Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Pierwsze starcie na remis

Odsłony: 711

Sobotni pojedynek NKS-u ze Skalnikiem Gracze jawił się interesująco z dwóch powodów. Pierwszym był fakt, że zarówno graczanie, jak i czerwono-czarni dobrze weszli w sezon i po trzech seriach gier plasowali się w ścisłej czołówce IV ligi opolskiej. Drugi smaczek, to z kolei dwumecz, który oba zespoły muszą rozegrać na przestrzeni czterech dni, gdyż w najbliższą środę dojdzie do „rewanżu” w rywalizacji pucharowej. Zarówno kibice Skalnika jak i Startu zastanawiali się, kto z tej rywalizacji wyjdzie zwycięsko, ale póki co, po pierwszym pojedynku odpowiedzi nie poznali. Ten zakończył się bezbramkowym remisem, z którego bardziej zadowoleni powinni być goście z Namysłowa. Mecz nie dostarczył wielu emocji, bo sytuacji pod bramkami stworzono niewiele. Nieco bardziej konkretni (czytaj: groźniejsi) byli w swoich poczynaniach graczanie, tyle, że podobnie jak Start, do siatki nie trafili. Stąd podział punktów i zachowanie status quo w tabeli, bo oba kluby utrzymały miejsca w górnej części rozgrywek, mając na koncie po 8 punktów. Sprawdźmy, co wydarzyło się w Graczach i dlaczego bramki nie padły.

Pierwszy kwadrans, to piłkarska mielizna, więc kibice siłą rzeczy nieco pod nosem utyskiwali. Na murawie nie działo się nic godnego zanotowania. Drużyny skupiły się na uważnym rozgrywaniu piłki na przedpolu, a w zwarcie wchodziły tylko i wyłącznie w środkowej strefie boiska. Stan ten przerwał w 16’ P.Pabiniak, który przedarł się środkiem pola i z 17 metrów strzelił na graczańską bramkę. Obrońca zablokował jego uderzenie, a piłka trafiła do Kostrzewy, który także momentalnie uderzył (celnie z 16 metrów), lecz zbyt lekko, aby Górecki miał jakiekolwiek kłopoty ze złapaniem „kuli”. W rewanżu (20’) po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i przedłużeniu piłki, do strzału doszedł Firek, ale z ostrego kąta uderzył w boczną siatkę. W 27’ oglądaliśmy kolejnego kornera w wykonaniu Skalnika. Tym razem po wrzutce, wybitą przez namysłowskich obrońców piłkę z powietrza uderzył Janeczek. Nasi chłopcy zdołali jego próbę zablokować, ale za moment po kolejnym dośrodkowaniu główkował Rychlica. Tym razem jednak „skóra” po głowie jednego z namysłowian poleciała poza linię końcową. Start obudził się w 31’ za sprawą P.Pabiniaka. Wtedy Patryk strzelił z rzutu wolnego (w odległości 30 metrów od bramki), tyle, że futbolówka przemknęła o metr za daleko jednego ze słupków. Mimo lekkiej przewagi graczan w polu, spotkanie nie nabierało tempa. W 37’ czerwono-czarni stworzyli sobie jednak ciekawą sytuację. D.Adrian dostał podanie w środku pola od D.Raszewskiego i ruszył z piłką do przodu kilka metrów, aby na wysokości 25 metra mocno uderzyć. Szkoda jednak, że futbolówka ostatecznie przeleciała tuż obok słupka świątyni zawodników gospodarzy. Natomiast tuż przed zejściem obu zespołów do szatni, Skalnik mógł objąć prowadzenie. W 43’ po stracie „skóry” przez Biczysko (w momencie wyprowadzania kontrataku) miejscowi błyskawicznie nas… skontrowali i po dwóch szybkich podaniach Dymińczuk znalazł się sam na sam ze Spedą. Naciskany mocno przez Sarnowskiego zawodnik Skalnika zdecydował się lobować wychodzącego z bramki golkipera, na szczęście dla nas pomylił się o pół metra. A niedługo potem sędzia zaprosił obie drużyny do szatni, a kibice zastanawiali się – biorąc pod uwagę dość niemrawe, czysto piłkarskie emocje – czy w tym spotkaniu gole w ogóle padną?

Do przerwy Start właściwie nie stworzył klarownej okazji, natomiast posiadający lekką przewagę w polu rywale taką wypracowali w wyniku indywidualnego błędu naszego środkowego pomocnika. Ważne jednak, że gola nie straciliśmy, więc zespół mógł nadal realizować taktykę (po odpowiednich korektach) nakreśloną przed zawodami przez trenera Zalwerta.

Druga część zawodów wyglądała podobnie, do tej sprzed przerwy. W niej także czerwono-czarni nie mieli pomysłu ani argumentów ku temu, aby przebić się i zagrozić dobrze zorganizowanej obronie Skalnika. Za to miejscowi parę razy próbowali zaskoczyć Spedę strzałami ze stojącej piłki oraz szybkimi wyrzutami piłki z autu. Też jednak bez konkretnego efektu bramkowego, więc możemy być zadowoleni. Ale po kolei. Zaraz po rozpoczęciu gry (46’) z prawej strony dośrodkował Janeczek, a adresat Miga z sytuacyjnej piłki od razu uderzył (13 metrów). Uderzył jednak bardzo nieprecyzyjnie. Z kolei w 48’ wspomniany Miga próbował swoich sił przy rzucie wolnym. Strzelił kąśliwie z 18 metrów, ale pół metra obok bramki. Start odpowiedział akcją z 51’. Długie podanie kapitana Żołnowskiego trafiło na lewo do Smolarczyka, który złamał z atakiem do środka, zagrał klepkę z Biczysko, po czym wstrzelił futbolówkę wzdłuż bramki. Górecki z kłopotami odbił „kulę” przed siebie, ale nie znalazł się nikt z namysłowian, kto poszedłby za atakiem i skorzystał z niepewnej interwencji bramkarza Graczy. Niebawem (56’) po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, tym razem w wykonaniu Startu, futbolówkę na 5 metrze atakował Ptak. Tyle, że obrońca zdołał go uprzedzić i wybić ją poza boisko. Dla odmiany w 61’ zmiennik Dulski dopadł do wybitej przez Sarnowskiego z namysłowskiej szesnastki piłki (po kolejnym rzucie wolnym) i huknął z 22 metrów. Z niepokojem obserwowaliśmy jej lot, który ostatecznie był dla Startu korzystny, bo o pół metra od celu. 66’, to z kolei próba z rzutu wolnego w wykonaniu Łukasza Szpaka. Nasz były zawodnik dobrze przymierzył z 20 metrów, ale Speda jeszcze lepiej się zachował i świetną paradą odbił „kulę” nad poprzeczką. Sobotnie emocje zakończył natomiast P.Pabiniak, który w 75’ próbował swoich sił – wzorem poprzedników – z rzutu wolnego. Z 25 metrów uderzył jednak zbyt lekko i wprost w rękawice stojącego między słupkami Góreckiego. O ostatnim kwadransie niewiele można napisać ponad to, że walki w środku pola i zaciętej gry nie brakowało. Tyle, że nie przełożyło się to już na podbramkowe konkrety.

Po nieco ponad 90 minutach sędzia główny spotkania zakończył to średniej jakości widowisko, więc rywalizujący ze sobą gracze podali sobie ręce, dziękując za walkę. Przez większość spotkania miejscowi mieli minimalną przewagę w polu, a także stworzyli parę groźniejszych akcji, w tym jedną setkę. Nie potrafili jednak znaleźć sposobu na dobrze dysponowanego Daniela Spedę. Tym razem czerwono-czarni słabiej wypadli w ofensywie (był to ich najsłabszy mecz w tym aspekcie w trwających obecnie rozgrywkach), nie mając argumentów w tym, aby skutecznie wyprowadzić w pole czujną i dobrze zorganizowaną defensywę Skalnika. Tym bardziej więc szanujemy wywalczony w takich warunkach punkt, dziękując za obronną konsekwencję namysłowianom. Czasem tak bywa, że brakuje siły przebicia. Wtedy trzeba być czujnym w tyłach, aby utrzymać wróbla w garści, niż ryzykować złapanie gołębia na dachu. My tego wróbla utrzymaliśmy i dlatego dopisaliśmy do swojego dorobku kolejny punkt. Co istotne, w tym sezonie w meczach IV ligi opolskiej jeszcze nie przegraliśmy (podobnie jak graczanie), więc jest to dostateczny powód do tego, aby piłkarzy z Namysłowa chwalić. Ale kolejne przeszkody przed nami, dlatego niespecjalnie będziemy świętować, tylko skupiamy się na najbliższych pojedynkach. W środę rewanż (tym razem w Pucharze Polski) ze Skalnikiem Gracze, a w sobotę wyjazd do Olesna na mecz z bardzo dobrze spisującym się OKS-em. Będzie więc ciekawie. [MK, KK]

P.S. Autorem zdjęcia na stronie głównej jest Pan Łukasz Zalwert.

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy