Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Przerwana passa

Odsłony: 994

We wtorek piłkarze namysłowskiego Startu zostali zastopowani. Po pięciu meczach bez porażki (cztery zwycięstwa i remis), czerwono-czarni musieli uznać wyższość wyżej notowanego KS-u Krapkowice. Goście przyjechali do Namysłowa w mocno osłabionym składzie, jednak po twardej i dość wyrównanej grze zainkasowali komplet punktów, wygrywając aż 3-0. Wynik jest jednak nieco mylący, bo Start wcale od rywali nie odstawał. O rezultacie w największym stopniu zadecydowała skuteczność KS-u, a i brak jej w szeregach miejscowych. Swoje trzy grosze dorzucił też arbiter, podejmując kilkukrotnie na tyle kontrowersyjne decyzje, że uwagę na nie zwracali mu nie tylko namysłowscy piłkarze, ale i… boczni arbitrzy, pomagający głównemu w spotkaniu. Przerwana passa mniej boli, zważywszy na fakt, że trzy dni wcześniej czerwono-czarni zapewnili sobie utrzymanie w IV lidze. Niemniej drużyna i tak schodziła wściekła z murawy, głównie przez fakt wybicia jej z rytmu przez pana z gwizdkiem. Krapkowiczanie z kolei mieli podwójny powód do zadowolenia. Raz, że przyjechali do Namysłowa bez sporej grupy ważnych zawodników, a dwa, że zanotowali pierwszą wygraną ze Startem w historii na stadionie przy Pułaskiego. A o tym, co w szczegółach wydarzyło się we wtorkowe późne popołudnie, piszemy w kolejnych akapitach.

Pierwsze 45 minut nie zachwyciło niewielkiej grupy kibiców, którzy zasiedli na Stadionie Sportowym w naszym mieście. Niewiele się na murawie działo, choć odrobinę więcej chęci do gry wykazywali goście. Nie mieli jednak poza jedną znakomitą sytuacją wielu argumentów w tym, aby postraszyć skupionych na destrukcji graczy trenera Damiana Zalwerta. KS częściej od namysłowian wykonywał stałe fragmenty gry, ale one generalnie także niczym nie skutkowały. Składając ciekawe sytuacje w tej partii w jedną całość, doliczyliśmy się takowych trzech. Pierwsza z nich miała miejsce w 24’ i była to akcja miejscowych. Po dobrym rozegraniu rzutu wolnego Krystian Błach zagrał do Sarnowskiego, a ten wrzucił „kulę” za plecy krapkowickich obrońców, do zamykającego atak P.Pabiniaka. Nasz super-snajper uderzył lewą nogą z woleja na krótki słupek, ale trafił jedynie w boczną siatkę. W rewanżu (28’) po dośrodkowaniu z prawego sektora boiska do strzału głową na 8 metrze doszedł Wojtasik i uderzył tuż przy słupku. Ale fenomenalną interwencją popisał się Zacharski i po obiciu jej poza linię końcową, de facto uratował nas przed stratą gola. Natomiast w 43’ P.Pabiniak złamał z piłką akcję do środka boiska i huknął z 16 metrów w kierunku bliższego słupka. Zmierzającą do bramki futbolówkę Cyganik w ostatniej chwili efektowną robinsonadą zdołał wypchnąć poza obrys bronionej świątyni. To też mógł być gol, gdyby nie popisowa interwencja bramkarza.

W szatni obie jedenastki wysłuchały stosownych zaleceń pod kątem drugiej części zawodów. W naszym obozie trener mógł być zadowolony z realizacji zadań defensywnych i pewnie na drugą połowę nie było zbyt dużej korekty. Trudno powiedzieć, jaki plan nakreślił natomiast swoim podopiecznym Łukasz Wicher, na pewno jednak jego piłkarze pozytywnie go zaskoczyli.

Najpierw zaatakowali namysłowianie. Już w 46’ po rozegraniu autu Smolarczyk podał piłkę Szczygłowi, który wyłożył ją na 23 metr do P.Pabiniaka. Patryk uderzył mocno, ale bardzo nieprecyzyjnie, więc Cyganik nawet nie pokazał po sobie emocji, że go ta próba ruszyła. Za moment namysłowianie podnieśli na moment ręce w geście radości, tyle, że szybko je opuścili. W 48’ Szczygieł przeprowadził efektowny atak prawą flanką i dośrodkował do P.Pabiniaka, który opanował piłkę klatką piersiową i efektownie uderzył do siatki. Ale arbiter liniowy dość zdecydowanie zasygnalizował pozycję spaloną i gol nie został uznany. Szkoda, że nie wyszliśmy na prowadzenie, ale większy smutek zapanował dwie minuty później (50’), bo to krapkowiczanie cieszyli się z gola. Arbiter podyktował dość kontrowersyjnego karnego za zagranie ręką Ciupy (nabitego z odległości metra), którego pewnym uderzeniem przy słupku wykorzystał weteran Rychlewicz. Start próbował odpowiedzieć w 54’, po tym jak do dobrego dośrodkowania Ciupy (z prawej strony) doszedł na 8 metrze Smolarczyk. Szkoda jednak, że w naprawdę dobrej sytuacji nasz atakujący główkował obok słupka. Za chwilę (57’) P.Pabiniak próbował swoich sił z rzutu wolnego, tyle, że jego uderzenie z 25 metrów poszybowało metr nad bramką Cyganika. Z kolei w 61’ dośrodkowana na 15 metr piłka trafiła do Kamila Błach, który niepotrzebnie główkował, zamiast próbować przyjąć i spróbować stworzyć zagrożenie strzałem nogą. Start w tym okresie podejmował próby wyrównania, ale brakowało skuteczności. W 63’ namysłowianie przeprowadzili doskonały atak. Szczygieł zagrał w pole karne między dwóch obrońców KS-u i tam w idealnej sytuacji znaleźli się bracia bliźniacy Błach. Niestety, w decydującym momencie wzajemnie sobie przeszkodzili i w efekcie żaden nie strzelił w bramkę. 77’, to także szarża namysłowian. Po akcji prawym sektorem boiska Biczysko zagrał do P.Pabiniaka, a ten dośrodkował wzdłuż krapkowickiej bramki. Mogliśmy tylko żałować, że zamykający na 3 metrze akcję Kamil Błach nie sięgnął piłki. Z kilku dobrych i bardzo dobrych szans nie wykorzystaliśmy żadnej, więc kibice chyba niespecjalnie się zdziwili, że w końcówce gola strzelili… rywale. W 83’ po kontrze gości i kolejnym tego dnia błędzie arbitra (zastosował korzyść, której nie było) do piłki na 20 metrze doszedł Płóciennik i płaskim strzałem pokonał Zacharskiego. To podłamało namysłowian, którzy nim usłyszeli ostatni gwizdek, stracili jeszcze trzeciego gola. W 87’ po rozegraniu rzutu rożnego do główki na 7 metrze doskoczył Wojtasik, znajdując sposób na próbującego interweniować „Zachara”. I na tym emocje wtorku właściwie się zakończyły.

Drugą część gry można określić mianem przewrotnej. Bo w tym okresie czerwono-czarni wypracowali sobie kilka okazji, ale byli na bakier ze skutecznością. Tą natomiast zdecydowanie popisali się goście z Krapkowic, choć w ich grze nie widać już było takiej determinacji w prowadzeniu spotkania, jak w pierwszej części. To było wyrównane 45 minut, ale ostatecznie goście wypunktowali nas niczym rasowy bokser i stąd ich pomeczowa radość ze zwycięstwa. Osobną kwestią jest praca arbitra, Pana Dymitra Zubala, który momentami sprawiał wrażenie obecnego-nieprzytomnego. Kilka błędnych decyzji mocno zirytowało gospodarzy. Tym większa była nasza irytacja, że w dwóch przypadkach zakończyło się to stratą goli. Mówi się, że tak się gra jak przeciwnik pozwala, tyle, że we wtorek w największym stopniu nie pozwalał nam grać pan z gwizdkiem…

Mecz z krapkowiczanami jest już historią, ale przed nami jeszcze trzy spotkania kończącego się sezonu 2017/18. Trzeba jak najszybciej oczyścić głowy, aby w najbliższą sobotę podjąć realną walkę o zwycięstwo z kędzierzyńskim Chemikiem, który zawita na nasz wysłużony obiekt. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy