Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Zwycięska... ślizgawka

Odsłony: 793

W trzecim zimowym podejściu namysłowski Start w końcu zadowolił kibiców, wygrywając mecz kontrolny. Sukces przypadł nam w udziale po wygranej z Widawą Bierutów, a więc sąsiadami od strony zachodniej, od których dzieli nas raptem 15 kilometrów. Pojedynek rozgrywany o bardzo wczesnej porze na bocznym boisku kompleksu sportowego w Brzegu nie zapadnie nam na długo w pamięć. Niemniej warto odnotować (i to nas satysfakcjonuje), że czerwono-czarni wygrali z przeciwnikiem 2-0. Spełnili więc oczekiwania namysłowskich kibiców, którzy czekali na zwycięstwo, ale też liczyli na poprawę gry formacji defensywnej, która w dwóch wcześniejszych pojedynkach dopuściła do utraty aż 7 goli. Tym razem obyło się bez strat, choć akurat błędów nie udało się do końca uniknąć. Na szczęście bez konsekwencji. No to po krótkim wstępniaku zapraszamy kibiców do zapoznania się ze szczegółami pierwszej zimowej wygranej czerwono-czarnych podczas przygotowań do „gorąco” zapowiadającej się, wiosennej walki o IV-ligowe punkty.

W początkowych minutach piłkarze Startu i Widawy bardziej koncentrowali się na dostosowaniu do śliskiej nawierzchni, niż podejmowali próby płynnej gry. Mocno zmrożona sztuczna nawierzchnia powodowała, że gracze mający na stopach typowe korki, ślizgali się niczym… wilki na lodzie. Nieco lepiej mieli Ci z zawodników, którzy profilaktycznie przywieźli ze sobą tzw. turfy, choć stabilizacja też była daleka od ideału. Warunki jednak były jednakowe dla wszystkich, więc należało ten fakt zaakceptować i wziąć się do grania. Próby dość szybko przełożyli na gola namysłowianie, którzy już w 8’ mieli powody do radości. Wtedy to po zagraniu ręką w szesnastce jednego z rywali arbiter wskazał na rzut karny. Wydawało się, że do tego stałego fragmentu gry podejdzie snajper Patryk Pabiniak, ale ku naszemu zaskoczeniu, ten prawo uderzenia scedował na rzecz swojego kuzyna Łukasza, który pewnie pokonał Lipca. Po meczu zapytaliśmy Patryka, skąd zmiana pierwotnych założeń. Odpowiedź już nas nie zaskoczyła: chodziło o to, że Patryk miał problemy z utrzymaniem równowagi i nie dawał gwarancji, że przy strzale utrzyma się na nodze postawnej, poprawnie karnego egzekwując. Tak czy inaczej, nieoczekiwana podmiana dała pożądany rezultat. W 14’ po rzucie rożnym i przedłużeniu piłki, ta spadła pod nogi jednego z atakujących Widawy. Ten uderzył z 10 metrów, ale bardzo dobrze zachował się Zacharski, skutecznie interweniując. Kolejną podbramkową sytuację obejrzeliśmy w 21’. Wówczas po kombinacyjnym rozegraniu rzutu wolnego przez Ptaka i Świerczyńskiego, ten drugi próbował dośrkodkować. Został jednak zablokowany przez czujnego defensora z Bierutowa. W 28’ po indywidualnym ataku środkiem pola jeden z rywali znalazł się na 20 metrze i podjął się sprawdzenia umiejętności Zacharskiego. Nasz młody keeper był jednak czujny i nieprzyjemnie bita piłka wpadła mu prosto w rękawice. Niebawem (35’) po nieco przypadkowym zagraniu piłki przez Ptaka do P.Pabiniaka, Patryk zdecydował się strzelić z 25 metrów. Uderzył jednak nieczysto i obok bramki. I gdy wydawało się, że w tej części meczu z niewieloma klarownymi sytuacjami nic ciekawego już się nie wydarzy, w 40’ Start po raz drugi umieścił „kulę” w świątyni Widawy. Po indywidualnej akcji środkowym sektorem boiska Ptak zdecydował się oddać strzał z 23 metrów. Piękny strzał dodajmy, bowiem piłka poleciała idealnie przy słupku i zatrzepotała w siatce prostokąta strzeżonego przez Lipca. A za chwilę (42’) uderzenie z rzutu wolnego P.Pabiniaka (30 metrów) przeleciało pół metra obok bierutowskiej bramki. Natomiast w 44’ po błędzie w defensywie namysłowian, pod naszą bramką zrobiło się bardzo groźnie, gdy jeden z rywali dograł „skórę” na 5 metr. Tam jednak w świetnej sytuacji Gajewski się nie popisał, gdyż uderzył z powietrza nad poprzeczką i mógł się tylko złapać za głowę.

Do przerwy prowadziliśmy z sąsiadami dwoma golami, choć w polu nie osiągnęliśmy jakiejś znaczącej przewagi. Ot, byliśmy skuteczni, do tego kreowaliśmy sytuacje na przedpolu rywali. Ale bierutowianie wcale nie odstawali, też będąc aktywnymi w grze. Obie ekipy próbowały grać w piłkę, a nie tylko ją kopać, jednak wobec wspomnianych na wstępie warunków (zmrożona i śliska płyta) niekiedy chęci nie wystarczały, bo piłka płatała psikusa.

Zaraz po zmianie stron Widawa powinna strzelić bramkę kontaktową. Powinna, jednak zaprzepaściła wymarzoną okazję w postaci rzutu karnego (podyktowanego za faul Ciupy na jednym z zielono-czerwonych). Pechowym egzekutorem okazał się w 49’ Adam Szczypkowski (syn znanego z gry w lubińskim Zagłębiu Andrzeja), którego uderzenie w prawy narożnik bramki w dobrym stylu zatrzymał Zacharski. Wydawało się, że taka „setka” może podłamać jedenastkę z Bierutowa, ale nic z tego. Bo de facto to Widawianie po przerwie częściej zagrażali namysłowskiej świątyni, niż Start. W 60’ po szybkim rozegraniu kornera uderzenie z narożnika szesnastki rywali poszybowało daleko od czerwono-czarnego prostokąta. Z kolei 3 minuty później (63’) po zbyt krótkim wybiciu futbolówki z własnego pola bramkowego przez namysłowian, doskoczył do niej jeden z bierutowian, strzelając z powietrza z tzw. pierwszej piłki. Mogliśmy jednak odetchnąć, bo dobra próba okazała się niecelna („kula” przeleciała tuż obok słupka). Nasi oponenci nie rezygnowali, podczas gdy czerwono-czarni wydawali się mniej zainteresowani atakami, niż przed przerwą. W 77’ uderzenie z rzutu wolnego, po nodze Żołnowskiego poleciało za linię końcową. Po wrzutce z kornera jeden z atakujących Widawy uderzył w bramkę, ale chwilę wcześniej wprowadzony między słupki Rachel zdołał przenieść piłkę nad poprzeczką. Z kolei w 79’ inny bierutowianin po dalekim zagraniu „kuli” z głębi pola znalazł się „sam na sam” z Rachelem, decydując się na uderzenie podcinką. Na szczęście dla nas, był nieprecyzyjny i nie trafił w światło bramki. W 84’ tenże Rachel popełnił błąd przy próbie wybicia „skóry” i zrobił się momentalny smród. Ale i tym razem mieliśmy farta, bowiem w dogodnej sytuacji napastnik Widawy z 18 metrów nie trafił w bramkę. Start zdołał się odgryźć Widawie dopiero w 87’ gdy po nieco przypadkowym zagraniu P.Pabiniaka „1 na 1” z Lipcem znalazł się Szczygieł. Wydawało się, że w momencie mijania golkipera Szymon był prze niego zahaczany, ale arbiter miał inne zdanie w tym względzie i za chwilę zamiast kolejnego „wapna”, mieliśmy wznowienie od bramki Widawy. I na tej sytuacji atrakcje sobotniego przedpołudnia zostały zakończone.

Sukces z przedstawicielem wrocławskiej klasy okręgowej na tą chwilę nas satysfakcjonuje. Ale oczywiście nie popadamy w hurraoptymizm, bo przed zespołem wciąż sporo pracy. Inna sprawa, że mimo korzystnego rozstrzygnięcia, to spotkanie ze względu na zmrożoną płytę ciężko miarodajnie ocenić. Zwycięsko zakończyliśmy pojedynek w… ślizganiu się na murawie i teraz już tylko koncentrujemy się na kolejnej grze. Oczywiście dziękujemy chłopakom za dobry rezultat, na który czekaliśmy, zwłaszcza, że zakończyliśmy go bez strat własnych. I co ważne, wygraliśmy zawody bez sześciu podstawowych zawodników, którzy jesienią regularnie rywalizowali w meczach o punkty. Zmiennicy pokazali, że nie zamierzają wiosną przyglądać się grze kolegów, co oczywiście powinno tylko cieszyć. Szkoda, że nie mogliśmy zobaczyć płynnej gry. Z naszej strony był to poprawny pojedynek bez poważnych błędów w obronie (choć błędy się zdarzyły). Póki co, spokojnie pracujmy, a gdy zacznie się liga, wtedy spróbujemy kompleksowo ocenić zimową robotę. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy