Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Osiemnaście mgnień jesieni - cz. I

Odsłony: 10529

Dobrze zorientowani w realiach kibice domyślają się pewnie, że unikalny tytuł dzisiejszego artykułu ma związek z jesiennymi występami naszych ulubieńców.

W ostatnim półroczu czerwono-czarni rozegrali łącznie 18 gier (16 w III lidze i 2 w Pucharze Polski), po których nie mamy zbyt wielu powodów do radości. Wykorzystując okres przerwy raz jeszcze chcemy przypomnieć naszym czytelnikom wszystkie występy Startu, jednak w zupełnie innej formule - w tzw. telegraficznym skrócie.

Oryginalny tytuł artykułu wiekowym sympatykom NKS-u może kojarzyć się z radzieckim (tak, radzieckim, nie rosyjskim) serialem, który w latach 70-tych oraz 80-tych brylował w telewizjach bloku wschodniego. „Siedemnaście mgnień wiosny”, bo taki tytuł nosił serial, to serial utrzymany w konwencji szpiegowskiej i osadzony w realiach końcówki II wojny światowej, w którym głównym bohaterem był niejaki Stirlitz. Czasami film ten można jeszcze upolować na kanałach niszowych (jak choćby „Kino Polska”). Mimo wielu historycznych przekłamań i ogólnej pro-radzieckiej propagandy, film ten ogląda się w napięciu i... z uśmiechem na ustach. I tak też go należy traktować. To taka radziecka wersja „Czterech pancernych i psa”, produkcji, która do dziś posiada w naszym kraju sporą rzeszę, głównie starszych fanów. Wracając jeszcze do tytułowego wątku: gdyby namysłowianie wywalczyli (i zakończyli na nim) awans do pucharowego półfinału, to wtedy podsumowanie pierwszego półrocza 2014 roku moglibyśmy zatytułować identycznie jak wspomniany serial! To jednak melodia bliskiej przyszłości, na którą jeśli mielibyśmy jakikolwiek wpływ, to wnioskowalibyśmy o korektę w postaci... zwycięskiego finału.

Dość jednak o kinematografii, na której znamy się raczej słabo. Czas na pierwsze z naszych podsumowań, które podczas zimowej przerwy na portalu StartNamyslow.pl pojawiać się będą dosyć regularnie.

Przygotowania do rundy jesiennej odbywały się w Starcie w atmosferze niepewności. To efekt utraty na początku roku głównego dobroczyńcy i sponsora, Pana Ryszarda Wołczańskiego. Końcową fazę poprzedniego sezonu dogrywaliśmy resztką sił i bardzo eksperymentalnym składem. A jednak cel został osiągnięty: III liga – przy sporej dozie regulaminowego szczęścia (ogólnie mówiąc, skorygowanego na naszą korzyść) – została zachowana. Pojawił się jednak problem. Co dalej? Czy z minimalnym budżetem jesteśmy w stanie podołać trudom kolejnego sezonu w półzawodowym towarzystwie? Miasto huczało od plotek i słychać było różne scenariusze. Mówiło się o wycofaniu z rozgrywek i zgłoszeniu klubu w okręgówce, albo też nawet... likwidacji klubu. Nikt jednak w Starcie nie zamierzał ustosunkowywać się do wyssanych z palca historii. Owszem, były wahania, co do dalszej przyszłości Startu w obecnej formie, ale ostatecznie zdecydowano się na najbardziej racjonalne rozwiązanie – zagryzamy zęby i dalej walczymy w III lidze. Z perspektywy nieco ponad czterech miesięcy część kibiców twierdzi, że szarpanie się w obecnej lidze nie ma (i nie miało większego) sensu. Z reguły jednak najbardziej skrajne opinie deklarują Ci, którzy nie znają sytuacji od środka. Naszym zdaniem był to dobry ruch, tyle, że należało go poprzeć aktywnością działaczy na niwie finansowej. Pieniędzy do dziś nie znaleziono i stąd sytuacja patowa. Możemy sobie jednak zadać pytanie: Czy gdyby NKS przystąpił do gry w okręgówce, to nasza sytuacja dziś byłaby lepsza? Nie wydaje nam się, choć wcale nie mamy tu na myśli finansów. Zwróćmy uwagę na aspekt sportowych oczekiwań. Przecież tylko sportowiec bez ambicji – mając do wyboru grę za darmo w III lidze lub dwie klasy niżej – zdecyduje się na opcję drugą. W III lidze każdy mecz to dla większości naszych chłopaków nauka. Natomiast występy w klasie okręgowej podświadomie traktowane byłyby jako przykry przymus. Nie wspominając już o tym, że przy wyborze gry w lidze, w której pół roku wcześniej występował nasz zespół rezerw, szkoleniowiec Startu miałby równie duże (o ile nie większe) problemy z frekwencją na treningach, a nawet ze skompletowaniem składu na mecz. Pozorny profesjonalizm zastąpiłaby pewnie kompletna oficjalna amatorka, a to przeważnie prowadzi do poróżnień i sportowego upadku. Dlatego Ci, którzy tak złorzeczą na marne wyniki NKS-u jesienią, powyższe okoliczności powinni wziąć pod uwagę. Może rzeczywiście gra w III lidze, to obecnie dla klubu za wysokie finansowe progi. Ale czy to wina piłkarzy? Ciężki okres należy bezwzględnie przetrwać. Nie można się poddać. Jednak ciężki okres zdołamy przetrwać tylko wtedy, gdy wszyscy będą się starali ciągnąć wózek w jedną stronę. Tymczasem w drugiej połowie rundy jesiennej początkowe deklaracje części piłkarzy niewiele miały wspólnego z ich postępowaniem. Trener Bogdan Kowalczyk miał więc całkiem uzasadnione o to pretensje. Bo skoro dżentelmeńsko umówił się ze wszystkim swoimi podopiecznymi, co do ich gotowości gry w sezonie 2013/14, to nie może dziwić, że dziś jest w kilku przypadkach rozczarowany. Mamy nadzieję, że z początkiem zimowych przygotowań (13 stycznia – przyp. aut.) problem ten zostanie już rozwiązany.

Tymczasem zapraszamy na „osiemnaście mgnień jesieni”.

1. kolejka – III liga (10.08.): Ruch Radzionków – Start Namysłów 1-1

Premierowy mecz sezonu przypadł nam na stadionie radzionkowskiego Ruchu, który dwa lata wcześniej występował na zapleczu Ekstraklasy. Po rocznym niebycie w piłkarskim świecie, beniaminek liczył na pełną pulę. Gospodarze zaczęli obiecująco i generalnie w I połowie posiadali inicjatywę w grze. Gdy w 23’ trudny do upilnowania Urbainczyk dał Ruchowi prowadzenie, większość kibiców odetchnęła, myśląc, że dalej pójdzie już jak z płatka. Namysłowianie nie zamierzali jednak czekać na kolejne razy i po przerwie postawili na zaciętą walkę. Taka taktyka przyniosła efekt w 64’. Czerwono-czarni wyprowadzili wówczas kontratak, który strzałem z bocznego sektora pola karnego skutecznie sfinalizował Samborski. Do 87’ nic nie zapowiadało naszych problemów. Wtedy radzionkowianie stworzyli sobie kilka setek, a nasz zespół przeżywał naprawdę ciężkie chwile na murawie. Ostatecznie udało się uniknąć utraty gola, co oznaczało pierwszy punkt w sezonie. Z perspektywy całej rundy, były to miłe złego początki.

2. kolejka – III liga (14.08.): Start Namysłów – Piast II Gliwice 0-1

Domowa inauguracja sezonu zakończyła się dużym rozczarowaniem. Owszem, fachowcy więcej szans na sukces dawali przed meczem rezerwom ekstraklasowego Piasta, jednak przebieg meczu wcale nie był jednostronny. Mimo nikłej porażki, z postawy czerwono-czarnych mogliśmy być dumni. Podopieczni Bogdana Kowalczyka grali bowiem naprawdę dobrą piłkę. Problemem był jednak brak skuteczności. Z kilku sytuacji stuprocentowych do bramki Szmatuły nie wpadło nic. Obronił on nawet rzut karny wykonywany przez „Sambora” (45’). Bylibyśmy nieuczciwi, gdybyśmy nie wspomnieli, że kilka znakomitych sytuacji zmarnowali też goście. A że niewykorzystane sytuacje lubią się zemścić, to i w 78’ powiedzenie to znalazło zastosowanie w praktyce. Niestety, tylko w przypadku Startu. Celna główka Szeligi po dośrodkowaniu z kornera okazała się jedynym golem meczu i 3 punkty pojechały do Gliwic.  Na domiar złego, minutę po utracie bramki straciliśmy też Łukasza Bonara, który zszedł z murawy po obejrzeniu drugiej żółtej kartki.

3. kolejka – III liga (17.08.): Skra Częstochowa – Start Namysłów 4-0

W Częstochowie nie mieliśmy zbyt wielu argumentów, aby przeciwstawić się największemu faworytowi ligi. Skra rozbiła Start aż 4-0, choć trzeba wiedzieć, że gospodarze mogli wygrać wyżej. Namysłowianie niezłe wrażenie pozostawili po sobie do przerwy, rozsądnie grając w destrukcji. Wówczas stracili tylko jednego gola (Sobala 24’ głową). Po godzinie gry nasz zespół zaczął opadać z sił. A że częstochowska maszyna nie zwalniała tempa, zaczęła się egzekucja. Gole strzelali kolejno: Woldan (68’ z karnego), ponownie Sobala (80’) oraz znów Woldan w przedłużonym czasie gry (90+4’ karny). Miejscowi nie wykorzystali kilku innych świetnych okazji, w tym „wapna” w 73’ (P.Kowalczyk trafił w słupek). Trzy karne w jednym meczu podyktowane przeciw jednej drużynie, to rzadka sytuacja. Nie mogliśmy mieć jednak pretensji do arbitra o jego decyzje, gdyż „Skrzakom” zwyczajnie się one należały.

4. kolejka – III liga (24.08.): Start Namysłów – Szombierki Bytom 2-1

O tym jak przewrotny i... (nie)sprawiedliwy bywa futbol, przekonał nas kolejny domowy mecz. W czwartym tygodniu sierpnia do Namysłowa zawitały bytomskie Szombierki, Mistrz Polski z 1980 roku. Niezwykle zasłużony do polskiego futbolu klub przez 90 minut wyraźnie lepiej prezentował się w polu. Problemem gości była jednak skuteczność (patrz szczegóły gry z Piastem II). W porównaniu z rywalami, nasi chłopcy stworzyli sobie niewiele sytuacji. Potrafili je jednak wykorzystać (P.Pabiniak 13’ po błędzie bramkarza oraz Samborski 59’ z rzutu karnego). „Szombry” złapały wiatr w żagle w doliczonym czasie I połowy, gdy doprowadziły do wyrównania. To jednak były wszystkie tego dnia aktywa Ślązaków, którzy po ostatnim gwizdku nie kryli wielkiego rozczarowania. Nasz zespół był natomiast w siódmym niebie. Tym większym, że mecz kończył w 10-ciu (w 87’ drugie „żółtko” obejrzał P.Pabiniak) oraz bez trenera na ławce (za krytykowanie orzeczeń arbitra B.Kowalczyk został przez niego wyproszony w 89’). Nie dość, że Start odniósł pierwsze w sezonie zwycięstwo, to jeszcze nad utytułowanym rywalem. Była to też pierwsza od 16-tu lat domowa wygrana z reprezentantem Górnego Śląska. Poprzednim razem (czerwiec ’97) taka sytuacja miała miejsce, gdy występowaliśmy na zapleczu Ekstraklasy. Wówczas Start pokonał... Szombierki. Historia zatoczyła nam piękne koło.

11. kolejka – III liga (awansem 28.08.): Start Namysłów – Piast Strzelce Opolskie 2-0

Podbudowani sukcesem z Szombierkami, cztery dni później czerwono-czarni odprawili z kwitkiem beniaminka ze Strzelec Opolskich. Start wygrał przy Pułaskiego 2-0 i był to jedyny jesienią mecz o III-ligowe punkty, w którym namysłowski golkiper zachował czysto konto. Już po kilku meczach absolutny beniaminek stał się outsiderem rozgrywek i do Namysłowa przyjechał w jednym celu – próbować odbić się od dna. Gole naszych defensorów (Lizaka w 34’ oraz główka Zalwerta w 81’) pozbawiły jednak rywali złudzeń i przedłużyły serię porażek. Nasz zespół po raz pierwszy od długiego czasu był przedmeczowym faworytem i roli tej podołał. Trzeba jednak przyznać, że strzelczanie przez 90 minut byli równorzędnym przeciwnikiem dla NKS-u. Komplet punktów pozostał jednak w Namysłowie.

5. kolejka – III liga (31.08.): Górnik Wesoła – Start Namysłów 3-0

W ostatnim dniu sierpnia ekipa Bogdana Kowalczyka udała się do Mysłowic, gdzie zmierzyła się z Górnikiem Wesoła, wiceliderem zbierającym bardzo dobre recenzje. Okazały się one prawdą z pokryciem. Miejscowi zagrali konsekwentny futbol, oparty na oskrzydlających atakach. Zdominowali nas zwłaszcza przed przerwą i w ciągu 7 minut (A.Lesik 22’ karny, Stokłosa 25’ i Thiam 29’) ukłuli aż 3-krotnie. Po przerwie Start podjął walkę z rozpędzonymi górnikami, stwarzając sobie kilka sytuacji strzeleckich. Do siatki nie udało się jednak trafić żadnemu namysłowianinowi. Podobnie zresztą jak gospodarzom, którzy po przerwie spoczęli na laurach, nie prezentując już efektownej gry z pierwszych 45 minut. Bez dwóch zdań zwycięstwo Górnika było jak najbardziej zasłużone.

1/32 wojewódzkiego PP (04.09.): Po-Ra-Wie Większyce – Start Namysłów 0-2

Czerwono-czarna armada szybko zrekompensowała sobie mysłowickie niepowodzenie. Cztery dni później namysłowianie pojechali na mecz pucharowy do Większyc, w których za przeciwnika mieli grające w okręgówce Po-Ra-Wie. Goście nie pozwolili na wiele ambitnie walczącemu rywalowi, wynik ustalając już po 5 minutach. W pierwszej akcji meczu (1’) do siatki trafił Zalwert, natomiast po kolejnych czterech minutach podwyższył P.Pabiniak. Ustawiony na początku mecz stracił na atrakcyjności, gdyż zadowoleni z prowadzenia namysłowianie nie kwapili się do huraganowych ataków. Po-Ra-Wie z kolei podejmowało próby zaskoczenia naszej defensywy, miało jednak zdecydowanie zbyt mało argumentów, aby wrócić do gry. Start wykonał zadanie i bez większych problemów awansował do kolejnej rundy najważniejszych pucharowych rozgrywek na Opolszczyźnie.

6. kolejka – III liga (07.09.): Start Namysłów – Szczakowianka Jaworzno 4-2

Domowy mecz ze Szczakowianką był według nas jesiennym spotkaniem o największej dramaturgii. Na boisku oglądaliśmy dosłownie i w przenośni bitwę, z której zwycięsko wyszli czerwono-czarni. Mieliśmy w niej wszystko: dramaty, emocje, zmianę boiskowych wydarzeń, karne, czerwone kartki i rzuty karne. Zaczęło się dla nas niefortunnie, bowiem już w 2’ Przebindowski dał gościom prowadzenie. Ale namysłowianie golem Bonara (43’, dobił sprzed linii strzał P.Pabiniaka) zdołali jeszcze przed przerwą doprowadzić do wyrównania. Emocje w tej części gry jednak się nie skończyły, gdyż w przedłużonym czasie Franiel zobaczył czerwoną kartkę za oplucie Zalwerta! A że sytuacja miała miejsce w polu karnym, to arbiter dodatkowo podyktował karnego wykorzystanego przez Samborskiego (45+2’). Grający w dziesiątkę rywale zaatakowali nas tuż po przerwie i w 52’ – też po strzale z jedenastki – doprowadzili do kolejnego remisu (2-2). Szczakowianka złapała wiatr w żagle i przez kilkanaście minut – mimo gry w osłabieniu – sprawiała korzystniejsze wrażenie. W 75’ drugą żółtą kartkę zobaczył jednak Berliński (były gracz Startu) i goście zmuszeni byli grać w dziewięciu. W tym momencie stało się jasne, że „Szczaksa” musi ostatni kwadrans przetrwać. Na szczęście dla nas – nie przetrwała. W 81’ Żołnowski kapitalną główką wykończył centrę Szpaka z kornera, natomiast dwie minuty później K.Smolarczykowi pozostało dopełnienie formalności po świetnej akcji w polu karnym Samborskiego. Ostatecznie namysłowski Start wygrał 4-2, przerywając syndrom Szczakowianki, z którą wcześniej przegrał 3 mecze, nie zdobywając w tym czasie nawet jednego gola.

7. kolejka – III liga (14.09.): LZS Piotrówka – Start Namysłów 2-0

W Piotrówce NKS przegrał, choć porażki mogliśmy uniknąć. Gospodarzom po meczu spadł kamień z serca, gdyż było to dopiero ich pierwsze zwycięstwo w sezonie. Miejscowi pełną pulę zgarnęli zasłużenie, choć – jak wspomnieliśmy – przez moment pojawiła się szansa, że Start wyjedzie z trudnego terenu „z tarczą”. Nasz zespół zaprezentował się bardzo apatycznie, z rzadka inicjując sensowne ataki bramki LZS-u. Mimo to do przerwy utrzymaliśmy wynik bezbramkowy. Tuż po zmianie stron (49’) do namysłowskiej siatki piłkę skierował piłkarz z Zimbabwe, Bulaji. Miejscowi kibice uspokoili się tym faktem, przyjmując jednocześnie założenie, że nic złego ich pupilom nie powinno się już przydarzyć. Tymczasem w 85’ nasz zespół otrzymał wyśmienitą okazję na doprowadzenie do wyrównania w postaci rzutu karnego (dodatkowo za faul w szesnastce z boiska usunięty został Iwan). Niestety, mocny strzał przy słupku Samborskiego fantastycznie odbił Brazylijczyk Frances. Na domiar nieszczęścia, kontratak gospodarzy bramką zakończył Gwaze (86’), kolejny gracz rodem z Zimbabwe. Wówczas stało się jasne, że z „brazylijską międzynarodówką” (zdecydowaną większość kadry LZS-u stanowią zawodnicy z Kraju Kawy) nie uciułamy choćby jednego „oczka”. Wtedy też zaczęliśmy serię 9-ciu porażek...

Opisem spotkania w Piotrówce kończymy pierwszą część naszego podsumowania. Na resume kolejnych 9-ciu gier zapraszamy w niedzielę. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy