Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Frustrujące pożegnanie jesieni

Odsłony: 776

Pojedynkiem w Reńskiej Wsi zakończyli 2017 rok namysłowscy piłkarze walczący na co dzień z popularną „eSką” na piersi. Daleki wyjazd na południowe krańce województwa opolskiego miał związek z rywalizacją pucharową. Los dużo wcześniej skojarzył w 1/8 wojewódzkiego finału ekipy Po-Ra-Wia Większyce i czerwono-czarnych, więc w sobotni poranek ekipa Damiana Zalwerta udała się w daleką podróż, aby o godz. 13:00 przystąpić do batalii. Niestety, mimo nienajgorszej gry nasz zespół nie zdołał wykazać wyższości nad faworyzowanymi „gospodarzami”, ulegając mu 1-3. Walczyliśmy jednak z przeciwnikiem jak równy z równym i ten zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść dopiero w dogrywce. Szkoda, że po raz enty w bieżącym półroczu Start zawiódł pod względem skuteczności, bo w innym przypadku mogliśmy mieć zasadniczo lepsze nastroje. A żeby irytacji nie było zbyt mało, to swoje tezy grosze dołożył słabym sędziowaniem główny rozjemca zawodów. A co dokładnie wydarzyło się w Reńskiej Wsi i dlaczego wróciliśmy do Namysłowa „na traczy”? O tym wszystkim przeczytacie w kolejnych akapitach. Zapraszamy do lektury.

Mecz nie był widowiskiem, które na długo zapadnie w pamięć z czysto piłkarskich powodów. W pierwszej części niewiele działo się na murawie, a obie jedenastki z rzadka przedostawały się w bezpośrednie sąsiedztwo bramek rywali. W 5’ Start przeniósł ciężar ataku na prawą flankę, skąd Sarnowski dośrodkował na 16 metr do P.Pabiniaka. Nasz snajper uderzył jednak z woleja nad świątynią strzeżoną przez Kopiczkę. Nasz zespół w początkowych minutach wyglądał przyzwoicie, czego efektem była akcja z 11’. Wtedy to po płynnym ataku Świerczyński zagrał do P.Pabiniaka, który z kolei od razu odegrał futbolówkę w pole karne do W.Czecha. Wojtek zachował zimną głowę i w sytuacji sam na sam z golkiperem znalazł na niego sposób. Trafienie nie zostało jednak czerwono-czarnym uznane, gdyż arbiter liniowy podniósł chorągiewkę i główny je anulował. A szkoda, bo mogliśmy sobie dobrze ustawić spotkanie. Namysłowianie nie odpuszczali i w 13’ znów podjęli próbę zaskoczenia defensywy faworyzowanego Po-Ra-Wia. Tym razem P.Pabiniak uderzył mocno z rzutu wolnego w odległości 20 metrów od bramki. Mocno, ale niestety w mur złożony z większyckich zawodników. Miejscowi odpowiedzieli dopiero w 21’, po tym jak ze stojącej piłki (22 metr) uderzył Adamus. W jego przypadku „kula” o metr minęła poprzeczkę „prostokąta” LKS-u. Co na to Start? Chwilę później znów zapędził się pod bramkę rywali. Żołnowski podjął próbę strzału z 23 metrów, ale „skóra” wylądowała dokładnie w rękawicach Kopiczki. Niestety, w 30’ Po-Ra-Wie znalazło sposób na Zająca. Po dośrodkowaniu piłki z rzutu wolnego do strzału głową na 6 metrze doszedł Adamus i lekkim uderzeniem po koźle dał prowadzenie swojej drużynie. Zaskoczeni nieco takim obrotem wydarzeń namysłowianie w 35’ po raz kolejny dopuścili miejscowych pod swoją bramkę. Tym razem S.Stachura uderzył z 10 metrów, ale Zając zdołał odbić trudny i mocny strzał, dzięki czemu uchronił nas przed kolejną stratą. Nasz zespół nie rezygnował z odrobienia strat. W 37’ chłopcy przeprowadzili dobry kombinacyjny atak w wykonaniu Sarnowskiego, Biczysko i P.Pabiniaka. Ten ostatni dobrze wrzucił piłkę, ale obrońcy tuż sprzed linii bramkowej zdołali ją wybić. Po rozegraniu przez namysłowian wrzutu z autu futbolówka trafiła do Żołnowskiego, którego strzał wolejem został na 5 metrze zablokowany głową przez jednego z większyckich defensorów. Ale co się odwlecze… W 40’ humory znacząco nam się poprawiły, bo NKS doprowadził do wyrównania. Po rozegraniu rzutu wolnego przez Świerczyńskiego, i dośrodkowaniu w pole karne przez P.Pabiniaka, ta spadła do Żołnowskiego. „Żołi” odegrał jeszcze przytomnie „kulę” do Ł.Pabiniaka, a „Arum” ładnym strzałem na dalszy słupek pokonał Kopiczkę. I na tym emocje pierwszej części meczu zakończyły się.

Tempo gry nie było zbyt wysokie, namysłowianie nieco częściej przedostawali się pod bramkę Po-Ra-Wia, ale gracze miejscowych byli dość czujni. Sami natomiast wyprowadzali sporadyczne akcje. Niemniej to oni jako pierwsi zdobyli bramkę. Na szczęście do gry w końcówce tej części przywrócił nas Łukasz Pabiniak, więc na drugą część zespół wyszedł równie bojowo, co przed spotkaniem, nastawiony.

Tymczasem w tej partii na murawie działo się jeszcze mniej, niż przed przerwą! Połówka z niewielką liczbą okazji bramkowych i całymi fragmentami nudnymi jak flaki z olejem grą nie mogła przypaść do gustu nielicznej publice, składającej się głównie z fanów… czerwono-czarnych (na 60 osób ogółem aż 47 przyjechało z Namysłowa dopingować swoich ulubieńców!). W tym okresie Po-Ra-Wie ani razu poważniej nie zagroziło gościom, podczas gdy podopieczni Damiana Zalwerta uczynili to dwukrotnie. Ale nieskutecznie. Dopiero w 60’ zobaczyliśmy pierwszą sensowną akcję jednej ze stron. Chodzi o kontrę NKS-u 3 na 2, gdzie w finalnym momencie Sarnowski zagrał do wychodzącego na pozycję W.Czecha, ale Wojtek złapany został na spalonym. Z kolei w 70’ po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Świerczyńskiego na dalszy słupek, akcję zamykał Ł.Pabiniak. Szkoda jednak, że jego próba głową nie znalazła drogi do siatki, piłka bowiem wylądowała na bocznej siatce. Rywale odgryźli się w 71’, po tym jak Adamus uderzył z 20 metrów z rzutu wolnego, lecz Zając z niewielkimi problemami, ale poradził sobie ze stworzoną sytuacją. Ciekawie było też w 78’, bo wtedy P.Pabiniak ograł pod linią autową dwóch obrońców i wyłożył „kulę” na 10 metr do Ptaka. Ten uderzył w światło bramki, jednak futbolówkę w ostatniej chwili zdołał zablokować większycki defensor. Ostatecznie po kilkunastu kolejnych niemrawych minutach arbiter zarządził dogrywkę, w której zapadło rozstrzygnięcie

Dodatkowy czas gry zaczął się najgorzej jak mógł dla namysłowian. W 95’ po rozegraniu rzutu rożnego i ogromnym zamieszaniu pod bramką do odbitej od słupka „kuli” doskoczył aktywny tego dnia w ofensywie Adamus i ponownie dał swojej drużynie prowadzenie. Nasz zespół stać było w tym okresie jedynie na odpowiedź z 95’, gdy dośrodkowana z wolnego przez Żołnowskiego piłka trafiła do zamykającego akcję Sarnowskiego, który jednak główkował w niezłej sytuacji nad poprzeczką. A co zrobili miejscowi? W 117’ zakończyli emocje, ustalając rezultat na 3-1. Najpierw Rypa uderzył z rzutu wolnego w mur, z kolei piłka po próbie dobitki trafiła do znajdującego się na 3-metrowym ofsajdzie K.Stachury, który uderzeniem po krótkim rogu zdobył trzeciego gola dla Po-Ra-Wia. Na nic zdały się protesty namysłowian na tę sytuację, bo arbiter pozostał nieugięty i kazał wznowić grę od środka. Grę, w której czerwono-czarni niewiele już wskórali.

Porażka 1-3 nie jest końcem świata dla naszej drużyny, niemniej trochę szkoda powrotu „na tarczy”, bo rywal nie zaprezentował się z najlepszej strony. Faworyt zagrał bardzo przeciętnie, ale bardzo skutecznie i dlatego też zameldował się w wiosennym ćwierćfinale. Rzadko kiedy narzekamy na pracę sędziów, jednak tym razem musimy poświęcić Panom w czerni kilka zdań. Ich decyzje były bowiem nierzadko irytujące i dziwnym zbiegiem okoliczności, arbiter główny widział głównie przewinienia namysłowian. Sześć żółtych kartek jest tego dobitnym potwierdzeniem, choć rywale wcale nie pozostawali nam dłużni (oni skończyli mecz bez żadnego upomnienia). Sędziowie mieli też tego dnia spory kłopot z prawidłową interpretacją pozycji spalonych, z czego wzięły się pretensje w pierwszej części oraz dogrywce. Czasu już jednak nie cofniemy, a wyniku nie zmienimy. Nie zamierzamy oczywiście w rozjemcach upatrywać porażki, bo nie w tym rzecz. Bardziej chodzi fakt, że przy nieco bardziej obiektywnym i spokojnym sędziowaniu (i nie zwracaniu uwagi na siebie, jako najważniejszych na boisku), ta rywalizacja mogła być zdecydowanie bardziej w końcówce emocjonująca. W każdym razie rywalom gratulujemy awansu do kolejnej pucharowej rundy, a namysłowianom dziękujemy za walkę. Poza wszystkim możemy się przede wszystkim zżymać na postawę namysłowian przy stałych fragmentach gry, bo – niestety – wszystkie gole straciliśmy właśnie w ten sposób. Rywale wykorzystali dwa dogania z rzutów wolnych oraz dośrodkowanie z kornera i dzięki temu trzykrotnie skierowali piłkę do siatki. To element gry w defensywie, który zdecydowanie trzeba poprawić, jeśli myślimy o podjęciu skutecznej walki i osiągnięciu założonego celu na wiosnę. . I to jest według nas najbardziej w tym meczu frustrujące, jeśli chodzi o pożegnanie jesieni.

Osobne podziękowania za mecz należą się czerwono-czarnym fanatykom, którzy w sporej liczbie zawitali do Reńskiej Wsi, gdzie świetnym dopingiem przez cały mecz wspierali swoich ulubieńców biegających po boisku. Do tego doszła efektowna oprawa, która nie uszła oczywiście uwagi dużo większym ekipom w naszym kraju, które na swoich forach zauważyły namysłowski „spektakl”. Wielkie dzięki i szacunek dla Was fani, że pofatygowaliście się na jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie, pokazując przy okazji na czym polega doping i wsparcie z trybun z prawdziwego zdarzenia!

Teraz przed nami długa przerwa zimowa. Ale długi zimowy sen nasi piłkarze nie zapadną, bo już na początku stycznia powrócą do ciężkiej treningowej pracy, aby na wiosnę powalczyć – mamy nadzieję skutecznie! – o pozostanie Startu Namysłów w IV lidze opolskiej. [MK, KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy