Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Na dużym minusie

Odsłony: 164

Aura w piątkowe popołudnie niespecjalnie zachęcała do obserwowania test-meczu piłki nożnej pomiędzy rezerwami Śląska Wrocław i namysłowskim Startem, stąd też raptem 10 naocznych obserwatorów naliczonych przez naszego wysłannika. Raz, że na murawie zalegał śnieg, a dwa, że obie jedenastki musiały zagrać przy minusowej temperaturze. Przebieg rywalizacji i owszem rozgrzał, ale tylko kibiców drużyny z Wrocławia, bo ta spisywała (zwłaszcza przed przerwą) znakomicie i zasłużenie sięgnęła po wygraną. Minus temperaturowy zdublował się natomiast w przypadku czerwono-czarnych, którzy po 90 minutach zakończyli premierową grę 2019 roku na dużym… minusie bramkowym. Przegraliśmy we Wrocławiu na stadionie „Na Niskich Łąkach” 1-5 i trzeba przyznać, że nie był to najwyższy wymiar kary. Bo gdyby „trójkolorowi” celowniki nastawili lepiej, to wracalibyśmy do domu z pokaźniejszym bagażem goli… Nie ma co jednak psioczyć. To pierwsze spotkanie naszych chłopców na pełnowymiarowym boisku od końcówki listopada. Poza tym to też pierwsza gra, więc do jakości czy zgrania droga daleka. A że wrocławscy gospodarze są już w nieco większym gazie, to i wynik jakby mniej zaskakujący. Inna sprawa, że lider grupy wschodniej IV ligi dolnośląskiej pokazał nam dobitnie, jak dobrze w piłkę można grać na tym poziomie. Tak czy inaczej, zaczynamy od wysokiej porażki, więc liczymy, że im bliżej początku rozgrywek, tym wyniki będą dla nas bardziej krzepiące.

Już od pierwszych minut zawodów widać było, kto zechce narzucić warunki gry przeciwnikowi. Wrocławianie szybko złapali wiatr w piłkarskie żagle i sukcesywnie atakowali namysłowskie przedpole. A mieli kim nas postraszyć, że wspomnimy choćby Kucharczyka (pełne 90 minut w ostatniej, jesiennej ekstraklasowej grze z Pogonią Szczecin, wartość wg Transfermarkt 500 tysięcy euro), Skrzypka (50 tysięcy euro), Francuza Scaleta (1 mecz z asystą w Ekstraklasie, 100 tysięcy euro), Bartkowiaka (kadra Polski od U-16 do U-21, łącznie 12 gier w Ekstraklasie i 2 gole, 150 tysięcy euro), Łuczaka (14 meczów w Ekstraklasie, 1 gol, 100 tysięcy euro) czy Młynarczyka (2 mecze w kadre U-18). Napór rósł i w 10’ zrobiło się gorąco. Wówczas po rozegraniu rzutu z autu z prawej strony, jeden z gospodarzy dośrodkował płasko w pole karne. Obrońcy Startu wybili piłkę na 16 metr, gdzie do strzału doszedł jeden z wrocławian i uderzył, ale Speda pewnie interweniował. Niestety, w 11’ było już 1-0 dla WKS-u. Kostrzewa dostał piłkę na prawej stronie, po czym zdecydował się ją wycofać do Spedy. Uczynił to jednak zdecydowanie za lekko, do piłki dopadł Łuczak i w sytuacji sam na sam minął wychodzącego Spedę oraz umieścił piłkę w siatce. Niebawem (18’) widzieliśmy kolejne krótkie rozegranie rzutu z autu na prawej stronie przez gospodarzy. Tym razem piłka została wycofana na 22 metr, gdzie jeden z miejscowych zdecydował się na uderzenie, ale Speda bez większych problemów powstrzymał ten strzał. Co było dalej? Tylko ataki Śląska. W 21’ Żołnowski stracił piłkę przy próbie jej wprowadzenia, gospodarze szybko rozegrali piłkę w środku pola, co zakończyło się strzałem z 16 metrów tuż obok słupka bramki Spedy. Gorzej, że w 23’ było już 2-0. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, odbita przez namysłowian piłka spadła pod nogi jednego z gospodarzy, który natychmiast uderzył. Futbolówka trafiła w rękę interweniującego Kostrzewy, więc sędzia wskazał na rzut karny. Do wapna podszedł Bartkowiak i podcinką a’la Panenka umieścił „skórę” w siatce. Za chwilę (25’) po szybkiej wymianie podań przez graczy Śląska futbolówka trafiła na prawo do skrzydłowego, który świetnie wyłożył ją do wchodzącego drugą stroną kolegi, a ten choć uderzył mocno, to zdecydowanie za wysoko. Rywale ani na moment nie odpuszczali, przez co namysłowianie zwijali się w defensywie jak w ukropie. W 28’ obserwowaliśmy prostopadłe podanie do wchodzącego w pole karne napastnika Śląska, który z narożnika pola bramkowego wyłożył piłkę na 8 metr, skąd niepilnowany Skrzypek pewnie umieścił ją w czerwono-czarnej siatce. Z boku można było odnieść wrażenie, że nasz zespół został wsadzony na wysoką karuzelę i już po kilku obrotach zakręciło się mu mocno w głowie… Ale mecz trwał i trzeba się było bronić. W 30’ po uderzeniu jednego z graczy Śląska z okolic 16 metra Speda świetną interwencją zdołał odbić piłkę do boku, zażegnując tym samym kolejne tego dnia niebezpieczeństwo. Natomiast po kilkudziesięciu sekundach (31’) wrocławianie doprowadzili do kolejnej szybkiej wymiany podań w środku pola, zakończonej prostopadłym podaniem do napastnika. Ten jednak w sytuacji sam na sam ze Spedą tym razem uderzył po długim rogu, na szczęście metr obok namysłowskiego słupka. Niestety, nie był to koniec strzeleckich popisów „trójkolorowych” w I połowie, którzy w 36’ podwyższyli wynik na 4-0! Wtedy oglądaliśmy zaskakujące rozegranie rzutu rożnego przez gospodarzy, gdzie po dwóch szybkich podaniach piłka trafiła na 23 metr, skąd na mocny strzał zdecydował się jeden z miejscowych. Speda z trudem, ale jednak przeniósł piłkę nad poprzeczką. No i po kolejnym rzucie rożnym, tym razem nastąpiło szybkie zagranie na skraj szesnastki, gdzie Bartkowiak z łatwością minął jednego z namysłowian i uderzył płasko w krótki róg. „Skóra” odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do naszej siatki. Wreszcie na koniec tej partii (45’) po szybkiej wymianie piłki na prawym skrzydle, akcję sfinalizowało niskie dośrodkowanie na 11 metr, skąd momentalnie uderzył jeden z miejscowych, ale pół metra nad poprzeczką.

Domyślamy się, że w krótkiej przerwie na złapanie oddechu i zmianę połówek, trener Zalwert miał swoim podopiecznym sporo uwag do przekazania. Z kolei w zdecydowanie bardziej komfortowej sytuacji znajdował się coach wrocławian Piotr Jawny (to m.in. były zawodnik NKS-u), który siłą rzeczy musiał być zadowolony z nawałnicy zafundowanej gościom na zmrożonej murawie. I właśnie w przerwie szkoleniowiec lidera IV ligi dolnośląskiej zdecydował się na przeprowadzenie aż dziewięciu zmian, co okazało się o tyle dobrym dla nas rozwiązaniem, że wrocławscy zmiennicy już tak nie dominowali.

Po prawdzie mecz się w drugiej partii wyrównał się, dzięki czemu wreszcie i Start zaczął stwarzać zagrożenie pod bramką przeciwnika (w pierwszej części nie zagroziliśmy świątyni WKS-u ani razu!). Zaczęło się od akcji Smolarczyka, który w 51’ dograł „kulę” w szesnastkę do P.Pabiniaka, a ten z 14 metrów uderzył. Niestety, zbyt mocno i równie niecelnie. Za chwilę (52’) P.Pabiniak przechwycił podanie obrońcy Śląska i znalazł się sam przed bramkarzem. Zdecydował się wtedy lobować go z około 25 metrów, ale „trójkolorowy” golkiper końcówkami palców zbił zmierzającą do bramki piłkę na korner. Ale jak to w przysłowiu – do trzech razy sztuka. W 60’ udało się w końcu strzelić naszemu zespołowi bramkę, która okazała się trafieniem honorowym. P.Pabiniak otrzymał dobre podanie w szesnastkę, gdzie w swoim stylu zakręcił obrońcą. A ten próbując interweniować, sfaulował naszego snajpera i arbiter wskazał na rzut karny. Do piłki podszedł sam poszkodowany i pewnym strzałem w lewy dolny róg pokonał bramkarza Śląska. Nie cieszyliśmy się jednak z tego faktu zbyt długo, bo 4 minuty później gospodarze trafili nas tego dnia po raz piąty. W 64’ po kolejnej kombinacyjnej akcji Śląska, tym razem na lewej flance, ta zakończyła się mocnym strzałem z 22 metrów Młynarczyka, po którym piłka wpadła do siatki obok interweniującego Rachela (który w międzyczasie zmienił Spedę). W kolejnych minutach oglądaliśmy mimo wszystko dość wyrównaną grę z akcjami pod obiema bramkami. W 66’ dośrodkowana z rzutu wolnego przez P.Pabiniaka piłka minęła wszystkich w polu karnym i przeszła kilka centymetrów obok słupka. A dla odmiany w 74’ po rzucie wolnym z 17 metrów gospodarzy, mocne uderzenie lewą nogą jednego z wrocławian nad namysłowskim murem przeleciało też kilkanaście centymetrów nad naszą poprzeczką. Z kolei w 80’ szybki kontratak gospodarzy zakończył się uderzeniem z lewej strony w krótki róg bramki, gdzie jednak dobrze ustawiony Rachel zdołał odbić piłkę do boku. Wreszcie w 81’ jeden z graczy Śląska przejął piłkę tuż przed polem karnym po błędzie przy wyprowadzeniu piłki (przez jednego z namysłowian), wpadł w szesnastkę, mijając obrońcę i z narożnika pola bramkowego dograł wzdłuż linii bramkowej, gdzie interweniujący R.Czech omal nie pokonał Rachela. Piłka bowiem po jego wślizgu odbiła się od słupka i ostatecznie padła łupem Rachela.

Drugie 45 minut wyglądało wyraźnie lepiej od szokującej dominacji wrocławian przed przerwą. Ale faktem jest, że ostatecznie przegraliśmy bardzo wyraźnie z mocarnym (jak na IV-ligowe warunki) zapleczem ekipy Ekstraklasowej. Dla nas to nawet nie tyle wypadek przy pracy, co porażka wynikająca z różnicy potencjałów obu klubów oraz nieco innego etapu przygotowań. Tak czy inaczej, do Namysłowa wróciliśmy z bagażem pięciu goli i mocnym postanowieniem, aby tej zimy grać już tylko lepiej (i osiągać także lepsze rezultaty). [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy