Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Bywało już gorzej

Odsłony: 2168

 

W ostatnich dniach namysłowscy fani Startu z coraz większą siłą upuszczają nie tylko w eter swoje niezadowolenie i frustrację. Powodem są oczywiście wyniki osiągane przez nasz zespół, które kolokwialnie mówiąc, są kiepskie. Nawet bardzo kiepskie, jeśli weźmiemy pod uwagę marny dorobek punktowy oraz liczbę straconych goli. Po 5. seriach zajmujemy przedostatnią pozycję w rozgrywkach (nr 17) z jednym zaledwie punktem i bilansem goli 4-12. Więcej goli stracił od nas jedynie Skalnik (14), który ma 4 punkty oraz Krasiejów (13), mający od Startu „oczko” więcej. Za nami jedynie LZS Kup, przed którym jednak do rozegrania dwa mecze zaległe, więc obiektywnie rzecz ujmując, naprawdę źle się dzieje. Główny problem to nie tylko brak skuteczności, ale nierówna gra. Bo zespół potrafi podjąć walkę z wymagającym przeciwnikiem przez 45 czy nawet 60 minut. Ale póki co w każdym meczu przydarzają się momenty dekoncentracji, do których dorzucić też trzeba proste błędy indywidualne. I stąd obecny stan rzeczy. Jest źle, by nie powiedzieć bardzo źle, ale to nie oznacza, że należy się poddać. Kryzysy są po to, aby je przezwyciężać, nawet jeśli potencjał drużyny także jest ograniczony. Trener Zalwert tak jednak kraje, jak mu materiału zostaje, więc trudno wyrokować, że to krawiec zły. Raczej krawiec wciąż uczący się zawodu, ale mający mocno ograniczone zasoby materiałowe. Żeby uszyć szykowny płaszcz, trzeba tego materiału trochę przerobić. A skoro jest to relatywnie skromna ilość, to zamiennie szyjemy nieco przykrótkawą kurteczkę. Wcale w niej komfortowo z okresie jesienno-zimowym nie będzie, ale na kość też nie zmarzniemy, choć dyskomfort będzie odczuwalny. Innymi słowy, choć nie jest różowo, to zimę przetrzymać trzeba w takiej kurtce, jaką sobie uszyjemy. Rzecz w tym, aby uszyć z tego co mamy, coś wytrzymałego, nie rozchodzącego się w szwach.

Krawieckie porównanie pewnie nie każdemu się spodoba, ale akurat inne nie przychodzi nam do głowy. Oczywiście naszym zamiarem nie jest dyskredytowanie zespołu i trenera, bo nie w tym rzecz. Problem jest głębszy i szerszy, na pewno na osobny analityczny materiał. Dziś jednak chcielibyśmy – ku pokrzepieniu serc – przytoczyć Wam wszystkie IV-ligowe początki rozgrywek w wykonaniu czerwono-czarnych. Bo z jednej strony można założyć, że po 5. kolejkach jesteśmy w czarnej d…, a z drugiej przekonacie się, że bywało jeszcze gorzej. A efekt zawsze był taki sam – na koniec spadaliśmy na cztery łapy. Niektórzy kibice twierdzą, że teraz będzie inaczej i nic już nie uratuje namysłowian przed spadkiem do okręgówki. My jednak śledzimy poczynania Startu od z góry 30 lat, więc różne boiskowe historie przerabialiśmy. Jasne, to tylko piłka nożna i nic z góry nie jest nam dane na wieki. Dlatego tym bardziej przed pozostałymi 29 meczami, które jeszcze przed nami, nie zamierzamy wpisywać się w negatywny wydźwięk tego, co usłyszeć można „na mieście”. No to sprawdźmy, jak w to w latach wcześniejszych było.

Fot.: W obecnych rozgrywkach IV ligi rywale przeważnie sprowadzają nas do parteru...
[zdjęcie: Artur Musiał/StartNamyslow.pl]

 

IV ligę opolską przywitaliśmy w sezonie 2002/03, dwa lata po reaktywacji klubu. Zespół był na tyle mocny, że zanotował 3 zwycięstwa i 2 remisy, więc z 11 punktami plasował się na najniższym stopniu podium (w bramkach 12-4).

Rok później nastąpiła jednak na początku sezonu punktowa mizeria, bo za taką trzeba uznać ledwie 4 punkty. 1 zwycięstwo na inaugurację ze Starościnem, a potem 3 porażki przeplecione 1 remisem. Nie tego wówczas oczekiwaliśmy po silnej mimo wszystko drużynie.

Trzeci sezon na tym poziomie przyniósł nam po 5. seriach 5 punktów, a więc także nie był to wynik dla wymagającej publiki w naszym mieście zadowalający. Mieliśmy wówczas kłopoty ze zdobywaniem goli (tylko 3), jednak traciliśmy ich także bardzo niewiele (4).

Kampania 2005/06 była bliźniacza do tej sprzed roku. Także 5 „oczek” w dorobku przy identycznym bilansie meczów. Różnica dotyczyła jedynie bramek (6-8).

Odkuliśmy się nieco w edycji 2006/07, bo 9 punktów to był dobry dorobek, choć w premierze zaczęliśmy od domowego 0-5 z MKS-em Kluczbork. Potem jednak zespół szybko ustabilizował formę i był względny spokój.

Prawdziwa katastrofa nastąpiła na początku sezonu 2007/08. Wtedy to namysłowianie wszystkie 5 spotkań przegrali, choć w każdym – jak i obecnie – walczyli nie tylko z rywalami, ale problemami kadrowymi. Widać więc jak na dłoni, że obecny (fal)Start nie jest tym najgorszym, bo faktycznie jeszcze gorzej było dokładnie 10 lat temu.

A skoro gorzej już być nie mogło, to w edycji następnej było lepiej. Niewiele, ale lepiej. 4 punkty (1-1-3), a w bramkach 7-12. Dodajmy, że zajmowaliśmy wówczas po 5 grach daleką 13. pozycję, ale na koniec sezonu jako wicemistrzowie nowej IV ligi (po raz pierwszy klasy rozgrywkowej nr 5) awansowaliśmy do III ligi.

Rok terminowaliśmy na poziomie ponadwojewódzkim, po czym znów wróciliśmy do IV ligi. A w niej efektowny początek ligi, tym razem najlepszy w naszej 12-letniej już historii gier na tym poziomie. 4 zwycięstwa przy jednej porażce i świetny bilans bramkowy 12-3. To dawało nam 3. miejsce, ale nie powiedzieliśmy wtedy ostatniego słowa, bo na mecie rozgrywek znów wywalczyliśmy tytuł wicemistrzowski, ponownie meldując się w III lidze. Oj, przyjemne to były dla nas momenty chwały.

Trzy lata gry w III lidze, to z perspektywy czasu wynik ponad stan, ale ewidentnie potwierdzał, że choć finansowo do tej ligi zupełnie nie pasowaliśmy, to jednak pokzywaliśmy charakter. Rywale ze Śląska mieli budżety od kilku- do nawet kilkunastokrotnie większych! Pamiętamy sytuację, kiedy kierownik drużyny Pniówka pytał nas o budżet Startu. I gdy usłyszał sumę, dopytał raz jeszcze czy chodzi o budżet miesięczny. Gdy jednak usłyszał odpowiedź, że… roczny, to tylko się zaśmiał i stwierdził, żeby nie robić sobie z niego jaj. Tak jednak było, a my przez te 3 lata naprawdę walczyliśmy w każdym meczu jak o życie. I do dziś jest co wspominać, choć więcej meczów tam przegraliśmy, niż wygraliśmy. Chłopcy mieli wówczas okazję do gry przeciw wielu uznanym i znanym graczom z Ekstraklasy czy przeszłością w klubach topowych, gry na kultowych stadionach nie wyłączając (jak choćby obiekt chorzowskiego Ruchu przy Cichej czy bytomskich Szombierek).

Wracamy jednak do sezonu 2014/15, kiedy to nastąpiło tzw. „nowe otwarcie” w klubie, polegające na rezygnacji z zawodników spoza Namysłowa i budowie drużyny w oparciu o wychowanków. Efekt nowości poskutkował 10. miejscem na mecie sezonu, choć po 5 grach mieliśmy tylko 4 „oczka” na koncie. Udało się jednak zwłaszcza wiosną „naciąć” na rywalach sporo punktów i stąd spokój w końcówce ligi. Dodajmy, że za „nowe otwarcie” odpowiadał obecny trener Damian Zalwert.

No i dochodzimy do, najbardziej jak do tej pory, stresujących kampanii NKS-u w IV lidze opolskiej. Rozgrywki 2015/16, to było pasmo niepowodzeń ze zmianą trenera włącznie (za sterami stanął Bartosz Medyk) i niesamowicie szczęśliwe zakończenie sezonu, gdzie po ostatnim meczu byliśmy zdegradowani, ale kilka tygodni później utrzymaliśmy się przy zielonym stoliku. A początek tamtych rozgrywek? Taki sam jak teraz, czyli 1 punkt, kiepska gra i po raz pierwszy lądowanie na miejscu nr 18 (w sezonie 2007/08 też zamykaliśmy po 5. kolejkach tabelę, ale wówczas liga liczyła 16 klubów). Wtedy jednak mieliśmy minimalnie lepszy bilans goli, niż obecnie (-9 przy aktualnej różnicy -12).

Lekkim optymizmem powiało na początku ubiegłego sezonu, już za rządów na ławce trenerskiej Grzegorza Rośka, gdy po 5 meczach mieliśmy na koncie 5 punktów. Ale w tabeli to była dopiero 15 lokata, ponieważ rozegraliśmy jeden mecz mniej niż ligowa konkurencja (pojedynek 4. serii z Małąpanwią rozegraliśmy dopiero w połowie września).

DOROBEK STARTU NAMYSŁÓW W IV LIDZE OPOLSKIEJ PO 5. KOLEJKACH SEZONU

Sezon

Lokata

Punkty

Z

R

P

Bramki

2002/03

3.

11

3

2

0

12-4

2003/04

14.

4

1

1

3

8-12

2004/05

12.

5

1

2

2

3-4

2005/06

13.

5

1

2

2

6-8

2006/07

6.

9

3

0

2

5-8

2007/08

16.

0

0

0

5

5-13

2008/09

13.

4

1

1

3

7-12

2010/11

3.

12

4

0

1

12-3

2014/15

15.

4

1

1

3

6-7

2015/16

18.

1

0

1

4

1-10

2016/17

15.

5

1

2

2

4-8

2017/18

17.

1

0

1

4

4-12


Po prześledzeniu zestawienia tabelarycznego widać, że obecny dorobek namysłowian jest drugim najgorszym rezultatem w 12-letniej historii występów na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej Opolszczyzny. Najgorszy (nomen omen) start zanotowaliśmy w kampanii 2007/08, natomiast równie marny jak obecny, dwa lata temu (podkreślamy raz jeszcze, że bilans goli był wówczas lepszy). Co jednak istotne, jesienią 2007 r. odgruzowaliśmy się jednak bardzo szybko. Bo najpierw w gościach zwycięstwem 3-0 z Motorem Praszka, a w 7. serii poprawiliśmy domowym sukcesem 2-1 z LZS-em Proślice. Z kolei w niewiele lepszej formie z jesieni 2015, w meczu nr 6 dołożyliśmy do skromnego 1-punktowego bilansu „oczko” po bezbramkowym remisie z Małąpanwią. Ale dalej też było źle, bo po 10. kolejkach mieliśmy tylko skromniutkie 2 punkty z bilansem 0-2-8, sięgając po wygraną dopiero 11. serii w konfrontacji z otmuchowskimi Czarnymi (2-1). A mimo to wiosną zespół zdołał się pozbierać na tyle, że IV ligę uratował. Nie zdarzyło się natomiast w naszej historii, abyśmy po 6. serii pozostawali z jednym punktem na koncie, więc teraz w Ozimku, jeśli nie chcemy zanotować nowego smutnego anty-rekordu (po 6-ciu meczach), wypadałoby wywalczyć co najmniej remis…

Dziś optymizmu w kibicowskich szeregach nie ma zbyt wiele. Właściwie to nie ma prawie wcale, bo słychać nawet o tym, że niektórzy chętnie założyliby się o to, że Start Namysłów nie osiągnie w tej rundzie dorobku dwucyfrowego (czytaj: nie zdobędzie co najmniej 10 „oczek”). My w żadne zakłady nie wchodzimy, licząc bardziej na reakcję, że ten akapit wzbudzi w chłopcach sportową złość i Ci zrobią wszystko, aby niedowiarkom udowodnić, że przedwcześnie ich skreślono. Na pewno jednak sytuacji nie mamy wesołej. Ale jak mawiał śp. Kazimierz Górski, „dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwie”. I tej wersji w kontekście czerwono-czarnych nie tylko w najbliższym okresie się trzymajmy. [KK]

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy