Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Utrzymani!

Odsłony: 1880

Nie było po sobotniej, IV-ligowej kolejce, bardziej zadowolonego ośrodka piłkarskiego niż ten namysłowski. Start wygrał bowiem mecz na trudnym terenie w Strzelcach Opolskich, co było warunkiem podstawowym do analizy rozstrzygnięć na innych stadionach. W przedmeczowej zapowiedzi informowaliśmy, że jeśli czerwono-czarni pokonają w gościach Piasta, a dodatkowo Sparta Paczków przegra, a MKS Gogolin nie wygra, to definitywnie zagwarantuje sobie utrzymanie. No i okazało się, że przeciwnicy zagrali pod nas, bo wszystkie trzy warunki zostały spełnione. A to oznacza, że na cztery kolejki przed końcem rywalizacji Start Namysłów zapewnił sobie matematyczną prolongatę IV ligi na sezon 2018/19! Radość czerwono-czarnych tuż po końcowym gwizdku była więc w pełni uzasadniona, gdyż w dwóch poprzednich sezonach aż tak różowo nie było. Nasi fani doskonale pamiętają, że zarówno w kampanii 2015/16 oraz 2016/17 chłopcy do ostatniej kolejki bili się o uniknięcie degradacji do okręgówki i za każdym razem bili się skutecznie. Teraz złapaliśmy głęboki oddech, bo już nikt i nic nam nie grozi. Nie znaczy to jednak, że teraz chłopcy spoczną na laurach, bo ich cele poddane zostały jedynie lekkiej korekcie. Główny cel został osiągnięty, ale warto byłoby się pokusić o wyśrubowanie obecnego (39 pkt.) wyniku. Niektórym z kibiców przypomniała się pewnie sytuacja z edycji 2014/15, gdy NKS zapewnił sobie IV-ligowy byt na 5. kolejek przed końcem sezonu, a potem wszystkie mecze przegrał. Tego chcielibyśmy jako kibice zdecydowanie uniknąć, aby nie uleciało dobre wrażenie, jakie drużyna sprawia obecnej wiosny. I tego zamierza też uniknąć bogatszy o wspomniane doświadczenia trener Damian Zalwert, który prowadził wówczas namysłowian. A skoro nic dwa razy się nie zdarza, to wypada nam tylko trzymać kciuki za kolejne sukcesy. Ale wróćmy do clou soboty, czyli strzeleckiej rywalizacji. Zwycięstwo na boisku wyżej notowanego przeciwnika cieszy w dwójnasób, ale aby satysfakcja była pełna, poznajcie kulisy wywalczenia przez Start wygranej 2-1.

Mecz nie zaczął się ze szczególnymi boiskowymi fajerwerkami i generalnie 90 minut dla zgromadzonych kibiców nie było szczególnie zachwycające. Walki jednak zwłaszcza Startowi nie można było odmówić. Początek był dość spokojny, natomiast pierwszą ciekawą akcję obejrzeliśmy w 8’. Wtedy jednak po rzucie rożnym gospodarzy, dobrze dośrodkowaną futbolówkę z głowy jednego z atakujących Piasta zdjął Ciupa. W odpowiedzi (10’) Start zaatakował i… mogliśmy tylko żałować, że futbolówka nie wpadła do bramki. A powinna, bo najpierw z lewej strony piłkę wywalczył P.Pabiniak, wjechał z nią do środka, mijając dwóch rywali, po czym mocno uderzył z 12 metrów. Golkiper miejscowych intuicyjnie odbił „kulę” przed siebie, a do dobitki na 7 metrze doskoczył Świerczyński. Szkoda jednak, że przy „poprawce” został zablokowany przez strzeleckiego stopera i golowa okazja przepadła. Za chwilę P.Pabiniak przejął piłkę po szybkiej akcji miejscowych, rozegranej na dwa podania. Piłka powędrowała do przodu, gdzie Krystian Błach znalazł podaniem na środku Smolarczyka, a Kamil wykonał parę kroków z futbolówką przy nodze i z 19 metrów mocno uderzył na bramkę. Mimo desperackiej próby interwencji, Olechnowiczowi nie udało się zatrzymać precyzyjnego strzału i mogliśmy się cieszyć z objęcia prowadzenia! Gospodarze zaskoczeni takim obrotem sprawy chcieli się szybko zrewanżować, jednak poza próbami ataków naszego przedpola, niewiele treściwego z tego wynikało. W 23’ Gordzielik przejął prostopadłe podanie i miał dużo miejsca przed namysłowską szesnastką do oddania strzału. Obrócił się z piłką, ale fatalnie uderzył, więc Zacharski nawet nie musiał interweniować. Zapędzający się częściej pod bramkę w tym okresie gospodarze w 27’ doprowadzili do wyrównania. Futbolówkę na prawej flance dostał szybki Weiss, który najpierw łatwo ograł Krystiana Błach, a za chwilę uderzył po ziemi z prawego narożnika szesnastki. Strzał nie był mocny, ale precyzyjny, gdyż piłka wpadła w dalszy róg bramki próbującego interweniować „Zachara”. Mecz zaczynał się więc niejako od początku. Waleczni namysłowianie w parę minut uporządkowali grę, próbując opanować boiskową sytuację. W 33’ zrobiło się jednak nieprzyjemnie, po tym jak do górnej piłki wyskoczyli Ptak z Weissem. Nasz pomocnik w ferworze walki trafił łokciem niższego od siebie gracza a ten padł na murawę zalany krwią, gdyż rozbił mu łuk brwiowy. Zdenerwowani gospodarze domagali się pokazania Adrianowi kartki, ale arbiter zakwalifikował to zdarzenie jako przypadkowe. Start w kolejnych minutach będąc przy piłce, wyjątkowo spokojnie i powoli rozpoczynał ataki ze swojej połowy, a Piast niespecjalnie mu w tym przeszkadzał, nie zakładając żadnego pressingu, co niespecjalnie podobało się kibicom. Trybuny ożywiły się dopiero w końcówce, po tym jak tuż przed polem karnym Jys sprowadził do parteru Szczygła i sędzia podyktował rzut wolny w odległości 17 metrów od bramki Olechnowicza. Do piłki podszedł Patryk Pabiniak i kapitalnym strzałem w okienko ponownie dał Startowi prowadzenie. Bramkarz Piasta próbował jeszcze efektowną robinsonadą odbić piłkę, ale ta była bita zbyt precyzyjnie, aby ją sięgnął. W przedłużonym czasie gry strzelczanie mieli jeszcze stały fragment gry z lewej strony pola karnego, gdy Sarnowski nieprzepisowo powstrzymał jednego z rywali. Ale uderzenie Strzeleckiego (45+3’) poleciało metr nad bramką i za chwilę zawodnicy zostali zaproszeni do szatni.

Pierwsze 45 minut nie toczyło się w szybkim tempie. Można było odnieść wrażenie, że obie jedenastki oszczędzają siły w duchocie, która nawiedziła miasto gospodarzy spotkania. Walki oczywiście trudno jednym i drugim odmówić, ale nie przekładało się to na sytuacje bramkowe. De facto z czterech klarownych okazji padły trzy gole, więc możemy mówić o wyjątkowej skuteczności w tej części. Sympatycy Piasta liczyli, że po zmianie stron ich drużyna ruszy na czerwono-czarnych i odwróci losy meczu, ale drugie 45 minut było w ich wykonaniu jeszcze bardziej bezbarwne. Start też nie zamierzał szafować siłami, skupiając się raczej na solidnej grze w tyłach, więc koniec końców sytuacji było jak na lekarstwo.

Druga partia zaczęła się z przytupem, bo w 51’ miejscowi powinni remisować. Powinni, ale nie remisowali, bo fatalnie zachował się Gordzielik, który po dograniu piłki na nos z prawej strony przez Weissa, fatalnie główkował z 7 metrów. A dodać trzeba, że atakujący Piasta miał mnóstwo miejsca i czasu, aby zapytać Zacharskiego, w który róg ma strzelać. Niebawem (58’) Karabin znalazł trochę miejsca przed polem karnym i z 20 metrów kąśliwie uderzył przy słupku. Namysłowski bramkarz był jednak czujny i dzięki swojej szybkiej reakcji zdołał odbić piłkę do boku. Niektórzy z kibiców zaczęli szyderczo komentować sytuację z 65’, jako najciekawszą po przerwie. A była nią… mini-trąba powietrzna, która znikąd powstała na lekkoatletycznej bieżni okalającej murawę i przesuwała się wzdłuż boiska. W pewnym momencie wir przegonił jednego z naszych rozgrzewających się zawodników tuż za bramką, po czym ruszył do sąsiadującego ze stadionem parku. Przez kilkadziesiąt sekund kibice odwrócili uwagę od boiska, ale za chwilę znów można było skupić się tylko na zielonej trawie. Tyle, że naprawdę niewiele się na niej działo, głównie dzięki uważnej grze na swojej połowie Startu. W 72’ P.Pabiniak ponownie stanął przed wykonaniem rzutu wolnego, tym razem z 25 metrów. Ale strzelił metr nad bramką Piasta. Dużo groźniejsza była natomiast próba z akcji naszego snajpera w 75’. Wtedy to P.Pabiniak oddał mocny i celny strzał z prawego narożnika szesnastki, ale równie dobrze zachował się Olechnowicz i zdołał zapobiec nieszczęściu. W kolejnych minutach oglądaliśmy boiskowy klincz, który w 86’ postanowił przerwać Dzikamai Gwaze. Czarnoskóry gracz Piasta dostał świetne podanie na 4 metr, przy prawym słupku (patrząc z perspektywy atakującego Piasta) i z pierwszej piłki posłał bombę w naszą bramkę. Zacharski jednak intuicyjnie zasłonił ciałem tę część świątyni, gdzie uderzył rywal i uratował nas przed niechybną stratą gola. Piłka po odbiciu spadła jeszcze pod nogi weterana Chojnowskiego, którego strzał z 11 metrów zablokowali namysłowscy stoperzy. To była bardzo groźna sytuacja, ale udało się Startowi z niej wybronić. A już w przedłużonym czasie gry Sarnowski posłał kapitalne crossowe podanie z prawej strony do wbiegającego w szesnastkę Świerczyńskiego, który po kontakcie z rywalem padł na murawę. O karnym nie mogło być jednak mowy i arbiter kazał kontynuować mecz, który zakończył kilkadziesiąt sekund później.

W drugiej części Start poza groźnym strzałem P.Pabiniaka, praktycznie nie zagroził miejscowym. Piast z kolei zaprzepaścił dwie setki. Ale nie oznacza to, że gospodarze narzucili nam swoje warunki gry, bo mecz zrobił się w tym okresie nieciekawy. Start szachował grą w destrukcji rywala, a ten nie znajdował za bardzo sposobu, aby dobrać się rywalowi do skóry. Właściwie kontrolowaliśmy przebieg sobotniej rywalizacji i po końcowym gwizdku zasłużenie zainkasowaliśmy komplet punktów. Piast może mieć pretensje głównie do siebie, że nie naciskał gości, gdy Ci operowali piłką. A skoro prowadziliśmy, to zespół nie widział powodu, aby zwiększać nacisk na grę w ofensywie. I w taki sposób partia szachów w drugich 45 minutach dobiegła końca.

Zwycięstwo dało nam wspomniane na wstępie utrzymanie, co spotkało się ze zrozumiałą radością drużyny. A sukces jest tym cenniejszy, że w defensywie zagraliśmy w eksperymentalnym zestawieniu, bowiem obaj podstawowi stoperzy zgłosili przed meczem niedyspozycję (Żołnowski miał problemy z nadgarstkiem, natomiast J.Adrian kłopoty żołądkowe). Ich miejsce zajęli rezerwowy na co dzień Ciupa oraz Ł.Pabiniak, nominalnie boczny obrońca i kapitan drużyny w jednej osobie. No i z zadaniem poradzili sobie bardzo pewnie. W drogę powrotną chłopcy wraz ze sztabem trenerskim udali się w doskonałych humorach i wesoły autobus późnym wieczorem zameldował się w Namysłowie. Chłopcy zapowiadają jednak, że choć misję utrzymania wypełnili, to na laurach nie osiądą. A będą to chcieli pokazać na swoim boisku już we wtorek, kiedy to w zaległym spotkaniu podejmą czwarty w tabeli KS Krapkowice. [KK]

P.S. Zdjęcie na stronie głównej wykonała Pani Agnieszka Michalska z Częstochowy.

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy