Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Remis na wyciągnięcie ręki...

Odsłony: 567

 

Ekstremalne emocje niemal co spotkanie. Tak w jednym zdaniu można określić dokonania piłkarzy namysłowskiego Startu w obecnym sezonie. Nasz zespół nie spisuje się na miarę oczekiwań kibiców, co podkreślamy przy każdej sposobności, natomiast jednego odmówić mu nie można – praktycznie w każdym pojedynku do ostatnich sekund ważą się losy punktów. Tak było również w sobotę, gdy po niezwykle nerwowej końcówce LZS Kup wywiózł z Namysłowa 3 punkty. Naprawdę jednak niewiele zabrakło, aby kibice czerwono-czarnych mogli wychodzić ze stadionu we względnie pozytywnym nastroju. Tak się jednak nie stało i zapanował smutek. Ten jest nawet podwójny, bo czerwono-czarni wciąż znajdują się w strefie spadkowej, a bezpośrednio wyprzedzająca nas konkurencja nie próżnuje. W efekcie spędzimy w niej także kolejny tydzień, nawet jeśli wygramy najbliższy pojedynek z silnym Piastem Strzelce Opolskie. Skupmy się jednak na tym, co wydarzyło się w sobotę i jak doszło do naszej szóstej porażki w sezonie.

Odrobinę lepiej w mecz weszli namysłowianie, którzy już w 2’ zagrozili bramce Kup. Dobre zagranie W.Czecha trafiło do Drapiewskiego, który wyskoczył zza defensywy rywali i popędził w stronę bramki. Źle jednak opanował futbolówkę i zdołali mu ją wybić spod nóg obrońcy. Niebawem (9’) po wrzucie z autu i zgraniu piłki głową przez wspomnianego „Drapka” do Biczysko, ten ostatni wbiegł z „kulą” przy nodze w szesnastkę. Przytomnie zachował się jednak jeden ze stoperów i wybił go z rytmu, pozbawiając też piłki. Interwencja była jednak mocno niepewna, bo futbolówka poleciała na boczną siatkę. W 11’ odetchnęliśmy, gdy po rzucie wolnym piłka dotknięta przez jednego z rywali wpadła do namysłowskiej siatki. Odetchnęliśmy, bo liniowy zasygnalizował ofsajd i wciąż było bezbramkowo. Z kolei w 13’ Biczysko ładnie rozrzucił „kulę” na prawą flankę do Kostrzewy, który świetnie dośrodkował na dalszy słupek. Zamykający akcję Drapiewski główkował w kierunku bramki, jednak w niezłej sytuacji „skóra” poszybowała nad poprzeczką. Nasz zespół spróbował ataku także w 16’. Szkoda jednak, że po dośrodkowaniu na długi słupek Kamila Błach próbujący główką zamykać akcję Ciupa z 5 metrów nie trafił w nią czysto i szansa przepadła. Gorzej, że w 18’ rywale objęli prowadzenie. Wtedy to po dalekim zagraniu na namysłowskie przedpole Grabowiecki przejął piłkę i zgrał na środek do wbiegającego Bieńka, który strzałem z 10 metrów pokonał Zająca. Byliśmy tym faktem niemiło zaskoczeni, co w 21’ rywale mogli dodatkowo zdyskontować. Ostro dorzucona piłka z rzutu wolnego przez Dobrzyńskiego przemknęła w szesnastce przed zawodnikami. Na szczęście w ostatnim momencie jeden z namysłowian zdołał ją wybić i poważne zagrożenie minęło. W kolejnych kilkunastu minutach nie działo się na murawie nic godnego uwagi. Stan ten przerwał dopiero w 38’ Start, kiedy to po wrzutce „kuli” z wolnego przez Świerczyńskiego ta trafiła na głowę Ptaka, ale Adrian nieznacznie się przy strzale pomylił i kibice tylko nerwowo unieśli się z krzesełek. Kup zrewanżowało się sytuacją z 41’. Wówczas po długim zagraniu w szesnastkę do odbitej przez namysłowian futbolówki doskoczył na 16 metrze Bieniek i uderzył. Ale „skóra” odbiwszy się po drodze od nogi jednego z czerwono-czarnych stoperów poszybowała minimalnie nad poprzeczką świątyni Zająca. Ostatnim akcentem meczu przez zejściem obu jedenastek do szatni była okazja z 45’. Dośrodkowana z rzutu wolnego przez Biczysko piłka spadła na głowę Drapiewskiego, który jednak w świetnej sytuacji uderzył tuż obok słupka. Oj, mogliśmy tej sytuacji żałować, bo nastroje chwilę później byłyby zasadniczo lepsze. A tak sędzia zaprosił piłkarzy do szatni, gdy namysłowianie byli na jednobramkowym minusie.

To nie było spotkanie szczególnie przykuwające uwagę kibiców. Goście stosowali znaną nam taktykę, lekko cofnięci, uważnie w defensywie rozgrywający i czyhający na kontry, względnie próbujący zaskoczyć Start stałym fragmentem gry. Na takie dictum nie potrafiliśmy odpowiedzieć, choć kilka sytuacji zespół Damiana Zalwerta wypracował. Próbowaliśmy rozgrywać piłkę i to się daleko od bramki rywali udawało. Rzecz jednak nie w tym, aby posiadać przy nodze piłkę, ale skierować ją do bramki. A to raz udało się Kup, więc prowadzili 1-0. Generalnie LZS miał mecz pod kontrolą.

Niestety, zaraz po zmianie stron straciliśmy drugą bramkę i nasza sytuacja stała się bardzo niekomfortowa. Najbardziej jednak irytował fakt, że zespół nie wyciągnął wniosków z ostrzeżeń i dał sobie strzelić gola… po stałym fragmencie gry. W 48’ uderzenie Dobrzyńskiego ze stojącej piłki (w odległości 27 metrów od bramki) przeleciało nad namysłowskim murem i wpadło do bramki Zająca. Z kolei w 49’ Moschner potężnie huknął z 20 metrów z powietrza, po tym jak „kulę” wybili obrońcy. Ta jednak poszybowała pół metra nad bramką. Próbowaliśmy odpowiedzieć Kup, ale to goście w 55’ znów nam zagrozili. Tym razem Dobrzyński posłał mocną bombę z 28 metrów, po której to „kula” trafiła w poprzeczkę. Niewiele zabrakło, a byłoby 0-3 i leżelibyśmy na deskach. Chwilę później na murawie pojawił się Smolarczyk, który ożywił w kolejnych minutach grę czerwono-czarnych w ofensywie. To właśnie „Smolar” w 62’ wygrał pojedynek na linii pola karnego z dwoma obrońcami i strzałem przy słupku dał swojej drużynie bramkę kontaktową (1-2). A gdyby tak w 74’ wykorzystał znakomitą okazję (Kamil znalazł się sam przez bramkarzem LZS-u po prostopadłym podaniu z głębi pola, ale uderzył obok słupka), to z pewnością stałby się bohaterem czerwono-czarnej jedenastki. Tak się jednak nie stało. Namysłowianie zaczęli przejmować inicjatywę, a zaskoczeni nieco goście tracili kontrolę nad zawodami. Start nie rezygnował z prób zdobycia gola na wagę choćby podziału punktów, ale dobrze zorganizowani rywale wciąż na wiele nam nie pozwalali. Start w pewnym momencie otworzył się, atakując większą liczbą graczy, co było z kolei wodą na młyn Kup, które mając więcej miejsca w przodzie, próbowało nas skontrować. W 81’ po fatalnym błędzie i braku komunikacji w defensywie między Zającem i Adrianem, zrobiło się w naszej szesnastce bardzo groźnie. Na szczęście Zając zdążył wrócić na swoje stanowisko i odbić strzał Bieńka. W tej samej minucie Warzyc uderzył z 20 metrów, ale wysoko nad namysłowską świątynią. A co robił w tym momencie Start? Starał się atakować. W 84’ Szczygieł wrzucił „kulę” w pole karne do szarżującego Świerczyńskiego, którego jednak w ostatnim momencie uprzedził wybiegający z bramki Tront. No i nadeszła 90’, a jak wiadomo, wtedy w wielu meczach namysłowianie dostarczają kibicom ekstremalnych doznań. No i znów doszło do powtórki z rozgrywki, choć tym razem mało dla nas radosnej. W 90’ po wrzucie „kuli” z autu na 15 metr dwukrotnie próbował strzelać Zieliński,. W obu jednak przypadkach został skutecznie zablokowany. Za chwilę Szczygieł został sfaulowany w polu karnym i arbiter wskazał na rzut karny. Podszedł do niego Ptak (90+2’) i dosyć pewnie strzelił. Problem jednak w tym, że trafił w poprzeczkę… Już widzieliśmy oczami wyobraźni kolejny punkt dopisany do naszego dorobku, ale gąska, z którą się witaliśmy uleciała, jak ta odbita piłka. To jednak nie był koniec emocji, bo w 90+5’ Start zdobył bramkę. Świerczyński przejął podanie za plecy obrońców Kup i wychodząc „sam na sam” z Trontem zdołał go pokonać. Problem jednak w tym że liniowy dopatrzył się w momencie podania spalonego i trafienie – ku złości i irytacji namysłowskich piłkarzy, ławki rezerwowych oraz kibiców – został anulowany. A za chwilę usłyszeliśmy gwizdek końcowy i… szósta przegrana w sezonie stała się faktem.

Po przerwie namysłowianie chcieli odrobić straty, ale momentalnie zostali zaskoczeni i w 48’ przegrywali już 0-2. Mimo to nie poddaliśmy się, próbując atakować. Dało to efekt w 62’, gdy do siatki trafił Smolarczyk. I właściwie Start do końca meczu podejmował mniej lub bardziej udane próby przedostania się w bezpośrednie sąsiedztwo bramki LZS-u, tyle, że długo niewiele z tego wychodziło. A i goście nie próżnowali, parę razy bardzo groźnie kontrując (raz stemplując poprzeczkę). W przedłużonym czasie gry mieliśmy idealną okazję do wyrównania, jednak „Ptaku” z karnego uderzył w poprzeczkę. Z kolei trafienie chwilę potem Świerczyńskiego zostało przez sędziów anulowane. Porażka komplikuje naszą sytuację w tabeli, ale „zera” po sobocie już nie zmienimy. Trzeba z tym żyć i… wziąć się w garść. Oczywiście uczciwie trzeba też przyznać, że LZS był dobrze zorganizowany w defensywie i na wiele nam mimo wszystko nie pozwolił. Mamy nadzieję, że jeśli do składu wrócą Patryk i Łukasz Pabiniakowie (nieobecni w sobotę), to znów wrócimy na punktową ścieżkę i w końcówce rundy jesiennej zdołamy jeszcze rywalom plany pokrzyżować. Tymczasem czas wyciągnąć wnioski z błędów popełnionych w ostatni weekend i powalczyć o punkt(-y) ze świetnie sobie radzącym w obecnym sezonie beniaminkiem ze Strzelec Opolskich. [MK, KK]

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy