Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Po przerwie nie nawiązaliśmy walki"

Odsłony: 1208

 

StartNamyslow.pl: - Z naszej perspektywy okazało się, że smutnej tradycji stało się zadość, bo w czwartym z kolei meczu w Czarnowąsach dostajemy konkretny łomot.

Wojciech SCISŁO (grający trener Swornicy Czarnowąsy): - Uważam, że zasłużenie wygraliśmy ten mecz. O ile początek był jeszcze wyrównany, gdy Start starał się postawić nam twarde warunki, to od momentu zdobycia bramki w pełni kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku. Zagraliśmy przede wszystkim w defensywie to, czego od zespołu oczekuję. Wyeliminowaliśmy proste, indywidualne błędy, co było kluczem do tego, żeby prowadzić spokojną grę w ataku pozycyjnym i mieć możliwość stwarzania kolejnych sytuacji.

- Do momentu utraty bramki Start rzeczywiście utrudniał Wam rozwinięcie skrzydeł. Ale zwłaszcza w drugiej połowie zespół z Namysłowa nie stawił Swornicy zbyt wielkiego oporu.

- Tak można powiedzieć. Wiadomo, że po stracie bramki Start musiał podjąć próbę zmiany taktyki i zmiany pierwotnych założeń. Inna sprawa, że nam od momentu wyjścia na dwubramkowe prowadzenie grało nam się zdecydowanie spokojniej, więc mogliśmy grać i cierpliwie i dokładnie. W takiej sytuacji pewne sytuacje wychodzą na boisku o wiele łatwiej. Kontrolowaliśmy rzeczywiście przebieg spotkania, a Start faktycznie po przerwie nie był tak groźny, jak w pierwszej połowie.

- Czy efektowny sukces ze Startem może być początkiem lepszej serii? Pytam, bo pewnie tego oczekują kibice, jak i pewnie Pan, zakładając, że pierwsza faza sezonu pod kątem zdobyczy punktowej nikogo w Czarnowąsach nie zadowala. Bo raczej nie tylko kibice Swornicy zakładali, że siłą rozpędu z poprzedniego sezonu, także w obecnym będziecie nadawać ton rozgrywkom.

- Oczywiście, że z dotychczasowych meczów i dorobku punktowego nie jestem zadowolony. Wszyscy jesteśmy świadomi, że mieliśmy przed sezonem większe apetyty. Głównie mam na myśli mecze, które przegraliśmy na własne życzenie, czyli z Olesnem, Gronowicami czy Skalnikiem. Nie chcę zabrzmieć źle, ale stać nas na wygrane akurat z zespołami, które wymieniłem. W sporcie pewne rzeczy można sobie założyć, choć na pewne sprawy nie ma się wpływu. Mam na myśli kontuzje czy wyjazdy związane z życiem prywatnym i zawodowym. I wymienione sprawy pokrzyżowały nam plany, choć mieliśmy chęć na coś więcej. O ile porażki z Głuszyną czy Starowicami można było wkalkulować, to z innymi wymienionymi ekipami chwilę wcześniej na pewno zawiedliśmy. Posypał nam się mocno skład i siłą rzeczy grali chłopcy, którzy dopiero co skończyli wiek juniora. Rzuciliśmy ich z musu na głęboką wodę i w meczach, gdzie potrzebne było doświadczenie i cwaniactwo, pozwalaliśmy sobie strzelać bramki, nadziewając się na proste straty.

- Dziękując za rozmowę, życzę Panu, żeby wygrana ze Startem była faktycznie początkiem dłuższej zwycięskiej serii.

- Dziękuję. Ja życzę Startowi udanej walki przynajmniej o spokojne utrzymanie. [rozmawiał KK]

Fot.: Grający trener Wojciech Scisło (na zdjęciu) dołożył dużą cegiełkę do efektownego zwycięstwa Swornicy.

 

StartNamyslow.pl: - Znów nie udała nam się wyprawa do Czarnowąs. Notujemy piątką z rzędu porażkę, z czego czwartą z kolei wysoką.

Damian ZALWERT (trener Startu Namysłów): - Zgadza się. Przeżyłem swego rodzaju deja vu z czerwca, bo notujemy powtórkę wyniku. Kolejna porażka w Czarnowąsach stała się faktem. To dla nas mocno niewygodny teren, bo znów przegrywamy. W pierwszych piętnastu minutach realizowaliśmy założenia. Cofnęliśmy się nieco, pozwalając grać przeciwnikowi, ale nie dopuszczaliśmy ich pod bramkę. Przeciwnik grał piłką, ale bez wymiernych efektów. Ale gdy mecz się wyrównał, to straciliśmy bramkę. Mieliśmy potem dwie okazje na doprowadzenie do remisu, ale ani Miłosz Kostrzewa ani Wojtek Czech nie zdołali trafić do siarki. Sami natomiast straciliśmy gola w przedłużonym czasie pierwszej części i to nas dobiło. Zeszliśmy załamani do szatni. W drugiej połowie ewidentnie mieliśmy wszyscy opuszczone głowy i nie nawiązaliśmy walki. Nie było osoby, którą mógłbym za ten okres gry wyróżnić. Nie widziałem w zespole tego ducha walki, który pozwalałby oczekiwać, że odrobimy stratę. Tak to wyglądało.

- Faktycznie duch walki uleciał ze Startu po przerwie, ale niewątpliwie problem z grą skomplikował nam się wtedy po przymusowych zejściach z powodu kontuzji Żołnowskiego i Sarnowskiego.

- No tak to było. Musieliśmy co chwilę rotować zestawieniem i w efekcie niektórzy zawodnicy musieli grać na nie swoich pozycjach. Ja pojawiłem się na wymuszeniu grając ponad 20 minut, choć zakładaliśmy w skrajnej sytuacji moją grę na powiedzmy pięć minut. Nie jest to oczywiście usprawiedliwienie dla zespołu, bo musimy się w końcu mocno wziąć za siebie, żeby w kolejnym meczu zgarnąć 3 punkty.

- Tym bardziej, że za nami 10 meczów i tylko 7 punktów na koncie. Trudno więc mówić o spokojnym położeniu Startu. Tym bardziej więc czekający nas mecz z Gogolinem zapowiada się na ekstremalnie ważny, bo i rywal źle spisuje się w tym sezonie.

- Czeka nas mecz o przysłowiowe 6 punktów. Jak wygramy, to odskakujemy przeciwnikowi. I będziemy robić na boisku wszystko, żeby wygrać. [rozmawiał KK]

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy