Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Pojedynek Dawida z Goliatem

Odsłony: 10611

Spoglądając w terminarz, nasi fani odczuwają pewnie mały niepokój. To jednak po części zrozumiałe, bowiem nastroje w naszym obozie, delikatnie mówiąc, nie są

optymistyczne. Niestety, Start wpadł w „korkociąg” i po bardzo przyzwoitym początku, z coraz większą prędkością pikuje w dół. Suche fakty są bolesne – zanotowaliśmy już sześć porażek z rzędu. Na dodatek humorów na pewno nie poprawia informacja o naszym najbliższym przeciwniku. Do Namysłowa przyjedzie absolutny hegemon ligi – Skra Częstochowa. W pierwszym spotkaniu obu drużyn „Skrzacy” (jak sami siebie nazywają w klubie) dali namysłowianom lekcję futbolu. Po 90 minutach na tablicy widniał wynik 4-0, a zwycięstwo gospodarzy było jak najbardziej zasłużone. Jeśli spojrzymy na tabelę i liczbę punktów obu ekip, moglibyśmy dojść do wniosku, że zapowiedź można streścić w zasadzie kilkoma zdaniami. Jednak stwierdzenie, że dla Startu będzie to... „Obrona Częstochowy” (w tym przypadku „obrona przed Częstochową”), nie wyczerpuje szczegółowych aspektów rywalizacji. Dlatego też jak zwykle dokonamy drobiazgowej analizy rywala. Mało tego, postaramy się wskazać, gdzie znajdują się luki w zespole przyjezdnych i co może nas przybliżyć, do wydawałoby się, niemożliwego. Relacja z pierwszego meczu została zatytułowana „Dwa światy”. Przyjrzyjmy się więc, w jakich warunkach pracują częstochowianie i co sprawia, że na tle ligi rzeczywiście wyglądają na ekipę z „innego świata”.

Spokój trenera, czyli kadra Skry

Przy okazji pierwszego spotkania, szczegółowo zaprezentowaliśmy zespół Skry. Dlatego dziś skupimy się na nieco innych aspektach. Jak zwykle zaczynamy od bramki. W niej od początku sezonu występuje Woszczyna i raczej nic nie wskazuje na nagłą zmianę. „Skrzacy” są bardzo silnym zespołem, a co za tym idzie, „Woszczu” nie ma szczególnie dużo pracy. Aczkolwiek i jemu przydarzają się małe wpadki. Jak zaznaczył jednak trener Jan Woś – golkiper ten kilka punktów również uratował. Spodziewamy się, że jego umiejętności na poważnie zostaną sprawdzone wiosną, po podziale na grupy „mistrzowską” oraz „spadkowe”.

Linię defensywną tworzą przede wszystkim: Drzymont, Gerega, Mastalerz i Kowalczyk. Przypominamy, że szczególnie doświadczony jest Drzymont (występy m.in w Lechu Poznań czy Koronie Kielce), który bywa też groźny przy stałych fragmentach gry. Jak na razie Steuer oraz Bik odgrywają marginalną rolę. Wydaje się, że stabilizacja w tej formacji służy całemu zespołowi

W środku pola należy wyróżnić przede wszystkim następujące nazwiska: Woldan, Kowalski, Piwiński, Polak oraz Sobala. Co do pierwszego nazwiska – jest to defensywny pomocnik, ale mimo to potrafi przymierzyć. Bo poza strzelonymi karnymi, aż czterokrotnie z powodzeniem zakończył akcję drużyny. Do tej postaci nawiążemy też w dalszej części zapowiedzi. Celowo nie wymieniliśmy Zawadzkiego, który leczy kontuzję i z tego powodu w Namysłowie również się go nie spodziewamy. Ten ofensywny pomocnik szczególnie dawał się we znaki defensorom, a zadanie po nim przejął Polak, który już kilkukrotnie błysnął w lidze („zarobił” karnego, asystował i strzelił bramkę). Ostatni – Sobala, przez własnego trenera określony został najlepszym zawodnikiem III ligi. Cóż, sami w pierwszym meczu przekonaliśmy, ile „wiatru” potrafi zrobić ów skrzydłowy. Liczby również mówią co nieco - trzykrotnie skierował on futbolówkę do bramki oraz zanotował trzy asysty. Po faulach na „Sobim” arbitrzy trzykrotnie wskazywali też na jedenastkę. Jeśli spojrzymy na skład sprzed tygodnia (podajemy go poniżej razem z wynikami Skry), to możemy odnieść wrażenie, że było to ustawienie nieco eksperymentalne, gdyż część nazwisk, to typowi rezerwowi.

W ataku bryluje człowiek instytucja, czyli Marcin Chmiest. Kapitan i egzekutor w jednym. Jak na razie „Chmieścik” nie zawodzi – na jego koncie znalazło się już 10 goli. Mało tego, posiada też w dorobku 4 asysty i dwukrotnie za faul na nim podyktowano rzuty karne. Dodajmy, że przed tygodniem zaliczył on hat-tricka. W ataku również grywają Świtała oraz Semeniuk, jednak nawet pod nieobecność czołowego snajpera siła rażenia raczej się nie mniejsza. Zabrakło go w meczu ze Startem Namysłów i jak dobrze wiemy - dla końcowego rezultatu nie miało to znaczenia.

Na koniec jako ciekawostkę dodajmy, że kapitan Skry lubi łapać kartki, bo w tym sezonie już trzykrotnie ujrzał żółty kartonik, a raz nawet czerwony. Wśród niechlubnej klasyfikacji, z czterema „żółtkami” wyróżnia się również Kowalczyk. Dalej jest Sobala, któremu żółtą kartkę pokazano trzy razy.

Podsumowując – w szatni Skry siedzi kilka osobistości, które wynoszą ten zespół na nieosiągalny dla ligowych szaraków poziom. Póki co, mimo kontuzji oraz kartek czołowych zawodników, zmiennicy godnie zastępowali kolegów. Co najważniejsze, w takich sytuacjach „Skrzacy” nie pogubili punktów. To sprawia, że o komforcie jaki ma Jan Woś, reszta ligi może pomarzyć.

Jak czołg, czyli Skra w obecnym sezonie

Krótko i na temat – Skra jest w tym sezonie niepokonana. Obecnie zajmuje pozycję lidera z liczbą 35 punktów na koncie (bilans spotkań to 11-2-0). Od pierwszej kolejki ekipa z Częstochowy prze do przodu, rozjeżdżając kolejnych przeciwników. Przewaga bramkowa nie jest jednak tak widoczna, gdy podopieczni Jana Wosia muszą zmierzyć się na wyjeździe z nieco silniejszymi rywalami.

Jak dotychczas „Skrzacy” tylko dwukrotnie zremisowali - w obu przypadkach na obcym terenie (mecze w Gliwicach oraz Mysłowicach). Tak czy inaczej, nikt w obu grupach III ligi opolsko-śląskiej nie zgromadził więcej punktów niż biało-niebiesko-czerwoni.

Lista spotkań Skry Częstochowa w rozgrywkach III-ligi w sezonie 2013/14:

Skra Częstochowa - Szczakowianka Jaworzno 2-0 (1-0)
Chmiest 10', Woldan 90'k

LZS Piotrówka - Skra Częstochowa 0-2 (0-1)
Skwarczyński 24', Piwiński 74'

Skra Częstochowa -Start Namysłów 4-0 (1-0)
Sobala 24', 80', Woldan 67'k, 90+4'k

Ruch II Chorzów - Skra Częstochowa 2-3 (0-2)
Starzyński 52'k, Kwiatkowski 53' - Drzymont 9', Sobala 21', Woldan 68'

Skra Częstochowa - Polonia Łaziska Górne 3-2 (0-0)
Woldan 72'k, 82', 90'k - Króliczek 58', Suda 87'

Piast Strzelce Opolskie - Skra Częstochowa 1-7 (0-1)
Dłutowski 47' - Kowalski 17', 78', Zawadzki 55', Chmiest 65', 81', Woldan 75', Semeniuk 76'

Skra Częstochowa - Ruch Radzionków 3-0 (2-0)
Woldan 9'k, Kowalski 15', Chmiest 83'

Piast II Gliwice - Skra Częstochowa 1-1 (0-1)
Łuszcz 71' - Woldan 26'k

Skra Częstochowa - Swornica Czarnowąsy 2-1 (0-1)
Polak 55', Bik 75' - Scisło 13'

Skra Częstochowa - Szombierki Bytom 4-0 (1-0)
Chmiest 2'k, 67', Niedbała 75', Gerega 80'

Górnik Wesoła (Mysłowice) - Skra Częstochowa 1-1 (1-1)
Lesik 6' - Piwiński 36'

Szczakowianka Jaworzno - Skra Częstochowa 0-4 (0-2)
Woldan 19', Chmiest 36', Semeniuk 49', Gerega 60'

Skra Częstochowa - LZS Piotrówka 3-1 (2-1)
Chmiest 23', 33', 88'k - Gwaze 30'

Skra: Woszczyna – Gerega, Mastalerz (56.Steuer), Drzymont, P.Kowalczyk, Kowalski (70. Sobala), Woldan (78.Musiał), Piwiński, Semeniuk (73. Suślik), Polak, Chmiest

Zabiegać i strzelać – analiza czasowa bramek

Bilans bramkowy Skry wynosi 39-9 (18-5 na wyjeździe). Średnio na mecz, to 3,0 bramki strzelonej i zaledwie 0,7 straconej. Jeśli przyjrzymy się wykresowi poniżej, w oczy rzuci się jeden wysoki słupek. Oznacza to, że w pierwszym kwadransie po przerwie, Skra straciła 44% goli.  Oznacza to zaledwie... 4 bramki. Celowo wyjaśniamy tę informację, gdyż patrząc na grafikę, można łatwo ulec złudzeniu, że ma wówczas miejsce jakaś katastrofa w defensywie częstochowian.

Co do goli zdobywanych – Skra bardzo dobrze radzi sobie szczególnie w drugiej połowie i wpisuje się w ogólny trend, w którym zespół z Loretańskiej notuje wtedy 67% wszystkich trafień. Zwracamy również uwagę, że po przerwie słupki regularnie rosną. Podejrzewamy, że jest to związane ze scenariuszem, który sami przerabialiśmy. Skra intensywnie prowadzi grę, a kiedy już „zabiega” rywala, to dokonuje na nim egzekucji. Takie wrażenie odnieśliśmy, gdy Start był zdolny odpierać ataki rywala przez godzinę. Jeśli sprawdzimy kiedy padają bramki, szybko zorientujemy się, że przeciwko słabszym rywalom taka historia lubi się powtarzać.

 

Być jak Balotelli, czyli kilka słów o rzutach karnych

Oddzielny akapit postanowiliśmy poświęcić Mateuszowi Woldanowi. „Matiego” spośród pozostałych piłkarzy ligi wyróżnia fakt, że znajduje się on na czele klasyfikacji strzelców. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że gra on na pozycji defensywnego pomocnika! W dodatku siedem spośród jedenastu goli zdobył z rzutów karnych.

Jeśli chodzi o uderzenia z wapna, to nie wiemy jakie ustalenia zapadły w szatni przed sezonem. Być może jednak trener Woś wydał instrukcję, że „strzela ten, kto czuje się na siłach”. Pierwszego gola w sezonie zdobył właśnie z jedenastki Chmiest, więc coś jest na rzeczy. Potem był Woldan, który później pozwolił podejść do piłki Kowalczykowi. Sytuacja ta miała miejsce w meczu z NKS-em i jak pamiętamy, Kowalczyk trafił w słupek. Po tym wydarzeniu za każdym razem futbolówkę z karnego bił „Mati” (wyjątek stanowi mecz sprzed tygodnia, kiedy uderzał Chmiest, gdyż Woldan już siedział na ławce). Jak na razie, robi to ze 100% skutecznością. Nie jest to typowa sytuacja, by boiskowa „szóstka” wykazywała takie umiejętności strzeleckie, nawet jeśli jest to stały fragment gry wykonywany z 11 metrów. Młodszym kibicom przypomnijmy, że Start swego czasu też miał swojego egzekutora. Rekordy w tym elemencie bił nie kto inny, jak grający w obronie Piotr Jawny. Sympatyczny „Pippen” reprezentując Start, stał się zmorą bramkarzy w trzeciej, a później w drugiej lidze.

Mamy jednak i dobrą informację dla naszych fanów. Tylko jeden rzut karny na 11 ogółem, został podyktowany gdy Skra grała na wyjeździe. Ma to również swoje odniesienie do globalnych statystyk mówiących o tym, że tylko 30-35% karnych jest bitych przez gości. Powiedzenie o tym, że ściany pomagają gospodarzom jest w tym przypadku jak najbardziej na miejscu. Ponadto możemy zdradzić, że Woldan bardzo pewnie kieruje futbolówkę tuż przy prawym lub lewym słupku, posyłając piłkę po ziemi, jak i nieco nad murawą. Mamy tylko nadzieję, że w sobotę nie będziemy musieli naocznie przypominać sobie techniki jego uderzeń.

Skąd tyle przewinień w szesnastce rywala? Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta. Częstochowianie w tym sezonie dysponują piekielnie silną ofensywą i obrońcy starają się zatrzymać podopiecznych Jana Wosia dosłownie za wszelką cenę. Przeciwnicy kilkukrotnie nie zgadzali się z decyzjami sędziowskimi. Mimo to szkoleniowiec biało-niebiesko-czerwonych nie traci rezonu. Jak przyznał w jednym z wywiadów – dysponując nagraniami, jest gotów uzasadnić każdą z decyzji „faceta w czerni”.

Na koniec przywołajmy nazwisko z akapitu. Wspomnieliśmy o Mario Balotellim, gdyż snajper rossonerrich do niedawna legitymował się 100% skutecznością w rzutach karnych. Jak się chwalił – w całej karierze nigdy nie chybił z karnego! Liczby opisujące nieprawdopodobną celność – „26/26” ostatnio zmieniły się na „26/27”. Natomiast Pepe Reina stał się pierwszym bramkarzem, który wykazał wyższość nad „Super Mario”. Dlaczego jednak miałaby nas obchodzić liga włoska? Piszemy o tym po to, żeby pokazać, iż każda seria kiedyś się kończy, a od czasu do czasu pudłują nawet absolutni mistrzowie opisywanego elementu gry. Na razie Woldan sam sukcesywnie pompuje swój balonik. Jak możemy się domyślać – przed każdym strzałem cyferki pojawiające się w głowie będą paraliżowały nieco mocniej, niż dotychczas.

Mister Rotation, czyli trener dokonuje zmian

Pseudonim „Pan Rotacja” swego czasu otrzymał od dziennikarzy pracujący w Liverpoolu Rafa Benitez. Przyczyna była bardzo prosta – łysogłowy Hiszpan wykazywał wręcz obsesję na punkcie przedmeczowych zmian dokonywanych w składzie. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że pozornie bez wyraźnych przyczyn „mieszał” on non-stop również w formacji defensywnej. Szkoleniowcowi Skry daleko do takiej postawy i wyjściową jedenastkę rywala można wytypować bez większych pomyłek. Jednak co daje się zauważyć – lubi on ingerować w trakcie zawodów. W każdym meczu trener bez wyjątku dokonuje czterech zmian. Bez względu na rywala, miejsce spotkania oraz wynik. Jak dla nas – może to świadczyć o całkiem przyzwoitych zmiennikach, a także – o próbie wyciśnięcia z drużyny wszystkiego, co najlepsze. Ponadto w takich okolicznościach chyba nikt nie może czuć się pewniakiem i Jan Woś najprawdopodobniej próbuje o tym przypominać. O tym, że każdy gracz może opuścić przedwcześnie boisko przekonali się nawet Chmiest z Woldanem.

Do wpływowych zawodników, a będących często zmienianymi, należy zaliczyć przede wszystkim: Chmiesta (7 zejść z murawy), Sobalę (8 zejść i 2 wejścia z ławki), Polaka (5 zejść i 5 wejść), Geregę (6 zejść i 2 wejścia) oraz Świtałę (1 zejście i 6 wejść). Żadna z formacji nie jest nietykalna i zdarza się, że również i obrońcy schodzą przed czasem.

W subiektywny sposób dokonaliśmy podziału meczu na okresy, kiedy trener Woś dokonuje zmian. Oczywiście musieliśmy zastosować pewne uproszczenia, lecz mmimo to wyłania się pewna reguła. Oto lista najbardziej istotnych odcinków czasowych:
- 17% zmian dokonywanych jest tuż po przerwie,
- 27% pomiędzy 55-63 minutą,
- 21% pomiędzy 65-72 minutą,
- 10% pomiędzy 73-77 minutą,
- 8% w końcówce czyli ok. 87-89 minuty,

Z powyższych danych wynika, że tzw. „zmiany taktyczne”, to raczej rzadkość.

Warto zwrócić uwagę, że po około godzinie gry dokonywanych jest 44% zmian. Korelacji szukalibyśmy z wykresem czasowym zdobywanych bramek. Po przerwie słupki opisujące właśnie gole systematycznie rosną. Zakładamy, że jest to zasługa dobrego przygotowania kondycyjnego, a w mniejszym stopniu (wśród kilku innych czynników) znalezienia się na placu boju świeżych graczy. Wydaje się, że im więcej nowych zawodników pojawi się na murawie w możliwie krótkim czasie, tym większy wpływ na grę mogą oni osiągnąć. Dodajmy, że w skrajnych sytuacjach limit zmian był wyczerpany już w... 70 minucie. To tylko wzmacnia naszą wiarę w teorię o wpływie rezerwowych na siłę uderzeniową jutrzejszych gości.

Jak nie drzwiami to oknem – analiza bramkowa Skry

Do sporządzenia poniższych wykresów przypisaliśmy każdemu z zawodników nominalną rolę. Oczywiście mogło się zdarzyć, że ofensywny pomocnik pełnił akurat funkcję napastnika i zdobył wówczas bramkę. Nie to jest jednak najważniejsze. Chcieliśmy zwrócić uwagę na fakt, że praktycznie każdy gracz Skry jest w stanie zapunktować czy też zaliczyć asystę. W szerokiej kadrze jest aż 13 nazwisk mających na koncie gola! Jeśli chodzi o „asystentów”, to nie wygląda to wcale gorzej, bo kluczowe podanie zapisało już 10 piłkarzy. Nie musimy dodawać jakie zagrożenie to stwarza. Nie ma znaczenia czy jest to prawy obrońca czy rezerwowy napastnik – dobrze zagrać i huknąć potrafi każdy.

Na kolejnej z grafik postanowiliśmy zaprezentować sposób, w jaki Skra strzela bramki. Ekipa z „Miasta Świętej Wieży” kończyła akcje w naprawdę przeróżny sposób. Również z tego powodu skategoryzowaliśmy je trochę niestandardowo. Z naszego zabiegu wyłoniło się koło, w którym żadna z barw nie osiąga wyraźnej przewagi. Tak jak poprzednio, nasuwa się jeden wniosek – uniwersalność zespołu. Skra potrafi strzelać po akcji, po rzutach wolnych, jak i z dystansu. Najlepszym przykładem jest tu mecz przeciwko Ruchowi Radzionków. Kiedy "Skrzacy" nie byli w stanie przebrnąć przez zasieki rywali – zrobili to po rzucie karnym, a potem dwukrotnie po kornerze. Wachlarz rozwiązań rywali jest naprawdę imponujący. Futbolówka może wpaść po główce z piątego metra, jak i po bombie zza szesnastki. Ciekawostka – w zeszłą sobotę asysty z autu (!) doczekał się Gerega, który zdołał precyzyjnie dorzucić piłkę do Chmiesta. To tłumaczy wszystko. Nie pokusiliśmy się natomiast na sporządzenie wykresu dla goli traconych, bo było ich tylko 9. I niemal każda strzelona została w inny sposób.

Autobus, a może przegubowiec? Czyli jak musi zagrać Start

Kiedyś do angielskiej Premiership, za sprawą Jose Mourinho, weszły w użycie słowa znane jako „stawianie autobusu w polu karnym”. Weszły one do piłkarskiego kanonu i dziś oznaczają zmasowaną obronę. Na polski grunt słowa te przeniósł i sparafrazował Orest Lenczyk, mówiąc o „stawianiu przegubowca”. Żartobliwie też dodał „dla tych, którzy nie wiedzą – że przegubowiec to dwie części autobusu połączone gumą”. Nie odkryjemy Ameryki, jeśli napiszemy, że czerwono-czarni muszą się przede wszystkim skupić na obronie i grze z kontry. To wiedzą wszyscy. Pytanie brzmi, jak to zrobić?

Trenerowi Bogdanowi Kowalczykowi nie zazdrościmy sytuacji. Raz – ma on wąskie pole manewru w doborze składu. Dwa – samo ustawienie dodatkowego obrońcy czy defensywnego pomocnika nie determinuje sposobu gry. Wszystkie, wydawałoby się, trywialne instrukcje należy zastosować w praktyce, a obecnie nawet „stawianie autobusu” nie należy do rzeczy łatwych. W dzisiejszym futbolu pierwszym obrońcą staje się najbardziej wysunięty napastnik, bo jeśli on przejmie futbolówkę, oszczędzi to sporo pracy kolegom z tyłu. Tak więc w tym meczu aktywna defensywa na długości całego boiska przyda się w szczególności.

Zadaniem coacha Startu będzie odpowiednie skalibrowanie środków i podjęcie decyzji, jak zagramy. Nie sądzimy jednak, by dowodzący namysłowską szatnią zdecydował się na wariant ultradefensywny. Obrona – jak najbardziej tak, ale musi być to obrona z głową. Stanie przez cały mecz „za linią piłki”, jest bowiem jak czekanie na wyrok. Jeśli natomiast Start, chociaż w krótkich fragmentach meczu, przeniesie ciężar gry w środkową oraz bramkową strefę rywala - będzie to spory sukces. Jesteśmy realistami – na przestrzeni 90 minut gospodarze najprawdopodobniej będą mieli jedną, dwie, może trzy kluczowe piłki. By myśleć o pozytywnym zakończeniu, przynajmniej którąś z nich należy sfinalizować pomyślnie. Statystyka jest bezlitosna – na razie Skra zdobywała bramkę w każdym meczu i tylko dwukrotnie był to jeden gol...

W czym należałoby upatrywać naszej szansy na punkty? Start musi jak najdłużej utrzymać czyste konto. Daje się zauważyć, że gdy „Skrzacy” nie trafiają w pierwszej półgodzinie, potem mają problemy z rozstrzygnięciem zawodów na własną korzyść. Podobne przygody przytrafiają się częstochowianom, gdy sztuka trafiania do siatki pierwsza wychodzi rywalom. Namysłowianie powinni więc wyostrzyć zmysły i utrzymać z tyłu zero, najdłużej jak się da.

Biało-niebiesko-czerwoni są bardzo silnym zespołem, który gdy trzeba, potrafi pokazać charakter. Co zrobił chociażby przeciwko Polonii Łaziska. Punktem newralgicznym tego typu ekip jest jednak swego rodzaju podatność na „mini kryzysy”. Tak rozpędzone drużyny niezbyt często znajdują się w prawdziwych opałach. Od wielkiego dzwonu ktoś pokrzyżuje plany nawet najlepszym, a wówczas zdarza się, że u piłkarzy górę biorą emocje. Zresztą co tu dużo mówić – presja już kilkukrotnie dała o sobie znać i piłkarze parokrotnie rozpoczynali pojedynki nieco spięci.

Ktoś kiedyś powiedział, że „charakter człowieka poznaje się w kryzysowych sytuacjach”. To stwierdzenie można idealnie przenieść w świat futbolu. Wszyscy pamiętamy co przez tak wiele lat charakteryzowało Manchester United. Mecze rozstrzygane w końcówkach, to nie była magia ani „fuks”, co zarzucano podopiecznym Sir Alexa Fergusona. Był to po prostu zespół złożony z twardych charakterów, wielokrotnie już „przeczołganych” w bojach. Biorąc pod uwagę wszystkie proporcje – piłkarze Skry staną się prawdziwym „Dream Team'em” dopiero po poważnym mentalnym otrzaskaniu, którego najwcześniej należy oczekiwać wiosną. Na razie jednak tę niewielką lukę można spróbować wykorzystać.

Jak Dawid z Goliatem, czyli sobotni pojedynek

5 minuta meczu Start Namysłów – Skra Częstochowa. Gospodarze wychodzą do przodu z niespodziewaną kontrą. Piłka zostaje wybita za linię końcową. Następnie wrzucona z rzutu rożnego futbolówka ląduje tuż przed polem bramkowym. Jeden z naszych wykorzystuje niezdecydowanie bramkarza i umieszcza piłkę w siatce. Gol! Gospodarze obejmują sensacyjne prowadzenie. Cała jedenastka cofa się na własną połowę. Przyjezdni próbują ataku pozycyjnego, ale wobec wielu piłkarzy w czerwono-czarnych trykotach są bezradni. NKS od czasu do czasu wykorzystuje nieuwagę gości i groźnie kontruje, wprowadzając dużo nerwowości w ekipie gości. Miejscowi dowożą wynik do przerwy. Widząc bezradność swoich zawodników, trener Woś automatycznie dokonuje dwóch zmian. Mimo miażdżącej przewagi, ataki ciągle przypominają walenie głową w mur, co na gospodarzy działa jak woda na młyn. Czas płynie nieubłaganie, a z każdą minutą „Skrzacy” mają w ofensywie coraz mniej argumentów. Goście czują, że sytuacja zaczyna wymykać im się spod kontroli...

Tak mogłaby wyglądać alternatywna i jednocześnie wymarzona historia opowiedziana przez fanatyka Startu. Jest idealny scenariusz, który mógłby nam się przytrafić w najbliższy weekend. Rzeczywistość jest jednak brutalna i żeby zbliżyć się do tego typu wersji, trzeba będzie włożyć w mecz mnóstwo sił. Na boisku przy Pułaskiego zobaczymy konfrontację lidera z przedostatnim zespołem w lidze. Ponadto będzie to pojedynek najlepszej ofensywy z niemal najsłabszą obroną. Tak wyraźny kontrast sprawia, że bez wahania mecz można nazwać pojedynkiem „Dawida z Goliatem”. Każde inne rozstrzygnięcie niż zwycięstwo gości, będzie sensacją. Może to niewielkie pocieszenie, ale w tym meczu na NKS-ie nie ciąży żadna presja. Może należałoby uczynić z tego atut? Bez względu na końcowy rezultat, „Chłopcy z Pułaskiego” muszą zrobić wszystko, by goście po raz kolejny wyjeżdżali z Namysłowa w minorowych nastrojach (po szczegóły odsyłamy do dzisiejszego materiału o historii pojedynków obu drużyn – przyp. aut.).

Wszystkich fanów gorąco namawiamy do wsparcia naszej jedenastki. Pomimo ostatnich niekorzystnych rozstrzygnięć, Start ze swojej waleczności uczynił już w III lidze znak firmowy. Dobrze byłoby, żeby obecność fanów oraz ich głośnego dopingu stała się ważnym znakiem rozpoznawczym obiektu przy Pułaskiego 5. Dlatego też zaznaczmy swoją obecność na najbliższym meczu. Już 2 listopada o godzinie 13.00. Gorąco zapraszamy! [TD]

P.S. Osobom zainteresowanym sytuacją w Skrze polecamy najświeższy materiał częstochowskiej telewizji „Orion”. W piętnastominutowym nagraniu zaprezentowana została wypowiedź trenera Jana Wosia na najbardziej istotne tematy. Poznamy w nim także punkt widzenia osób odpowiedzialnych za zarządzanie klubem. Materiał dostępny jest TUTAJ.

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy