Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Zwycięski finisz

Odsłony: 1203

 

Bardzo przyjemnym akcentem zakończyli namysłowscy piłkarze jesienną rundę IV ligi opolskiej. Do satysfakcji naszym piłkarzom i kibicom wprawdzie bardzo daleko, bo w tabeli przy nazwie „Start Namysłów” widnieje bardzo skromne 15 punktów, niemniej zdecydowanie lepsze to, niż dorobek… mniejszy. Podopieczni trenera Damiana Zalwerta wybierali się do odległego Paczkowa z mocnym postanowieniem walki o pełną pulę, mimo, że minimalnie większe szanse na odniesienie sukcesu upatrywano w miejscowych graczach Sparty. Wola walki i determinacja po raz kolejny dały jednak znać o sobie. Bo może i umiejętności nie predestynują nas do rywalizacji o czołowe lokaty, ale już zaangażowaniem i charakterem od nikogo nie odstajemy. W sobotę nasza drużyna niemrawo zaprezentowała się do przerwy, ale po zmianie stron wszystko potoczyło się po naszej – namysłowskiej – myśli. Efekt finalny, to wygrana 2-0 ze Spartą, dzięki czemu kończymy rundę ze wspomnianym dorobkiem. Fakt, nie zmieniliśmy pozycji w rankingu, nadal lokując się na 15-tej, na dziś spadkowej pozycji. Ale złapaliśmy kontakt z wyprzedzającymi nas bezpośrednio drużynami, co oznacza, że wiosną wcale nie stoimy na straconej pozycji w walce o utrzymanie. Zwycięski finisz wyraźnie poprawił nam nastroje, więc zapoznajmy się ze szczegółami weekendowej rywalizacji w „polskim Carcassonne”. Bo choć sam mecz nie zachwycił, to przecież kto będzie o tym pamiętał za kilka tygodni?

Mecz zaczął się od wyczekiwania Startu na ruch ze strony gospodarzy. W efekcie widzieliśmy głównie namysłowian walczących w destrukcji. W 8’ Michaliszyn doszedł do piłki na 18 metrze, skąd zdecydował się strzelić. Piłka jednak, po nodze jednego z czerwono-czarnych defensorów, przeleciała nad poprzeczką. Nasi piłkarze pierwszy atak na bramkę przeciwnika wyprowadzili dopiero w 18’. Wtedy to Żołnowski przechwycił futbolówkę w środku pola, podciągnął z nią kilka metrów, a następnie zagrał w szesnastkę do Smolarczyka. Ten chciał jeszcze odgrywać do W.Czecha, ale ostatecznie stracił piłkę. Miejscowi odkuli się w 26’, gdy po akcji prawą flanką dogranie spod linii końcowej wybili czerwono-czarni defensorzy. Ale zbyt krótko, więc na 16 metrze przejął ją Osuchowski i zdecydował się na uderzenie. Mieliśmy sporo szczęścia, bowiem „kula” w niedużej odległości minęła świątynię Zacharskiego. Za chwilę (27’) Novak doszedł do „skóry” na 30 metrze i momentalnie huknął na bramkę. Zmierzającą pod poprzeczkę futbolówkę „Zachar” efektowną paradą odbił jednak na rzut rożny. Kolejna podbramkowa akcja namysłowian, to ta z 35’. Sarnowski zagrał świetną piłkę za plecy paczkowskich obrońców do Smolarczyka. Nasz napastnik znalazł się w znakomitej pozycji strzałowej, ale fatalnie przyjął futbolówkę i szansa na poważne kłopoty Iwaszkowa w jednej chwili przepadła. Gospodarze zrewanżowali się jeszcze w 42’, po tym jak Osuchowski po dalekim podaniu uciekł namysłowskim defensorom i wyszedł sam na sam z „Zacharem”. Golkiper NKS-u dobrze jednak wyszedł z bramki, skracając szarżującemu zawodnikowi kąt i odbijając jego strzał poza linię końcową. Wróciliśmy z dalekiej podróży, ostatecznie schodząc do szatni przy bezbramkowym wyniku.

Do przerwy Start zaprezentował się z mizernej strony, bo trudno pochwalić zespół za to, że w ofensywie właściwie nie zaistniał. Owszem, w grze defensywnej ekipa trenera Zalwerta spisywała się poprawnie, choć też nie ustrzegła się błędów. Na szczęście z trzech okazji rywale żadnej nie wykorzystali, gdyż w jednym przypadku byli nieprecyzyjni, natomiast w dwóch pozostałych dobrymi interwencjami popisał się Zacharski. Nie pamiętamy natomiast w wykonaniu Startu spotkania, w którym ten na przestrzeni 45 minut nie oddałby choć jednego (nawet niecelnego!) strzału na bramkę przeciwników. Po cichu liczyliśmy, że coach Zalwert w żołnierskich słowach otrzeźwi swoich podopiecznych i po zmianie stron zobaczymy zespół nie tylko walczący w tyłach, ale kreujący sytuacje w ofensywie. I tak też się – ku naszemu zadowoleniu – stało.

Zanim jednak kibice zostali rozgrzani podbramkowymi sytuacjami, przez pierwszy kwadrans znów oglądaliśmy głównie walkę w środku pola. Obie jedenastki miały swój pomysł na ten mecz i obie starały się go realizować. W 64’ po wrzucie piłki z autu Smolarczyk zgrał ją na 12 metr do P.Pabiniaka, który uderzył bez przyjęcia, ale tuż obok słupka. Najważniejsze jednak, że w końcu miejscowym zagroziliśmy. Trzy minuty później w namysłowskim obozie zapanowała już jednak radość. W 67’ Świerczyński przechwycił „kulę” blisko linii środkowej boiska, skąd ruszył na przebój w kierunku bramki Sparty. Po drodze zdążył jeszcze ograć obrońcę, po czym uderzył lewą nogą w kierunku dalszego słupka. A że uderzył celnie, to i za chwilę utonął w ramionach swoich kolegów! Prowadziliśmy 1-0, więc był to kapitał naprawdę nie do przecenienia. Wtedy to gospodarze zdecydowali się odważniej zaatakować namysłowian, nie mając już specjalnie czego bronić. To z kolei było wodą na młyn zorientowanych w tym momencie na kontrataki czerwono-czarnych. W 73’ Smolarczyk popędził do zagranej z głębi pola futbolówki, wymanewrował dwóch obrońców i wpadł w szesnastkę, skąd strzelił lewą nogą po długim rogu. Bramkarz Sparty był jednak czujny i widowiskową interwencją wybił „skórę” do boku. Kolejny kwadrans, to sporo walki i zaciętości, ale sympatycy Sparty i Startu nie zobaczyli w tym okresie interwencji golkiperów. Emocje ponownie pojawiły się murawie dopiero w końcowych minutach. W 87’ oglądaliśmy najgroźniejszą po przerwie akcję Sparty, gdy Osuchowski strzelił z dystansu, a piłka przeleciała tuż nad namysłowską świątynią. Oglądaliśmy też dwie dobre sytuacje NKS-u, z których ta druga zakończyła się powodzeniem. W 90+2’ po kontrze Kostrzewa zgrał piłkę do P.Pabiniaka, a ten do Smolarczyka. „Smolar” uderzył z 10 metrów, ale bramkarz paczkowian zdołał odbić czubkami palców „skórę” na rzut rożny. Z kolei minutę później (90+3’) Ł.Pabiniak wrzucił piłkę z autu do swojego kuzyna P.Pabiniaka, a nasz legendarny snajper znalazł się sam naprzeciw Iwaszkowa. Patryk nie strzelał, lecz zdecydował się podawać do wbiegającego Kostrzewy, który na wślizgu wpakował piłkę do siatki i tym samym ustalił wynik rywalizacji na 2-0 dla czerwono-czarnych!

Chwilę później arbiter zakończył mecz, więc radość naszego zespołu z wyjazdowego sukcesu była w pełni zrozumiała. Cieszył nie tylko wynik, ale i wyciągnięcie wniosków przez zespół podczas 15-minutowej pauzy. Do przerwy bowiem wyglądaliśmy źle, natomiast po zmianie stron zasadniczo lepiej. Do tradycyjnej waleczności chłopcy dołożyli bowiem większą odwagę w atakowaniu bramki Sparty. A gdy w 67’ Świerczyński dał nam prowadzenie, przeorientowaliśmy nieco taktykę, nastawiając się na zabezpieczenie dostępu do własnej bramki i grę z kontry. To zdało w pełni egzamin, choć z kilku świetnie wyprowadzonych kontrataków powinniśmy golem zakończyć więcej niż jeden. Ważne jednak, że w drugich 45 minutach to gospodarze byli totalnie bezradni przed namysłowską szesnastką (równie bezradni, jak my przed przerwą). Dwa oblicza meczu ostatecznie na swoją korzyść przechylili czerwono-czarni i to oni na przerwę zimową udają się z odrobiną optymizmu w sercach. Oczywiście nasza sytuacja w tabeli wciąż nie jest dobra, ale przynajmniej złapaliśmy z konkurencją walczącą o utrzymanie kontakt. To był ostatni ligowy mecz jesieni, ale nie ostatni dla Startu. Drużynę z ulicy Pułaskiego czeka bowiem jeszcze rywalizacja w wojewódzkim Pucharze Polski. W najbliższą sobotę chłopcy staną przed trudnym (ale wykonalnym) zadaniem wyrzucenia za pucharową burtę silnego Po-Ra-Wia Większyce. Gramy na południowych rubieżach Opolszczyzny, choć ani nie w Większycach, ani nie w Koźlu, gdzie na co dzień rywal podejmuje swoich przeciwników. Zagramy nietypowo w Reńskiej Wsi, gdyż murawa w Koźlu nie nadaje się obecnie do użytku. O tym jednak szerzej napiszemy przy okazji prezentacji większyczan. Póki co cieszmy się z wygranej w Paczkowie i… trzymajmy kciuki z pucharowe pożegnanie jesieni z przytupem! [MK, KK]

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy