Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Zadecydowały jedenastki

Odsłony: 745

Pucharowa przygoda piłkarzy Startu Namysłów zakończyła się w Graczach. W środowym pojedynku nasi czerwono-czarni ulubieńcy walczyli o awans do ćwierćfinału ze Skalnikiem, ale mimo pozostawienia na murawie zdrowia i serca, ostatecznie wrócili do domu z uczuciem niedosytu. Nie odstawaliśmy od przeciwnika, a w pierwszej części wręcz mogliśmy zapewnić sobie spory kapitał w kontekście postawienia pod ścianą rywali. Ostatecznie tak się nie stało i w efekcie ani regulaminowy czas gry, ani dogrywka nie przyniosły rozstrzygnięcia. Wtedy wynik brzmiał 1-1 i o promocji do kolejnej rundy zadecydować musiała seria rzutów karnych, którą zdecydowanie lepiej wykonywali gospodarze, wygrywając 4-1. I to oni wiosną powalczą o półfinał na poziomie województwa opolskiego. Co wydarzyło się w Graczach i jakie detale zadecydowały o odpadnięciu NKS-u z PP? O tym piszemy w kolejnych akapitach.

Zasadniczo lepiej w mecz weszli goście z Namysłowa, którzy pierwszy atak przeprowadzili już w 4’. Wtedy to po szybkiej wymianie trzech podań Świerczyńskiego ze Szczygłem, ten drugi wpadł w szesnastkę i uderzył na bramkę z narożnika pola bramkowego. Golkiper Skalnika zdołał ją odbić przed siebie, a asekurujący go kolega z defensywy wybił w pole. Za chwilę (6’) zobaczyliśmy kolejną świetną wymianę podań między czerwono-czarnymi. Finalnie futbolówka trafiła na lewo do Szczygła, który dograł na środek, a tam z 12 metrów Biczysko strzelił na bramkę. Szkoda, że jednak niecelnie. W 9’ namysłowianie znów nie dali złapać oddechu miejscowym. Tym razem po bardzo dobrym zgraniu piłki głową przez aktywnego Szczygła, ta trafiła pod nogi wbiegającego na 10 metr Świerczyńskiego. Żal jednak doskonałej sytuacji, bo w momencie strzału Maciek został zablokowany. Miejscowi byli mocno zdziwieni postawą gości, ale zdołali zewrzeć szeregi i w następnych minutach namysłowska ofensywa uspokoiła się. Dopiero w 34’ zobaczyliśmy kolejną ciekawą sytuację. Wówczas D.Raszewski uderzył z rzutu wolnego (25 metrów od bramki), a my mogliśmy tylko westchnąć, bo „kula” dosłownie o centymetry minęła okienko świątyni strzeżonej przez Stefaniaka. Start wciąż trzymał przeciwnika w bezpiecznej odległości od swojej bramki, sam próbując zdyskontować swoją dobrą grę. W 37’ z rzutu wolnego swoich sił próbował dla odmiany Ptak (piłka ustawiona na 30 metrze). Strzał po koźle sprawił problemy golkiperowi i ten wypluł „skórę” przed siebie. Nikt jednak z namysłowian nie podążył za strzałem i ostatecznie sytuację wyjaśnili graczanie. Z kolei w 39’ Start przeprowadził bardzo płynny kontratak, w którym Biczysko znalazł Szczygła doskonałym krzyżowym podaniem. Szymon swoją szarżę złamał do środka i z dobrej pozycji strzelił z 12 metrów. Stefaniak był jednak dobrze ustawiony i poradził sobie z niełatwym uderzeniem. Wreszcie w 45’ gracze NKS-u przeprowadzili kolejną szybką akcję. Z lewej strony Szczygieł podał na środek do będącego na 18 metrze Biczysko, a ten jeszcze oddał piłkę Ptakowi. Adrian jednak na 17-tym metrze przy uderzeniu został zablokowany. Miejscowi ruszyli jeszcze z atakiem na naszą bramkę, ale bez należytego z ich strony efektu.

Po pierwszej części nieliczna publika była nieco skonsternowana, bo nie tak wyobrażała sobie przebieg zawodów. Start był stroną aktywniejszą, stworzył sobie kilka dobrych okazji, ale żadnej nie wykorzystał. Kibice irytowali się najbardziej na zbyt pasywną postawę gospodarzy, którzy w porównaniu z meczem ligowym sprzed czterech dni, dokonali w składzie aż siedmiu zmian. To jednak dla obserwatorów był czynnik drugorzędny.

Najwidoczniej 15 minut spędzone w szatni z trenerem Lasotą podziałało na Skalnika właściwie, bo po zmianie stron mecz już się wyrównał. Odbiło się to jednak na liczbie sytuacji bramkowych, których było mniej, za to tym razem konkretniej bramce rywali zagrażali gospodarze. W 47’ po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, w namysłowskim polu karnym powstało spore zamieszanie, w którym piłka spadła pod nogi Dulskiego. Ten uderzył z 8 metrów, ale nasi obrońcy zdołali go w ostatniej chwili zablokować. W odpowiedzi (51’) dobrą kontrą popisali się czerwono-czarni. Biczysko dograł na lewo do Szczygła, a ten podciągnął z futbolówką kilkanaście metrów i na wysokości 17 metra zdecydował się na strzał na bliższy słupek. Bramkarz umiejętnie jednak interweniował i zagrożenie minęło. Groźnie zrobiło się w 56’, gdy po wrzutce Migi z kolejnego wolnego, do piłki na 8 metrze doszedł Chodorski. Po jego główce mogliśmy jednak odsapnąć, bo „kula” przeleciała nad namysłowską poprzeczką. 8 minut później (62’) wspomniany Chodorski pokusił się o techniczne uderzenie z narożnika pola karnego, które jednak nie sprawiło kłopotów Spedzie. NKS odpowiedział rywalom w 68’ Wtedy to po dośrodkowaniu D.Raszewskiego z kornera z 8 metrów na bramkę Stefaniaka główkował Zieliński. Paweł uderzył jednak nieczysto i daleko od celu. 75’, to z kolei strzał z 25 metrów w wykonaniu Konopskiego. Dodajmy strzał, po którym „kula” poleciała 3 metry od jednego ze słupków. Wreszcie nadeszła 77’, w której Skalnik objął prowadzenie. Po kolejnej w tym spotkaniu wrzutce z rzutu wolnego (tym razem w wykonaniu Dulskiego) do piłki na 11 metrze najwyżej wyskoczył Chodorski i umieścił piłkę głową w narożniku „prostokąta” Spedy. Fakt ten podrażnił namysłowian na tyle, że Ci ruszyli do zdecydowanego ataku. I w 81’ mieliśmy już remis. Po tym jak w polu karnym faulowany był Szczygieł, arbiter wskazał na „wapno”, które pewnie wykorzystał Sarnowski. Skalnik chciał jednak rozstrzygnąć losy spotkania w regulaminowym czasie gry. W 83’ do wolnego na 20 metrze podszedł Gorczyca, ale Speda pewnie złapał piłkę bitą w środek bramki. A w ostatniej akcji drugiej połowy (90+3’) dalekie podanie trafiło do Dulskiego, który przed bramką zwodem zrobił sobie miejsce do strzału i uderzył z 18 metrów. Zrobił to jednak nieczysto i nieprecyzyjnie, więc arbiter zarządził dogrywkę.

W niej, w jej pierwszej części, lekką przewagę osiągnęli namysłowianie, ale nie przełożyło się to na konkrety. O te natomiast postarali się w ostatnim kwadransie graczanie, mogąc przechylić szalę zwycięstwa, ale i im nie udało się znaleźć sposobu na pokonanie namysłowskiego goalie. W 92’ Sikora ograł na lewej flance rywala, złamał z piłką do środka i uderzył z 20 metrów. Stefaniak jednak z lekkimi kłopotami, ale zatrzymał lot futbolówki. Z kolei w 96’ po ładnej wymianie „kuli” Zuzaka ze Szczygłem, ten pierwszy wpadł w szesnastkę i strzelił z ostrego kąta. Ale i tym razem bramkarz był na posterunku, odbijając piłkę do boku.

Po zmianie stron (108’) świeży Dymińczuk zaatakował lewą stroną i sukcesywnie zbiegał do środka, skąd z 17 metrów strzelił. Speda świetną interwencją zdołał zażegnać niebezpieczeństwo, odbijając „skórę” na korner. Z niego dośrodkowana futbolówka trafiła na głowę Wójcika, który uderzył na dalszy słupek. Mieliśmy jednak farta, bo ta ostatecznie przeleciała tuż obok słupka. Z kolei w 118’ po kolejnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego wysoki Chodorski ponownie główkował na namysłowską bramkę, tym razem z 8 metrów. Serce podeszło nam pod gardło, ale najgorszego nie było, bo „kula” o centymetry minęła poprzeczkę. Wreszcie w 120’ Maryszczak dotarł z futbolówką przy nodze na linię pola karnego, skąd próbował zaskoczyć Spedę. Nasz golkiper poradził sobie jednak z jego próbą i za chwilę Pan Białowąs (swoją drogą bardzo dobrze sędziujący środowe zawody) zarządził wykonanie serii jedenastek.

W loteryjnej bitwie „na wapna” zdecydowanie lepsi okazali się graczanie i to oni w nagrodę zameldowali się w ćwierćfinale. Zaczęli od strzału Dulskiego, który Speda miał już na rękawicach, ale ostatecznie piłka przełamała mu ręce i znalazła się w bramce. Odpowiedział skutecznie Sarnowski. Potem bezbłędnie strzelali w Skalniku Gorczyca i Fogel, a po czerwono-czarnej stronie próby nerwów nie wytrzymali D.Raszewski (Stefaniak obronił jego uderzenie) oraz Zuzak (huknął Panu Bogu w okno). No i rozpoczynający czwartą serię Dymińczuk wiedział, że jeśli trafi, to będzie po herbacie. Trafił, więc za chwilę to nie Start, ale piłkarze Skalnika podziękowali sobie za sukces, dziękując też przy okazji czerwono-czarnym za 120 minut niełatwej walki.

Przegrywamy po karnych ćwierćfinał Pucharu Polski. Żal odpadnięcia chłopaków z rozgrywek, bo o tym zadecydowały „karne” detale. Tak już jednak w futbolu jest, że jeśli nie wykorzystasz swoich okazji (a Start takie miał w pierwszej połowie meczu), to potem się to mści. Na nas zemściło się dopiero w loteryjnej rozgrywce i dziś musimy się skupić tylko na meczach o punkty. Ale nie będziemy marudzić, bo chłopcom nie można odmówić chęci. Chcieli wygrać w Graczach, ale tym razem się nie udało. Wracamy więc na ligową ścieżkę i tam próbujemy śrubować serię gier bez porażki. Na razie jest to pięć spotkań i nie mamy nic przeciw, aby w sobotę ta liczba wzrosła w Oleśnie do sześciu. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy