Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Bój ciężki, ale zwycięski

Odsłony: 4997

W sobotnie październikowe, słoneczne i ciepłe popołudnie na stadion namysłowskiego Startu niezbyt licznie przybyli sympatycy miejscowego NKS-u. Bardzo skromna liczba widzów

zawitała jednak z konkretnym oczekiwaniem – obejrzeć sukces swojego zespołu. Po przykrej porażce przed tygodniem w Racławicach Śląskich, sympatycy czerwono-czarnych spodziewali się, że tym razem Start pewnie sięgnie po 3 punkty. Założenie to było tym bardziej zrozumiałe, że podopieczni Damiana Zalwerta mierzyli się z teoretycznie słabszym rywalem. Na dodatek w składzie gości zabrakło ich najskuteczniejszego strzelca, Kamila Kowalczyka.

Już w pierwszych sekundach meczu do szturmu na bramkę przyjezdnych ruszyli gospodarze. Precyzyjne podanie z głębi pola otrzymał Rafał Samborski, który bez zastanowienia uderzył na bramkę gości. Jego mocny strzał bramkarz Orła zdołał jednak wybić w boczny sektor boiska na aut. W odpowiedzi goście w 3’ przeprowadzili groźny kontratak. Przed naszym polem karnym rywale sprytnie wywalczyli stały fragment gry. Z rzutu wolnego idealnie na głowę swojego napastnika piłkę dogrywał Jakub Syldorf, a mocno bita futbolówka w nieznacznej odległości minęła lewy słupek namysłowskiej bramki. Minutę później przytomne wyjście Stasiowskiego do wstrzelonej piłki udaremniło rywalowi zawiązanie zagrożenia w naszej „szesnastce”.

Przyjezdni nie zamierzali łatwo oddać pola gry, choć trzeba wiedzieć, że i nasi piłkarze nie odstawiali nóg. Mimo, że na boisku zaczęła panować wielka nerwowość (czytaj: typowa „kopanina”), to mecz ten toczony był w szybkim tempie. Przeciętny kibic nie mógł się nudzić, a także narzekać na brak zaangażowania czy walki na boisku. Bezpardonową grę najbardziej odczuwał Rafał Samborski, faulowany raz za razem, co nie zawsze skutkowało interwencją sędziego zawodów.

W 8’ z rzutu wolnego (w pobliżu pola karnego) piłkę centrował Krystian Błach, ale żaden z naszych atakujących nie sięgnął „skóry” głową, by skierować ją do siatki. W 10’ Kamil Smolarczyk, po kontrze, też nie wykorzystał nadarzającej się okazji, gdyż piłkę spod nóg wygarnął mu golkiper Orła. W 12’ groźnie zapowiadający się kontratak źliniczan w środkowej strefie boiska faulem taktycznym przerwał Paweł Sarnowski, za co zobaczył żółty kartonik. Popularny „Sarna” dwoił się i troił w środku pola, ale dobrze zorganizowana druga linia podopiecznych Krzysztofa Joba nie pozwalała Startowi na zbyt dużo i zwłaszcza po odbiorze piłki goście szukali swojej szansy w kontrach, głównie lewą stroną zielonej murawy. Czerwono-czarni na takowe liczyli poprzez długie podania po ziemi do szybkich Samborskiego i Smolarczyka.

Gdy wydawało się, że inicjatywa w grze należeć będzie  tylko i wyłącznie do NKS-u, goście (właśnie lewym sektorem boiska) wyprowadzili skuteczny kontratak. Akcja Szpona w 20’ została zamieniona przez Wernera na bramkę. W grze naszego zespołu widać było zbytnią nerwowość i nadmierną ostrość. Poza tym uwidoczniła się z naszej prawej strony „dziura”, skąd przyjezdni organizowali większość akcji.

W 28’ strzałem z 30 metrów po ziemi Malinowski postraszył jeszcze naszą obronę, ale od tego momentu Start przebudził się i za sprawą Kamila Błacha próbował  na nowo przejmować inicjatywę na boisku. Nasze starania w końcu przyniosły wymierny efekt. W 31’ po rzucie rożnym wykonywanym przez Kamila Błacha, w zamieszaniu podbramkowym piłkę do siatki Orła skierował Samborski przy asyście Smolarczyka.

Trzy minuty później wyczyn Sarnowskiego z 12’ powtórzył Miłosz Kostrzewa za co też zobaczył żółtą kartkę. Nas cieszyło, że źliniczanie nie potrafili już zorganizować w tej części gry żadnego zagrożenia pod bramką strzeżoną przez Stasiowskiego. Natomiast czerwono-czarni za sprawa Smolarczyka (37’) i Krystiana Błacha (42’) mogli wpisać się na listę strzelców, jednak w obu sytuacjach zabrakło trochę szczęścia.

Na druga połowę do gry w drużynie Startu wprowadzeni zostali Patryk Pabiniak oraz Jakub Drapiewski. Korekty te poskutkowały, gdyż akcje ofensywne jak i gra obronna w ekipie Damiana Zalwerta zostały lepiej poukładane. Goście nie zamierzali jednak składać broni, również dążąc do zdobycia drugiej bramki. W 48’ po egzekwowanym rzucie wolnym przez graczy Orła, Wojciech Stasiowski świetnie obronił mocny strzał w światło bramki. A w odpowiedzi silne uderzenie z dystansu Kamila Bilińskiego (52’) minęło poprzeczkę świątyni przyjezdnych.

Z uwagi na zaostrzoną walkę na boisku mecz nabrał rumieńców. Kapitan w drużynie Źlinic –Jakub Syldorf – sugerował sędziemu, że gospodarze w grze głównie faulują, domagając się dla namysłowian kartek. Twarda obrona Startu wynikała jednak ze stylu gry obu drużyn – trudno w nim było jednej jak i drugiej drużynie w pełni rozwinąć skrzydła i zaprezentować faktyczne umiejętności. Ze strony gości aktywny Szpon zainicjował groźną akcję pod polem karnym NKS-u, po której w 58’ groźnie z woleja uderzył Churał. Znów jednak na wysokości zadania stanął Stasiowski, w efektownym stylu zatrzymując piłkę. W 63’ ofensywną akcję Startu niecelnym uderzeniem z dystansu zwieńczył P.Pabiniak. Pięć minut później, po rzucie rożnym, Szpon ponownie próbował głową pokonać „Stacha”, ale piłka minęła poprzeczkę naszej bramki. W 69’ spudłował Smolarczyk, oddając strzał po ziemi tuż przy prawym słupku bramki Lokaja. W 71’ nastąpiła kluczowa dla losów meczu akcja. Zadziorny „Sambor” podciągnął z „kulą” kilkanaście metrów prawą stroną boiska, potem wpadł z impetem w pole karne gości, gdzie został nieprzepisowo powstrzymany. Arbiter nie miał wątpliwości, wskazując na „wapno”. Sam poszkodowany pewnym strzałem wykorzystał „jedenastkę”, ustalając wynik meczu na 2-1 dla czerwono-czarnych. Podopieczni Damiana Zalwerta mogli pokusić się o wyższą wygraną, ale w 80’ P.Pabiniak trafił piłką w słupek źlinickiej świątyni. Goście próbowali się odkuć technicznym strzałem Szpona (87’), futbolówka przeleciała jednak tuż nad spojeniem słupka z poprzeczką. Goście zagrozili nam też w 90’, ale Stasiowski popisał się świetną interwencją, wybiegając za swoje pole karne i wybijając „skórę” zmierzającą prosto pod nogi przeciwnika. Najważniejsze w tym wszystkim, że wynik meczu nie uległ już zmianie.

Mimo przeciętego poziomu, sobotnie spotkanie w Namysłowie mogło się podobać. Zawody trzymały kibiców w napięciu do ostatnich minut. Cieszymy się, że po rozczarowującym spotkaniu sprzed tygodnia, tym razem Start po ciężkiej i ambitnej walce wywalczył cenne i bardzo istotne trzy punkty. [MS]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy