Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Dwie różne połowy

Odsłony: 653

 

Wyjazd do Graczy jawił się jako trudna eskapada i to nie tylko z racji dobrej gry w ostatnich tygodniach Skalnika. To zespół, który generalnie niespecjalnie nam leży, a w gościach przeważnie z graczanami przegrywaliśmy. Tym razem wyjechaliśmy „z tarczą”, więc powody do satysfakcji powinny być. Remis, to w opisywanym kontekście dobry wynik. Ale jeśli spojrzy się na okoliczności jego wywalczenia, niedosyt mimo wszystko jest. Bo to Start objął prowadzenie i długo je utrzymywał. W ostatnich minutach sukces wymknął nam się z rąk, choć w przedłużonym czasie gry i tak powinniśmy go sobie zapewnić… Generalnie to był dziwny mecz, bo o dwóch różnych obliczach. W pierwszej części miło oglądało się grę namysłowian, natomiast po przerwie ogarnęła chłopaków niemoc i do ofensywy przeszli gospodarze. A w szczegółach o tym, co wydarzyło się w Graczach piszemy w kolejnych akapitach.

Zaczęło się obiecująco dla NKS-u. W 2’ Zieliński zdecydował się strzelić z 25 metrów, lecz futbolówka przeszła około 2 metrów od bramki rywali. Z kolei w 4’ powinniśmy objąć prowadzenie. Kamil Błach zagrał daleką piłkę za plecy obrońców Skalnika i ta trafiła pod nogi Świerczyńskiego. Maciek wyszedł sam naprzeciw Stefaniaka, ale zbyt długo zwlekał ze strzałem i obrońca wybił mu piłkę spod nóg na korner. A po dośrodkowaniu z tego stałego fragmentu gry główkował Ł.Pabiniak. Za lekko jednak, aby zaskoczyć golkipera LKS-u. Miejscowi pierwszy raz na czerwono-czarną bramkę przymierzyli w 5’. Wtedy to Salak uderzył mocno z 18 metrów, ale metr nad poprzeczką. Nasz zespół dobrze prezentował się w polu. Rozgrywaliśmy z rozmysłem piłkę, a zaskoczeni takim obrotem sprawy miejscowi nie bardzo potrafili się temu przeciwstawić. W 14’ po ładnej akcji do strzału doszedł Zieliński, ale tym razem z odległości 16 metrów pomylił się o pół metra. Rywale zrewanżowali się Startowi w 17’, gdy z linii szesnastki uderzył z wolnego Hraca. Piłka poszybowała jednak prosto w rękawice „Zachara”. A 3 minuty później (20’) namysłowianie objęli prowadzenie. Arbiter podyktował wówczas rzut karny dla naszej drużyny, po tym jak jeden graczan zagrał piłkę ręką w obrębie szesnastki. Do piłki podszedł P.Pabiniak i uderzył w środek bramki. A że Stefaniak rzucił się w bok, to za chwilę czerwono-czarni cieszyli się z bramki. Skalnik próbował odpowiedzieć, ale czynił to bez przekonania. W 25’ Kozłowski uderzył z 30 metrów, lecz piłka po rykoszecie przemknęła metr obok namysłowskiego słupka. Niebawem (28’) po dośrodkowaniu z lewej flanki Maryszczak główkował minimalnie obok słupka, a „kula” uderzyła w boczną siatkę. Z kolei w 31’ po wrzutce z rzutu wolnego do strzału na 7 metrze doszedł Dulski, główkując dla odmiany tuż nad poprzeczką. Nasz zespół odgryzł się dopiero w 35’, gdy z wolnego na dalszy słupek dośrodkował Kamil Błach. Tam akcję zamykał Ł.Pabiniak, jednak jego uderzenie głową z ostrego kąta trafiło tylko w boczną siatkę bramki bronionej przez Stefaniaka. Z kolei w 37’ Sarnowski przyjął piłkę z prawej strony, gdzie ograł dwóch rywali i wyłożył „skórę” wzdłuż bramki na 4 metr. Tam jednak ani W.Czech ani P.Pabiniak nie zdołali jej sięgnąć. Do końca tej części gry Skalnik, jak i Start nie podchodzili już w sposób zdecydowany pod bramkę rywala, więc po upływie 45 minuty arbiter zaprosił obie jedenastki do szatni.

Do przerwy czerwono-czarni konsekwentnie realizowali scenariusz nakreślony przez trenera Zalwerta. Mądrze operowali piłką, uniemożliwiając w ten sposób możliwość zaskoczenia szybkim atakiem ze strony gospodarzy. Owszem, Ci parokrotnie zagrozili świątyni Zacharskiego, ale albo brakowało im precyzji albo na wysokości zadania stawał właśnie nasz golkiper. Po drugiej stronie Start wykreował trzy bardzo dobre okazje i jedną z nich wykorzystał. To rzut karny z 20’, który pewnie na gola zamienił doświadczony P.Pabiniak. To była dobra połówka w wykonaniu gości i stąd liczyliśmy, że po zmianie stron obraz gry zostanie utrzymany. Ale w niej inicjatywę przejęli miejscowi.

Niedługo po gwizdku (47’) Skalnik przeprowadził groźny atak prawym sektorem boiska, skąd Maryszczak zagrał w pole karne do nadbiegającego Dulskiego. Ten wyszedł „jeden na jednego” z Zacharskim, który skrócił mu kąt i utrudnił tym samym oddanie precyzyjnego strzału. Za chwilę (49’) znów zrobiło się smrodliwie po błędzie jednego z namysłowskich defensorów. Na szczęście Salak uderzył z 12 metrów obok bramki. Odetchnęliśmy więc, bo oba te ataki mogły zakończyć się golami dla miejscowych, a jednak to my nadal prowadziliśmy 1-0. W kolejnych minutach czerwono-czarni zdołali zewrzeć szyki, choć nadal stroną dominującą byli rywale. Pewnym wyjaśnieniem tego stanu rzeczy był fakt, że w przerwie kierunek zmienił… mocno wiejący wiatr, który z bocznego stał się czołowym. Nasz niefart polegał na tym, że Start grał pod wiatr, więc każde górne wybicie czy podanie w praktyce „zawisało” w powietrzu, po czym piłka lądowała w zupełnie innej lokalizacji, niż zamierzona. W 63’ po dość przypadkowej akcji w pozycji strzeleckiej znalazł się Dulski, ale z ostrego kąta uderzył obok namysłowskiego „prostokąta”. Z kolei po kolejnym kwadransie (77’) namysłowianie wybili piłkę pod nogi Kohuta, a ten z 25 metrów potężnie huknął. Zacharski błysnął jednak przy interwencji, trudną piłkę pewnie zatrzymując. Rywale w końcowym kwadransie zdecydowanie już nacisnęli i to głównie za ich sprawą kotłowało się pod naszą świątynią. W 83’ po strzale z dystansu Salaka kolejną świetną interwencją popisał się „Zachar”, odbijając „kulę” poza linię końcową. Z kolei w 85’ po potężnym uderzeniu z 16 metrów Maryszczaka nasz „goalie” niepewnie odbił piłkę przed siebie, gdzie jednak Z.Bąk był na tyle zaskoczony, że nie zdołał z niej skorzystać. Niestety, nie wytrzymaliśmy naporu rywali i w 88’ Skalnik doprowadził do remisu. Ficoń główkował na bramkę z linii pola karnego, a odbitą piłkę próbował natychmiast przechwycić Zacharski i prawdopodobnie od razu wznowić grę. Futbolówka przelała się jednak przez jego rękawice i ku rozpaczy interweniującego wpadła do bramki. To był katastrofalny błąd, a żal nam „Zachara” tym bardziej, że gdyby nie ta wpadka, z pewnością stałby się cichym bohaterem tego spotkania, bo do tego momentu bronił bardzo dobrze. Mogliśmy jednak pognębić atakujących gospodarzy w ostatniej minucie przedłużonego czasu gry. Konkretnie w 90+5’, gdy po wrzucie piłki z autu Ciupy do Smolarczyka, ten ostatni odegrał świetnie na 7 metr do P.Pabiniaka. Patryk momentalnie uderzył, ale tylko jęknęliśmy, bo „kula” o centymetry minęła graczańską świątynię. A za moment sędzia zakończył zawody.

Druga część meczu była jednostronnym pojedynkiem. Graczanie narzucili swoje warunki gościom z Namysłowa i zaraz po przerwie mogli doprowadzić do wyrównania. To się im jednak nie udało i w kolejnych minutach już tak klarownych sytuacji nie stwarzali. W ostatnich kilkunastu minutach przycisnęli jednak broniących wyniku czerwono-czarnych i z kilku dobrych sytuacji jedną zamienili na gola. Paradoksalnie jednak gola Skalnik uzyskał po bardzo poważnym błędzie namysłowskiego bramkarza, a nie kapitalnym uderzeniu zawodnika. Jeszcze w przedłużonym czasie gry „setkę” zmarnował P.Pabiniak i zespoły udały się do szatni. W grze o dwóch różnych połowach ostatecznie żaden team nie wyszedł z rywalizacji zwycięsko. Zadowolić ich musiał remis. W tym sezonie to Start Namysłów zasłynął z trafiania do siatki w ostatnich minutach. W sobotę jednak Skalnik wcielił się w taką rolę i dlatego do domu wracaliśmy z uczuciem niedosytu. [MK, KK]

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy