Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Rodzinny patent na Krasiejów"

Odsłony: 1395

Mateusz PINKAWA (trener KS-Krasiejów): - To był dla nas ciężki mecz o przysłowiowe sześć punktów. Gdybyśmy przegrali, to nasza strata do Startu wzrosłaby do dziesięciu punktów, a tak dalej mamy siedem. Jest więc wciąż jako taki kontakt z drużynami, które tak jak my walczą o utrzymanie. Mecz był rozgrywany w ciężkich warunkach z małą liczbą sytuacji. Start miał na pewno więcej z gry niż my, ale sytuacji stuprocentowych brakowało. Natomiast samych sytuacji podbramkowych obie drużyny miały po trzy-cztery. Najlepszą okazję rywale mieli po błędzie naszego bramkarza, który wyrzucił zawodnikowi gości piłkę pod nogi, ale na szczęście ten nie trafił w bramkę. Zawsze sobie powtarzamy, że mamy kryć Patryka Pabiniaka, a on nam zawsze strzela bramki. Ostatnio ukłuł nas w 88 minucie w Namysłowie, wcześniej pamiętam mecz w III lidze, gdzie strzelił nam w 92. W Krasiejowie też ostatnio strzelił nam na 2-2 w 90 minucie. Tomek Mainka zawsze go kryje i robi to dobrze. Ale śmiejemy się, że przez 500 minut gry przeciw Patrykowi pilnuje go jak należy, natomiast w pozostałych 5 minutach on nastrzelał nam trochę tych goli. Zresztą jego ojciec też strzelał nam gole, więc to jakiś rodzinny patent na Krasiejów. Udało nam się jednak szczęśliwie mecz zremisować.

StartNamyslow.pl: - Wbrew pozorom, choć graliście o pełną pulę, to po ostatnim gwizdku byliście bardzo zadowoleni z jednego punktu.

- Oczywiście, bo lepszy dla nas choćby punkt niż przegrana. Na ten moment ten punkt nic nam nie daje, ale zobaczymy na koniec sezonu czy będzie on istotny.

- Mateusz Pinkawa, to człowiek-orkiestra w Krasiejowie. Nie dość, że jest Pan trenerem, to jeszcze należy do najlepszych graczy w drużynie, często swoimi golami ratując punkty zespołowi. Strach wśród Waszych kibiców myśleć, co to będzie, jak Pana na boisku zabraknie.

- Spokojnie, mam dopiero 29 lat, więc jeszcze parę sezonów pogram, jak zdrowie pozwoli (uśmiech). Trzymamy to w przodzie i na ławce z Piotrkiem Słupikiem i jakoś to wychodzi. Ostatnio Piotrek narzeka na kontuzje, ale gra i albo bramki strzelamy, albo sytuacje bramkowe tworzymy. W sobotę zamieniliśmy się rolami i to Piotrek zagrał w ataku, a ja w pomocy, ze względu na fakt, że graliśmy trójką obrońców i zależnie od sytuacji, albo większą liczbą broniliśmy, ale wzmacnialiśmy ofensywę. Z Piotrkiem gramy jednak przeważnie w ciemno.

- W ostatnich sekundach gry, przy rzucie wolnym i golu, piłkarze Startu mieli ogromne pretensje do sędziego, podobnie zresztą jak we wcześniejszych minutach. A jak z Pana perspektywy wyglądała praca arbitra?

- Szczerze, to też miałem pretensje do sędziego. Wiadomo jednak, że każdy patrzy z własnej perspektywy. Goście mieli pretensje do arbitra przez 80 minut, a my w ostatnich 10 minutach. Przy golu Patryka większość z nas miała pretensje, że padł ze spalonego, choć ja twierdzę, że spalonego w tej sytuacji nie było. Jak widać, jednomyślności nawet u nas nie ma. A jak się traci gola w ostatniej minucie, to pretensje się tylko nawarstwiają. Nerwy były w trakcie meczu, ale po nim siedliśmy wspólnie, zjedliśmy kiełbaski i każdy już bez pretensji rozjechał się w swoją stronę. [rozmawiał KK]

Fot.: Mateusz Pinkawa (na pierwszym planie), trener i skuteczny strzelec Krasiejowa w jednej osobie.
[zdjęcie: Sławomir Jakubowski/www.nto.pl]

 

StartNamyslow.pl: - Remisujemy 1-1 w Krasiejowie, ale niedosyt i niesmak jest duży, ze względu na okoliczności utraty gola i pracę arbitra.

Grzegorz ROSIEK (szkoleniowiec Startu Namysłów): - Można tylko powzdychać… Brakuje naszej drużynie doświadczenia i boiskowego cwaniactwa, żeby w takich momentach jak ten w przedłużonym czasie gry, nie pozwolić wypuścić sobie zwycięstwa z rąk. I to według mnie jest najistotniejszy komentarz do meczu.

- Do przerwy nienajlepszy mecz w wykonaniu obu drużyn, po zmianie stron Start wyglądał lepiej, kreując sytuacje. Wiem, że nie komentuje Pan pracy sędziów, ale z trybun widać było, że nasza drużyna była wyjątkowo niezadowolona z pracy człowieka z gwizdkiem.

- Cóż mogę powiedzieć? Pewnie przyjdą też mecze, w których sędziowanie będzie jeszcze gorsze. Fakt, byłem mocno zdenerwowany tym, co działo się na murawie, ale to w tej chwili nie ma już żadnego znaczenia. Mieliśmy akcje i sytuacje ku temu, żeby spokojnie dowieźć prowadzenie do końca. Największe pretensje mam o sytuację, po którym powinien być podyktowany ewidentny karny na Drapiewskim. Dziwię się, bo było to bezdyskusyjne wapno. A jeszcze w ostatniej stacji meczu stracić zwycięstwo, to jednak trochę boli.

- To truizm powtarzany od paru tygodni, ale przed nami kolejny ważny mecz z sąsiadem z tabeli. Piłkarskie święto czeka nas w niedzielę w meczu z Chemikiem i byłoby fajnie, gdyby zespół w końcu się przełamał.

- Oczywiście, że tak. My cały czas, w każdym meczu mierzymy w trzy punkty. Patrząc przez pryzmat dotychczasowych meczów wiosny, to naprawdę niewiele nam zabrakło, aby każdą z tych gier zakończyć zwycięstwem. Ale jesteśmy w miejscu, w którym jesteśmy, notując w dwóch meczach dwa remisy. Cieszę się, że nie gubimy punktów, ale boli, że nasza skuteczność wciąż nie jest na takim poziomie, na jakim być powinna. [rozmawiał KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy