Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Podjęli walkę

Odsłony: 2584

Sobotni mecz w Namysłowie jawił się jako spotkanie o najwyższym współczynniku trudności. Po derbowej porażce z głuszyńskim liderem (0-2) na Stadion Sportowy przy Pułaskiego zawitała ekipa Małejpanwi Ozimek. Ekipa, która w obecnych rozgrywkach spisuje się więcej niż dobrze i która od niemal dwóch sezonów prezentuje nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę nożną. Do tego „Hutnicy” pojawili się w naszym mieście w roli „Rycerzy Wiosny” i wcale nie zamierzali abdykować. Faworyzowani goście sięgnęli po 3 punkty, strzelając czerwono-czarnym 3 bramki. Dla podopiecznych Dariusza Kaniuki to akurat wiosenna norma. Tym samym drugi mecz z rzędu kończymy bez żadnej zdobyczy punktowej, co może nieco smucić. Na pewno jednak nie załamuje, bowiem wpadki z dwoma czołowymi zespołami ligi, to nic dyskredytującego. W meczu przeciw Ozimkowi widzieliśmy kilka promyków nadziei na to, że w kolejnych tygodniach jest szansa nawiązania do pięknego początku wiosny. Bo o ile przeciw Agroplonowi nie mieliśmy w ofensywie zbyt wielu argumentów, to już w sobotę nie wyglądało to źle. Wyglądało nieźle (czytaj: w ofensywie) i stąd dwie bramki w siatce stojącego między słupkami Lecha. A gdyby w jednej ze spornych sytuacji arbiter przychylił się do boiskowej opinii piłkarzy Startu, to kto wie czy zamiast porażki 2-3, nie skończylibyśmy meczu z dużo korzystniejszym wynikiem? Czas sprawdzić, co wydarzyło się na murawie i jak doszło do porażki z najlepszą IV-ligową drużyną na Opolszczyźnie w 2018 roku.

Obiecująco zaczęli gospodarze, którzy w 2’ znaleźli się pod bramką Małejpanwi. Konkretnie P.Pabiniak, który dobiegł z piłką do 20 metra, ograł przy okazji dwóch rywali i uderzył sprzed pola karnego. Futbolówka przeleciała jednak metr obok bramki. W odpowiedzi (4’) goście… podcięli nam skrzydła, w pierwszej swojej akcji lokując „kulę” w namysłowskiej siatce. Rywale po bardzo dobrze wyprowadzonej szarży, gdzie Kamiński znalazł podaniem Zylę, mogli zdobyć gola. Ale po strzale tego ostatniego i odbiciu od nogi jednego z namysłowian, wywalczyli korner. Z niego dośrodkowanie spadło na głowę stojącego na 5 metrze Stępnia, który pewnie pokonał Zacharskiego. Znów tracimy bramkę w pierwszych fragmentach meczu i na pewno miało to spore znaczenie na dalszy przebieg rywalizacji, mimo, że przez kolejny kwadrans pomarańczowo-czarni nam specjalnie nie zagrozili. Osiągnęli jednak przewagę w polu. W 19’ po rzucie wolnym Startu goście przejęli piłkę i wyszli z kontratakiem, po którym na strzał w finalnym momencie zdecydował się Grześkiewicz. „Skóra” jednak po rykoszecie o pół metra minęła namysłowską świątynię. W odpowiedzi (23’) Kostrzewa przechwycił futbolówkę w środku pola i znalazł podaniem Świerczyńskiego. Maciek oszukał jednego z rywali, podciągnął do linii szesnastki i uderzył pod poprzeczkę. Golkiper z Ozimka świetną interwencją odbił ją jednak poza linię końcową. Goście odgryźli się sytuacją z 25’, gdy po wrzutce z prawej flanki na głowę Stępnia, ten z 8 metrów uderzył metr obok słupka. Ostatnią godną odnotowania sytuacją sprzed przerwy była ta z 38’. Dodajmy, zakończona pięknym trafieniem na remis. Start przeprowadził płynny atak prawą stroną, skąd Sarnowski zagrał w pole karne do Świerczyńskiego. „Świru” wycofał „kulę” na 23 metr do Ptaka, a ten kapitalnie uderzył z pierwszej piłki i ta wylądowała w okienku bramki Lecha! Gol z serii „stadiony świata”, który ucieszył nie tylko strzelca, ale i namysłowską publikę. W kolejnych minutach na murawie był spory spokój, więc do szatni obie jedenastki zeszły przy remisie 1-1. Remisie, z którego mimo wszystko bardziej zadowoleni byli gospodarze.

Źle zaczęliśmy ten mecz, tracąc gola w 4’. Do tego w kolejnych minutach Małapanew osiągnęła przewagę w polu, z rzadka pozwalając Startowi na przedostanie się pod swoją bramkę. Mimo trudności, namysłowianom udało się doprowadzić do wyrównania po kapitalnym trafieniu z dystansu Adriana Ptaka.

Na drugą część zespół został odpowiednio zmotywowany przez trenera Zalwerta, więc już po pierwszych minutach widać było, że przebieg gry nieco się zmienił. Rywale nie posiadali już tak wyraźnej przewagi, gdyż spotkanie nieco się wyrównało. Niemniej groźnie pod naszą bramką zrobiło się już w 48’. Wówczas Grześkiewicz po otrzymaniu piłki w polu karnym uderzył po ziemi i Zacharski musiał się mocno sprężyć, aby wybić ją przed siebie. W rewanżu (50’) Kostrzewa dostał na prawej flance piłkę od Ł.Pabiniaka, po czym dośrodkował w ozimską szesnastkę. Futbolówka przefrunęła obok obrońcy i blisko szczęścia znalazł się Szczygieł. Naszego młodego atakującego uprzedził jednak golkiper. Z kolei w 53’ Start Namysłów stanął przed doskonałą szansą na objęcie prowadzenia. Z prawej strony dorzucił „kulę” P.Pabiniak na dalszy słupek do Szczygła. Szymek uderzył z 5 metrów, ale nieczysto i tylko dzięki temu Lech zdołał zapobiec nieszczęściu. Z kolei w 58’ padła bramka-niewidka. Dla Startu, co ucieszyło kibiców, ale tylko na chwilę. Chwilę przed radością P.Pabiniak otrzymał podanie od Biczysko, złamał z „kulą” przy nodze do środka i huknął z 16 metrów. Ta odbiła się od poprzeczki, następnie od murawy i wyszła w pole. W tym momencie strzelec i pozostali gracze ofensywni czerwono-czarnych rzucili się do arbitra z informacją, że futbolówka w momencie odbicia od ziemi przekroczyła linię całym obwodem, ale arbiter nie zamierzał wnosić korekty i nakazał grać dalej. Poirytowało to nie tylko naszych piłkarzy, ale i kibiców Startu stojących na wysokości linii końcowej, którzy zgodnie twierdzili, że „skóra” bezdyskusyjnie odbiła się za linią. To jednak nie miało żadnego znaczenia. A raczej miało o tyle, że nadal był remis 1-1… Trzeba było zacisnąć zęby i grać dalej. W 65’ Małapanew za sprawą Bieniasa chciała zaskoczyć uderzeniem z 40 metrów Zacharskiego, ale nasz goalie połapał się w zamiarach strzelca i przeniósł piłkę nad poprzeczką. Gorzej, że minutę później (66’) przegrywaliśmy 1-2. Tym razem po centrze z prawej strony Bienias już się nie pomylił, lokując piłkę w siatce głową z 8 metrów. Za chwilę (68’) P.Pabiniak dostał piłkę na lewej stronie i wjechał z nią w pole karne, gdzie wyłożył przed bramkę Małejpanwi. Żaden jednak z jego kolegów nie zdołał do niej doskoczyć i szansa przepadła. Z kolei w 70’ uderzenie z rzutu wolnego aktywnego zmiennika Bieniasa (25 metrów) nasz bramkarz z kłopotami odbił do boku. Nasz zespół starał się na ile potrafił, zagrozić bramce gości, tyle, że Ozimek dość uważnie starał się nas neutralizować. Chęci jednak po stronie Startu były. W 79’ po kolejnej ofensywnej akcji nadzialiśmy na jedną z kilku groźnych kontr, ale z przykrymi konsekwencjami. Prostopadłe podanie w pole karne trafiło do Bieniasa, który strzałem z 5 metrów pod poprzeczkę podwyższył na 3-1 dla „Hutników”. Wydawało się, że jest już po herbacie. Tym bardziej, że w 83’ Zacharski odbił z trudem do boku bardzo mocne uderzenie z 20 metrów Grześkiewicza. Ale w 86’ znów pojawiła się w naszym obozie nadzieja na korzystne rozstrzygnięcie, bowiem ponownie zdobyliśmy gola kontaktowego. Tym razem długie podanie Drapiewskiego trafiło do P.Pabiniaka, który przyjął piłkę, wygrał przebitkę z obrońcą i wpadł w szesnastkę, skąd uderzeniem z 11 metrów w krótki róg zaskoczył Lecha. Start ruszył jeszcze do przodu, tyle, że niewiele już wskórał.

Ostatecznie przegrywamy 2-3 po walce. W przekroju 90 minut Małapanew sprawiała nieco lepsze wrażenie i stąd w drogę powrotną zabrała komplet punktów. Naszemu zespołowi nie można było jednak odmówić walki. Przy stanie 1-1 mogliśmy żałować decyzji arbitra o nieuznaniu gola, który z naszej perspektywy padł. Bo wtedy mecz mógłby się zasadniczo inaczej potoczyć. Tymczasem w kolejnych minutach goście z Ozimka prawidłowo zinterpretowali sygnał ostrzegawczy Startu, sami dwukrotnie nas trafiając. Czerwono-czarnych stać było jeszcze na gola kontaktowego, a potem zabrakło czasu na coś więcej. Przegrywamy, ale nie załamujemy się i nie rozdzieramy szat. Gościom gratulujemy wygranej po dobrej grze. Małapanew potwierdziła, że ma ogromny potencjał, długimi fragmentami grając przyjemny dla oka futbol. My możemy mieć satysfakcję, że takiemu teamowi zdołaliśmy jednak uprzykrzyć życie i dwie bramki wpakować. I oby ten fakt zaprocentował w kolejnych, niezwykle ważnych pojedynkach z OKS-em Olesno oraz LZS-em Gronowice. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy