Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Bez pomysłu

Odsłony: 248

Kiepsko zaprezentowali się w sobotnie popołudnie piłkarze namysłowskiego Startu. Nasz zespół nie miał pomysłu, ani atutów w grze, aby realnie myśleć o wywiezieniu jakiejkolwiek zdobyczy punktowej z mało gościnnego terenu, jakim są Strzelce Opolskie. Piast wygrał z czerwono-czarnymi w najskromniejszych rozmiarach, ale wygrał zasłużenie. Jedyne zastrzeżenie, jakie po spotkaniu do swoich podopiecznych mógł mieć trener Maciej Kułak, to fatalna skuteczność. Bo po prawdzie gdyby miejscowi mieli celowniki nastawione nieco precyzyjniej, to w drogę powrotną do Namysłowa nasz zespół zabrałby pokaźniejszy bagaż goli…

Pierwszą groźną akcję miejscowi przeprowadzili w 11’. Wówczas to po dośrodkowaniu z rzutu wolnego do wybitej zbyt krótko futbolówki doskoczył Zimon, uderzając płasko w lewy narożnik świątyni Spedy. Ten jednak pewnie złapał piłkę. Z kolei w 13’ po błędzie stojącego między słupkami Popandy, namysłowianin Wojciech Czech był na tyle czujny, że po przechwycie odegrał „kulę” do Szpaka, który zdecydował się na odegranie powrotne. Wojtek tym razem poszukał podaniem Fiedenia, ale ten z 20 metrów strzelił obok słupka bramki Piasta. Za chwilę akcja przeniosła się pod namysłowski „prostokąt”. Otrzymawszy podanie, Glinka znalazł się w bardzo dobrej sytuacji, lecz w ostatniej chwili zdołał uprzedzić go Speda. Niestety, w 19’ gospodarze przeprowadzili kluczowy dla lasów spotkania atak. Podanie kierowane w szesnastkę trafiło do Capigi, który zupełnie osamotniony, z 7 metrów pokonał Spedę pewnym uderzeniem pod poprzeczkę. Start wyglądał mocno niemrawo, niemniej w 27’ próbował się odgryźć. Wtedy to Fiedeń znalazł się w dobrej sytuacji po precyzyjnym podaniu regulującego grą Szpaka. Naszemu młodemu zawodnikowi zabrakło jednak zdecydowania, bo zamiast strzelać na bramkę, próbował podać nadbiegającemu partnerowi. Tyle, że uczynił to niedokładnie i szansa przepadła. Gracze Piasta kontrolowali boiskowy rozwój wydarzeń, ale długo nie udawało im się uruchomić sygnału alarmowego pod bramką NKS-u. Uczynili to w 38’, gdy po stracie futbolówki w środku pola poszło prostopadłe podanie do Glinki, który w korzystnej okazji uderzył obok jednego z namysłowskich słupków. I na tym emocje pierwszej odsłony zostały zakończone.

Po zmianie stron liczyliśmy, że podrażniony i nieco bezradny przed przerwą Start, postawi się gospodarzom. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Indywidualna walka kilku zawodników niewiele mogła wnieść wobec dobrze zorganizowanych w środku pola i defensywie rywali. Stąd momentami frustracja widoczna gołym okiem u co bardziej doświadczonych namysłowian. Gorzej, że to Piast wykreował sobie sporo klarownych sytuacji. Jedynym pocieszeniem w tych okolicznościach był jednak fakt, że rywale w komplecie te sytuacje zmarnowali. W 52’ po kolejnym błędzie defensywy, w sytuacji „sam na sam” ze Spedą znalazł się Zimon. Atakujący Piasta strzelił po ziemi, ale trafił piłką w słupek, a odbitą „kulę” Tomasz Maćków wybił w pole. W odpowiedzi, w 60’ po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, do wybitej przez zespół gospodarzy piłki doszedł Patryk Pabiniak, dogrywając natychmiast Wilczyńskiemu. „Wilu” z 10 metrów uderzył bez przyjęcia, a golkiper Piasta z wielkimi kłopotami sparował piłkę na korner. To był sygnał ostrzegawczy dla rywali, którzy zrozumieli, że jeden przypadkowy, ale skuteczny, wypad może im mocno utrudnić zadanie zdobycia trzech punktów. Dlatego w dalszej fazie meczu wyraźniej się pilnowali. W 65’ po kontrze miejscowych w klarownej sytuacji znalazł się Skórski. Speda jednak jego próbę odbił nogami i zapobiegł kłopotom. Za chwilę (67’) prostopadłe podanie trafiło do Stupaka, który z prawej strony (dość ostry kąt) oddał strzał na dalszy słupek. Dodajmy strzał finalnie niecelny. Piast cały czas posiadał widoczną gołym okiem inicjatywę. W 73’ efektem tego było uderzenie Buchalika z 22 metrów, po którym Speda musiał wykazać się nie lada umiejętnościami bramkarskimi, aby zapobiec utracie gola. I zrobił to, wybijając futbolówkę poza linię końcową. Z kolei w 76’ po nieporozumieniu namysłowian w defensywie, w dobrej sytuacji znalazł się ponownie Glinka. I tym razem jednak Daniel Speda poradził sobie z dużym zagrożeniem. Nasz zespół głównie się bronił i nie miał de facto argumentów, aby ukłuć miejscowych. Ci natomiast w przedłużonym czasie gry chcieli postawić stempel na swoim sukcesie (90+3’), gdy po prostopadłym podaniu z głębi pola przed klarowną szansą stanął Zimon. Gracz Piasta uderzył jednak z 12 metrów bardzo nieprecyzyjnie i niedługo potem arbiter zagwizdał podczas tej rywalizacji po raz ostatni.

Słabo weszliśmy w to spotkanie i ten słaby stan trwał niestety, od pierwszego do ostatniego gwizdka arbitra. Zespół wyglądał na mało skoncentrowany, od początku Start dał się zepchnąć do defensywy, ale inaczej niż w premierze, nie potrafił neutralizować poczynań przeciwnika. Piast grał wysoko, blisko naszych zawodników, no i agresywnie, przez co dość szybko zyskał przewagę w polu. Podopieczni Damiana Zalwerta i owszem, próbowali się odgryzać, jednak próby te nie nosiły znamion jakiejś głębszej myśli i zwłaszcza konsekwencji taktycznej.

Piast stworzył sobie kilka naprawdę świetnych okazji, a nasz zespół przez całe spotkanie wypracował takowe raptem dwie. Gdyby nie brak precyzji strzałów, ale również dobrych interwencji Spedy, mogliśmy to spotkanie przegrać różnicą czterech, a nawet pięciu trafień. Bolesne to, ale w sobotę nie mieliśmy zwyczajnie argumentów na to, aby myśleć o choćby remisie. W stosunku do premiery z Głubczycami zagraliśmy nieco zmodyfikowanym składem, ale w boju była to zupełnie inna niż przed tygodniem drużyna. Nie było widać zaangażowania i dyscypliny. Trudno powiedzieć, skąd taka metamorfoza w negatywnym sensie? Mamy nadzieję, że szybko zdiagnozuje to trener Zalwert i w kolejnej grze (w środku tygodnia czeka nas wyjazd do Gogolina) czerwono-czarni zdołają się zrehabilitować.

Statystyka zawodów? Był to jubileuszowy, dziesiąty mecz obu ekip na poziomie IV ligi opolskiej. I przegraliśmy po raz trzeci w historii. Gorzej, że po pierwszych sześciu zwycięstwach, sobotnia porażka była czwartym spotkaniem z rzędu, w którym nie potrafimy z Piastem wygrać (w tym okresie trzy porażki i jeden remis). Oby we środę było lepiej. [MK, KK]

P.S. Zdjęcie ze strony głównej pochodzi z facebookowego profilu Piasta Strzelce Opolskie.

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy