Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Zwycięskie powitanie wiosny

Odsłony: 393

Dużo radości sprawili swoimi kibicom czerwono-czarni piłkarze, którzy w premierowej potyczce wiosny rozprawili się z sąsiadem w tabeli. Sukces Startu smakował nam tym bardziej, że nasi ulubieńcy wygrali w gościach, do tego w sposób dający generalnie powody do zadowolenia. Umiarkowanego co prawda, bowiem zdarzyły się w trakcie gry momenty przestojów, niemniej nie ma co wybrzydzać, skoro wygraliśmy 3-1 i dopisaliśmy sobie do dorobku niezwykle ważne 3 punkty. Co ciekawe, już do przerwy namysłowianie wypracowali sobie na tyle komfortową przewagę, że po zmianie stron mogli ją kontrolować. Tak też uczynili, choć trzeba wiedzieć, że sukces nie przyszedł nam tak łatwo, jak wskazywałby końcowy rezultat i kolejność trafień. O tym, co wydarzyło się na boisku Unii Kolonowskie i skąd nasze dobre nastroje, przeczytacie w kolejnych akapitach.

Zaczęło się dość niemrawo i przez premierowe kilkanaście minut na boisku nie wydarzyło się absolutnie nic. Tak, jakby obie jedenastki czekały na zdecydowany ruch rywala. Dopiero w 12’ kibice lekko się ożywili, gdy po dalekim przerzucie piłki przez naszych graczy na lewą stronę, ta dotarła do Świerczyńskiego, który od razu podał Smolarczykowi. Ten już w polu karnym znalazł jeszcze zagraniem na 8 metr Drapiewskiego, ale nasz skrzydłowy uderzył nieczysto. Za chwilę (14’) wspomniany Drapiewski po zagraniu wzdłuż linii szesnastki (zagrywał Świerczyński) strzelił około metr obok lewego słupka bramki strzeżonej przez M.Mesjasza. Kolejny atak, to ten z 18’, ale już w wykonaniu gospodarzy. Rejowski z prawej strony dogrywał do Kwasika przed bramkę, ale szybszy na 5 metrze okazał się Zacharski. Inna sprawa, że zadania Kwasikowi przy złożeniu się do strzału nie ułatwił naciskający go mocno stoper Startu. Minutę później zrobiło się bardzo nerwowo, tak na murawie jak i na trybunach. Wówczas Kwasik prostopadłą piłką uruchomił Cieślę (ten w 7’ zmienił kontuzjowanego Molendowskiego), którego zastopował interwencją na ziemi Żołnowski. Kibice domagali się karnego, twierdząc, że nasz stoper dotknął piłkę ręką (w szesnastce oczywiście), ale arbiter był innego zdania i nakazał kontynuowanie gry. Czerwono-czarni byli częściej w posiadaniu piłki, lecz w ogóle nie próbowali gry środkiem pola, stosując głównie górne podania z pominięciem tego sektora boiska. Nie wyglądało to na grę przemyślaną i zorganizowaną. Na szczęście pierwszy atak z wykorzystaniem środka pomocy przyniósł nam pełne powodzenie. W 26’ Zacharski zmuszony był interweniować poza polem karnym, wybijając sod nóg „kulę” jednemu z szarżujących rywali. Ta trafiła do Świerczyńskiego, który z boku zagrał do środka podłączającemu się pod atak Biczysko. Łukasz znalazł na lewym skrzydle Smolarczyka, który pociągnął z piłką do linii końcowej, po czym wstrzelił ją przed bramkę. Tam z kolei P.Pabiniak w asyście jednego z obrońców Unii zdołał wślizgiem skierować futbolówkę do siatki (6 metr) i ławka rezerwowych gości eksplodowała radością. Przez kilka minut gra się uspokoiła, choć w 30’ przez moment zamarliśmy. Wtedy to po szybkiej akcji miejscowych Włoch dośrodkował z lewej flanki przed bramkę. Zacharski nie zdołał przeciąć toru lotu piłki i ta trafiła na drugą stronę do Błażejewskiego, który z ostrego kąta nie trafił w pustą bramkę. No i w 31’ zmaterializowało się powiedzenie o niewykorzystanych sytuacjach… Świerczyński otrzymał „skórę” tuż przed lewym narożnikiem pola karnego od Ptaka, skąd w swoistym dryblingowym tańcu minął na małej przestrzeni trzech rywali. A będąc już w szesnastce, uderzył po ziemi na bliższy słupek. Lecąca po ziemi futbolówka okazała się nieuchwytna dla M.Mesjasza i w tym momencie cieszyliśmy się już z dwubramkowego prowadzenia NKS-u. Niebawem jednak na trybunach ponownie zawrzało. W 33’ Rejowski w błyskotliwym dryblingu oszukał czterech (!) namysłowian i „wjechał” w pole karne. Tam doszło do kontaktu po walce bark w bark z Żołnowskim i atakujący Unii wyłożył się jak długi, sugerując pracę łokciami namysłowianina. Dużo wyższy „Żołi” faktycznie przy grze bark w bark rozłożył ręce, blokując możliwość przepchnięcia się rywala, ale z naszej perspektywy o faulu trudno było mówić, co sam zainteresowany potwierdził po meczu. Tak czy inaczej, kolejna decyzja Pana Zapotocznego o kontynuowaniu gry dość mocno wyprowadziła z równowagi Unistów, bo kilku z nich zaczęło grać w sposób dość agresywny. W 39’ znów zrobiło się pod namysłowską bramką niebezpiecznie, po tym jak Zacharski w asyście J.Adriana, nabił przy wybijaniu piłki głowę Cieśli znajdującego się na 18 metrze. Piłka odbiła się od murawy, ale na szczęście ominęła też naszą opuszczoną świątynię o metr. W odpowiedzi (40’) skontrował Start. W finalnym momencie Biczysko mając trochę miejsca, próbował pocelować z lewego narożnika szesnastki, ale trafił w poprzeczkę. Do dobitki ruszył jeszcze Drapiewski, tyle, że uderzył – po nodze obrońcy – obok bramki i wywalczyliśmy zaledwie korner. Korner, ale ten rozgrywany w 41’, okazał się przysłowiowym gwoździem do trumny ekipy z Kolonowskiego. Z prawej strony dorzucił „kulę” Patryk Pabiniak, a zamykający akcję w przeciwległym narożniku pola bramkowego jego kuzyn Łukasz pewnie główkował do siatki (za chwilę koledzy z drużyny zafundowali mu „kołyskę” na część powiększenia przed tygodniem rodziny). 3-0 na boisku rywala jeszcze przed przerwą, to był wynik, którego nie zakładaliśmy w najbardziej optymistycznym scenariuszu. Ale takie były dla nas, bardzo przyjemne, fakty. W 42’ na stadionie zrobiło się bardzo głośno za sprawą… syreny alarmowej, która uruchomiła się w pobliskiej OSP. Ryk syreny nie okazał się jednak pobudzającym dla miejscowych. Fakt, w tym samym momencie po ataku Unii Włoch z prawej flanki dośrodkował do Błażejewskiego, ale ten z 8 metrów uderzył z powietrza obok bramki. Z kolei w 44’ Start wyprowadził szybki kontratak trzech na trzech. Kłopot w tym, że niedaleko od świątyni Unii Smolarczyk w wydawało się prostej sytuacji, zgubił piłkę… Ostatni ciekawy akcent przed przerwą miał miejsce już w przedłużonym czasie gry (45+1’). Wtedy to Smolarczyk z lewego sektora boiska zagrał do P.Pabiniaka, a ten na prawo do nadbiegającego Drapiewskiego. „Drapek” doholował futbolówkę do pola karnego, ale uderzył anemicznie i golkiper nie miał z interwencją żadnych problemów. Ten uruchomił z kolei atak swoich kolegów, który sfinalizował z drugiej strony Rejowski. Jego próbę zatrzymał jednak Zacharski.

Pierwszą część można scharakteryzować bardzo treściwie. Mniej więcej do połowy tej… połowy z murawy wiało nudą. Bo de facto niewiele się wtedy działo. Brak płynnej gry, brak jakichś zdecydowanych szarpnięć z obu stron. I dopiero gdy Start postanowił grać przez środek, zaczęło się dziać. W ciągu kwadransa namysłowianie zaprezentowali znakomitą skuteczność, z czterech okazji trzy kończąc golem. I w ten sposób ustawili sobie wynik przed drugimi 45 minutami. Te jednak nieco nas rozczarowały, jeśli chodzi o obraną taktykę przez Start (gwoli ścisłości – skuteczną). Ale po kolei.

Tuż przed gwizdkiem wznawiającym mecz Paweł Zieliński głośno motywował swoich kolegów, mówiąc o koncentracji i walce. Ale jego słowa nie dotarły w należyty sposób do adresatów… W 47’ mieliśmy pierwsze ostrzeżenie ze strony Unii, gdy Cieśla z Włochem zmarnowali sunący lewą stroną kontratak (chwilę wcześniej Smolarczyk… zakiwał się w szesnastce rywali). A minutę później (48’) Kolonowskie miało już na koncie gola. Po górnym zagraniu z prawej strony, znajdujący się na 8 metrze Cieśla sprytnie przyjął piłkę, zwodem minął stopera i z bliskiej odległości oszukał Zacharskiego. No i zrobiło się niepotrzebnie nerwowo. W 52’ Biczysko miał miejsce, więc znów zdecydował się na uderzenie z dystansu (27 metrów), ale nieprzyjemnie kozłującą futbolówkę lecącą w środek bramki M.Mesjasz przy próbie interwencji wypluł bez konsekwencji przed siebie. Niebawem (57’) z rzutu wolnego dośrodkował przed bramkę gości Wróblewski, gdzie Ł.Pabiniak efektownym szczupakiem zażegnał niebezpieczeństwo. Nasz zespół nie kwapił się do szturmu bramki Unii. Staraliśmy się raczej zwalniać grę, wybijając z rytmu i tak niewiele mogącego zrobić przeciwnika. W 60’ po indywidualnym ataku lewym sektorem P.Pabiniak zdecydował się mocno i z ostrego kąta uderzyć. Kąśliwą próbę bramkarz odbił jednak poza linię końcową. Z kolei w 63’ powinno być „po herbacie”, gdy po błędzie stopera z Kolonowskiego P.Pabiniak ruszył samotnie naprzeciw M.Mesjasza. Nasz super-snajper przegrał jednak idealną okazję z golkiperem i czwartego gola dla Startu nie było. Rywale próbowali zakłócić namysłowski spokój, ale mimo paru prób niewiele byli w stanie osiągnąć. W 68’ po wyrzucie z autu (lewa strona) J.Adrian wybił piłkę sprzed bramki głową, a Cieśla z pierwszej piłki zdecydował się z 17 metrów huknąć. Tyle, że uczynił to o 4 metry od celu. Start zwolnił grę zupełnie. Brakowało nam tego pozytywnego zacięcia. Poza tym odnosiliśmy wrażenie, że w drużynie panuje zbyt duży luz i spokój. Ważne jednak, że trzymaliśmy przeciwników na dystans. Kilkanaście zupełnie miałkich minut w 80’ przerwali gospodarze. Przy zagraniu z prawej strony przed namysłowską świątynię Kamil Błach zdołał w ostatniej chwili uprzedzić składającego się do strzału Wacławczyka. I znów przez parę minut przebieg gry wyglądał niczym nie zmącony żadnym wiatrem bezkres oceanu. Dopiero w końcówce trochę się zadziało. W 88’ po rzucie rożnym z prawej strony wykonanym przez Wróblewskiego (jedyny wraz z Cieślą wyróżniający się w tym meczu in plus gracz Unii) do główki na 10 metrze doszedł Wacławczyk, ale jego strzał Zacharski pewnie zatrzymał. W 90+2’ P.Pabiniak dla odmiany wykonał spod lewego autu rzut wolny, ale czujny M.Mesjasz przewidział jego zamiary. W tej samej minucie Wróblewski z 35 metrów kapitalnie uderzył, ale ku jego rozpaczy „kula” liznęła poprzeczkę i wyszła poza linię końcową. Tenże Wróblewski postanowił także zakończyć meczowe emocje, gdy w 90+5’ z rzutu wolnego wrzucił kąśliwą piłkę przed bramkę. Zacharski spokojnie jednak interweniował i za chwilę usłyszeliśmy ostatni gwizdek spotkania.

Po przerwie nasz zespół skupił się głównie na destrukcji, nie przejawiając specjalnej ochoty na dobicie przeciwnika. Inna sprawa, że to granie „na zwłokę” skutecznie przeciwników z jakichkolwiek ofensywnych prób wybijało. Można było odnieść wrażenie, że wilk (z Namysłowa) był już pierwszą częścią syty, a przeciwnik bardziej chciał, tyle, że nie był w stanie. Ot, zrobiły nam się w drugiej części zawody o inklinacjach szachowych. Ważne, że po ostatnim gwizdku to Start Namysłów dopisał sobie niezwykle ważne 3 punkty do dorobku i uciekł sąsiadującej Unii na 8 punktów. To duży dystans, ale nie zwalniający nas od czujności. Na laurach absolutnie nikt nie spocznie, bo skoro złapaliśmy kontakt z górną częścią drugiej połowy tabeli (tak, wiemy, zawile to brzmi), to trzeba iść za ciosem. W Kolonowskiem wiele ułożyło się po naszej myśli i warto to teraz pozytywnie zdyskontować. Optymalnym rozwiązaniem jest oczywiście kolejna wygrana, na którą oczekiwać będziemy w domowej rywalizacji z silnym KS-em Krapkowice. Ale nie będzie to łatwe zadanie. Nastawienie jest jednak w zespole bojowe, więc przy determinacji i walce na boisku oraz (na to liczymy) wsparciu z trybun, kolejne 3 „oczka” są w naszym zasięgu. Na razie krótko cieszymy się z wygranej premiery wiosny i koncentrujemy na kolejnym zadaniu. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy