Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Dwa zera dały... jeden

Odsłony: 113

Sobotni pojedynek w Namysłowie jawił się jako emocjonujące spotkanie dwóch klubów z tradycjami, które przy wsparciu z trybun walczyć będą nie tyle o zaszczyty, co o ważne IV-ligowe punkty. O ile na trybunach fanatycy Chemika i Startu wypełnili zadanie, gromkim dopingiem przez całe niemal spotkanie wspierając swoich piłkarzy, o tyle główni aktorzy rozczarowali. Na murawie za wiele się nie działo i stąd po 90 minutach rywalizacji bezbramkowy remis. Kibice spodziewali się płynnych i szybkich akcji oraz podbramkowych sytuacji, po których bramkarze będą zwijać się jak w ukropie, a także wyciągać piłkę z siatki. Taki scenariusz nie miał jednak w ogóle miejsca, bo mecz toczył się głównie w środku pola, gdzie oczywiście nikt nogi nie odstawiał. Za mało w tym meczu było jakości i zdecydowania, stąd wspomniane 0-0. Nikt jednak po ostatnim gwizdku specjalnie na rozstrzygnięcie nie narzekał, bo zero po stronie zysków jak i strat, w obu przypadkach przełożyło się na jeden… punkt. Czerwono-czarni mogli być usatysfakcjonowani, bo po bolesnej lekcji skuteczności w Krapkowicach (gdzie przed tygodniem przegrali aż 1-5 z Unią), po raz ósmy w sezonie zachowali czyste konto i to do nich ponownie wróciło miano „najszczelniejszej defensywy IV ligi opolskiej”. Chemicy z kolei też nie mogli specjalnie narzekać, bo wiedzą, że stadion przy Pułaskiego to już swoista „Twierdza Namysłów”, niezdobyta od ośmiu gier (licząc z sobotnią). Poza tym zasadniczo wyżej w tabeli był (i wciąż jest) klub z „eSką” w herbie. Sprawdźmy, co wydarzyło się w ostatni weekend na namysłowskim obiekcie i dlaczego mecz zakończył się bez choćby jednego trafienia.

O pierwszej połowie można byłoby napisać jedyne tyle, że się odbyła. I to jedno zdanie w zupełności wypełniałoby „emocje” tej partii. Z boiska wiało potworną nudą, bo żadna z drużyn nie zamierzała przejmować inicjatywy. Start i Chemik ustawiły się dość defensywie, choć faktem jest, że to gospodarze z Namysłowa starali się prowadzić grę. Efekty? Trochę na siłę, ale je opiszemy. W 9’ po dośrodkowaniu z rzutu wolnego przez Ptaka, futbolówka powędrowała na dalszy słupek do Żołnowskiego, który jednak zamykając akcję, główkował w boczną siatkę. Kolejna akcja, to ta z 25’. Wówczas D.Raszewski zagrał długą piłkę na lewą stronę do Ptaka, a ten zgrał ją głową do Smolarczyka. „Smolar” z kolei wjechał z „kulą” przy nodze w szesnastkę i dorzucił ją na 7 metr, gdzie sytuacyjnie główkujący Szczygieł uderzył nad poprzeczką. Z kolei w ostatniej minucie tej części gry po ładnej dla oka akcji NKS-u i wymianie kilku podań, futbolówka trafiła do Świerczyńskiego. Maciek wpadł w pole karne, gdzie zdecydował się na strzał, lecz „skóra” po rykoszecie przeleciała nad poprzeczką świątyni strzeżonej przez A.Dorosławskiego. Aktywa Chemika? Poza walką w środkowej strefie boiska, nie odnotowaliśmy ani jednej próby, która niosłaby choć niewielkie zagrożenie bramki Startu. Tu asekuracja własnego przedpola zdecydowanie wygrała z chęcią przetestowania – fakt że bardzo szczelnej – defensywy czerwono-czarnych. Mimo piłkarskiej „mielizny”, pilnie obserwujący mecz kibice liczyli, że po zmianie stron mecz się rozkręci. Trudno jednak napisać, że się faktycznie cokolwiek zmieniło. Nadal oglądaliśmy bowiem walkę głównie w środku pola, z tą jednak różnicą, że w początkowej fazie aktywniejsi byli miejscowi, a w ostatnich kilkudziesięciu minutach lepiej wyglądali kędzierzynianie. I wtedy też odważniej nacierali na namysłowskie przedpole.

Fot.: Walki w sobotę było dużo, ale jakości piłkarskiej zdecydowanie mniej. [zdjęcie: www.immer-weiter-immer-weiter.blogspot.com]

 

Druga część zaczęła się od dobrego podania Żołnowskiego na lewą flankę do Świerczyńskiego (46’). Maciek z kolei odegrał „kulę” na 5 metr do wbiegającego Biczysko, który jednak mocno naciskany przez obrońcę nie zdołał opanować piłki, ani tym bardziej oddać strzału. Niebawem (51’) Biczysko sprytnie podał piłkę w lewy sektor boiska i ta znów trafiła do Świerczyńskiego. Tym razem nasz młody skrzydłowy wpadł z nią w pole karne, przełożył ją sobie na prawą nogę, ale w momencie strzału został zablokowany. Chemik obudził się z mocnego snu dopiero w 67’, choć trzeba przyznać, że od tego momentu był już do końca spotkania stroną aktywniejszą. W rzeczonej minucie zrobiło się pod namysłowską świątynią dość nieprzyjemnie, gdy Paczulla dostał piłkę na 12 metrze i złożył się do strzału. Na szczęście w tempo doskoczył do niego Ciupa i skuteczną interwencją odbił piłkę w boczny sektor boiska. Minutę później (68’) po wrzutce z kornera Paczulla próbował swoich sił strzałem głową, ale zrobił to zdecydowanie za lekko, aby zaskoczyć dobrze dysponowanego Spedę. Chemicy się rozochocili i w 70’ znów przeprowadzili atak. Tym razem piłkę na lewej stronie otrzymał Pigut i próbował dośrodkować przed bramkę. Wyszedł mu jednak centrostrzał, który po rękawicy namysłowskiego golkipera wyszedł za linię końcową i goście mieli rzut rożny. Co było dalej? W 80’ po wymianie kilku podań na strzał z 25 metrów zdecydował się Rutkowski, tyle, że jego próba była tyleż mocna, co niecelna. I nawet w końcówce goście z Kędzierzyna-Koźla nie odpuścili, próbując zdobyć zwycięskiego gola. W 87’ Rutkowski otrzymał podanie w szesnastce, gdzie z 13 metrów postanowił uderzyć. Sarnowski dobrze się jednak zachował i jego próbę zablokował. A Start? Nasi chłopcy byli już nastawieni wyłącznie defensywnie. Mimo to w 90+1’ kędzierzynianie raz jeszcze zaatakowali. Tym razem po kontrataku do piłki i strzału na 16 metrze doszedł Cymerman, ale Speda, choć z kłopotami, to jednak poradził sobie z uderzoną nieprzyjemnie piłką i za chwilę arbiter zagwizdał po raz ostatni. A to oznaczało czwarty w sezonie bezbramkowy remis namysłowian w meczach o punkty i zachowanie w nienaruszonym stanie „Twierdzy Namysłów”.

Po zmianie stron w pierwszej części odrobinę lepiej wyglądali namysłowianie, natomiast w ostatniej półgodzinie gry rywale uznali, że nie jest to dzień konia Startu i odważniej zaatakowali. Stworzyli kilka ciekawych sytuacji, choć żadnej z gatunku „setki”. No i z tego właśnie powodu mecz zakończył się nielubianym przez kibiców wynikiem. Z naszej namysłowskiej perspektywy na takie rozstrzygnięcie nie będziemy narzekać, bo choć z przodu wyglądaliśmy słabo, to z tyłu odbudowaliśmy się w ciągu tygodnia i ten fakt cieszył. Stare piłkarskie powiedzenie mówi, że jeśli nie potrafisz wygrać, to rób wszystko, aby zremisować. No i to zdanie pasuje jak ulał do gry czerwono-czarnych w ostatnią sobotę. W praktyce okazało się, że matematyka potrafi zaskakiwać, skoro po dodaniu bramkowego zera NKS-u do zera kędzierzyńskiego, ostatecznie każda z drużyn dwa zera zamieniła na liczbę… jeden, czyli jeden punkt dopisany do tabeli. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy