Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Szczęście i konsekwencja

Odsłony: 8068

W kolejnym meczu o IV-ligowe punkty namysłowski Start zmierzył się na własnym boisku z Pogonią Prudnik. Było to przedostatnie spotkanie rundy jesiennej, rozgrywane przy

Pułaskiego. Nieliczna na stadionie publiczność była świadkiem drugiego w obecnym sezonie zwycięstwa czerwono-czarnych. Nic jednak nie zapowiadało takiego obrotu sprawy, gdyż dotychczas podopieczni Bartosza Medyka, najskromniej mówiąc, grali wyraźnie „pod rywali”, notując najsłabszy start w historii rozgrywek na szczeblu IV ligi.

Faworytem zawodów była prudnicka Pogoń, której kibice już przed meczem dopisywali sobie trzy punkty w starciu z namysłowianami. Nic temu w ogóle nie przeczyło, bo od początku spotkania ton grze nadawali właśnie przyjezdni, zmuszając gospodarzy do szczególnego baczenia na własne szyki obronne. Ważnym jednak elementem w „przeszkadzaniu w grze” prudniczanom było trzymanie się głównej zasady - co i rusz podkreślanej przez szkoleniowca Startu – tj. wyższe wyjście pod przeciwnika, pressing na całej szerokości boiska i trzymanie linii w tyłach przez naszych defensorów.

Prudnik od początku rozpoczął ataki, choć do 4’, nieco zaskoczeni goście wysokim pressingiem NKS-u (ale widząc, że grać musza piłką i atakiem pozycyjnym) za sprawą doświadczonego Marcina Wichera w 7’ próbowali zaskoczyć z dystansu mocnym strzałem Stasiowskiego. Z kolei kilkadziesiąt sekund później oglądaliśmy kolejną próbę strzału w wykonaniu Ukraińca Wadima Kudryka. O ile za pierwszym razem piłka przeleciała nad poprzeczką świątyni Stasiowskiego, to za drugim „skóra” szczęśliwie spadła po mocnym mierzonym strzale pod nogi naszych obrońców i została zblokowana. Wyglądało to znacznie groźniej w 4’, gdy namysłowski golkiper musiał piąstkować piłkę po soczystym uderzeniu (również z dystansu) Wójtowicza.

Pomimo wysokiego pressingu rywale często podchodzili pod namysłowskie pole karne, szukając szczęścia w uderzeniach z dystansu. Przodował w tym zwłaszcza Kudryk. W końcu i Start udanie zaatakował. Przedarł się prawą stroną Kamil Smolarczyk, dograł piłkę do Patryka Pabiniaka, który nie czekając, silnie uderzył w kierunku bramki przyjezdnych (14’). Jego strzał oddany z 20 metrów był na tyle mocny, iż Roskosz z największym trudem zdołał przenieść „kulę” nad porzeczką strzeżonej przez siebie bramki. Namysłowianie uwierzyli we własne umiejętności, mądrze przeprowadzając akcję lewą stroną boiska. Atak ten był udziałem Miłosza Kostrzewy i Smolarczyka, który idealnym podaniem obsłużył Wojciecha Wilczyńskiego, a ten uderzeniem z 10 metrów dał nam prowadzenie. Rzeczywiście obie te akcje w wykonaniu czerwono-czarnych mogły się podobać, zwłaszcza, że swoim przebiegiem zupełnie zaskoczyły przeciwnika. Wilczyński po raz pierwszy w sezonie wpisał się na listę strzelców, wprawiając w wielką radość swoich kolegów z boiska, jak i nielicznie zgromadzoną publiczność.

Gol podziałał na rywali niczym czerwona płachta na byka. Ci bowiem momentalnie rzucili się do ataku, po którym strzał Mohileckiego (drugiego ukraińskiego gracza w szeregach Pogoni) nieznacznie minął poprzeczkę świątyni Startu. Gra się wyrównała, a oba zespoły toczyły walkę w środkowej części boiska. Ściślej, to podopieczni trenera Medyka umiejętnie blokowali rywali w rozgrywaniu akcji, z wyczuciem grając również w strefie obronnej. Jedynie raz napastnik Pogoni (Surma) w końcowym fragmencie pierwszej części próbował zaskoczyć Stasiowskiego, tyle, że bez powodzenia.

Po zmianie stron tempo gry nieco siadło i mecz nie należał już do kategorii szczególnie interesujących. Owszem, to podopieczni Dariusza Przybylskiego częściej byli w posiadaniu piłki, jednak to Start stworzył sobie na początku drugiej odsłony sytuacje. Strzały z dystansu Żołnowskiego (52’) i Patryka Pabiniaka (54’) chybiły jednak celu. Mógł za to podobać się odważnie grający na skrzydle Miłosz Kostrzewa, który indywidualną akcją (rajd prawą stroną boiska) mógł zakończyć golem, gdy w 57’ po minięciu kolejnego rywala uderzeniem z narożnika boiska mógł zaskoczyć Roskosza. Piłka po ziemi o mało nie wkręciła się przy lewym słupku jego bramki, choć golkiper Pogoni uratował sytuację, wybijając futbolówkę na rzut rożny.

Widząc grę zespołu i brak spodziewanych efektów, trener gości zdecydował się na dokonanie dwóch jednoczesnych zmian. Konkretnie wymienił stopera oraz rozgrywającego, co wkrótce przyczyniło się do zwiększenia mobilności w grze Pogoni. W 61’ aktywny przed przerwą Kudryk został wypuszczony w tzw. „uliczkę”, ale w pojedynku „sam na sam” ze Stasiowskim musiał uznać wyższość i refleks naszego bramkarza (Stasiowski wybił piłkę spod nóg skrzydłowego). Za moment Kudryk i koledzy zaistnieli w kolejnej akcji. Tym razem gracz Pogoni strzelił minimalnie obok lewego słupka bramki interweniującego golkipera Startu. W 65’ wszędobylski Kudryk tym razem wyprzedził namysłowskich stoperów i sięgnął „kulę” głową, ale znów chybił celu. A za chwilę (66’) ni to strzał ni dośrodkowanie z prawej flanki zainicjowane przez Wichera spadło na… namysłowską poprzeczkę. Szczęście uśmiechnęło się do nas w tym momencie, gdyż w miejscu gdzie piłka ostemplowała poziomy element świątyni, Stasiowskiego nie było. Oblężenie naszego przedpola trwało nadal. W namysłowskiej szesnastce mocno się „kotłowało”, na szczęście albo obrońcy blokowali strzały rywali albo z wielkim poświęceniem uwijał się jak w ukropie Stasiowski. Czerwono-czarni zdecydowanie za głęboko cofnęli się pod własne pole karne, dając tym samym pole do popisu rozpędzonym dosyć wyraźnie gościom. W 68’ obudził się jednak Smolarczyk, który pognał w swoim stylu prawą stroną murawy, skąd celnie podał do P.Pabiniaka. Patryk uderzył mocno, lecz w nogi obrońców, którzy tym samym wybili „skórę” spod własnej bramki.

Z namysłowskiej perspektywy mecz stał się bardzo nerwowy i zaczął królować w nim chaos. W 75’ wydawało się, że Start utraci prowadzenie, bo znów we własnym polu karnym sprytniejszych od naszych chłopców okazał się Surma. Napastnik Pogoni otrzymał idealne podanie z lewej strony boiska i jak wytrawny snajper, chciał błyskawicznie skorzystać z prezentu. Surma uderzył z 5-ciu metrów w kierunku bramki Stasiowskiego, tyle, że… fatalnie przestrzelił!

Nerwy po obu stronach brały górę. Zwłaszcza u szkoleniowca prudniczan, który nie mógł pogodzić się z tym, jak jego zespół wciąż miał zerowe konto po stronie zdobyczy bramkowych. Swoje emocje zaczął kierować nawet w stronę Stasiowskiego, aby ten szybciej wznawiał grę od własnej bramki. Wyraźnie mocniejsi goście z Prudnika próbowali gonić wynik, a Start czekał na sposobność do kontrataku.

W 86’ na dobrą kontrę załapał się wprowadzony chwilę wcześniej Wojtek Czech, tyle, że oddał na tyle niecelny strzał, że w ogóle nie zatrudnił Roskosza. A Pogoń przyparła nas niemal do muru. Trwały kolejne oblężenia bramki NKS-u. Nerwy nie były jednak sprzymierzeńcem gości, dzięki czemu mogliśmy po kolejnych atakach znów szczęśliwie odetchnąć. W ostatnich fragmentach meczu jeszcze P.Pabiniak próbował zatrudnić Roskosza, jednak zabrakło mu (90+3’) nieco większej precyzji i golkiper Pogoni wybił piłkę za linię końcową. Ostatni gwizdek sędziego nasi piłkarze przyjęli z ulgą i radością, gdyż zgarnęli wreszcie tak oczekiwane 3 punkty. Pokazaliśmy ducha walki, popartego ofiarną zespołową grą i mimo wszystko szczęściem pod własną bramką.

Każdy z występujących na boisku czerwono-czarnych piłkarzy dołożył cegiełkę do sukcesu z wymagającą Pogonią, ale kluczową rolę odegrała dyscyplina i realizacja założeń taktycznych, nie zaś indywidualnych popisów. Sukces przypadł nam w udziale w szczęśliwych okolicznościach. Nie od dziś jednak wiadomo, że odrobina przychylności losu potrzebna jest nie tylko w futbolu. Dziękując za sobotnie 3 punkty, czekamy na więcej! [MS]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy