Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Przełamanie po 113 dniach

Odsłony: 1041

 

Fani Startu wreszcie doczekali się zwycięstwa swoich ulubieńców. Oczywiście mowa o zwycięstwie w meczu o IV-ligowe punkty, bo w tym sezonie Start zdołał już dwa razy sięgnąć po wygraną, tyle że w spotkaniach pucharowych. Długo czekaliśmy na przełamanie, które nastąpiło w niedzielne popołudnie w Gronowicach. Udało się zwyciężyć po 113 dniach posuchy w naprawdę dramatycznych okolicznościach, niemniej trzeba wiedzieć, że sukces przypadł czerwono-czarnym w udziale całkowicie zasłużenie. Nasz zespół zwłaszcza przed przerwą zdominował ekipę miejscowego LZS-u, stwarzając sobie kilka znakomitych okazji bramkowych. Nic jednak do siatki wtedy nie wpadło. Swoiste fatum przełamanie zostało po zmianie stron, bo wtedy szybko wyrównaliśmy. Natomiast ekstremalnie nerwowy finisz przyniósł gola dla ekipy Damiana Zalwerta w przedłużonym czasie gry. Sukces niejednokrotnie rodzi się w bólach i tak też było z piłkarzami z Namysłowa. Licząc, że po przełamaniu chłopcy pójdą za ciosem, sprawdźmy, jak w szczegółach wyglądało spotkanie zamykające 8. kolejkę IV ligi opolskiej w sezonie 2017/18.

Nieźle weszliśmy w mecz, parę razy atakując rywala lewym sektorem boiska. Ale w 4’ musieliśmy (który to już w sezonie raz?) przełknąć gorzką pigułkę, tracąc gola samobójczego. Po szybkim wypadzie lewą stroną Jantosa z Matysiokiem, już spod linii końcowej piłka wgrana została przed bramkę, ale momentalnie wróciła pod nogi pierwszego z wymienionych. Powtórna, krótka wrzutka spadła na 4 metr, gdzie o pozycję walczył jeden z graczy LZS-u oraz Żołnowski. Nasz stoper wygrał ten pojedynek, ale odwrócony od zagrania nie był w stanie przewidzieć, że „kula” odbije się od jego pleców i lobem wpadnie za kołnierz Zającowi. To jednak nie podłamało czerwono-czarnych, bo Ci w kolejnych minutach całkowicie zdominowali zawody, kreując wiele świetnych okazji do wyrównania. W 9’ po rzucie rożnym z lewej strony Biczysko zagrał do zamykającego dośrodkowanie w narożniku pola bramkowego Żołnowskiego. „Żołi” źle jednak uderzył głową i piłkę po odbiciu się od ziemi Stodoła zdołał zatrzymać. Jeszcze w tej samej minucie po rozegraniu w środku pola Smolarczyk ruszył z futbolówką przy nodze w asyście dwóch obrońców. Już sprzed pola karnego uderzył jednak niecelnie, konkretnie nad bramkarzem wychodzącym mu naprzeciw. W 12’ po ataku zainicjowanym przez Biczysko piłka trafiła w tempo Kamila Błach, który z lewej strony, już po wbiegnięciu w szesnastkę, kąśliwie strzelił. Stodoła odbił „skórę” przed siebie, gdzie jednak nadbiegającego i składającego się do strzału Sarnowskiego na 7 metrze zablokował obrońca. W odpowiedzi LZS odgryzł się akcją Guilherme Roan’a z Matysiokiem, gdzie jednak drugiego z wymienionych spokojną interwencją uprzedził Ciupa. Rywale z rzadka w tej części zapędzali się na namysłowską połowę. W 19’ z lewej strony Smolarczyk podał Kamilowi Błach, ten dośrodkował przed bramkę, gdzie uderzający głową Sarnowski pomylił się o 1,5 metra. Mogliśmy śmiało doprowadzić do remisu przed upływem 20 minuty, ale nasza bolączka (brak skuteczności) znów nam mocno doskwierała. W 23’ po błyskawicznym przejęciu piłki w głębi pola i mocny zagraniu na prawą stronę, z futbolówką zabrał się Sarnowski. Paweł pociągnął w asyście goniącego go defensora w okolice narożniak pola karnego, skąd świetnie zagrał na lewo do zamykającego atak Smolarczyka. „Smolar” jednak w idealnej sytuacji z 3 metrów uderzył w słupek i tylko zżymaliśmy się na trybunach, że znów „skóra” do siatki LZS-u nie wpadła. Jeszcze piłka zdołała wrócić pod nogi namysłowian i po kolejnej wrzutce przed bramkę Sarnowskiemu odgwizdano w momencie strzału na wślizgu pozycję spaloną. Mający spory problem z utrzymaniem się przy piłce gospodarze w 28’ wywalczyli korner. Po dośrodkowaniu Adrian pewnie wybił „kulę” przed pole karne, gdzie na 22 metrze przejął ją Jantos i konkretnie huknął. Tyle, że wyraźnie nad namysłowską bramką. Start próbował kolejnych akcji w ofensywie, a to szukając luki w bocznych sektorach boiska, a to rozgrywając po obwodzie. Brakowało nam jednak ewidentnie precyzji przy wykańczaniu strzałów. W 32’ zagranie na kilkadziesiąt metrów Ciupy leciało w kierunku świątyni Stodoły. Doświadczony golkiper rywali przewidział jednak kąt odbicia futbolówki od nasiąkniętej deszczem murawy i pewnie „kulę” zatrzymał. W 35’ Pelc dobrze wrzucił piłkę przed namysłowską bramkę, gdzie interweniujący Zając odbił ją prosto pod nogi Jantosa. Atakujący miejscowych znajdował się 3 metry od dalszego słupka, ale na szczęście dla nas uderzył nad poprzeczką. Odpowiedzieliśmy w 36’ strzałem z daleka Ł.Pabiniaka, lecz i tym razem pewnie spisał się goalie LZS-u. W 39’ bezdyskusyjnie powinniśmy strzelić bramkę, po tym jak z rzutu rożnego (prawa strona) dośrodkował Świerczyński. Piłka spadła na głowę wyskakującego na 6 metrze Ptaka, ale ku naszej rozpaczy Adrian główkował nad poprzeczką. Za chwilę znów byliśmy mocno poirytowani (40’), gdy Kamil Błach dośrodkował z akcji piłkę z lewej flanki, a interweniujący Fuks głową zgrał ją na 8 metr pod nogi Biczysko. Ten jednak z pierwszej piłki uderzył nad bronowickim prostokątem. W tym momencie nieliczni fani z Namysłowa zastanawiali się, jakie okazje muszą wypracować sobie ich pupile, aby w końcu umieścili „skórę” w sieci. No to w 44’ znów musieli się złapać za głowy, po tym jak dorzut Sarnowskiego trafił przed bramkę do Świerczyńskiego, którego wolej z 9 metrów trafił nie do siatki, ale w plecy ofiarnie interweniującego defensora LZS-u. I zamiast gola, znów osiągnęliśmy jedynie rzut rożny. Wreszcie w 45’ wrzutka Świerczyńskiego z (kolejnego już) kornera trafiła ponownie na głowę Ptaka, który tym razem uderzył w światło bramki, ale zmierzającą do siatki przy słupku „kulę” odbił z linii Guilherme Roan. A za chwilę po wgraniu piłki przez Adriana do Biczysko, tego ostatniego przed polem bramkowym ubiegł Stodoła.

Do przerwy czerwono-czarni zdecydowanie dominowali na murawie, raz za razem kreując kolejne ataki na bramkę gronowiczan. Cóż jednak z tego, skoro z kilku kapitalnych okazji (ściślej siedmiu!) nasz zespół ani razu nie potrafił skierować piłki między słupki? A na domiar złego w pechowych okolicznościach stracił na początku gola, na którego rywale absolutnie nie zasłużyli. Tak to jednak w futbolu bywa, że defensywnie usposobiony rywal potrafi zdyskontować swoje skromne atuty, a naciskający przeciwnik marnuje setkę za setką. Na trybunach pocieszaliśmy się jednak tym, że to dopiero połowa spotkania i wciąż istnieje szansa na wyrwanie jakiejkolwiek zdobyczy punktowej przeciwnikom. W każdym razie gospodarze mocno rozczarowywali swoją asekuracyjną postawą, pozwalając na bardzo wiele w środku pola i na skrzydłach Startowi. Z tym większą więc niecierpliwością czekaliśmy na wznowienie spotkania po przerwie.

Druga część zaczęła się od znakomitej okazji, ale znów zmarnowanej, przez Smolarczyka. W 32 sekundzie Adrian posłał daleką piłkę do Sarnowskiego, który świetnie zgrał ją głową na wbiegającego za obrońców „Smolara”. Kamil wpadł z lewej strony w szesnastkę, ale jego uderzenie po ziemi z 13 metrów Stodoła świetną interwencją zatrzymał. Niebawem (48’) Kamil Błach także już w polu karnym dośrodkowywał przed bramkę. Futbolówka jednak odbiła się od nogi obrońcy i złapał ją bramkarza LZS-u. I nadeszła w końcu 49’, w której wreszcie cieszyliśmy się z gola. Po kolejnym ataku Świerczyński przejął w prawym narożniku szesnastki piłkę, po czym huknął z 19 metrów. „Kulę” próbował jeszcze zbijać do boku Stodoła, ale ta po jego rękawicach prześlizgnęła się na tyle, że odbiwszy się od górnej części wewnętrznego słupka, wylądowała w siatce. Mecz zaczynał się więc od nowa. W następnych 10 minutach nie mieliśmy już jednak możliwości bezkarnego hasania środkiem pola rywali, bo Ci nieco je zagęścili i wyszli pod Start wyżej. Mimo to wciąż posiadaliśmy optyczną przewagę. W 58’ namysłowianie przeprowadzili ładny dla oka atak lewą stroną boiska (tą właśnie flanką głównie szarżowaliśmy na bramkę LZS-u). Po wymianie piłki po obwodzie, w decydującym momencie Świerczyński sprytnie znalazł podaniem Biczysko, ale ten nie zdołał jej w dobrej sytuacji sięgnąć. Dla odmiany w 60’ z lewej strony ruszyli rywale. Fuks zagrał do Kudełki, którego uderzenie z niedużej odległości Zając przytomnie odbił przed siebie. Do dobitki natychmiast doskoczył Kaczor, ale poprawił nad bramką. To było nieprzyjemne i niebezpieczne dla nas zaskoczenie, biorąc pod uwagę wcześniejsze minuty i głównie próby Startu. Za chwilę (63’) namysłowski golkiper z problemami, ale uporał się ze strzałem z rzutu wolnego wspomnianego Kaczora, odbijając piłkę poza boisko. Aktywny kapitan gospodarzy (mowa o Kaczorze) uderzył z woleja minutę później (64’), ale i tym razem stojący między słupkami Wojtek był na posterunku. Odgryźliśmy się po tym strzale rywalom błyskawicznie, choć Ptak strzałem po koźle z prawej strony szesnastki nie zdołał pokonać Stodoły. Za chwilę (65’) znów łapaliśmy się za głowy, po tym jak dalekie podanie poszybowało do pędzącego lewym sektorem boiska Smolarczyka, a ten świetnym podaniem znalazł wbiegającego na 6 metr Sarnowskiego. Niestety, „Sarna” uderzył na krótkim słupku, ale prosto w nogi interweniującego bramkarza. Nie rezygnowaliśmy jednak z walki o pełną pulę i w 66’ nastąpił kolejny atak. Z rzutu wolnego, spod lewego autu w okolicach linii środkowej, dośrodkował Kamil Błach. Piłka trafiła do Ptaka, który jednak w dobrej sytuacji przestrzelił. No to rywale też groźnie nam odpowiedzieli. W 67’ po akcji (też lewą flanką) Jantos rozprowadził naszą defensywę na boku, po czym precyzyjnym podaniem znalazł wbiegającego w pole karne kapitana Kaczora, którego groźny strzał w świetnym stylu Zając odbił poza boisko. W kolejnych kilkunastu minutach nastąpił boiskowy klincz. Dużo było walki, ale i niedokładności, wynikającej z poślizgu piłki na kompletnie już przemoczonej murawie. Obie drużyny walczyły, jak potrafiły, choć to Start nadal był ekipą agresywniejszą w odbiorze piłki i bardziej nakierowaną na grę do przodu. W 84’ Żołnowski zdecydował się na strzał z 30 metrów, ale kąśliwie bita piłka po koźle minęła świątynię LZS-u. No, a ekstremalne emocje kibice doświadczyli w końcowych minutach. W 88’ do dośrodkowania z rzutu wolnego z lewej strony doszedł na dalszym słupku Jantos, którego jednak przy strzale z 4 metrów zatrzymał Zając. Było mega groźnie. Za chwilę (89’) Kamil Błach z lewego sektora wrzucił „kulę” do Świerczyńskiego, który z 7 metrów na wślizgu pomylił się o kilkadziesiąt centymetrów. No i gdy wszyscy na trybunach zerkając na zegarki, oczekiwali końca spotkania, czerwono-czarni przeprowadzili decydujący o losach zawodów atak. Przebiliśmy się prawą stroną w okolice pola karnego, gdzie Kamil Błach wyrzucił szybko piłkę z autu do Świerczyńskiego, ten podał krótko do Ptaka, a ostatni z wymienionych zagrał wzdłuż 8 metra do chwilę wcześniej wprowadzonego Szczygła. Nasz młody ofensywny gracz momentalnie przyłożył nogę i za chwilę popędził w szale radości pod linię autową, celebrując zwycięskiego dla Startu gola! Cały zespół momentalnie rzucił się na strzelca bramki, który utonął w piramidzie radości. Ale trzeba było jeszcze dograć parę minut pozostałych do końca. W nich, poza czerwonym kartonikiem dla Kamila Błach (90+4.) nic już się wielkiego nie wydarzyło, więc po końcowym gwizdku czerwono-czarni mieli uzasadnione powody do tego, aby odtańczyć na płycie radośnie w kole.

Ligowe zwycięstwo po 113 dniach posuchy bez dwóch zdań cieszy. Ale cieszyła także gra, bo chłopcy na tle niemrawego tego dnia przeciwnika z Gronowic zaprezentowali się jako zespół dojrzalszy, chcący grać do przodu i kreujący sobie okazję za okazją. Szkoda jedynie, że z mnóstwa sytuacji wykorzystaliśmy raptem dwie, gdzie druga bramka padła już w przedłużonym czasie gry. Nerwów i niepotrzebnych emocji było zdecydowanie za dużo, bo to spotkanie przy nieco większym spokoju można było spokojnie rozstrzygnąć wcześniej. No i pamiętajmy, że choć bez wyrazu, to jednak miejscowi oprócz gola na początku meczu, także wypracowali sobie parę dobrych okazji, którymi mogli nas skarcić. Wszystko (wreszcie) dobrze się dla nas skończyło, więc cieszymy się z 3 punktów. Ale aby sukces z niedzieli smakował nam jeszcze lepiej, w najbliższym meczu z LZS-em Starowice Dolne wypadałoby pójść za ciosem. Bo ligową wygraną w obecnym sezonie wreszcie zanotowaliśmy, ale zwycięstwa przy Pułaskiego w meczu o punkty jeszcze nie. Panowie piłkarze, czas nadrobić stracony w sierpniu czas i… punkty! [KK]

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy