Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Trzy gole, trzy punkty

Odsłony: 90

Mocno satysfakcjonujące spotkanie obejrzeli w środowe popołudnie kibice i sympatycy namysłowskiego Startu. W rywalizacji z absolutnym beniaminkiem IV ligi opolskiej ekipa prowadzona przez trenera Damiana Zalwerta dość bezproblemowo zapewniła sobie komplet punktów. Nasz zespół bardzo szybko uzyskał dwubramkową przewagę, którą przed upływem pół godziny gry jeszcze powiększył. I na tym można byłoby poprzestać, choć warto wspomnieć, że rezultat 3-0 już się nie zmienił, ale na murawie mogliśmy oglądać nasz zespół w pełni kontrolujący zawody, do tego grający w piłkę, wymieniający podania i neutralizujący w zarodku większość prób odgryzienia się przeciwnika. Tak grających czerwono-czarnych chcielibyśmy oglądać zawsze. Zwycięstwo w takich okolicznościach smakuje podwójnie, choć zdajemy sobie sprawę, że przeciwnik, czyli LZS Walce, zgłębia dopiero meandry IV-ligowego futbolu i w pierwszej fazie sezonu płaci frycowe. To jednak nie nasze zmartwienie. Sprawdźmy więc, co w szczegółach działo się na kultowym Stadionie Sportowym przy Pułaskiego 5.

Mecz zaczął się dla nas znakomicie, choć mamy wrażenie, że drużynę z Walec zgubiło dość wysokie ustawienie i próba wywarcia pressingu na naszym zespole. A że przy wysokim ustawieniu zostawia się sporo miejsca we własnej strefie obronnej, to szybko LZS został z tego tytułu skarcony. Konkretnie już w 7’, gdy po akcji lewą flanką, piłkę po próbie strzału Smolarczyka zablokował jeden z obrońców, po czym ta wywalczona przez Szpaka oddana została do wbiegającego Świerczyńskiego. „Świru” wbiegając w szesnastkę mocno uderzył z 11 metrów, ale golkiper zdołał ją zatrzymać. Tyle, że nie utrzymać w rękawicach, na co czekał P.Pabiniak i z dwóch metrów dobił ją do siatki. Gorzej dla rywali, że Ci nie zdążyli jeszcze ochłonąć, a po kolejnych kilkudziesięciu sekundach przegrywali już 0-2! Tym razem po wznowieniu gry i wywalczeniu przez Start piłki, na przebój poszedł Świerczyński. Maciek przebiegł środkiem boiska kilkadziesiąt metrów, a będąc na linii szesnastki, zdecydował się uderzyć po ziemi przy słupku i za chwilę mógł od kolegów z zespołu zebrać gratulacje za gola. Z kolei w 14’ Zieliński na lewej stronie ładnie ograł rywala, po czym zagrał do środka Smolarczykowi, którego próba z 12 metrów została zastopowana. Start świetnie sobie poczynał i w 24’ zadał LZS-owi cios numer trzy! Tym razem po świetnej, szybkiej akcji lewą stroną Smolarczyk podciągnął z futbolówką i zagrał na wolne pole do wbiegającego Patryka Pabiniaka. A nasz super-snajper w sytuacji „sam na sam” z Sobawą pewnie go pokonał uderzeniem z 15 metrów! Jeszcze w 27’ po dośrodkowaniu z kornera P.Pabiniaka, do odbitej od bramkarza futbolówki doskoczył Smolarczyk, ale „kula” po jego strzale po ziemi znalazła się w rękawicach Sobawy. Od tego momentu NKS zwolnił tempo gry. To było dość zrozumiałe, skoro mieliśmy dość wyraźny zapas bramkowy nad przeciwnikiem niewiele mogącym nam do tego momentu zrobić. I stąd w naszym notatniku nie pojawił się do przerwy już żaden wpis, który świadczyłby o ciekawym wydarzeniu wykreowanym pod jedną z bramek.

W drugiej części zawodów obraz gry niewiele się zmienił. Może jedynie z tą różnicą, że Start nie był już aż tak zdeterminowany w atakowaniu przedpola LZS-u, jak w części pierwszej. Mimo to nadal mieliśmy kontrolę nad spotkaniem, choć w 49’ mogło się zrobić w naszym obozie nieco nerwowo. Wówczas z rzutu wolnego bardzo dobrze uderzył Dyczek (30 metrów od bramki Startu, nieco z lewej strony), ale Daniel Speda mocno lecącą w okienko bramki piłkę zdołał odbić na rzut rożny. W odpowiedzi (53’) po wrzutce z prawej flanki P.Pabiniaka do futbolówki na 14 metrze doszedł Smolarczyk, ale po jego próbie ta poszybowała poza linię końcową. Za chwilę (54’) dośrodkował z drugiej strony boiska Łukasz Szpak. Dobra wrzutka wylądowała na 5 metrze, gdzie głową do strzału złożył się Wilczyński. Bramkarz jednak przewidział bieg zdarzeń i ofiarną interwencją odbił „kulę” na korner. LZS próbował zdobyć gola również w 56’. Wtedy jednak po płaskim uderzeniu z 7 metrów Smykały świetnie spisał się Speda i zagrożenie skasował. Start nie zamierzał forsować tempa, ale grać do przodu już tak. I w 61’ mogliśmy podwyższyć rezultat, gdy Świerczyński zagrał prostopadle do P.Pabiniaka, a ten znalazł się „oko w oko” z Sobawą. Szkoda jednak, że w znakomitej okazji Patryk ostatecznie uderzył nad bramką. Chwilę później nasz zespół zmarnował kolejną „setkę” (62’). Tym razem P.Pabiniak wcielił się w rolę asystenta, najpierw wbiegając w szesnastkę, a następnie wykładając idealną piłkę na 6 metr Smolarczykowi. Kamil jednak nie trafił do pustej bramki… LZS Walce odgryzł się nam w 66’, gdy po zamieszaniu w polu karnym do strzału z najbliższej odległości złożył się Kapinos, ale na szczęście dla nas nieczysto trafił w piłkę. No to dla przeciwwagi w 67’ Szpak z 16 metrów kąśliwie uderzył na bramkę LZS-u, tyle, że „kula” poszybowała tuż obok słupka i gola nie było. Układ sił na murawie ani na jotę się jednak nie zmienił. W 74’ na indywidualny rajd zdecydował się Lenartowicz, a gdy znalazł się w szesnastce, to z 7 metrów uderzył na krótki słupek. Dobrze ustawiony bramkarz Startu zdołał jednak odbić futbolówkę do boku. Ostatnią godną odnotowania akcję obejrzeliśmy natomiast w 76’, po tym jak Mateusz Golonka zagrał prostopadłą piłkę na lewo do Zielińskiego, a ten centrostrzałem z narożnika szesnastki omal nie zaskoczył golkipera gości.

Po ostatnim gwizdku zadowolenie w czerwono-czarnym obozie było aż nadto widoczne. Wszyscy uśmiechnięci, gratulowali sobie udanego spotkania. No, ale trudno się dziwić, jeśli ma się spotkanie pod kontrolą i po pół godzinie komfort w postaci wysokiego prowadzenia. Gratulujemy zespołowi trzech punktów zdobytych w dobrym stylu, popartych grą w piłkę, utrzymywaniem się przy niej w rozsądny i przemyślany sposób, sporą aktywnością w ofensywie i wreszcie spokojem na murawie. Przykrymi akcentami meczu były niewątpliwie kontuzje. Najpierw naszego kapitana Rafała Żołnowskiego, który w 40’ musiał opuścić boisko (wstępna diagnoza: uszkodzone więzadło piszczelowe prawej oraz więzadło tylne krzyżowe nogi) oraz paskudnie wyglądający uraz ledwie 17-letniego Marcina Ignacego, który w 89’ skręcił z przemieszczeniem kostkę w lewej stopie (kostka wyskoczyła mu ze stawu i wykręciła do tyłu – paskudny widok, konieczne było wezwanie karetki pogotowia).

Mamy nadzieję, że z problemami zdrowotnymi obaj zawodnicy szybko się uporają i wrócą do składów swoich zespołów. I mamy też nadzieję, że w kolejnej grze Startu, którą ten rozegra w Chróścicach z Victorią, będziemy mogli wreszcie napisać o pierwszych zdobytych w tym sezonie punktach w delegacji. Bo póki co na naszym koncie po trzech wyjazdowych spotkaniach znajduje się okrągłe zero. Podsumowując: brawa dla czerwono-czarnych z mecz oraz życzenia podtrzymania tej tendencji w kolejnych spotkaniach. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy