Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Konsekwencja kluczem do sukcesu

Odsłony: 298

Namysłowski Start znów zaskoczył. I co krzepiące, zaskoczył pozytywnie większość obserwatorów IV ligi. Po tym, jak w minionych dwóch spotkaniach zaprezentował się ze słabej strony, tym razem zaimponował. Przed sobotnimi zawodami kibice bawiący się w bukmacherkę w zdecydowanej większości typowali wygraną przy Pułaskiego gości z Ozimka. Tymczasem musiał ich spotkać srogi zawód, a nam dla przeciwwagi – czerwono-czarnych fanów – przypadła w udziale spora satysfakcja. Start wygrał z faworytem, choć gdyby prowadzono w tym meczu statystyki w posiadaniu piłki i liczby oddanych strzałów, przewaga Małejpanwi byłaby wyraźna. Statystyka jednak w piłkę nie gra, stąd duże rozczarowanie gości i nasza radość. No to co złożyło się na namysłowski sukces? Przede wszystkim bardzo uważna i zdyscyplinowana gra w destrukcji całej jedenastki. Podopieczni trenera Damiana Zalwerta przyjęli dość zrozumiałą dla wtajemniczonych w IV-ligowe meandry taktykę – przyjmować gości na swoim przedpolu i w każdej nadarzającej się sytuacji wybijać ich z rytmu. A jeśli nadarzy się okazja, przeprowadzić kontrę albo wywalczyć w pobliżu bramki rywala stały fragment gry. Założenia czerwono-czarni wypełnili w stu procentach, przy okazji mając trochę szczęścia, a raczej cichego bohatera między słupkami. Bo Daniel Speda (o nim mowa) miał pełne rękawice roboty. A w kilku sytuacjach zaprezentował interwencje, które potwierdziły tylko krążącą o nim opinię, że to ścisły top golkiperów w lidze. Na wyróżnienie zasłużyli jednak wszyscy bez wyjątku zawodnicy, niemniej warto też pochwalić harującego w środku pola Łukasza Szpaka (nic nowego) i bardzo dobrze prezentującego się na prawej flance Wojciecha Wilczyńskiego. Uznanie należy się też parze stoperów rozbijających każdy niemal atak „Hutników”, czyli duetowi Rafałów: Czecha i Żołnowskiego. Niewielka w sumie publika obejrzała w Namysłowie piłkarski kunszt Startu, polegający na maskowaniu w grze własnych słabości, niwelowaniu przewagi techniczno-taktycznej przeciwnika, przy jednocześnie maksymalnym wyartykułowaniu własnych atutów. I ta konsekwencja połączona z determinacją dała nam niezwykle ważne trzy „oczka”. A jak w szczegółach wyglądał przebieg rywalizacji? Ten prezentujemy w kolejnych akapitach.

Z kopyta zaczęli goście z Ozimka, od początku atakując namysłowskie przedpole i chcąc szybko ustawić sobie spotkanie. Zaczęło się „z grubej rury”, bo już w 2’ o mało nie straciliśmy gola. Po naszym błędzie przy wyprowadzaniu piłki rywale przejęli ją i jeden z nich na linii szesnastki złożył się do strzału. Uprzedził go jednak w ostatniej chwili Zieliński, ale dzióbnął piłkę w taki sposób, że ta zmierzała w prawy narożnik bramki Daniela Spedy. Nasz „goalie” popisał się jednak błyskawiczną reakcją na zagrożenie i odbił piłkę z kilku metrów do swojego prawego boku. Za niedługo (7’) Kuchta otrzymał futbolówkę na 16 metrze, po czym potężnie huknął pod namysłowską poprzeczkę. I tym razem jednak Speda popisał się świetną interwencją, wypychając ją nad bramkę. Z kolei cztery minuty później (11’) Kamiński dostał piłkę w środku pola, przełożył ją na lepszą nogę i huknął z 20 metrów po ziemi. Strzał jednak okazał się odrobinę niecelny. Początek naprawdę mocny w wykonaniu HKS-u, ale nie zraziło to specjalnie czerwono-czarnych, mimo kilku poważnych alarmów. W 16’ odgryźliśmy się gościom próbą uderzenia Zielińskiego poprzedzoną akcją i podaniem z lewej flanki Świerczyńskiego. Szkoda, że próbę zablokowali ozimscy defensorzy. Goście posiadali optyczną przewagę w środku pola, ale ich kolejne akcje były dość pewnie rozbijane w nieco wcześniejszej fazie, niż te stworzone do 11 minuty. Co istotne, w 22’ Start wypracował stały fragment gry. Z prawego kornera precyzyjnie dośrodkował Szpak. Piłka spadła na głowę czającego się na 10 metrze Żołnowskiego, który precyzyjnym uderzeniem dał nam bramkę otwierającą mecz! Rywale byli w lekkim szoku, na własnej skórze odczuwając wyświechtane powiedzenie o niewykorzystanych okazjach. Start tymczasem w 27’ wyprowadził ładny dla oka atak. Szpak znalazł podaniem na lewej stronie Świerczyńskiego, a ten złamał do środka i uderzył. „Świru” został jednak zablokowany, podobnie jak przy natychmiastowej próbie dobitki. Dla odmiany wychodzący z oszołomienia wynikiem goście przeprowadzili akcję w 35’ Wówczas Gos zdecydował się potężnie – i co ważne, celnie – strzelić z 25 metrów. Speda i tym razem był czujny, nieprzyjemnie lecącą piłkę odbijając poza linię końcową. Natomiast w ostatniej, godnej odnotowania, akcji przed przerwą, w roli głównej wystąpili namysłowianie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Szpaka futbolówka trafiła do Żołnowskiego, który zgrał ją w szesnastkę. Tę nieczysto odbił stoper Małejpanwi i „kula” znalazła się pod nogami Wilczyńskiego, ale ten uderzył sytuacyjnie tuż nad poprzeczką.

Po pierwszej części gorąco musiało być w obu szatniach. Trener Dariusz Kaniuka zapewne musiał mieć spore pretensje za brak skuteczności swoich podopiecznych. Z kolei coach NKS-u motywował swoich chłopaków do powtórki tego, co zagrali w pierwszych 45 minutach, tyle że z uwzględnieniem większej czujności przy atakach Małejpanwi.

Po przerwie obraz gry niewiele się zmienił. Gracze Startu ponownie skupili się na destrukcji i szukaniu szans w szybkich wypadach na przeciwną bramkę. Z kolei Małapanew starała się budować akcje, na które nasi chłopcy pozwalali im w bezpiecznej odległości od własnego przedpola. Po prawdzie było to przysłowiowe bicie głową w mur… Pierwsi bramkarza przetestowali czerwono-czarni. W 48’ Szpak z rzutu wolnego uderzył na bliższy słupek, ale Cuper, choć z kłopotami, zdołał wypiąstkować „kulę” przed siebie. Co ciekawe, od tego momentu przez ponad 20 minut pod obiema bramkami zapanował totalny spokój, choć goście próbowali na różne sposoby przechytrzyć namysłowską defensywę. Dopiero w 70’ zrobiło się niebezpiecznie w naszej szesnastce. Swoich sił dwukrotnie próbował wówczas rezerwowy Stępień, ale najpierw jego uderzenie nogą zostało zablokowane, a poprawka głową okazała się zbyt lekka, aby zaskoczyć pewnego Spedę. Bardzo gorąco było natomiast w 80’, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego (z lewej strony) futbolówkę odbił jeden z czerwono-czarnych stoperów. Dopadł do niej na 10 metrze Stępień, lecz jego silny strzał poszybował niewiele nad poprzeczką. Mogliśmy więc odetchnąć. Start nie zamierzał jednak ograniczać się do obrony Częstochowy, tym bardziej, że rywale z każdą upływającą minutą atakowali większą liczbą zawodników. I w 85’ Start przeprowadził ładny atak. Szpak wywalczył piłkę, przejął ją za moment Patryk Pabiniak i po ograniu dwóch rywali podał na lewo do wbiegającego Świerczyńskiego. Ten jednak z 14 metrów strzelił obok ozimskiej świątyni. Dużo radośniej było dla nas w 89’. Wtedy przy prawej linii autowej (na wysokości pola karnego Małejpanwi) „skórę” krótko do Szpaka zagrał Smolarczyk, wcześniej oszukując rywala. „Szpaku” natomiast od razu znalazł podaniem atakującego szesnastkę P.Pabiniaka, który w narożniku nawinął obrońcę i strzałem na dalszy słupek pokonał próbującego ratować Cupera! Radość była w tym momencie w namysłowskim obozie ogromna, bo wiedzieliśmy już, że tylko cud mógłby jeszcze pozbawić nas wygranej. A byłoby jeszcze efektowniej, gdyby w 90’ gola Wojciecha Czecha w sytuacji „sam na sam” nie anulował arbiter główny (ofsajd), któremu świetnie z prawej strony podał P.Pabiniak. To jednak mało istotne. Najważniejsze, że sięgnęliśmy po pełną pulę, odnosząc zwycięstwo z wyraźnie wyżej notowanym przeciwnikiem.

Sobotni sukces powinien ugruntować pewność siebie szczególnie naszych młodych piłkarzy. Bo Ci starsi (lub młodsi, ale bardziej doświadczeni) walczą w każdym spotkaniu, pokazując, że dobra organizacja gry jest kluczem do sukcesu. Skoro dało się wywalczyć komplet punktów kosztem Polonii Głubczyce i Małejpanwi Ozimek, to znaczy, że jak się walczy, wzajemnie asekuruje i nie odpuszcza, to są tego efekty. Dlatego też mamy nadzieję, że ostatnie wpadki, to dobry materiał dla trenera i zawodników, aby się w przyszłości nie powtarzały. Cel i kierunek jest jeden. Walczyć o każdą piędź ziemi, nie odpuszczać na centymetr i być skoncentrowanym w tyłach. A z przodu szukać okazji po kontratakach lub ze stałych fragmentów, które Start akurat ma dobrze opracowane. Wiemy, że taki styl (znany starszemu pokoleniu kibiców choćby z występów Norwegii na Mistrzostwach Świata w 1998 czy Grecji podczas Mistrzostw Europy 2004) nie jest szczególnie efektowny. Ale jeśli przynosi pożądany skutek (czytaj: punkty), to dlaczego z niego rezygnować? Jeśli potencjał nie pozwala czerwono-czarnym grać tiki-taki, to musimy sięgać po piłkę mniej efektowną, ale efektywną. I na tę efektywność czekamy też w najbliższej grze z silnym LZS-em Starowice Dolne na jego terenie.

Statystyka po meczu z Ozimkiem? Był to 16-ty mecz obu zespołów w IV lidze opolskiej i Start wygrał po raz siódmy (obecny bilans, to 7 zwycięstw czerwono-czarnych, 4 remisy oraz 5 wygranych „Hutników, bramki 29-22 na naszą korzyść). Co ważne jednak, to fakt, że wygraną w sobotę przełamaliśmy 6-meczową bessę (trwającą od kwietnia 2017 r.), podczas której Małapanew 4-krotnie nas ogrywała przy tylko 2 remisach. Czas polepszać kolejne statystyki w rywalizacji z najbliższymi przeciwnikami. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
1 Komentarze | Dodaj własne