Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Rozbici

Odsłony: 824

Wyprawa do Krapkowic nie będzie w czerwono-czarnym obozie zbyt miło wspominana. Opromienieni serią jedenastu gier bez porażki, piłkarze Startu wyszli na mecz przeciw miejscowej Unii z zasadną w tym momencie pewnością siebie i swoich umiejętności. Tymczasem po słabym w naszym wykonaniu spotkaniu krapkowiczanie złapali nas na klasycznym „wykroku” i boleśnie sprowadzili na ziemię. Niewiele Startowi w sobotę wychodziło, choć początek był obiecujący. Ale im dalej w las, tym było ciemniej i straszniej. Ostatecznie skończyło się klęską Startu 1-5 i zakończeniem pięknej serii, w której (przypominamy – 11 ligowych gier) straciliśmy raptem 3 bramki. 20 października przejdzie jednak do naszej historii w kontekście smutnych dat, bo zanotowaliśmy jedną z najwyższych porażek na poziomie IV ligi opolskiej. Unia zakończyła naszą passę w sposób bezwzględny, mocno nas rozbijając, co – mamy nadzieję – zespół potraktuje jako ważną lekcję pokory. Sprawdźmy, co wydarzyło się w sobotnie popołudnie w Krapkowicach i dlaczego wróciliśmy do domu z bagażem goli we własnej sieci.

Początek był w wykonaniu gości całkiem niezły. To Start nieco częściej utrzymywał się przy piłce i przez to stwarzał sobie możliwość przedostania się pod bramkę krapkowiczan. Tymczasem jako pierwsi zagrozili nam Uniści. W 5’ po dośrodkowaniu z lewej strony do strzału głową doszedł Shuliha, lecz Speda pewnie poradził sobie z jego próbą. Start zrewanżował się Unii w 17’ i to od razu golem! Najpierw Kostrzewa przejął futbolówkę na prawej flance, skąd po kilku metrach biegu świetnie dośrodkował przed bramkę. Tam piłkę przechwycił tyłem do krapkowickiej świątyni P.Pabiniak, obrócił się z nią i po dodatkowym wymanewrowaniu zwodem dwóch rywali, pewnie z 8 metrów uderzył pod poprzeczkę. I niestety, ze strony Startu to było wszystko, jeśli chodzi o aktywa bramkowe. Zanim zakończyła się radość po zdobyciu gola, gospodarze już cieszyli się z wyrównania. W 18’ szybki atak po wznowieniu gry od środka zakończył się wgraniem piłki w pole karne, gdzie nieporozumienie między Ciupą i Sarnowskim wykorzystał Niespodziński, strzałem ze szpica (z 9 metrów) pokonując Spedę. Czerwono-czarni próbowali się odkuć w 21’, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego P.Pabiniaka, do odbitej przez obrońców futbolówki doszedł na 20 metrze Świerczyński. Maciek huknął z powietrza, ale Sobawa efektowną paradą zbił ją poza obrys strzeżonej świątyni. A za chwilę (22’) akcja przeniosła się pod namysłowską bramkę. Po ataku prawym sektorem boiska wrzucona a 7 metr piłka trafiła do Shulihy, który w doskonałej sytuacji dobrze strzelił. Ale Daniel Speda jeszcze lepszą interwencją uchronił swoich kolegów przed stratą gola. Niestety, w 24’ już tyle szczęścia nie mieliśmy. Po centrze z rzutu wolnego na dalszy słupek, jeden z krapkowiczan zgrał ją głową przed bramkę, wywodząc w pole namysłowską defensywę, a stamtąd strzałem do pustej bramki formalności dopełnił Shuliha. Gol dający prowadzenie wyraźnie ożywił miejscowych. No i Ci w 30’ znów zaatakowali. Wówczas po dośrodkowaniu z prawej strony do strzału głową doszedł na 7 metrze Wośko. Jego próba była mocna i w światło bramki, ale Speda ponownie pewnie interweniował. Start odgruzował się nieco w 31’. Wtedy to P.Pabiniak dotarł z futbolówką przy nodze do 18 metra, gdzie obrócił się i uderzył lewą nogą po krótkim słupku. Trafił jednak w boczną siatkę i rywale wznowili grę z linii pięciu metrów. Za moment (32’) dośrodkowanie z wolnego P.Pabiniaka trafiło na głowę Ptaka (na 8 metr), tyle, że nasz pomocnik uderzył 2 metry obok bramki. W 40’ dobra wymiana podań między D.Adrianem, Świerczyńskim i Ptakiem zakończyła się podaniem na prawo do Kostrzewy. Nasz skrzydłowy ograł obrońcę, złamał z akcją do środka i zdecydował się uderzyć z 18 metrów. Szkoda jednak, że piłka poleciała wysoko nad bramką. A w ostatniej akcji pierwszej połowy na strzał z rzutu wolnego zdecydował się Remień. Speda z kłopotami, ale ostatecznie zatrzymał kozłującą po śliskiej murawie „kulę”.

Pierwsze 20 minut było w wykonaniu czerwono-czarnych niezłe. Zdołaliśmy nawet wyjść na prowadzenie, tyle, że równie szybko je straciliśmy. A nim się obejrzeliśmy, to byliśmy już na jednobramkowym minusie. Wydawało się, że jeszcze nie wszystko stracone i po przerwie chłopcy zdołają powalczyć o korzystny dla siebie wynik. Tymczasem boiskowa proza życia okazała się dla nas brutalna…

Wszystko zaczęło się (a właściwie skończyło) w 52’. Wówczas to Urygę wyprzedził przy bocznej linii pola karnego jeden z atakujący krapkowiczan. Nasz defensor ratował się złapaniem przeciwnika za koszulkę, za co zobaczył żółty kartonik. Problem w tym, że było to jego drugie upomnienie tego dnia, więc za chwilę Dominik zmuszony był pomaszerować przedwcześnie do szatni. Zostaliśmy na murawie w dziesięciu i… to był nasz początek końca. Gra czerwono-czarnych całkowicie się posypała, a Unia momentalnie to wykorzystała, przejmując inicjatywę na murawie. Już dwie minuty po czerwonej kartce miejscowi podwyższyli na 3-1, co w praktyce oznaczało dla nas pożegnanie się z nadziejami na choćby remis. W namysłowskiej szesnastce powstało ogromne zamieszanie, w którym nasi chłopcy nie potrafili mimo trzech szans, skutecznie wybić piłki. W końcu dopadł do niej Szampera i mocnym strzałem pokonał Spedę. W 59’ po wrzutce z prawej flanki, do strzału głową na 8 metrze doszedł jeden z gospodarzy. Na szczęście uderzył minimalnie obok bramki. Po chwili jednak w doskonałej sytuacji znalazł się Shuliha, ale Speda do spółki z Żołnowskim zażegnali niebezpieczeństwo. Nie zdołaliśmy się jednak uchronić przed czwartym golem w 63’, gdy po fatalnej stracie na 20 metrze „skórę” przejął Matuszek i w sytuacji „sam na sam” ze Spedą, pewnie go pokonał. Dobił nas z kolei w 78’ Shuliha, który głową wykorzystał z bliskiej odległości dośrodkowanie swojego partnera z kornera… Start próbował ratować twarz w 82’, gdy po akcji prawą stroną Sarnowski dograł piłkę przed bramkę na 6 metr, ale ze strzałem Szczygła poradził sobie Sobawa. Za moment natomiast P.Pabiniak ponownie wrzucił „kulę” przed bramkę i ta znów trafiła do Szymona Szczygła, który tym razem uderzył zbyt lekko i został zablokowany.

Ostatecznie Start Namysłów został rozbity przy ulicy Sportowej, przegrywając aż 1-5. Jak jednak stwierdził zaraz po spotkaniu trener Zalwert „Lepiej przegrać raz w takim rozmiarze, niż 5-krotnie po 0-1”. I tej wersji się trzymajmy. Każdy w czerwono-czarnej szatni zdawał sobie sprawę, że to był kiepski mecz, pełen braku konsekwencji i błędów indywidualnych. I ta „mieszanka” niepewności przełożyła się na pogrom. Tak, jak po przerwie grać po prostu nie możemy. Nie zamierzamy jednak pastwić się nad drużyną, bo czasem tak bywa, że wszystko świetnie się w domu układa, a w najmniej spodziewanym momencie dach wali nam się na głowę. Nam oczywiście się nie zawalił, bo nie mówimy o zespole, który w trwającym sezonie wlecze się w ogonie tabeli i irytuje swoich kibiców niemożnością. Co to, to nie. Po prostu posypało nam się z dachu kilka dachówek i jedna boleśnie trafiła nas w głowę. Liczymy jednak na to, że po założeniu opatrunku (czytaj: pomeczowej analizie) i spokojnym dojściu do formy po urazie (treningi w tygodniu), w następnym boju z kędzierzyńskim Chemikiem wszystko wróci do pięknej dla nas jesiennej normy, czyli skutecznej grze w defensywie i precyzyjnym pokąsaniu przeciwnika w odpowiednim do tego momencie. Mówiąc krótko, zaczniemy dach naprawiać. No i przede wszystkim liczymy na kolejne punkty. Mamy nadzieję, że na półmetku rozgrywek krapkowicką klęskę będziemy mogli potraktować w kategoriach wypadku przy pracy, po którym właściwe wnioski (i właściwa gra) zostały wyciągnięte. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy