Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Sukces po 23 latach

Odsłony: 5794

Pojedynek Startu Namysłów z kędzierzyńskim Chemikiem już od kilku tygodni elektryzował sympatyków (nie tylko) obu drużyn. Nie chodziło jednak o rywalizację na boisku, która zeszła nieco z pierwszego planu, lecz obecność na spotkaniu zorganizowanej grupy kibiców gości, a co za tym idzie, rywalizacja na głosy i oprawy na trybunach. Fanatycy obu klubów stanęli na wysokości zadania, współtworząc niezapomniane emocje na odschoolowych trybunach obiektu przy Pułaskiego. Dodatkowo dla namysłowskich fanów zwycięstwo z rywalem, który w czterech wcześniejszych spotkaniach zawsze był górą, miało smakować szczególnie, choć większość z nas zdawała sobie sprawę, że zważywszy na ostatnie perturbacje w drużynie, o sukces będzie trudno. Futbol ma to jednak do siebie, że jest nieprzewidywalny i takiego też scenariusza – ku naszej nieukrywanej radości – byliśmy świadkami. Czerwono-czarni zasłużenie sięgnęli po 3 punkty, wygrywając z Chemikiem 2-0. O naszym sukcesie zadecydowała pierwsza połowa, kiedy to po konsekwentnej i dobrej grze objęliśmy dwubramkowe prowadzenie. Po przerwie rywal próbował wprawdzie odwrócić losy meczu, przejmując inicjatywę, jednak ta sztuka mu się nie udała. Lepszej inauguracji rundy wiosennej nie mogliśmy sobie wyobrazić.

Ku pozytywnemu zaskoczeniu namysłowskiej publiki, lepiej w początkowych minutach wyglądali czerwono-czarni. Nasz zespół dosyć zdecydowanie rozbijał próbę gry środkiem pola rywali, angażując się też w grę do przodu. W 3’ Drapiewski został kopnięty w głowę na 22 metrze i arbiter wskazał na rzut wolny. Z niego jednak (4’) P.Pabiniak uderzył mocno obok muru i… bramki. Za chwilę (6’) dobrą piłkę z lewej flanki dośrodkował Kamil Błach, jednak nabiegający na nią Smolarczyk z 8 metrów uderzył obok dalszego słupka. To była dobra sytuacja, lecz fani mogli tylko westchnąć. Start nie zamierzał zmieniać swojej taktyki, w kolejnych minutach będąc nadal stroną przeważającą. Zaprocentowało to w 13’ golem, choć okoliczności jego zdobycia były kuriozalne. Po wyrzucie z autu i odegraniu piłki przez Drapiewskiego do Sarnowskiego, ten ostatni będąc blisko prawej linii autowej (w odległości ok. 40 metrów od bramki) zdecydował się piłkę mocno wstrzelić w szesnastkę. Futbolówka wysoką parabolą spadła dokładnie w pole bramkowe, gdzie interweniującemu Blaucikowi mokry przedmiot pożądania wypadł z rąk i minął linię bramkową. Niespodziewane trafienie dało naszemu zespołowi prowadzenie, ale i – jak się w kolejnych minutach okazało – dodatkową pewność siebie. W 24’ egzekwowaliśmy trzy kornery po sobie, ale niewiele z nich wynikło. Goście z Kędzierzyna konkretnie odpowiedzieli dopiero w 26’, gdy po dłuższym rozegraniu piłki przed polem karnym, na ostry strzał z 23 metrów zdecydował się Adamus, a „kula” po rykoszecie w niebezpiecznej odległości minęła prawy słupek interweniującego Stasiowskiego. Jeszcze w tej samej minucie „Chemicy” wykonali rzut rożny. Adamus dorzucił piłkę na linię bramkową, gdzie cofający się „Stachu” wypiąstkował ją przed siebie. Ta trafiła jednak na głowę nieco zaskoczonego Semeniuka, który z 7 metrów uderzył metr nad bramką. To mogło się skończyć znacznie smutniej, więc tylko odetchnęliśmy. W odpowiedzi (27’) Smolarczyk z P.Pabiniakiem ruszyli przeciw dwóm stoperom gości, ale brak dokładności w podaniu sprawił, że wywalczyli tylko rzut rożny. Ten sam Smolarczyk (30’) po szybkim ataku pewnie uderzył z linii szesnastki. Bramkarz „Chemicznych” znów miał problem z interwencją, gdyż „kula” przedarła się przez jego rękawice i spadła w okolicach linii bramkowej. Blaucik naprawił błąd, ekspediując ją za moment w pole, ale stojący blisko sytuacji P.Pabiniak ostro protestował przeciwko brakowi reakcji liniowego. W jego mniemaniu gol jak najbardziej padł, tyle że sędzia główny nakazał grać dalej. Co się jednak odwlecze… Minutę później (31’) czerwono-czarni znów przycisnęli. Piłka trafiła na 30-tym metrze do Krystiana Błacha, który zdecydował się huknąć spod kolana. Bliźniak trafił w poprzeczkę i usłyszeć można było jęk zawodu. „Kula” spadła jednak pod nogi Drapiewskiego, który momentalnie strzelił, ale też w poprzeczkę! Na szczęście i w tym przypadku „skóra” wróciła Drapiewskiego, który wykazał się dużą przytomnością i głową pokonał już Blaucika. Zszokowani takim obrotem sprawy goście zdołali odpowiedzieć w 33’ mocnym uderzeniem z 23 metrów Browarskiego. Problem strzelającego polegał jednak na tym, że posłał „kulę” dobre 2 metry od bramki. Tymczasem podbudowany drugim golem Start wciąż realizował swoją politykę ofensywną. W 35’ Kamil Błach dobrym podaniem ze środka uruchomił na lewej flance Smolarczyka. Kamil złamał momentalnie szarżę do środka, mijając po drodze dwóch obrońców, po czym z 17-tu metrów mocno uderzył nad bramką. Akcja godna oklasków, tyle, że nieco gorzej było z wykończeniem. W 45’ kędzierzynianie wymienili kilka piłek po obwodzie naszej szesnastki, a w decydującym momencie Browarski zagrał przed bramkę do Łyska, który chwilę wcześniej zmienił Wientzka. W porę zareagował jednak Żołnowski, skutecznie napastnika gości blokując. W przedłużonym czasie gry (45+1’) „Chemiczni” powinni jednak zdobyć bramkę kontaktową. Najpierw piłkę z lewej strony na drugi słupek zacentrował M.Dyczek. Tam doszedł do niej niepilnowany P.Paczulla, idealnie odgrywając po linii na krótki słupek do Łyska. Ten jednak w najlepszej z możliwych sytuacji, z najbliższej odległości pomylił się o centymetry i po chwili arbiter zaprosił obie jedenastki do szatni.

Fot.: Gol w 13' Pawła Sarnowskiego (na zdjęciu po lewej) był rzeczywiście zaskakujący, ale radość po niespodziewanym
trafieniu, wspólnie z Patrykiem Pabiniakiem, już jak najbardziej autentyczna. [zdjęcie: Mateusz Porzucek]

 

Pierwsze 45 minut było w wykonaniu namysłowian naprawdę budujące. Nasz zespół odważnie grał w ofensywie, często nękając defensywę Chemika. Kilka akcji mogło się naprawdę podobać, a oprócz walorów czysto piłkarskich, imponowała zwłaszcza wola walki i determinacja zespołu. Dlatego też nikt nie miał wątpliwości, że Start na półmetku spotkania zasłużenie prowadził. Chemik? Goście sprawiali wrażenie zaskoczonych zadziornością NKS-u i nie mieli też konkretnego pomysłu na rozmontowanie szczelnie zaryglowanego środka pola ekipy Bartosza Medyka. Obrazowo postawę swojego zespołu podsumował po ostatnim gwizdku trener Rogacewicz, mówiąc, że „Chemik do przerwy nie dojechał na mecz”.

Po zmianie stron obraz gry zasadniczo się zmienił. Mający dobry wynik w garści zawodnicy Startu nie kwapili się już do odważnych ataków. Skupili się raczej na grze defensywnej, pozwalając grać przeciwnikom. Nieźle funkcjonował wtedy nasz środek pola, choć trzeba przyznać, że zbyt szybko traciliśmy piłkę w momencie jej przejęcia. Mogło się to źle skończyć w 55’, gdy po dograniu z lewej strony, w znakomitej sytuacji znalazł się na 9 metrze P.Dyczek. Jego kąśliwy strzał w świetnym stylu obronił jednak Stasiowski, dzięki czemu nadal mieliśmy bezpieczny zapas. Tę partię zdominowała walka, której zwłaszcza w środkowej strefie nie brakowało. Stroną przeważającą wciąż byli „Chemicy”, tyle, że nie miało to konkretnego przełożenia na sytuacje golowe. W 75’ mecz został przerwany, po tym jak spektakl pirotechniczny spowodował zadymienie sporej części boiska. A za chwilę (78’) po bezpardonowym ataku P.Paczulli przy linii bocznej na Sarnowskiego, zrobił się spory kocioł i arbitrzy musieli rozdzielać skaczących sobie do gardeł piłkarzy. Najgorzej wyszedł na tym Stasiowski, który zdecydowanie stając w obronie kolegi, zobaczył żółty kartonik. W końcówce meczu kędzierzynianie utrwalali boiskowe status quo. Start oczekiwał na własnym przedpolu na Chemików, lecz Ci mimo posiadania piłki i prób wymanewrowania naszej defensywy, nie mogli się z nią uporać. W 81’ dośrodkowanie z prawej strony trafiło do stojącego w narożniku pola bramkowego Browarskiego, jednak defensor gości w świetnej sytuacji mocno uderzył nad poprzeczką! Z kolei w 84’ także po ataku lewym sektorem boiska, piłkę dwukrotnie nieczysto wybili stoperzy czerwono-czarnych i ta trafiła w końcu pod nogi P.Paczulli, który źle złożył się do woleja. Arbiter wskazywał, że przedłuży mecz o 5 minut, ale ostatecznie druga połowa trwała aż 10 minut! W tym okresie poza sytuacją z 90+5’, gdy Stasiowski ściągnął piłkę z głowy Semeniuka, niewiele treściwego się działo.

W drugich 45 minutach inicjatywę na murawie posiadali goście, tyle, że nie potrafili jej w wymierny sposób wykorzystać. Owszem, rywalom dwukrotnie udało się dojść do bardzo klarownych okazji, ale ich nie wykorzystali. Nasz zespół nie stworzył w tym okresie większego zagrożenia pod „chemiczną” bramką, koncentrując się przede wszystkim na grze obronnej. Nie wyglądała ona źle, ale mimo wszystko Startowi brakowało większego cwaniactwa i spokoju. Bo zamiast po przejęciu piłki próbować się przy niej dłużej utrzymywać podaniami, w większości przypadków bardzo szybko ją tracili. Wystarczył jednak „zapas” sprzed przerwy i dzięki temu pierwsze wiosenne 3 punkty zostały w Namysłowie! Zwycięzców się nie sądzi, zwycięzcom się gratuluje. Dlatego gratulujemy wygranej z Chemikiem po 23 latach przerwy! No i oczywiście liczymy, że czerwono-czarni pójdą za ciosem także w kolejnych, jakże ważnych dla nas spotkaniach.

Nie można też zapomnieć o fantastycznej postawie kibiców Startu. Bo Ci przez 90 minut mocno wspierali zespół i w sporym stopniu przyczynili się do sukcesu swoich ulubieńców. Osobne słowa uznania należą się też fanatykom z Kędzierzyna-Koźla, którzy w licznej grupie zawitali na stadion i także wspierali swoją drużynę. Tyle, że po raz pierwszy od dwóch lat bez oczekiwanego przez nich efektu. W Namysłowie tuż po spotkaniu żartowano, że skoro wiara góry przenosi, to… doping tym bardziej. Gratulując piłkarzom zwycięstwa, chylimy też czoła przed kibicami. Bo obie ekipy naprawdę spisały się w sobotę na medal. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy