Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Dwie skrajne połowy

Odsłony: 661

 

Piłkarze namysłowskiego Startu wciąż pozostają bez ligowego zwycięstwa w bieżącym sezonie. Sierpniowe gry finalizowała prestiżowa potyczka o prymat w gminie Namysłów, do której przystąpiliśmy w roli gospodarzy. Własne ściany (które są także ścianami rywali) jednak nie pomogły, bo… mecz rozegrano bez udziału publiczności. Bez należytego wsparcia (które i owszem, w postaci dopingu słychać było zza ogrodzenia, ale to przecież nie to samo) nasi ulubieńcy nie zdołali przeciwstawić się rozpędzonemu liderowi z Głuszyny, ulegając mu 0-2. Do przerwy jednak mecz wyglądał dla namysłowskich kibiców Startu więcej niż obiecująco. No, ale nie od dziś wiemy, że pojedynek piłkarski trwa nie 45, a 90 minut, stąd po końcowym gwizdku powody do radości mieli tylko i wyłącznie gracze Agroplonu. O tym, co wydarzyło się w obu połówkach oraz jak wyglądały decydujące o losach spotkania momenty, przeczytacie w kolejnych akapitach.

W początkowych minutach obie jedenastki grały bardzo uważnie. W praktyce żadna zdecydowanie nie zaatakowała, a na próby rozgrywania piłki przez głuszynian Start odpowiadał dość wysokim pressingiem i doskakiwaniem do przeciwnika. Dopiero w 12’ kibice (zza stadionowego ogrodzenia) obejrzeli pierwszą ciekawą akcję. Wówczas na indywidualną akcji prawą stroną zdecydował się Kostrzewa, złamał z piłką przy nodze do środka, po czym uderzył z 16 metrów. Futbolówka jednak poszybowała pół metra obok świątyni Agropolonu strzeżonej przez byłego gracza Startu, Pawła Kuleszki. Niebawem (16’) po ładnym ataku lewym sektorem boiska Kamil Błach dośrodkował piłkę na głowę znajdującego się na 7 metrze P.Pabiniaka, który na krótkim słupku uderzył, ale trafił w słupek i „kula” tocząc się wzdłuż bramki wyszła w pole. Szkoda tej sytuacji, bo mogliśmy świetnie zamknąć początkowy kwadrans zawodów. Niebawem (18’) swoich sił z dystansu próbował Ptak, lecz po strzale z 25 metrów kozłująca „skóra” przeleciała metr obok bramki. Faworyzowani goście dopiero w 20’ przeprowadzili akcję noszącą znamiona zagrożenia. Tyle, że próba z 20 metrów Babiarza była bardzo niecelna. W 22’ było już pod namysłowską świątynią zdecydowanie groźniej, bowiem po dośrodkowaniu z kornera przez jednego z piłkarzy Agroplonu futbolówka odbiła się od jednego z namysłowian i przeszła minimalnie obok słupka bramki bronionej przez powracającego między słupki Zająca. Start płynnie odgryzł się w 24’ i znów zapachniało golem. P.Pabiniak znalazł świetnym podaniem w polu karnym Biczysko, ale ten za mocno wypuścił sobie przy przyjęciu piłkę i tylko dlatego zdołał powstrzymać go bramkarz LZS-u. Po kilkunastu minutach walki w polu, na następne podbramkowe emocje kibice czekali do 37’. Mikulski zdecydował się wówczas na indywidualną akcję, uderzając po krótki słupku. Zając był jednak czujny i kąśliwe uderzenie sparował poza linię końcową. W tej części gry kibice ożywili się jeszcze w 45’, gdy po akcji prawym sektorem boiska Kostrzewy i jego strzale, Kuleszka niepewną interwencją odbił „kulę” przed siebie, gdzie niestety nie zdążył doskoczyć do niej P.Pabiniak i defensorzy Głuszyny wybili „skórę” w pole.

Do przerwy Start grał w sposób zdyscyplinowany i z konkretnym zamysłem. Chłopcy nie pozwalali na jakiekolwiek rozwinięcie skrzydeł faworytowi, który faktem tym był chyba mocno zaskoczony. Nie zdołaliśmy wprawdzie narzucić swoich warunków gry, bo to rywale próbowali grać piłką, niemniej błyskawicznie neutralizowaliśmy wszelkie zalążki w rozpędzaniu się Agroplonu, przecinając akcje w zarodku. Wysoki pressing tez odegrał swoją rolę, choć oczywiście każdy miał świadomość, że przez 90 minut granie na dużej intensywności nie jest możliwe. Na pewno jednak kibice obserwujący grę czerwono-czarnych mieli podstawy sądzić, że liderowi można skutecznie podłożyć nogę w sięgnięciu po kolejne trzy punkty. Druga połowa pokazała jednak, że plan to jedno, a jego konsekwentna realizacja, to jakby inna para kaloszy.

Już kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry przyjęliśmy cios, który – jak się później okazało – zadecydował o losach meczu. Po przedostaniu się w okolice szesnastki namysłowian na strzał z 25 metrów zdecydował się Mikulski. Uderzenie zaskoczyło Zająca i goście mogli się cieszyć z kapitalnego otwarcia drugiej części. Owszem, próbowaliśmy się zrewanżować w 51’, gdy po ładnej wymianie piłki w trójkącie Biliński, Drapiewski, Biczysko, ten ostatni strzelił z 16 metrów. Kuleszka z dużymi kłopotami, ale wybił piłkę końcówkami palców do boku. Uwidoczniła się już jednak przewaga w polu Agroplonu, która z każdą minutą stawała się coraz wyraźniejsza. W 53’ dośrodkowana z prawej flanki futbolówka spadła na 16 metr, skąd Mikulski posłał ją minimalnie obok namysłowskiego słupka. Z kolei w 57’ po kontrataku gości Mikulski znalazł się sam na sam z Zającem. Napastnik rywali uderzył po długim słupku i trafił właśnie w niego, ale „kula” po odbiciu się wróciła mu pod nogi. Tymczasem natychmiastowa poprawka ostemplowała poprzeczkę i ostatecznie szansa na gola przepadła. Jeden z kibiców przytomnie zauważył, że w tej sytuacji snajper rywali nabiłby kilkanaście punktów w popularnej zabawie piłkarskiej „Turbokozak”, emitowanej na antenie Canal+. Przewaga podopiecznych trenera Moskala rosła. W 61’ po stracie piłki w środku pola przez Drapiewskiego, szybka akcja gości zakończyła się strzałem Babiarza, który jednak też trafił w słupek. Minutę później było już jednak 0-2. Po kolejnej szarży rywali piłka trafiła na prawo do Wrześniewskiego, który posłał ją precyzyjnie do siatki przy krótkim słupku. Do końca spotkania pozostawało wprawdzie jeszcze pół godziny, ale nasz zespół wyglądał na totalnie zagubiony, więc trudno było nagle liczyć na odwrócenie losów meczu. W 63’ P.Pabiniak odgryzł się wprawdzie uderzeniem z 18 metrów, jednak „kula” poleciała daleko od celu. Nasz zespół jakby zaczął się na nowo organizować, próbując zewrzeć szeregi i narzucić dyscyplinę sprzed przerwy. Na niewiele jednak rywale nam pozwalali, choć sami też już specjalnie nie próbowali kolejnych ataków, mając doskonały rezultat w rękach. W 65’ po dośrodkowaniu z kornera P.Pabiniaka do strzału na dalszym słupku doszedł Ł.Pabiniak. Tyle, że po jego próbie piłka – ocierając o słupek – opuściła plac gry. Kolejne minuty, to już klincz założony przez głuszynian na NKS-ie. Oswobodziliśmy się z niego w 73’, gdy Kamil Błach znalazł się sam przed Kuleszką. W decydującym momencie podjął się mijania golkipera Agroplonu, tyle, że wypuścił sobie piłkę zbyt daleko i ta wyszła poza linię końcową boiska. Ostatnie kilkanaście minut nie dostarczyło już publice znajdującej się za płotem podbramkowych emocji. Te nastąpiły dopiero w przedłużonym czasie gry (90+2’), gdy po strzale świeżo wprowadzonego Sibińskiego nasz bramkarz sprężył się na tyle, że zdołał sparować nieprzyjemnie lecącą „kulę” w bok.

Drugie 45 minut, to szybkie otwarcie wyniku przez gości, wyraźna ich dominacja przez kolejne pół godziny i spokojne dogranie końcówki. Nie byliśmy w stanie zrobić w tym okresie większej krzywdy Agroplonowi, który trzymał nas na dystans, a sam przeprowadzał płynne ataki. Rywale zdobyli dwie bramki, na które my nie zdołaliśmy już odpowiedzieć, stąd porażka 0-2. To było spotkanie o dwóch skrajnie różnych połowach. Pierwszej, dającej nadzieje na podjęcie walki Dawida z Goliatem oraz drugiej, w której Goliat jednak mocno huknął nas w głowę (nawet dwukrotnie) i oszołomieni nie mieliśmy już argumentów, aby faworyta pokąsać. Spore nadzieje w momencie schodzenia obu drużyn na przerwę prysły niczym bańka mydlana chwilę po wznowieniu gry. A później koncepcja poczynań zupełnie się naszym piłkarzom wymknęła spod kontroli. Stąd porażka, która może nie jest zaskoczeniem dla postronnych obserwatorów ligi. Ale jest z pewnością dużym bólem dla czerwono-czarnych kibiców, którzy z każdą kolejną grą z niepokojem spoglądają na tabelę. A w niej nic nie drgnęło – z jednym zaledwie punktem pozostaliśmy na przedostatnim miejscu. I wciąż też pozostajemy bez ligowej wygranej, co martwi w największym stopniu. Fragmenty, czasami nawet spore, niezłej gry oglądaliśmy w tym sezonie kilkukrotnie, ale równego meczu ani razu. Dlatego też nie może dziwić nasza lokata w ogonie rozgrywek. A kolejne spotkanie wcale nie zapowiada się bardziej optymistycznie, bowiem wybieramy się w sobotę do bardzo silnej i wymagającej Małejpanwi Ozimek. [MK, KK]

 

 

 

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy