Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Punkt, to punkt

Odsłony: 2360

Pierwsze reakcje po usłyszeniu końcowego wyniku z Olesna, były dla kibiców namysłowskiego Startu lekko rozczarowujące. Skoro bowiem wiosną OKS jeszcze meczu na boisku nie wygrał, to spodziewano się, że czerwono-czarni tę przeszkodę pokonają. Tymczasem skończyło się wynikiem 0-0 i dopisaniem przez obie jedenastki po jednym „oczku” do wciąż skromnego dorobku w IV-ligowej tabeli. Czy jednak remis jest w gościach rozczarowujący? Biorąc pod uwagę przebieg zawodów – nie możemy narzekać. Owszem, gospodarze nie zaprezentowali się olśniewająco, niemniej kilka okazji stworzyli. Ale uczciwie sobie powiedzmy, że podobnie wyglądała gra podopiecznych trenera Damiana Zalwerta. Dlatego też nie powinniśmy narzekać. Punkt, to punkt. Poza tym stadion w Oleśnie dotychczas kojarzył nam się wyłącznie źle – w 9-ciu wcześniejszych meczach zapunktowaliśmy tylko jeden raz, wygrywając 2-1 we wrześniu 2014 roku. W pozostałych 8 przypadkach notowaliśmy tylko porażki. Dlatego zamiast narzekać, należy być usatysfakcjonowanym, że na nieprzyjaznym dla nas terenie wywalczyliśmy pierwszy IV-ligowy remis. Nikt na boisku nie odpuszczał, walka toczyła się głównie w środkowej strefie, choć zdecydowanie OKS i Start stworzyły za mało podbramkowych emocji. Ale o tym, co w szczegółach wydarzyło się przy ulicy Wachowskiej piszemy w kolejnych akapitach.

Już pierwsze minuty meczu pokazały, że wiejący na jedną ze stron wiatr może być elementem wspierającym grę ofensywną. I tak też się w pierwszym kwadransie stało za sprawą gospodarzy, którzy wypracowali niewielką przewagę, będąc przy okazji drużyną częściej przebywającą na połowie przeciwnika. W 5’ po zagraniu z głębi pola piłka trafiła do Hobera, który ruszył na bramkę. W bocznym sektorze szesnastki Zacharski chciał go uprzedzić, ale minął się z piłką. Ostatecznie zagranie przed bramkę trafiło do jednego z naszych stoperów, który wyjaśnił sytuację dalekim wybiciem do przodu. Niebawem (7’) spod lewej linii autowej, blisko środka boiska, na mocne dośrodkowanie zdecydował się Meryk. Futbolówka poleciała jednak prosto w rękawice Zacharskiego. Z kolei w 11’ Zieliński przytomną interwencją uprzedził Flaka, który podobnie jak kolega wcześniej, także dostał piłkę z głębi pola. W 14’ miejscowi cieszyli się nawet przez chwilę z gola, ale został on szybko anulowany z uwagi na pozycję spaloną Hobera, który z kilku metrów celnie główkował. Akcja poprzedzona była dalekim wyrzutem piłki z autu (celował w tym szczególnie Jeziorowski) i przedłużeniem do oleśnianina grającego z numerem 5 na koszulce (to wspomniany Wojciech Hober). Mogło być groźnie również w 17’, jednak po wrzutce za plecy namysłowskich obrońców, najpierw Hober źle przyjął futbolówkę, a ułamek sekundy później przy próbie strzału z 15 metrów Dębski został zablokowany. Start odpowiedział w 21’, gdy z rzutu wolnego (prawa strona boiska) Świerczewski dośrodkował, a Ł.Pabiniak w momencie uderzenia intensywnie reklamował powstrzymanie piłki ręką przez jednego z oleskich obrońców. Arbiter nakazał jednak kontynuację gry. Za moment Smolarczyk (22’) wjechał z „kulą” przy nodze na linię szesnastki, gdzie próbował znaleźć sobie miejsce do uderzenia. Jednak wobec asysty trzech przeciwników w końcu nierówny pojedynek przegrał. Z kolei w 24’ po centrze ze stojącej piłki, wybiegający z bramki Sładek interweniował mocno nietypowo, bo nakrył piłkę… nogami. Także seria trzech kolejno bitych kornerów przez Start nie wniosła zmiany rezultatu. Gdy na stoperze upływało pół godziny gry Sarnowski wszedł z prawej flanki w pole karne, po czym rzucił piłkę do Biczysko, a ten klatką piersiową odegrał do stojącego przed nim Smolarczyka. „Smolar” został zastopowany na 7 metrze przez golkipera, ale wcześniej liniowy pokazał, że jest na ofsajdzie. W 31’ powinniśmy natomiast objąć prowadzenie, gdy po świetnej akcji ze środka Biczysko zagrał na lewo do Świerczyńskiego, który znalazł się w szesnastce „sam na sam” ze Sładkiem. Nasz młody pomocnik przegrał jednak pojedynek i mogliśmy tylko westchnąć. To był okres kilku minut przewagi Startu, zakończony w 33’ zagraniem Biczysko do Smolarczyka, który jednak źle przyjął „kulę”. OKS ponownie zaatakował w 34’, gdy Hober otrzymał kolejną prostopadłą piłkę i dobiegł z nią przy nodze do lewego narożnika szesnastki, po czym kąśliwie strzelił po długim słupku. Czujny Zacharski wyciągnął się jednak jak struna i odbił kulę na rzut rożny. Z kolei w 37’ zagranie Skowronka z 40 metra na prawo trafiło do Flaka, który łatwo zwiódł przy linii końcowej Zielińskiego i zagrał przed bramkę do Hobera. Najlepszy gracz Olesna uderzył jednak z woleja (11 metrów) 2 metry obok słupka. Było groźnie. Nasz zespół odpowiedział akcją Smolarczyka, który z prawej strony zagrał do środka szesnastki. Kamil mógł to rozwiązać lepiej, bo z lewej strony Świerczyński był zupełnie osamotniony. W przedłużonym czasie gry (45+1’) Zacharski po dalekim wykopie z głębi pola przeciwników uprzedził na 14 metrze szarżującego Hobera. Natomiast w 45+2’ po wrzutce z rzutu rożnego Jeziorowski wpadł z impetem na interweniującego Zacharskiego i sędzia odgwizdał faul.

W pierwszej części oba zespoły skupiły się na walce w środkowej strefie boiska, natomiast podbramkowych sytuacji wiele nie stworzyły. Początkowe piętnaście minut były ciekawsze w wykonaniu gospodarzy, którzy częściej operowali piłką na namysłowskiej połowie. Ale potem mecz się wyrównał, a był też kilkuminutowy okres wyraźnego nacisku ze strony Startu. Bramki jednak nie padły.

Druga część zaczęła się od akcji z 51’, po tym jak z rzutu wolnego piłkę dorzucił Meryk, a minął się z nią na 7 metrze Zacharski. Na szczęście przytomność zachował Ciupa i wybił na korner. Odpowiedział w 52’ Ptak strzałem z dystansu (38 metrów), choć mocno niecelnym. W 57’ powstało przed oleskim polem karnym zamieszanie, ale ostatecznie piłka trafiła pod nogi Szczygła, który minął jednego obrońcę i z 13 metrów huknął nad bramką. To była niezła sytuacja, ale ewidentnie brakło Szymkowi precyzji. Z kolei w 69’ z lewej strony z rzutu wolnego idealnie dośrodkował na 8 metr Drapiewski. Tam z obrońcą przepchnął się Żołnowski i oddał strzał na wślizgu. Szkoda jednak, że „kula” poleciała tuż nad poprzeczką, bo gdyby strzał poszedł w światło bramki, to Start miałby pewnie powody do radości. Za chwilę po przechwyceniu „skóry” przez Świerczyńskiego i podaniu do Kamila Błach, ten ostatni z 30 metrów uderzył nad poprzeczką. Mecz w tym okresie był mało ciekawy, a akcje podbramkowe rzadkie. W 72’ to jednak Olesno mogło nam zadać bolesny cios. Po stracie z przodu Kamila Błach, rywale podawali sobie piłkę na prawym sektorze i ta w końcu trafiła do Hobera. Niewysoki atakujący żółto-niebieskich wjechał z nią w pole karne, po drodze mijając obu namysłowskich stoperów. Na szczęście na 10 metrze, gdy składał się do strzału, zastopował go zdecydowanym wejściem Ł.Pabiniak i można napisać, że była to interwencja meczu. Niebawem (75’) Dębski na lewej stronie znalazł podaniem Hobera, a ten doszedł z piłką do linii szesnastki i mocno strzelił. Ale w środek bramki i Zacharski mógł ją pewnie zatrzymać. W rewanżu Kostrzewa z lewej flanki dobrze zagrał przed oleską świątynię, gdzie jednak czyhających na „kulę” Świerczyńskiego i Kamila Błach uprzedził interweniujący Sładek. Ostatnie minuty bardziej przypominały B-klasową grę na chaos, niż mecz IV ligi. Dużo strat, niedokładności i wybijanych w górę piłek. Przerwali to gospodarze w 87’ gdy po wrzutce z kornera Dębskiego, „Zachar” zanurkował, ale nie złapał piłki. Czujny był jednak Żołnowski i nie patyczkując się, wywalił ją do przodu. Natomiast ostatnią wartą odnotowania akcją była ta z 90+2’. Wtedy to Sarnowski na fantazji nawinął trzech przeciwników, ale czwarty go już w szesnastce zastopował. I na tym emocje w Oleśnie się zakończyły.

To nie był mecz, który będziemy długo pamiętali. Poziom co najwyżej przeciętny, choć obu ekipom nie można było odmówić zacięcia i waleczności. To jednak okazało się w sobotę za mało, aby futbolówka choć raz wpadła między słupki. Gospodarze skupieni byli głównie na dogrywaniu piłek do posiadającego wysokie umiejętności Hobera. Ten jednak często w pojedynkę niewiele mógł zrobić. Namysłowianom też jednak zabrakło przysłowiowych armat i po prawdzie serca mocniej nam zabiły raptem kilka razy. Walka w środku pola i właściwie żadnej presji z obu stron przy wyprowadzaniu przez obrońców piłki z własnej połowy. Trudno, aby taka rywalizacja mogła się podobać. Może i odrobinę psioczymy, ale faktem jest, że z punktu wywalczonego w Oleśnie jesteśmy zadowoleni. Skoro bowiem nie można było wygrać, to należało zrobić wszystko, aby nie przegrać. I ten cel został osiągnięty. W tabeli nasza sytuacja nie zmieniła się, ale przewaga nad miejscem zagrożonym spadkiem stopniała do dwóch „oczek”. Dlatego najbliższy pojedynek z LZS-em Gronowice zapowiada się jako arcyważny. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy