Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

ARCHIWUM

Powrót z dalekiej podróży

Odsłony: 15656

Podróż piłkarzy Startu do leżącego pod Beskidem Andrychowskim Czańca była długa i nużąca. Nasi zawodnicy musieli spędzić w autobusie ponad 4 godziny. To jednak nic, bo

powrót z dalekiej podróży trwał blisko 2 razy dłużej i zespół po sporych perturbacjach dotarł do Namysłowa dopiero o 3:30 nad ranem, po 7 godzinach od wyjazdu za bramę czanieckiego obiektu! Problemy z transportem czasem się zdarzają. Ale spora obsuwa czasowa tylko w niewielkim stopniu wpłynęła na samopoczucie czerwono-czarnych, gdyż Ci wracali do domu bogatsi o cenny punkt wywalczony w niecodziennych okolicznościach. Parafrazując drogę powrotną namysłowian, na boisku również… wróciliśmy z dalekiej podróży.

Zaczęło się od wzajemnego badania sił. Obie jedenastki niespecjalnie się kwapiły, aby szturmować przedpole konkurencji. Dlatego przez długi czas oglądaliśmy zaciętą rywalizację w środkowej strefie boiska. Gospodarze próbowali organizować grę od tyłu, lecz nasz zespół skutecznie tę taktykę neutralizował. W 5’ Frąckowiak zagrał przed polem karnym do Praciaka, który z 22 metrów uderzył wysoko nad bramką. Niebawem po podaniu zza pleców (7’), ten sam piłkarz zwiódł dwóch naszych defensorów, po czym zdecydował się na próbę lobowania wracającego do bramki Kuleszki. Ale i ta okazja okazała się wyraźnie nieprecyzyjna. Czerwono-czarni na przedpole rywali zapuścili się w 10’. Po dalekim crossie Szpaka na lewą flankę, do piłki doszedł Jordan, sprytnie wymieniając piłkę z Kamilem Błachem. Niestety, w momencie odegrania jednego z bliźniaków „Dżordan” znalazł się na ofsajdzie. W 12’ kibice lekko westchnęli, gdy interweniujący Zalwert został zablokowany przez Młynarczyka, a „kula” spadła pod nogi Praciaka. Ten zwiódł jeszcze asekurującego go Kamosia i strzelił z 14 metrów po ziemi. A że piłka poleciała w środek bramki, to i Kuleszka nie miał większych kłopotów z jej zatrzymaniem. Namysłowianie zrewanżowali się w 13’, gdy Jordan najpierw odebrał piłkę Mrozkowi, a chwilę potem wypuścił po linii (lewą stroną) Smolarczyka. Ten ostro dośrodkował na 8 metr, lecz czających się w okolicy gości uprzedził stoper, główkując piłkę za siebie. W 15’ przeprowadziliśmy dobrą, kombinacyjną akcję, po której Szpak znalazł po lewej stronie Kamila Błacha. Ten zdołał dobrze wrzucić „skórę” w okolice bramki, gdzie próbujący główkować Smolarczyk utrudnił interwencję Zielińskiemu. Piłka wypadła mu z rąk i znalazła się pod nogami Samborskiego. Rafał nie miał jednak z czego uderzyć, gdyż przyklejony do niego jeden ze stoperów mocno go naciskał. Ostatecznie próba zwodu „Sambora” też nie przyniosła wymiernego skutku i miejscowi zagrożenie zażegnali. W 19’ LKS wykonywał korner. Etatowy wykonawca Młynarczyk posłał „skórę” na długi słupek, gdzie zamykający akcję Gola zgrał ją do środka. Czujny Kamoś wybił ją… pod nogi wspomnianego Młynarczyka, a ten ostro uderzył z kilkunastu metrów. Piłka zmierzała w światło bramki, lecz po odbiciu się od stojącego na linii strzału Frąckowiaka przeszła obok słupka. Było niebezpiecznie.

Do 20’ żadna z ekip nie wypracowała sobie przewagi w polu, nadal więc oglądaliśmy grę, w której „kula” wędrowała między szesnastkami. W następnych kilku minutach namysłowianie osiągnęli lekką przewagę, częściej operując futbolówką właśnie pod polem karnym rywali. W 25’ do pozycji strzałowych starali się dojść dwaj bliźniacy Błach oraz Jordan. Jedynym efektem tego zrywu był jednak rzut rożny, po wykonaniu którego namysłowianie rzucili się z pretensjami do sędziego Widlarza. Firmowy korner Startu (jeden z zawodników dotyka piłkę i odbiega w kierunku bramki, a drugi podchodzi do zagranej już „kuli” i rusza z nią przy nodze w okolice pola karnego) został bowiem źle zinterpretowany. LKS nie kwapił się w tym okresie do ataków, umożliwiając grę w środku gościom. W 27’ po dośrodkowaniu Bonara z prawej flanki nasi piłkarze reklamowali zagranie ręką w szesnastce jednego z obrońców Czańca. Arbiter puścił jednak grę i próbujący przerwać kontratak rywali Szpak zobaczył żółtą kartkę. Ubrani na biało miejscowi odpowiedzieli w 30’, gdy Młynarczyk (po rogu) wymienił piłkę z Frąckowiakiem, po czym ostro uderzył na bramkę. Ta odbiła się jednak od Urbańskiego i przeszła – dosyć blisko – obok słupka. Po kolejnym rzucie rożnym (31’) Młynarczyk wrzucił piłkę na długi słupek, gdzie niepilnowany Gola główkował z 10 metrów nad bramką. Strzał był daleki od oczekiwań, jednak trener Kowalczyk miał pretensje do swoich podopiecznych, że bezkarnie pozwolili rywalowi uderzyć. Start chciał skontrować LKS w 32’, gdy po długim podaniu Krystiana Błacha spod własnej szesnastki, „kula” trafiła do szarżującego Smolarczyka. Niestety, 30 metrów od bramki nasz młody atakujący został zastopowany przez Waligórę. 2 minuty później (34’) Szpak wykonywał rzut wolny spod lewej linii autowej (blisko linii środkowej). Dalekie dośrodkowanie spadło na głowę Kamosia, który w naprawdę dobrej sytuacji z 6 metrów główkował nad bramką. A szkoda, bo była szansa na otwarcie wyniku. Niebawem (36’) Samborski zabrał piłkę przeciwnikowi w środku pola i szybko uruchomił wbiegającego lewym sektorem Jordana. Bartek już w polu karnym oszukał skrajnego defensora, ale przy strzale z kilkunastu metrów został zablokowany przez kolejnego gracza gospodarzy. Po rogu futbolówka dwukrotnie przeleciała przed polem bramkowym LKS-u, ale bez zagrożenia. Start ponownie osiągnął przewagę w polu, starając się organizować kolejne ataki. Gospodarze irytowali natomiast swojego trenera dziwną ospałością i notorycznym graniem długich piłek, padających łupem niżej notowanych namysłowian. W 41’ gracze LKS-u przyglądali się, jak po centrze z rogu Szpaka, Samborski z 8 metrów główkował… wzdłuż bramki (źle trafił w piłkę). Ostatni strzał przed przerwą oddali jednak miejscowi, gdy po odgwizdaniu faulu (?) Szpaka na Frąckowiaku, do rzutu wolnego na 30-tym metrze podszedł Żak. Próba czanieckiego kapitana była jednak mocno nieudana, bo piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Kuleszkę.

Pierwsze 45 minut można uznać za wyrównane, z lekkim wskazaniem na NKS. Obie jedenastki parę razy znalazły się w bezpośrednim sąsiedztwie właściwego piłkarskiego celu (bramki), lecz wtedy zabrakło precyzji. Nas krzepił widok ambitnie i rozmysłem grających piłką czerwono-czarnych, którzy od 25 minuty częściej byli w posiadaniu piłki, dezorganizując tym samym grę gospodarzom. Ci nawet momentami nie przypominali solidnego zespołu, który kilka tygodni wcześniej imponował żelazną defensywą w meczu namysłowskim, w którym bramkę „powąchaliśmy” dopiero w ostatnich minutach, gdy wynik był już rozstrzygnięty. Rozgrywka ta przypominała partię piłkarskich szachów z aktywniejszymi figurami po stronie gości.

Fot.: Środowy pojedynek w Czańcu zakończył się miłą dla nas niespodzianką. Po remisie 2-2 miejscowy LKS, lider i faworyt meczu, musiał zadowolić się podziałem punktów w konfrontacji z namysłowskim Startem. Niedosyt w obozie "Górali" był tym większy, że Ci prowadzili już 2-0... Na zdjęciu kadr z wczorajszej rywalizacji. [zdjęcie: Sebastian Garus/lksczaniec.futbolowo.pl]

Na drugą połowę efektownie prezentujący się goście (kilku miejscowych sympatyków słusznie zauważyło, że stroje Startu do złudzenia przypominają te AC Milan) wyszli w dobrym nastroju. Ale ta pewność siebie szybko została zamieniona w zaskoczenie. Nim w krótkim odstępie czasu straciliśmy dwa gole, najpierw (47’) Praciak strzałem po ziemi z linii pola karnego (z prawej strony podawał Konacki) poważnie przetestował Kuleszkę. W 49’ Start wykonywał rzut rożny (za sprawą Szpaka, który go wywalczył). Na długim słupku Zalwert do spółki z Jordanem próbowali wepchnąć „skórę” do bramki, jednak Waligóra zdołał ich zablokować. Ostrzeżeniem dla namysłowian była akcja Praciaka z 51’, który najpierw założył siatkę jednemu z naszych obrońców, a następnie w znakomitej sytuacji fatalnie przestrzelił. Ten sam Praciak musnął głową futbolówkę na 7 metrze po głębokim dośrodkowaniu z lewego sektora boiska. Głęboko odetchnęliśmy. Jednak nim wypuściliśmy powietrze z płuc, miejscowi cieszyli się z gola. Z lewej strony dośrodkował Karcz (51’), a stojący niemal na linii bramkowej Praciak wpakował „kulę” przy długim słupku do bramki. Kuleszka momentalnie wystartował do arbitra liniowego, reklamując rękę oraz pozycję spaloną strzelca. Mała awantura skończyła się jednak upomnieniem kartkowym dla naszego krewkiego bramkarza. Niestety, w 55’ było już 2-0 dla LKS-u. Po wyrzucie autu w okolicach linii środkowej (lewa strona) Zalwert fatalnie stracił piłkę na rzecz Gołucha, który dociągnął do boku szesnastki, zagrał przed bramkę, gdzie Konacki pewnie umieścił ją w siatce. Po zmianie stron oglądaliśmy zupełnie innych gospodarzy. Grających szybko, z rozmachem i zdecydowanie składniej w środku pola. A Start? Podopieczni Bogdana Kowalczyka w kilka minut dali się dwukrotnie zaskoczyć i siłą rzeczy wylądowali na przysłowiowych deskach. To był nokdaun. Pamiętając jednak to, co wydarzyło się 4 dni wcześniej w konfrontacji z Odrą Wodzisław Śląski, ławka rezerwowych wierzyła, że jeszcze nie nokaut.

Czaniec nie rezygnował z kolejnych prób, żeby pognębić namysłowian. W 58’ Gołuch wymienił piłkę z Łosiem (lewa strona), a ten „po trójkącie” zagrał do Marka, który strzałem po ziemi zmusił do wysiłku Kuleszkę. Zaraz potem Praciak podał do Gołucha, a ten do Łosia, któremu piłkę spod nóg w ostatniej chwili wybił Krystian Błach. A to nie koniec, bo po kolejnej chwili (61’) Gołuch uderzył z 16-tu metrów (po ziemi) w środek bramki i namysłowski „Dudek” znów musiał błyskawicznie interweniować (chwilę wcześniej w wyniku bezpardonowej walki na prawym skrzydle przewróceni zostali Kamoś i Kamil Błach). Czaniec był na fali i w 64’ powinien zdobyć gola. Rywale kapitalnie rozegrali piłkę po obwodzie. Tę ze środka zagrał na lewo Gołuch, gdzie Łoś posłał precyzyjną centrę do wbiegającego na 8 metr Praciaka. Ten jednak zupełnie niepilnowany główkował nad bramką i za chwilę wymownie złapał się za czarną czuprynę.

Nadeszła 65’, jak się później okazało, przełomowa dla dalszych losów rywalizacji. W środkowej strefie boiska, tuż przy ławce rezerwowych gospodarzy, Konacki brutalnie wpakował się w nogi Bonara, co spowodowało błyskawiczną reakcję namysłowian. Do winowajcy momentalnie rzucili się Kamoś z innymi czerwono-czarnymi, a z odsieczą gracze gospodarzy. Kilkanaście sekund szarpaniny i wzajemnych przepychanek arbitrzy w końcu zażegnali, a główny siłą rzeczy sięgnął po kartki. Żółte zobaczyli Bonar z Kamosiem, natomiast pod prysznic zmuszony był się udać autor drugiego gola Konacki. Po okresie dostosowywania się do „nowych okoliczności” (mowa o grze w osłabieniu Czańca) namysłowianie już wiedzieli, że pojawiła się przed nimi niepowtarzalna szansa, aby podjąć walkę o powrót do gry. W 71’ Kamoś zagrał długiego crossa do wbiegającego w szesnastkę prawą stroną Krystiana Błacha. Łoś pilnował jednak naszego defensora i nie dopuścił do oddania przez niego strzału. Potem (74’) po wrzutce z rogu Szpaka, Kamil Błach zbyt głęboko podszedł pod piłkę na 8 metrze i jego nieczysty strzał głową poleciał nad poprzeczką. Za moment (75’) po dośrodkowaniu z lewej flanki Bonara i odbiciu piłki głową przez Zajączkowskiego, na długim słupku przy próbie uderzenia z 8 metrów został zablokowany Samborski (dobra sytuacja). Akcja błyskawicznie przeniosła się pod przeciwną bramkę, gdzie po posłaniu ciętej piłki za linię namysłowskiej obrony, w stuprocentowej sytuacji znalazł się Praciak, lecz z 9 metrów trafił w interweniującego Kuleszkę! Miejscowi nie odpuszczali i w 76’ Praciak próbował minąć Kamosia. Ten wypchnął go ostatecznie z piłką poza obrys szesnastki, skąd Praciak strzelił nad bramką. Nadeszła 77’. W niej po raz pierwszy boleśnie we znaki dał się LKS-owi Jordan, który szarżując w polu karnym, przy próbie zwodu został zahaczony przez Golę. Arbiter nie miał wątpliwości i wskazał na punkt 11-tu metrów, z którego pewnym półgórnym uderzeniem przy prawym słupku bramkę kontaktową zdobył Samborski (78’). Miejscowi chcieli nas błyskawicznie zaskoczyć, lecz po szybkim ataku Mrozek na 16-tym metrze został zastopowany przez Kamosia. W 79’ nasz obóz jęknął z zawodu, gdy po wystawieniu piłki przez Zajączkowskiego, nabiegającemu Jordanowi piłka idealnie siadła przy uderzeniu z lewego narożnika pola karnego. Niestety, jeden ze stoperów w porę wystawił nogę i stojący między słupkami Zieliński mógł odetchnąć. W 83’ przy linii bocznej faulowany był Gołuch. Do rzutu wolnego na wysokości szesnastki podszedł Jaroś, decydując się na ni to strzał, ni dośrodkowanie. Piłka mogła zaskoczyć Kuleszkę, bo na linii strzału stali Żak z Praciakiem. Żaden z nich nie zmienił jednak toru lotu futbolówki, a „Dudek” wytrzymał do końca i ostatecznie piłka na linii bramkowej wpadła mu w rękawice. W 85’ na trybunach nastąpiła konsternacja, po tym jak arbiter po raz drugi podyktował rzut karny przeciw LKS-owi! Kibice psioczyli na sędziego, bo ich zdaniem karny był naciągany. Tymczasem z decyzją trudno polemizować, gdyż (znów z lewej strony) Jordan wbiegł w pole karne, zatrzymał się przed zwodem i w tym momencie próbujący zatrzymać go Karcz na niego wpadł. Dodajmy, że Bartek wjechał z piłką w szesnastkę po wcześniejszym rajdzie i podaniu od Zajączkowskiego. Egzekutor Samborski i tym razem się nie pomylił. Wytrzymał próbę nerwów znakomicie, mocnym strzałem pakując futbolówkę pod poprzeczkę. Zrobiło się 2-2, a będący na wyraźnej fali wznoszącej Start nie zamierzał zadowalać się remisem. W 86’ czerwono-czarni wyprowadzili kontratak, lewą flanką, a jakże. Szkoda tylko, że w momencie podania od „Zająca”, Jordan znalazł się na spalonym. Mało brakło, a w 89’ zostalibyśmy srogo pokarani. Po akcji gospodarzy, na strzał z lewej strony zdecydował się Gołuch. Kuleszka odbił nieprzyjemną piłkę przed siebie, gdzie nabiegający do dobitki Praciak na 11-tym metrze został desperacko zablokowany przez Zalwerta! W przedłużonym czasie gry (90+1’) Łoś spod lewego narożnika wstrzelił „kulę” na głowę Praciaka, który główkował bardziej w górę niż w bramkę i Kuleszka piłkę złapał. Mimo 5 doliczonych minut nic więcej godnego uwagi już nie zarejestrowaliśmy.

Drugie 45 minut zrekompensowało kibicom statyczną grę sprzed przerwy. Po piorunującym początku Czaniec wyszedł na dwubramkowe prowadzenie, które wydawało się niezagrożone. Plany pokrzyżowała im jednak czerwona kartka dla Koneckiego, gdyż od tego momentu (65’) sprawy w swoje… nogi wzięli czerwono-czarni. Mając przewagę jednego zawodnika goście zaczęli odważnie atakować, co przyniosło skutek w postaci dwóch szarż Jordana nieprzepisowo powstrzymanych w szesnastce przez rywali. Oba rzuty karne pewnie wykorzystał Samborski i niespodzianka stała się faktem. Po golu kontaktowym namysłowianie już nie kalkulowali, narażając się tym samym na szybkie ataki LKS-u. Ryzyko jednak się opłaciło, bo pogoń za remisem zakończyła się powodzeniem. Fakt, miejscowi mogli nam się odgryźć tak po golu kontaktowym, jak i już przy stanie 2-2. W decydujących momentach zbrakło im jednak precyzji i mimo wszystko zimnej krwi. Tej więcej zachowali… gorącokrwiści zazwyczaj czerwono-czarni. Podział punktów na trudnym czanieckim terenie był dla Startu przyjemną nagrodą za determinację i wiarę do końca w to, że stratę dwóch goli też można odrobić. Nasi chłopcy pokazali to w sobotę, a wczoraj powtórzyli w meczu z liderem spadkowej grupy C. Dziękujemy i prosimy o równie przyjemne zakończenie sezonu w konfrontacji z rezerwami Podbeskidzia. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy