Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Pół tuzina w sieci...

Odsłony: 538

Źle zakończył się sobotni mecz kontrolny Startu w Sieradzu. Nasi chłopcy zmierzyli się z występującą na tym samym poziomie rozgrywkowym Wartą, jednak na boisku okazało się, że różnica między obiema ekipami jest duża. Gospodarze, to nie tylko wicelider IV ligi łódzkiej ekipa, ale przede wszystkim ekipa posiadająca w składzie paru graczy z przeszłością ekstraklasową. No i w praniu okazało się, że wspomniane aktywa, to nie są fakty bez pokrycia. Niemal przez pełne 90 minut biało-zieloni nadawali ton grze i ostatecznie bardzo pewnie wygrali. Choć to akurat określenie nie do końca oddające rzeczywistość, bo w praktyce Warta zwyczajnie NKS zdemolowała, wygrywając aż 6-0! Pól tuzina w namysłowskiej sieci ostatnio doświadczyliśmy w ligowej grze przeciw Swornicy i wydawało się, że drugiej takiej wpadki w najbliższym czasie nie zaliczymy. Tymczasem przytrafiła się takowa Startowi dość szybko, więc jedynym pocieszeniem jest fakt, że przydarzyła się w meczu kontrolnym…

Przed przerwą zdołaliśmy uchronić się przed dużymi stratami, choć to właśnie miejscowi głównie nacierali, pokazując cały wachlarz gry ofensywnej. W 6’ oglądaliśmy prostopadłe podanie do wchodzącego lewym skrzydłem zawodnika. Ten wrzucił piłkę na dalszy słupek, a zamykający akcję napastnik uderzył głową z narożnika pola bramkowego. Czujny Speda nie miał jednak problemów z zatrzymaniem futbolówki. W kolejnej akcji Warty (12’) nasz golkiper wypiąstkował dośrodkowanie z prawej strony na 14 metr, skąd jeden z rywali doskakując do piłki, huknął metr nad poprzeczką. Niebawem (14’) biało-zieloni wypracowali doskonałą okazję bramkową, gdy po długim zagraniu z głębi pola, napastnik Warty znalazł się „sam na sam” z namysłowskim bramkarzem. I po prawdzie tylko świetnej interwencji Daniela zawdzięczamy fakt, że sieradzanie nie objęli prowadzenia. Cóż jednak z tego, skoro w 15’ Warta cel osiągnęła. Po wybiciu „kuli” przez naszych obrońców (po centrze z rzutu rożnego) na 30 metrze przejął ją gracz z Sieradza i momentalnie zagrał krosa na prawo do niepilnowanego partnera. Ten natomiast z linii bocznej szesnastki wrzucił piłkę na 5 metr, skąd główkujący Płaneta nie miał problemów z pokonaniem Spedy. Naciski miejscowych jednak nie zmalały. W 20’ uderzenie z 25 metrów o pół metra minęło czerwono-czarną świątynię. Z kolei w 28’ rywale posłali długą górną piłkę za plecy naszych obrońców i w sytuacji „jeden na jednego” z bramkarzem znalazł się jeden z zawodników biało-zielonych. Speda jednak kolejny raz świetnie się spisał i zapobiegł utracie gola. Nie mieliśmy w tym spotkaniu ani na moment oddechu, bo w 30’ Warta znów zaatakowała. Po kolejnym dalekim zagraniu nad głowami namysłowskich obrońców, futbolówkę ponownie naprzeciw Spedy miał pod nogami jeden z rywali. Ale nasz goalie znów świetnie zatrzymał w sytuacji „1 na 1” atakującego. Dla odmiany w 34’ oglądaliśmy klasyczny centrostrzał spod prawej linii autowej, po którym futbolówka omal nie zaskoczyła bramkarza Startu. Ostatecznie ta po odbiciu się od słupka naszej świątyni wyszła w pole. W 39’ zobaczyliśmy wreszcie jedną z nielicznych tego dnia akcji ofensywnych namysłowian. Prawą stroną przedarł się Smolarczyk, zagrał do Sarnowskiego, ale ten przy próbie uderzenia z 12 metrów został zablokowany. A co na to rywale? W 44’ po ich strzale z rzutu wolnego (19 metr) „kula” przeleciała nad murem i Speda po raz enty dość pewnie strzał zatrzymał. Wreszcie w 45’ po szybkiej wymianie piłki w środku pola przez graczy Warty, akcja kończy się uderzeniem z 22 metrów jednego z nich, na szczęście minimalnie niecelnym.

Do przerwy zespół Startu wyglądał na mocno oszołomiony. Z boku można było odnieść wrażenie, jakby chłopcy wsiedli na łańcuchową karuzelę i ktoś ich na tyle mocno rozbujał, że zabawa ta (tu w futbol), przestała być przyjemnością, a stała się udręką. Warta zdominowała nas, stworzyła kilka klarownych okazji, ale głównie dzięki świetnej postawie Daniela Spedy schodziliśmy na przerwę przegrywając „tylko” 0-1. Niestety, po zmianie stron było już mniej szczęśliwie pod namysłowską świątynią, co skończyło się istną kanonadą…

Już pierwsza bramkowa okazja Warty przyniosła jej gola. W 53’ po dośrodkowaniu z rzutu wolnego (z prawej strony, 25 metrów od bramki) piłka trafiła na 7 metr do Patory, który urwał się obrońcom, opanował piłkę i mocnym strzałem z 5 metrów w krótki róg nie dał szans Spedzie. Za chwilę (56’) po nieszablonowym rozegraniu kornera, poprzez zagranie na 25 metr, rywale stworzyli sobie okazję strzałową. Jeden z graczy sieradzkich opanował „kulę” i huknął niczym z armaty, a ta odbiła się od górnej części słupka i wyszła w pole. Cóż jednak z tego, skoro kolejna szarża dała Warcie prowadzenie 3-0. W 57’ po zbyt krótkim wybiciu piłki dośrodkowanej z rzutu rożnego, na 17 metrze opanował ją Pluta i bez namysłu uderzył. A że trafił idealnie w okienko namysłowskiej bramki, to i gol był z gatunku tych „palce lizać”. Minęło pięć minut (62’), a Start leżał na przysłowiowych deskach, przegrywając już 0-4! Wówczas po składnej akcji miejscowych futbolówka trafiła na lewą flankę do Pluty, który bez większego trudu minął R.Czecha i w sytuacji „sam na sam” ze Spedą, strzałem na dalszy słupek zdołał go pokonać. Jedyne sensowne zagrożenie bramki wicelidera IV ligi łódzkiej wypracowaliśmy w 68’ Wtedy to P.Pabiniak uderzył z rzutu wolnego (z 22 metrów) nad murem, tyle, że piłka ostatecznie o centymetry minęła słupek bramki Warty i choćby honorowego gola dla Startu nie obejrzeliśmy. Obejrzeliśmy za to w 76’ piątą bramkę dla biało-zielonych. Jeden z zawodników Warty łatwo na lewej stronie ograł Sarnowskiego, dograł „skórę” na 8 metr, gdzie mimo asysty R.Czecha opanował ją Patora i bliska wpakował między słupki. Dobił nas natomiast w ostatniej minucie (90’) Kacela, gdy po wymianie kilku podań w środku pola, piłkę zagrano do wspomnianego gracza, a ten już w polu karnym w sytuacji „jeden na jednego” nie miał problemów z pokonaniem D.Gacka (który w 88’ zmienił Spedę).

Co tu dużo pisać. Choć to tylko sparing i wynik nie jest sprawą życia i śmierci, to jednak wracaliśmy do Namysłowa dosłownie i w przenośni „poobijani”. Warta Sieradz udzieliła ekipie Damiana Zalwerta srogiej lekcji futbolu i chłopcy mają taki bagaż materiału do nadrobienia, że czym prędzej muszą się nad nim podczas treningów pochylić. Po 1-5 z rezerwami wrocławskiego Śląska przyszło 0-6 w Sieradzu. To nie są dobre osiągi, choć bardziej smuci sama gra. Bo daliśmy się w obu grach (może poza drugą połową z WKS-em) za bardzo zdominować. Miesiąc do początku ligowej wiosny to dużo i mało, więc liczymy, że teraz zacznie się już tylko marsz w odpowiednim kierunku. Pracy przed zespołem mnóstwo, choć rywale w kolejnych testach będą już nieco mniej wymagający (choć wcale nie mniej ambitni i waleczni). Dlatego po sparingowym falstarcie, czas zebrać się w sobie i z kolejnym przeciwnikiem pograć w piłkę, a nie tylko przyglądać się, jak piłką operują rywale. Może jesteśmy nieco zbyt dosadni, ale liczymy, że drużyna rozumie swoje położenie i nie ulegnie niezdrowym emocjom. Kibice, jak to kibice. Nie lubią porażek nawet w sparingach, tym bardziej wysokich. Wierzymy więc, że w najbliższą sobotę będziemy mieć wreszcie dobre wieści dla czerwono-czarnych fanów. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy