Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Bez ikry i atmosfery

Odsłony: 218

Na starcie rundy wiosennej namysłowscy kibice analizowali terminarz rundy rewanżowej i właściwie od początku (wzorem jesieni) ich uwagę szczególnie przyciągały dwa spotkania. Pierwsze, to ze względów kibicowskich pojedynek z kędzierzyńskim Chemikiem. Drugim natomiast było, z uwagi na derbowy charakter, starcie z Agroplonem Głuszyna. Jeszcze parę tygodni temu wydawało się, że walka dwóch zespołów, których „domem” jest namysłowski stadion, będzie miała swoją emocjonującą otoczkę nie tylko na boisku, ale i trybunach. Ale balon pękł, zanim zdążył się napompować. Głównym powodem była oczywiście zupełnie niezrozumiała decyzja prezesa Agroplonu, Pana Ryszarda Wołczańskiego, o tym, że na spotkaniu pojawi się tylko 50 widzów (według rozkładu: 40 z Głuszyny i 10 czerwono-czarnych). To, że interweniowały w tej sprawie (z prośbą o zmianę pomysłu) niemal wszyscy, od Startu Namysłów poczynając, poprzez działaczy Opolskiego Związku Piłki Nożnej, namysłowskiej i opolskiej Policji, a na burmistrzu Namysłowa kończąc, pisaliśmy w materiałach poprzedzających mecz. Ale Pan prezes pozostał nieugięty i z derbowej atmosfery nie zostało kompletnie nic już na starcie. Inna sprawa, że na meczu pojawiło się 90 kibiców, co oznacza pewnie ciąg dalszy nieodpowiedzialnego podejścia działaczy Agroplonu do narzuconych sobie samym, restrykcyjnych ograniczeń. Wypiąć się na całą kibicowską społeczność Namysłowa, wprowadzić swoje zasady i ich nie dotrzymać? Brzmi niedorzecznie, ale tak właśnie było, więc mamy nadzieję, że ta „samowolka” zostanie przez Wydział Bezpieczeństwa OZPN spacyfikowana. A w jaki sposób i z jakimi konsekwencjami, to już inna (na szczęście nie nasza) para kaloszy. Wróćmy jednak do meritum, czyli rywalizacji stricte boiskowej. To było przed meczem ostatnie miejsce, gdzie derby mogła uratować dobra i widowiskowa gra z obu stron. Ale tego też nie uświadczyliśmy, bo spotkanie było miałkie i bez jakości. Wygrał jednak faworyt z Głuszyny i to piłkarze prezesa Agroplonu mogą dumnie spoglądać na namysłowskich kolegów z boiska. O tym, jak przebiegał mecz i co doprowadziło do porażki Startu, piszemy w kolejnych akapitach.

Początek był dość wyrównany, a jako pierwsi pod bramkę ciekawie zawędrowali „goście” z Namysłowa. W 5’ po wymianie kilku podań Biczysko wyłożył piłkę na 17 metrze Ptakowi, który bardzo mocno huknął. Rozmus jednak z małymi problemami, ale odbił piłkę na korner. W odpowiedzi (8’) groźnie zrobiło się w naszej szesnastce. Po krótkim zagraniu Babiarz znalazł się sam przed Zacharskim, który jednak zastopował częściowo jego próbę, a zmierzającą do siatki piłkę wyekspediował w pole Ł.Pabiniak. Futbolówka ostatecznie znalazła się poza linią końcową i korner (10’) otrzymali gracze Agroplonu. Dośrodkowanie przed bramkę spowodowało niezły kocioł, w którym najprzytomniej odnalazł się Słupianek i pchnął ją w kierunku bramki, za chwilę tonąc w objęciach kolegów, jako zdobywca gola. Absolutnie nie mógł się z tym pogodzić solenizant Zacharski (w dniu meczu kończył 18 lat), który próbował wymusić na arbitrze, aby gola anulował, gdyż w jego (i kolegów z drużyny) mniemaniu interweniował na linii bramkowej. Pan Białowąs pozostał jednak nieugięty i wskazał na środek boiska, co oznaczało, że zanim mecz nabrał rumieńców, Start przegrywał już 0-1. Niebawem (12’) dośrodkowanie z lewej strony w wykonaniu jednego z przeciwników NKS-u trafiło na 10 metr, gdzie z woleja uderzył Fedota. Futbolówka jednak przeleciała nad namysłowską świątynią. Od tego momentu zaczęła się zarysowywać przewaga optyczna ekipy prowadzonej przez trenera Andrzeja Moskala, ale przez 10 minut nie miało to żadnego przełożenia na sytuacje podbramkowe. Dopiero w 23’ obejrzeliśmy kolejną interesująca akcję. Znów z wolej próbował swoich sił Fedota, ale został zablokowany przez Kubę Adriana i „kula” ostatecznie poleciała na rzut rożny. Z kolei w 26’ w namysłowskim polu karnym zrobiło się dużo groźniej. Najpierw Zacharski obronił strzał z bliska Żehaluka, a za moment poradził sobie z uderzeniem z 11 metrów kapitana rywali, Surowiaka. I znów mecz wytracił na kolejne minuty z tempem oraz jakością. Aż do 35’, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Żołnowskiego do piłki na 8 metrze doszedł J.Adrian. Nasz wysoki stoper próbował uderzyć głową, ale nie trafił zbyt czysto odrobinę za wysoko lecącej futbolówki i szansa na zatrudnienie Rozmusa przepadła. Dla odmiany w 39’ po dośrodkowaniu ze stojącej piłki do główki doszedł D.Czech, który jednak z 10 metrów posłał piłkę wysoko nad bramką NKS-u. Ostatni ciekawy atak miał miejsce przed przerwą w 43’. Wtedy to po niezłym rozegraniu piłki w narożniku boiska najpierw uderzył Świerczyński, a za chwilę Biczysko. Oba jednak strzały zablokowali głuszyńscy defensorzy na wysokości 16 metra.

Do przerwy mecz nie zachwycił. Po w miarę wyrównanej grze, w 10’ Słupianek zdobył bramkę w potężnym zamieszaniu i lider prowadził. Ale mimo, że w kolejnych minutach uzyskał przewagę w polu, to nie rzucił się z huraganowymi atakami na czerwono-czarnych. Raczej starał się utrzymywać przy piłce i wybijać z rytmu próbujących odwrócić sytuację namysłowian. Dwa razy z opałów wybronił nas Zacharski, natomiast po stronie aktywów Startu moglibyśmy co najwyżej zakwalifikować strzał z początku spotkania w wykonaniu Ptaka. A to zdecydowanie za mało, aby gracze Agroplonu mogli odczuwać jakikolwiek stres związany ewentualną utratą skromnego prowadzenia.

Sądziliśmy, że po instrukcjach odebranych przez czerwono-czarnych w szatni, w drugiej części nasi chłopcy spróbują odważniej zaatakować. Ale jeszcze dobrze nie weszliśmy w tą partię, a było już 0-2. W 48’ arbiter podyktował rzut wolny dla Agroplonu na 18 metrze. Namysłowski mur sędzia dość znacznie ponad normę „odstawił”, a dodatkowo Zacharski ustawił go tak, że przysłonił sobie strzelca. No i nim zorientował się w kierunku uderzenia Żehaluka, to futbolówka zatrzepotała w bramce. Znaleźliśmy się na przysłowiowych deskach, co w konfrontacji z liderem do absolutnego minimum ograniczało Startowi szansę na uzyskanie choćby remisu. Po godzinie gry (59’) po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i powstałym zamieszaniu, blisko uderzenia był Szczygieł. Tyle, że w ostatnim momencie uprzedził go interweniujący golkiper Agroplonu. Zadowoleni dwubramkowym prowadzeniem „gospodarze” nie zamierzali forsować tempa, ale Start i tak nie był w stanie tego faktu wykorzystać. Nasz zespół miotał się raczej z bezsilności, choć próby ataków oczywiście podejmował. W 65’ po wrzutce z prawego sektora boiska Mikulskiego sam przed Zacharskim znalazł się Babiarz. Wydawało się, że trzeci gol dla Głuszyny, to formalność, tymczasem „Zachar” kapitalną interwencją sparował strzał z 6 metrów na poprzeczkę. Kolejna ciekawa sytuacja, to ta z 72’, gdy po kolejnym kornerze głuszynian do piłki na 6 metrze dopadł Fedota. Mogliśmy jednak odetchnąć, bo atakujący rywali uderzył obok bramki. Do końca zawodów niewiele się na murawie działo. Mecz się wprawdzie wyrównał, ale nie było na murawie ani błysku w naszych poczynaniach, ani sportowej złości. W 85’ Świerczyński strzałem z rzutu wolnego (25 metrów) próbował zaskoczyć golkipera żółto-zielonych, ale ten w ostatnim momencie połapał się w jego zamiarach i piłkę zatrzymał. Jeszcze w 87’ szczęścia próbował Ł.Pabiniak. Tyle, że nasz kapitan strzelił ze stojącej na 20 metrze futbolówki metr nad poprzeczką „prostokąta” strzeżonego przez Rozmusa, nomen omen wychowanka namysłowskiego Startu.

Po zmianie stron szybko zdobyty gol przez Agroplon właściwie ustawił zawody. Zadowoleni z dwubramkowego zapasu „gospodarze” niespecjalnie chcieli iść za ciosem, ale mimo to parę okazji pod naszą bramką wykreowali. Start próbował się odgryzać, ale tego dnia ewidentnie brakowało nam pod bramką „armat”. Ofensywnie nasza gra kulała i dlatego też nie byliśmy w stanie wypracować „setki”, z której moglibyśmy zaskoczyć bramkarza lidera. Ostatecznie przegrywamy 0-2 i kończymy piękną serię zwycięstw. To nie jest jednak koniec świata. Przegraliśmy może i prestiżowe derby z głównym faworytem do III-ligowego awansu, ale to tylko przegrana bitwa. Wojna (czytaj: walka o utrzymanie) trwa nadal, więc nie ma co składać broni, tylko nabić karabiny przed sobotą i spróbować pokonać w kolejnej bitwie równie silną co lider Małapanew Ozimek. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy