Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Blisko, a jednak daleko

Odsłony: 3874

W zapowiedzi meczowej głubczycką potyczkę awizowaliśmy jako „Bitwę liderów”. Wiadomo bowiem było, że właśnie w sobotę dojdzie do rywalizacji najlepszych ekip jesieni

(Polonia) oraz wiosny (do soboty był nim nasz NKS). Głubczyccy kibice liczyli na dobre widowisko, a przede wszystkim sukces swoich pupili. Drugie z życzeń zostało spełnione, dzięki czemu podopieczni trenera Hanzela nadal są w grze o III-ligowy awans. Problem pojawił się natomiast z życzeniem nr 1, które nie do końca można uznać za spełnione. Bo gospodarze nie narzucili własnych warunków gry, lecz zorientowali się na futbol wyrachowany. A jeśli takie założenie przynosi skutek, to trudno mieć o to pretensje. Mimo wszystko od miejscowych oczekiwano nieco więcej, tym bardziej, że przez ponad godzinę Polonia grała z przewagą jednego zawodnika. Tymczasem to namysłowianie dłużej utrzymywali się przy piłce, starając się ją rozgrywać. Nic jednak z ich starań nie wyszło, a i pod bramką sytuacji stworzyliśmy jak na lekarstwo. W przeciwieństwie do głubczyczan, którzy mogli – i powinni – wygrać wyżej, ale zabrakło skuteczności. Jeśli komuś wydaje się, że dobry wynik mieliśmy na wyciągnięcie ręki, to częściowo może i miałby rację. Ale nasze niby punktowe „blisko” w praktyce oznaczało „daleko”.

Gospodarze zaczęli z dużym impetem i już w 15 sekundzie mieli szansę na objęcie prowadzenia. Długie podanie za plecy obrońców trafiło do szarżującego Greka, który w dobrej sytuacji strzelił obok słupka. Za moment dośrodkowanie z lewej strony spadło idealnie na nos znajdującemu się na 6 metrze Złoczowskiemu, lecz jego główkę w świetnym stylu wybronił Stasiowski. Czerwono-czarni zdołali odpowiedzieć w 6’, gdy z prawego narożnika szesnastki piłkę (z rzutu wolnego) dośrodkował Włoszczyk. Futbolówka znalazła się na głowie Drapiewskiego, lecz jego próba okazała się niecelna. Atakujący z rozmachem „Poloniści” mogli ukarać nas w 9’. Wtedy to po akcji prawą flanką Złoczowski podał do Greka, a ten naprawdę niewiele się pomylił przy uderzeniu z 12 metrów. Ledwie się obejrzeliśmy, a w 14’ pod namysłowską bramką znów zrobiło się gorąco. Z kornera dośrodkował Wiciak, natomiast główka Greka minimalnie minęła świątynię Stasiowskiego. W 21’ Samborski przedarł się w szesnastkę przez trzech rywali, gdzie był zahaczany najpierw przez jednego z rywali, a potem przez bramkarza. Arbiter uznał jednak że przewinienia nie było, co wyraźnie „Sambora” zirytowało. Dodatkowo nasz najlepszy napastnik niepotrzebnie dał się sprowokować kibicom, pokazując im wulgarny gest. Sędzia nie zamierzał tolerować niesportowego zachowania Rafała i pokazał mu czerwony kartonik. Rozumiemy nerwy naszego napastnika, który często bywa poniewierany przez przeciwników, ale w tym przypadku rozgrzeszenia nie znajdujemy, bo Rafał w nieodpowiedzialny sposób osłabił drużynę. Gorzej, że za niepotrzebny gest dostanie co najmniej dwa mecze pauzy i jego walka o koronę „króla strzelców” stanęła w tym momencie pod dużym znakiem zapytania. Cóż było począć? Kapitańską opaskę przejął P.Pabiniak i graliśmy dalej. A że kłopoty lubią chodzić w parach, to i 3 minuty później (25’) straciliśmy gola. Największym sprytem po dośrodkowaniu piłki z kornera wykazał się Złoczowski, precyzyjną główką pokonując Stasiowskiego. Z kolei w 31’ strzał Złoczowskiego z 20 metrów poszybował obok bramki. Po sytuacjach z 22’ i 25’ kibice liczyli, że ich ulubieńcy ruszą na osłabionych namysłowian w podobny sposób, jak uczynili to w pierwszym kwadransie. Tymczasem od momentu objęcia prowadzenia to czerwono-czarni niemal przez cały czas grali piłką, a Polonia ograniczała się raczej do gry destrukcyjnej oraz zagrywania długich podań do swoich napastników. W 40’ ławka rezerwowych Startu poderwała się z miejsc, po tym jak z rzutu wolnego uderzył P.Pabiniak. Strzał miał dobrą siłę, lecz okazał się niedokładny o pół metra. Do przerwy nic już godnego uwagi nie wydarzyło się na murawie, więc do szatni w lepszych humorach schodzili głubczyczanie.

Pierwsze 15 minut nie zapowiadało się na spokojną przeprawę. Gospodarze zdecydowanie atakowali wówczas Start, tworząc kilka dobrych okazji do objęcia prowadzenia. Ale co nie udało im się w tej fazie meczu, „Poloniści” zrealizowali w 25’, gdy od trzech minut grali już z przewagą jednego zawodnika. Zaskakujące były jednak kolejne minuty, bo po objęciu prowadzenia głubczyczanie wcale nie zamierzali pójść za ciosem. Miejscowi koncentrowali się przede wszystkim na uważnej grze w obronie, pozwalali grać namysłowianom, sami natomiast czyhając na ewentualny kontratak.

Dopiero w 54’ zobaczyliśmy pierwszy sensowny strzał na bramkę po przerwie. Jego autorem był Lenartowicz, który po dorzucie z kornera głową próbował zaskoczyć namysłowskiego golkipera. Ta sztuka jednak mu się nie udała. Czerwono-czarni zrewanżowali się strzałem z rzutu wolnego Sarnowskiego (56’). Odległość była spora (35 metrów), jednak strzelcowi zabrakło pół metra, żeby cieszyć się z gola. W odpowiedzi (57’) uderzenie Greka z 20 metrów wylądowało w rękawicach Stasiowskiego. Obraz gry niewiele się zmienił. To namysłowianie nadal byli stroną posiadającą inicjatywę w grze, a Polonia próbowała odgryzać się ze stałych fragmentów, bądź po szybkich atakach. Tak, jak choćby w 72’, gdy próba z linii pola karnego Złoczowskiego minęła lewy słupek o kilkadziesiąt centymetrów. Start odpowiedział za sprawą Kamila Błacha, który w 75’ szarżował prawym sektorem boiska, po czym ostro dośrodkował piłkę przed bramkę Czerwińskiego. Jeden z defensorów zdołał ją przeciąć, ale połapał się w tym golkiper Polonii i ostatecznie złapał „kulę” w rękawice. Nie mając nic do stracenia, w ostatnich minutach nasz zespół postawił wszystko na jedną kartkę. I naciął się w 81’ na atak prawą stroną, po którym na przedpole wrzucił piłkę Joszko, a główkujący Wanat minimalnie przestrzelił. Start odciął się gospodarzom uderzeniem z 25 metrów Sarnowskiego. My żałowaliśmy po tym uderzeniu piłka minęła bramkę Polonii o metr. Natomiast już w doliczonym czasie gry (90+4’) Grek posłał prostopadłe podanie do Sobocińskiego. Ten jednak w znakomitej okazji (1 na 1) przegrał ze znakomicie interweniującym Stasiowskim.

Niedosyt, to chyba najlepsze słowo odzwierciedlające nastroje piłkarzy Startu po ostatnim gwizdku. O sportowej złości nie zapominamy, bo faktem jest że w sobotę można było z meczu w Głubczycach wycisnąć więcej. Paradoksalnie nasz zespół lepiej prezentował się grając w osłabieniu, gdy długimi fragmentami utrzymywał się przy piłce. Problem pojawiał się jednak pod bramką Polonii, gdyż nie wykreowaliśmy zbyt wielu sytuacji na zdobycie bramki. Zdecydowanie więcej szans stworzyli sobie głubczyczanie, ale poza trafieniem Złoczowskiego, w pozostałych przypadkach okazali się nieskuteczni. Ten jeden gol wystarczył jednak do zagarnięcia pełnej puli. Czy zasłużenie? Zdania mogą być podzielone. Ale prawdą jest, że w futbolu najważniejsze są gole, a nie wrażenia artystyczne. To że Polonia nie rzuciła się na osłabionych namysłowian nie świadczy o jej słabości. To raczej efekt przemyślanej taktyki, która pozwalała rywalom na spokojną grę bez forsowania tempa, a przy tym umożliwiającą ataki z zaskoczenia. Inna sprawa, że częste granie długich piłek do przodu może znużyć nawet największego konesera futbolowych szachów. A propos. Po utracie bramki znaleźliśmy się w klasycznym pacie, bo choć z boku nasza gra wyglądała dobrze, to efektów bramkowych ze strony Startu nie doczekaliśmy się. Niby korzystny wynik był na wyciągnięcie ręki, ale w praktyce był to tylko miraż i do satysfakcjonującego nas rozwiązania w rzeczywistości było daleko. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy