Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

"Twierdza Namysłów" zdobyta po 294 dniach

Odsłony: 150

Tytułowa „Twierdza Namysłów” padła. Dokładnie po ponad 9 miesiącach od ostatniej domowej wpadki (ściślej klęski 0-7 z głuszyńskim Agroplonem) sposób na czerwono-czarnych znaleźli przy Pułaskiego gracze Unii Krapkowice. Pomijamy tu fakt, że z uwagi na pandemię koronawirusa, w międzyczasie rozgraliśmy zaledwie trzy spotkania domowe. Ważne, że wszystkie były zwycięskie i odniesione bez choćby jednego straconego gola. Wszystko się jednak kiedyś kończy, tym bardziej w tak nieprzewidywalnej dyscyplinie, jak piłka nożna. Uczciwie rzecz ujmując, rywale z południa Opolszczyzny mocno zapracowali na wygraną, więc w drogę powrotną musieli udać się w szampańskich nastrojach. Gdyby jednak Startowi w ostatniej akcji meczu dopisało więcej szczęścia, to twierdza nadal byłaby niezdobytą.

Emocje tego spotkania zaczęły się już w 1’, gdy po szybkim wypadzie namysłowian, na strzał z 25 metrów zdecydował się Patryk Pabiniak. Szkoda, że piłka poszybowała o 20 centymetrów za wysoko, przemykając z dużą prędkością nad poprzeczką. W rewanżu ze strony Unii (7’) było już bardziej konkretnie. Z prawej flanki wysokie dośrodkowanie znalazło swojego krapkowickiego adresata w polu karnym, który odegrał krótko do Patryka Wojtasika, a ten obracając się jeszcze z „kulą” przy nodze, uderzył celnie z 14 metrów i namysłowscy kibice zmuszeni byli oglądać dalszy przebieg rywalizacji z mocniej ściśniętymi – na szczęście – kciukami. Jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa (14’) po błędzie obrońców NKS-u, z prawego narożnika szesnastki uderzył niebezpiecznie Zychowicz. Daniel Speda był jednak czujny, odbijając piłkę zmierzającą w krótki narożnik jego bramki. Uniści posiadali inicjatywę, więc co jakiś czas zapędzali się pod namysłowską świątynię. W 20’ na lewej stronie piłkę otrzymał doświadczony Piotr Sobota, z którą złamał do środka i uderzył na bliższy słupek. Speda i tym razem wykazał się umiejętnościami oraz refleksem, odbijając „skórę” na korner. Start zrewanżował się dopiero w 21’. Wówczas Smolarczyk zdecydował się uderzyć z 23 metrów, tyle, że futbolówka po nodze jednego z rywali poleciała poza linię końcową. Z kolei w 26’ zaskakująco z 18 metrów strzelił kapitan rywali Niespodziński. Lecąca po ziemi „kula” minęła jednak o kilkanaście centymetrów namysłowski słupek i mogliśmy odetchnąć. Po stracie bramki Start próbował przejąć inicjatywę i parę razy zapędził się pod bramkę Unii. Generalnie dobrze zareagowaliśmy na stratę gola i w końcu jeden z wypadów zakończył się pełnym sukcesem (28’), po tym jak Smolarczyk świetnymi zwodami minął dwóch obrońców, a będą już w szesnastce naprzeciw Koczwańskiego, pewnym strzałem na dalszy słupek zdołał go pokonać. Niedługo potem (34’) nad obiektem przeszła potężna ulewa i arbiter musiał na 8 minut wstrzymać zawody. Po ich wznowieniu futbol nie był już sprawą przyjemną dla zawodników obu drużyn, bo murawa stała się grząska, a do tego pojawiły się kałuże. W tych warunkach trudno więc o widowiskową i płynną grę. Mimo to w 42’ Unia zagroziła świątyni Spedy. Z 16 metrów groźnie z woleja uderzył Atroszko, ale Speda ofiarną interwencją przerzucił piłkę nad poprzeczką. Z kolei w ostatniej akcji przed przerwą zespół z Krapkowic był o włos od ponownego objęcia prowadzenia. Wówczas (45’) po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do piłki doszedł Brzozowski, ale po jego główce „kula” trafiła tylko w namysłowski słupek i na zagrożeniu się skończyło. Mogliśmy odetchnąć schodząc na przerwę przy remisowym wyniku, choć wcale namysłowskim fanom nie było do śmiechu, bo w 44’ z powodu kontuzji boisko opuścić musiał Wojciech Wilczyński, ważny dla Startu zawodnik.

Po zmianie stron nadal ciężko było grać w futbol, bo było grząsko i piłka często stawała w kałużach. Niemniej grać trzeba było, a warunki oczywiście były jednakowe dla Startu i Unii. Mocniej zaczęli krapkowiczanie, którzy w 51’ znów nam zagrozili. Aktywny tego dnia i trudny do upilnowania Wojtasik wygrał pojedynek z namysłowskim obrońcą, lecz w dobrej sytuacji został zastopowany przez Spedę. Co ważne, z dobitki próbował jeszcze zdobyć gola Niespodziński (18 metr), ale i w tej sytuacji „Szpeku” świetnie interweniował i wynik nadal był remisowy. Z kolei w 54’ Sobota otrzymał piłkę z lewej strony boiska i postanowił z ostrego kąta (8 metrów od bramki) uderzyć. Na szczęście dla nas uczynił to nieprecyzyjnie. Start odpowiedział dopiero po kwadransie od wznowienia meczu (60’). Wówczas Świerczyński wygrał przebitkę w narożniku pola karnego i uderzył lewą nogą. Niestety, mocno się pomylił. Dużo bliżej szczęścia byliśmy w 63’, po tym jak potężnie z rzutu wolnego uderzył Patryk Pabiniak (30 metrów od bramki). Koczwański miał spory kłopot z interwencją, ale finalnie zdołał odbić piłkę nad bramką. To był dobry okres gry czerwono-czarnych, którzy w 66’ powinni cieszyć się z gola. Ale radości nie było, tylko jęk zawodu, po tym jak P.Pabiniak zagrał świetnie na lewą flankę do Smolarczyka, a ten w znakomitej pozycji strzałowej lewą nogą posłał „kulę” nad poprzeczką. A że niewykorzystane okazje lubią się mścić… W 68’ dalekie podanie trafiło na lewo do Soboty, który ograł Kobierskiego i będąc z boku na 8 metrze uderzył na bramkę. Speda zdołał odbić piłkę przed siebie, ale tam czyhał już Wojtasik i jego poprawka na bliższy słupek znalazła drogę do siatki. Uniści znów więc prowadzili, więc radość ich i ich 20-osobowej grupy kibiców była w pełni uzasadniona. Gol ten podciął nieco skrzydła czerwono-czarnym, choć o poddawaniu się nie było mowy. Ciężej już jednak przychodziło naszym graczom wykreowanie realnego zagrożenia bramce strzeżonej przez Koczwańskiego. W 79’ Niespodziński przejął futbolówkę po stracie w defensywie naszego zespołu, znajdując się tym samym w dobrej sytuacji. Speda kolejny raz tego dnia pokazał próbkę swoich wysokich umiejętności, nogami odbijając piłkę lecącą w światło jego „prostokąta”. W końcówce Start chciał, ale nie bardzo potrafił, natomiast Uniści w tym czasie zwolnili, skupiając się na zabezpieczeniu własnych tyłów. I taka postawa mogła się dla gości zakończyć fatalnie, bo w 90+3’ gracze NKS-u stworzyli sobie okazję, która mogła dać im remis. Tak się jednak nie stało. Po tym jak jeden z obrońców Unii wybił górną piłkę głową, ta spadła pod nogi P.Pabiniaka, lecz potężne uderzenie z woleja naszego super-snajpera (17 metr) poleciało dokładnie tam, gdzie stał Koczwański. I na tym emocje sobotniej rywalizacji zostały zakończone.

Oddając gościom należny im szacunek, trzeba przyznać, że Ci przez większość spotkania lepiej operowali piłką i częściej prowadzili grę. Start miał swoje momenty i swoje sytuacje, jednak tego dnia to okazało się zbyt mało na Unię. Optyczna przewaga krapkowiczan nie oznaczała dominacji, bo pewnie trener gości też miał po spotkaniu swoje uwagi związane z realizowaniem zadań taktycznych przez drużynę. Przy odrobinie szczęścia mogliśmy pokusić się o remis, niemniej gdyby spojrzeć na realne sytuacje bramkowe, to i w tej statystyce górą byli goście. Porażka Startu 1-2 na pewno jest dla nas rozczarowująca, bo przed meczem liczyliśmy na powtórkę gry i konsekwencji, jaką czerwono-czarni prezentowali wcześniej z rywalami z tej samej półki, czyli Głubczycami i Małąpanwią. Ale nie zawsze świeci dla nas słońce i nie zawsze sprzyjać nam będzie przysłowiowy fart…

Statystycznie po meczu smucił jeden fakt. Licząc z poprzednikiem Unii (czyli KS-em Krapkowice), była to siódma z rzędu porażka czerwono-czarnych z tym rywalem (bilans bramkowy 4-21!). Można więc śmiało napisać, że Unia to obecnie dla nas największa IV-ligowa klątwa. Oby wiosną udało się tę dramatyczną statystykę wreszcie zastopować… [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy