 61’ przerwał B.Olszewski, który przedarł się lewą flanką w pole karne Startu. Stasiowski pewnym wybiegiem z bramki niebezpieczeństwo zdołał jednak zażegnać. Czerwono-czarni zrewanżowali się gospodarzom w 73’, po tym jak W.Czech znalazł podaniem P.Pabiniaka. Ten „nawinął” próbującego przeszkodzić mu defensora, po czym mógł zapytać Czarneckiego, w którym rogu bramki umieścić piłkę. Patryk strzelił jednak prosto w jego rękawice i szansa na remis przepadła. Niebawem (76’) golowej szansy strzałem z 20 metrów szukał Drapiewski, ale ta próba okazała się o 1,5 metra niecelna. Miejscowi w drugiej połowie ograniczali się głównie do przerywania gry Startu na własnym przedpolu. Inna sprawa, że namysłowianie nie mieli żadnego pomysłu na sforsowanie uważnie grającej defensywy Sparty. Dopiero w 84’ zobaczyliśmy akcję niosącą znamiona zagrożenia. Adrianowi zabrakło jednak kilku centymetrów, aby oddać strzał na bramkę po dośrodkowaniu z wolnego Wilczyńskiego. Z kolei w 88’ piłkę po woleju Bilińskiego z prawej strony Czarnecki zmuszony był odbić na korner. Natomiast w przedłużonym czasie gry (90+1’) niewiele zabrakło P.Pabiniakowi, aby doprowadzić do remisu. Po rzucie wolnym wykonanym z połowy boiska, Czarnecki wypiąstkował piłkę pod nogi naszego snajpera, który z 16-tu metrów uderzył w światło bramki. Bramkarza między słupkami nie było, lecz wyręczył go jeden z defensorów, który zmierzającej do siatki piłce w ostatniej chwili zagrodził do niej dostęp. W rewanżu dalekie wybicie futbolówki spod własnej bramki trafiło pod nogi pędzącego na namysłowską bramkę Szwargi. Piłkarz Sparty zdołał minąć Stasiowskiego, ale w momencie oddania strzału został zastopowany przez wracającego za nim Krystiana Błacha.

W II połowie nasz zespół, po udzielonej mu w przerwie reprymendzie, zaczął walczyć z większym zębem. Ale wobec mizerii w kreowaniu podbramkowego zagrożenia, nie udało się naszym ulubieńcom zdobyć choćby jednej bramki. Dlatego po raz kolejny obchodzimy się punktowym smakiem, z coraz większym niepokojem obserwując aktualną grę Startu. W IV-ligowej stawce NKS został jedynym klubem bez choćby najskromniejszej zdobyczy punktowej. „Grzejemy tyły” z przytupem, czego nie spodziewalibyśmy się nawet w najczarniejszych snach. No i gramy bez widywanej przez paroma miesiącami jakości. A jak już przedostaniemy się pod bramkę przeciwników, to mamy duży problem ze skutecznością. Nie chcemy podbijać bębenka niezdrowych emocji, bo tych wokół zespołu nagromadziło się naprawdę sporo. Ten „mroczny balon” musi w końcu pęknąć i tylko od drużyny Damiana Zalwerta zależy, kiedy postara się go przebić. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
1 Komentarze | Dodaj własne
  • Jeżeli w Starcie szukają nowego trenera, to polecam Andrzeja Szolca, ostatnio prowadził Sokół Niemodlin. Gość naprawdę fajny, da się go lubić, a przy okazji doświadczony w III i IV ligowych bojach. :) Choć szczerze mam nadzieję, że w sobotę Start odpali, i żadne ścięcie głów nie będzie potrzebne. Na czym buduję swój optymizm? Otóż nasza IV liga jest nieprzewidywalna. Każdy może wygrać z każdym. Nie ma żadnych reguł. Nie ma faworytów. Uważam, że w tak szalonej lidze, z prawie każdym (może z wyjątkiem Brzegu i Głubczyc) mielibyśmy szanse na zwycięstwo.

    Lubię 0 Krótki URL: