Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Pokonujemy lidera na jego terenie!

Odsłony: 778

Są emocje, jest napięcie, jest wreszcie radość! Namysłowski Start nie przestaje zaskakiwać i po raz kolejny zapewnia swoim fanom piękne chwile. W sobotniej grze czerwono-czarni stoczyli pojedynek o najwyższym z możliwych współczynniku trudności – zagrali z liderem na jego trenie. I do Namysłowa wrócili z tarczą, bowiem pokonali niezwykle skuteczną w tym sezonie Polonię Głubczyce po golu w doliczonym czasie gry! Dość powiedzieć, że było to jedyne trafienie spotkania, które w opinii miejscowych kibiców nie powinno zostać uznane. My jednak mamy zupełnie odmienne zdanie w tej kwestii, więc warto jednoznacznie wyjaśnić wszystkim powstałe wątpliwości.

Faktem jest, że dotychczasowy lider (zluzowany przez LZS Starowice Dolne) pokazał się z dobrej strony i był drużyną na przestrzeni 90 minut lepiej się prezentującą. Częściej był przy piłce, częściej stwarzał zagrożenie i wreszcie częściej wywierał na namysłowianach presję. Nasi chłopcy nie zlękli się jednak miejscowych i przez całe spotkanie sumiennie pracowali w defensywie. Taką zresztą taktykę wobec ogromnego potencjału ofensywnego Polonii obrali. I obrali taktykę słuszną, bo ta przyniosła im komplet punktów po golu w doliczonym czasie gry. Szokujemy piłkarską Opolszczyznę i większość obserwatorów zastanawia się, kiedy nastąpi kres dobrych wyników NKS-u. Tego nie wie nikt, ale nasi chłopcy w ogóle się takimi spekulacjami nie zajmują. Oni chcą grać swoje i realizować kolejne nakreślone w szatni cele. Skoro dziś są wiceliderem, to trzeba napisać, że nie jest to dziełem przypadku, ale konsekwencją treningowej pracy i boiskowej solidności. Że mało goli strzelamy? A kogóż to w Namysłowie interesuje, skoro pozycja wicelidera jest faktem! Mamy kapitalnie broniący się zespół na miarę… sensacyjnych Mistrzów Europy z 2004 roku, czyli Greków. Ci byli do bólu cierpliwi w defensywie i z rzadka wyprowadzali zabójcze kontry. No i obecna ekipa (zachowując proporcje) Startu do złudzenia ich przypomina. Że nie ma w tym finezji i rozpędu? To już zostawiamy malkontentom, bo nas – zresztą jak zdecydowaną większość czerwono-czarnych kibiców – interesują przede wszystkim punkty. A tych mamy już tyle sam, co lider ze Starowic (po 14). Nie chcemy zapeszać, ale w najbliższą sobotę, jeśli wyniki ułożą się po naszej myśli, czerwono-czarni mogą nawet patrzeć na wszystkich z góry. To dopiero byłaby piękna sprawa, prawda? Ale spokojnie, nie zapeszajmy i wróćmy na moment do prozy życia, czyli… relacji, którą jesteśmy naszym kibicom winni. Oto szczegóły rywalizacji Polonii z namysłowianami.

Zaczęło się dość niespodziewanie, bo od dwóch niezłych wypadów w wykonaniu czerwono-czarnych. W 3’ Świerczyński dostał piłkę na prawej flance i stamtąd zagrał na 5 metr do wbiegającego Zuzaka, którego jednak w ostatniej chwili uprzedził golkiper z Głubczyc. Ci odpowiedzieli w 7’, po tym jak Czarnecki mocno strzelił z 30 metrów, ale około 1,5 metra za wysoko. Z kolei w 17’ po wrzucie futbolówki z autu przez Zielińskiego i zgraniu jej głową przez Ptaka, ta po odbiciu się od murawy została uderzona z powietrza przez Biczysko (w odległości 12 metrów od bramki). Szkoda, że strzał „Benego” został zablokowany, bo w innym wypadku stojący między słupkami Poźniak mógł mieć spore kłopoty. Gorzej, że były to jedyne sensowne aktywa NKS-u w tej części, gdyż w kolejnych minutach inicjatywę przejęli gospodarze. Już w 18’ dośrodkowanie z prawego sektora boiska Fellipe dos Santosa po głowie Żołnowskiego trafiło do Bawoła. Ten mocno naciskany przez Spedę z bliskiej odległości nie trafił czysto w „kulę” i ta przeszła obok bramki. Trzeba przyznać, że mieliśmy w tej sytuacji sporo szczęścia. Kolejny interesujący atak miejscowi przeprowadzili w 21’, gdy po wrzutce z lewej flanki na 16 metr do strzału złożył się Grek. Strzelił jednak nieczysto i w bezpiecznej odległości od namysłowskiego prostokąta. Start uważnie przesuwał się liniami, oddając pole coraz bardziej zdeterminowanym Polonistom. W 27’ Fellipe dos Santos zszedł z piłką z prawej strony do środka, po czym zdecydował się uderzyć z 22 metrów. To był dobry strzał, bo „kula” zmierzała pod poprzeczkę. Tyle, że świetnie dysponowany Daniel Speda dobrą interwencją wypchnął ją poza obrys bramki. Miejscowi nie rezygnowali, czego efekt widzieliśmy także w 29’. Wtedy to Łukowski otrzymał podanie na 18 metr, skąd strzelił na bramkę. Dobrze ustawiony Zieliński zdołał jednak głową zastopować uderzenie i tym samym skasować zagrożenie. Ostatnim ciekawym akcentem przed przerwą była sytuacja z 36’. Wówczas po szybkim rozegraniu rzutu wolnego z połowy boiska przez Greka, Sarnowski przegrał pojedynek z Bawołem, a ten po dotarciu na 16 metr w dobrej sytuacji huknął obok bramki. Było groźnie, ale skończyło się dla nas tylko na strachu.

Do przerwy czerwono-czarni realizowali taktykę nakreśloną przed meczem. Przyczajeni na własnej połowie, nasi zawodnicy poza początkowymi minutami niespecjalnie kwapili się do otwartej gry, co mogło spotkać się z dezaprobatą miejscowych sympatyków. No, ale tak to w futbolu jest, że taktykę dobiera się pod przeciwnika, a nasz sztab doskonale wiedział, że w otwarte karty (otwarty futbol) z gospodarzami zagrać nie może. No to kontynuował defensywne usposobienie także po przerwie i to przyniosło Startowi finalnie piękny owoc 90-minutowych starań…

Zanim jednak mogliśmy podnieść ręce w geście radości, przeżyliśmy sporo nerwowych chwil. Już w 47’ Bawoł oddał niesygnalizowany strzał z 18 metrów, ale Speda zdołał odbić lecącą w długi róg futbolówkę. Niebawem (49’) do wybitym przez obrońców dośrodkowaniu piłki, na 18 metrze doskoczył Kostrzewa. Miłosz uderzył na bramkę, lecz „skóra” po rykoszecie poleciała poza obrys głubczyckiej świątyni. Dla odmiany bardzo groźnie na naszym przedpolu zrobiło się w 54’. Wtedy to po ataku lewą flanką Jamuła wrzucił piłkę na 8 metr do Greka, który głową strzelił tuż obok namysłowskiego słupka. Kilkanaście minut później (67’) znów zrobiło się groźnie pod bramką Startu. Tym razem po wrzucie „skóry” z autu Fellipe dos Santos złożył się do strzału z powietrza (7 metr), ale mocno naciskany przez namysłowskiego obrońcę, ostatecznie posłał ją nad bramką. 75’, to z kolei dośrodkowanie z lewej flanki na dalszy słupek, gdzie zamykający atak Bawoł nieczysto przymierzył i golową szansę głubczyczanie mogli odłożyć na półkę. Ale miejscowi nie rezygnowali, bo wiedzieli, że czas im ucieka. W 76’ ponownie więc nam zagrozili. Tym razem Fellipe dos Santos pociągnął z futbolówką prawym sektorem boiska i dograł na 5 metr, gdzie jednak wbiegającego Jamułę zdecydowanie (fakt, w ostatniej chwili) uprzedził Paweł „Sarna” Sarnowski. Cały czas oglądaliśmy atak jednej bramki, czyli tej namysłowskiej. W 81’ zaatakowali wreszcie namysłowianie. Po szybkiej i ładnej dla oka szarży piłkę otrzymał od P.Pabiniaka na prawej stronie Smolarczyk, po czym oddał ją na 20 metr do Ptaka. Adrian uderzył płasko, lecz bramkarz pewnie zatrzymał tą próbę. W odpowiedzi (82’) dośrodkowanie z prawej strony trafiło do zamykającego akcję Jamuły, który z 5 metrów w bardzo dobrej sytuacji nie trafił w „skórę”. No i nadeszła wiekopomna dla namysłowian chwila, czyli trzecia minuta doliczonego czasu gry. W ofensywnej akcji przy kole środkowym Smolarczyk zamierzał podać piłkę do stojącego w przodzie P.Pabiniaka. Ale zanim to zrobił, atakujący go z tyłu Czarnecki idealnie go wyręczył, wybijając mu piłkę spod nóg właśnie w kierunku Patryka. Arbiter liniowy zdecydowanie podniósł chorągiewkę sygnalizując spalonego, a temat momentalnie podjęli miejscowi fani, krzycząc o spalonym. Tyle, że o spalonym nie mogło być mowy, więc chylimy czoła przed arbitrem głównym, Panem Łukaszem Pytlikiem, który puścił akcję (to nie nasz gracz piłkę podawał, lecz gospodarz wybił mu ją spod nóg). Bo to był ułamek sekundy, który doskonale zinterpretował. P.Pabiniak, który po otrzymaniu piłki dzióbnął ją lekko w lewą stronę, gdzie świetnie za akcją poszedł Smolarczyk i z 9 metrów pokonał lekkim strzałem próbującego interweniować Poźniaka. Jeszcze po wznowieniu gry Poloniści wypracowali sytuację, w której jeden z nich po zagraniu z prawej strony huknął wysoko nad bramką z 11 metrów, gdzie zaraz po strzale „dokleił się” do niego z interwencją jeden z namysłowian. I znów mieliśmy chwilowe zamieszanie, bo głubczyczanin sporo dodał od siebie przewracając się i domagając karnego, podczas gdy arbiter główny wytrzymał próbę nerwów i wywieranej na nim presji, spokojnie kończąc mecz. I to była jego kolejna prawidłowa decyzja.

Po ostatnim gwizdku w czerwono-czarnym obozie wybuchła zrozumiała euforia. Zespół zaprezentował swój tradycyjny taniec w okręgu, zasadnie świętując sukces. Bo to był sukces nie tyle zasłużony, co wywalczony przebiegłością i sprytem. Z drugiej strony nawet nie zamierzamy umniejszać drużynie wywalczenia kompletu punktów, bo trzeba je umieć wywalczyć. Co z tego, że na dystansie 90 minut rywale niemal w każdym elemencie gry byli aktywniejsi (świadomie nie piszemy lepsi)? Przecież na koniec liczą się bramki, a w tej statystyce uderzyliśmy Polonię w tzw. splot słoneczny w krytycyzm momencie, czyli już po regulaminowym czasie. Wygrywamy i tylko to się liczy, choć mamy świadomość, że rozczarowanie w Głubczycach było spore i niektórzy po dziś dzień nie mogą się z porażką pogodzić. Taki jest jednak futbol. Wygrywamy, cieszymy się z tego faktu ogromnie i czekamy na kolejne wyzwania. A te już w najbliższą sobotę! [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy