Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

W końcu wygrali

Odsłony: 1397

 

Namysłowscy piłkarze spod znaku charakterystycznej „eSki” wreszcie wygrali swój pierwszy mecz w sezonie 2017/18. Zwycięstwo odniesione zostało w wyjazdowym meczu I rundy Pucharu Polski, a ofiarą czerwono-czarnych padli gracze kietrzańskiego Włókniarza. Już przed spotkaniem spodziewaliśmy się zaciętej gry z racji całkiem dobrego otwarcia sezonu przez gospodarzy, którzy w dwóch pierwszych spotkaniach opolskiej klasy okręgowej (grupa II) wywalczyli 4 punkty. Z kolei Startowi, mimo nie do końca złych meczów, ewidentnie nie dopisywało szczęście, stąd po czterech kolejach na jego koncie zaledwie jeden IV-ligowy punkt. Życzyliśmy zespołowi przełamania i to w końcu nastąpiło. Oczywiście sukces nie przyszedł ani łatwo, ani przyjemnie, niemniej najważniejsze dla nas, że w końcu stał się faktem. O tym, co wydarzyło się w czasie 90 minut spotkania, a także o atmosferze na trybunach i otarciu się w trakcie podróży na mecz namysłowian o tragedię, piszemy w kolejnych akapitach.

Mecz zaczął się z półgodzinnym opóźnieniem (dokładnie o 17:59), a powodem tego były poważne kłopoty z dojazdem namysłowskich graczy do Kietrza. Co jednak istotniejsze dla zgromadzonej publiki, nie dostarczył wielkich wrażeń czysto piłkarskich. Niemniej trzeba przyznać, że z perspektywy trybun był dość interesujący. Zaczęło się po kilkudziesięciu sekundach od ataku namysłowian i próby Drapiewskiego z 25 metrów. Strzał Kuby minął jednak świątynię Włókniarza w znacznej odległości. Niebawem kibice Startu, którzy w liczbie 40 osób zawitali na kietrzański obiekt, mogli mieć powody do radości. Westchnęli jedynie, bo bramki ostatecznie nie było. A o którą sytuację chodzi? O tą z 5’, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Bilińskiego piłka spadła na 8 metr, gdzie główkował Ptak. Niestety, „Ptaku” mógł się właśnie za chwilę za głowę złapać, bo uderzył prosto w miejsce, gdzie stał Maleszewski. Miejscowi pierwszy raz groźnie zaatakowali w 11’ i od razu stadion wybuchł radością, bo padł gol. Po wrzutce z kornera futbolówka przeszła przez namysłowskie przedpole i trafiła do Belecia. Ten odegrał ją do Bednarza, który z bliskiej odległości skutecznie wepchnął ją między słupki. Nie tego spodziewaliśmy się w początkowym kwadransie, tymczasem Start nie pierwszy w tym sezonie raz stanął w roli zmuszonego do odrabiania strat. Na szczęście reprymenda z boku trenera Zalwerta szybko przyniosła pożądany efekt, bo w 22’ było już 1-1. Po ponownym dośrodkowaniu Bilińskiego z rzutu rożnego, piłka ponownie trafiła do Ptaka, który tym razem precyzyjnym uderzeniem nie dał szans na skuteczną interwencję Maleszewskiemu. Start poszedł momentalnie za ciosem i w 23’ znów kietrzanom zagroził. Tym razem próbę z 20 metrów Drapiewskiego golkiper GLKS-u z trudem zatrzymał. „Drapek” tak rozochocił się w próbach z dystansu, że w 25’ ponownie oglądaliśmy strzał w jego wykonaniu. Tym razem „pocisnął” z powietrza z sytuacyjnej piłki, ale bardzo niecelnie. Rywale doszli do głosu dopiero w 35’. Wtedy to oglądaliśmy także sytuacyjne uderzenie na bramkę Zająca jednak szansa z lewej strony Fryzela poszybowała nad namysłowską poprzeczką. Nasz zespół starał się operować piłką, przez co miejscowi zmuszeni byli walczyć o jej odzyskanie. Nie udało im się to w 40’ i mogliśmy się cieszyć z objęcia prowadzenia. Po ładnej akcji naszego zespołu i dośrodkowaniu piłki z narożnika szesnastki przez Drapiewskiego, ta spadła na 7 metr, gdzie pewną główką do siatki skierował ją Wojciech Czech, który kilka godzin wcześniej brał udział w groźnym zdarzeniu drogowym (o czym w dalszej części relacji). W ostatnich minutach przed przerwą nic więcej ciekawego nie wydarzyło się pod obiema bramkami, więc arbiter zaprosił obie jedenastki do szatni.

Do przerwy spotkanie miało dosyć spokojne tempo. Żaden z zespołów nie zamierzał szarżować, mając pewnie z tyłu głowy fakt, że w sobotę trzeba wrócić do rywalizacji ligowej w możliwie dobrej kondycji fizycznej. Niemniej padły trzy bramki, co kibiców mogło tylko ucieszyć. Włókniarz wyszedł na prowadzenie w 11’, jednak pogoń namysłowian za wynikiem przyniosła nie tylko wyrównanie, ale i jednobramkowe prowadzenie. To zwiastowało emocje po przerwie, których jednak nie do końca się doczekaliśmy.

Pierwsi zaatakowali namysłowianie. W 48’ Ciupa zdecydował się sprawdzić umiejętności Maleszewskiego, tyle, że z 20 metrów przestrzelił o pół metra. Za chwilę (50’) Biczysko świetnym podaniem obsłużył Świerczyńskiego, który znalazł się sam przed bramkarzem. Zwycięsko z tej próby sił wyszedł jednak zawodnik Włókniarza, naszego młodego pomocnika skutecznie stopując. W kolejnych minutach żadna z drużyn nie była w stanie zaskoczyć jakimś atakiem konkurencji, więc przez kilkanaście minut oglądaliśmy rywalizację od jednego do drugiego pola karnego. W 62’ powstało jednak duże zamieszanie w szesnastce Startu po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Na szczęście namysłowianom udało się zażegnać niebezpieczeństwo i wybić piłkę w pole. Z kolei w 69’ po ładnej wymianie piłki z Zielińskim w sytuacji jeden na jednego z bramkarzem znalazł się W.Czech. Wojtek w bardzo dogodnej sytuacji uderzył jednak obok słupka i zamiast podwyższenia prowadzenia, wynik wciąż był „na styku”. Następną ciekawą akcję oglądaliśmy w 74’, gdy po strzale z 20 metrów Zielińskiego golkiper GLKS-u z małymi kłopotami zdołał piłkę zatrzymać. Także strzału z dystansu w 81’ spróbował młodziutki Wierzbicki (konkretnie z linii pola karnego), ale i w tym przypadku zabrakło precyzji, bo „skóra” pomknęła kilkadziesiąt centymetrów nad poprzeczką. Ostatni emocjonujący fragment meczu miał miejsce już w przedłużonym czasie gry. W 90+3’ do ostatniego ataku zerwali się miejscowi, jednak uderzenie z 21 metrów Belecia także poszybowało metr nad bramką namysłowian.

W drugiej części okazji bramkowych było mniej niż przed przerwą, niemniej czerwono-czarni mogli przystawić stempel na swoim zwycięstwie, zamiast trzymać w niepewności swoich fanów do ostatniego gwizdka. Kapitalnych okazji sam na sam z Maleszewskim nie wykorzystali jednak Świerczyński oraz W.Czech i dlatego też nasz sukces zanotowany został w najskromniejszych rozmiarach. Wygrana 2-1 cieszy i tak naprawdę dziś nie ma kompletnie żadnego znaczenia, że nie była wyższa. Nie w tym rzecz. Ważne, że zespół wreszcie się w obecnym sezonie odblokował i zanotował pierwszy sukces. Na razie to zwycięstwo w meczu pucharowym, więc kibice teraz czekają na premierowe 3 punkty w lidze. Akurat nie będzie o nie łatwo w najbliższej czekającej nas potyczce, bowiem będą to derby gminy z Agroplonem, który początek sezonu ma fantastyczny i w Głuszynie cieszą się z zasłużonej pozycji lidera. To jednak dopiero przed nami.

Cieszy wygrana, ale jeszcze bardziej cieszy to, że w drodze na mecz jednego z aut wiozących piłkarzy Startu nie doszło do tragedii. Samochód z pięcioma zawodnikami jadącymi na mecz (szczegóły we wcześniejszym materiale) uniknął czołowego zderzenia, lądując w przydrogowym rowie. Skończyło się na urazach Szymona Szczygła i Patryka Zacharskiego oraz wyjściu bez szwanku trójki pozostałych (Kuby Adriana, Wojtka Czecha i kierującego autem Dawida Stajszczyka). Mając swoje problemy na starcie sezonu, teraz doszedł kolejny (nie wiemy, kiedy Szymek i „Zachar” powrócą do gry). Ale tak naprawdę to jesteśmy bardzo szczęśliwi, że w tym drogowym zdarzeniu nie doszło do większego dramatu, bo to wszystko mogło zakończyć się istną tragedią. Cieszmy się więc, że wszystko zakończyło się szczęśliwie, życząc chłopakom szybkiego powrotu do zdrowia. No, a jeśli chodzi o Wojtka Czecha, to jesteśmy pod szczególnym wrażeniem. Bo nie dość, że ten młody chłopak uczestniczył w drogowym zdarzeniu, to jeszcze po szybkim badaniu zadeklarował chęć występu w Kietrzu, gdzie ostatecznie dojechał, wyszedł w pierwszym składzie i jeszcze zdobył gola decydującego o naszym sukcesie! Ktoś chyba słusznie zauważył, że Wojtek ma chyba żelazną psychikę, skoro przy tak obfitującym w niepożądane „atrakcje” dniu zdołał jeszcze na tyle się skoncentrować, że zaliczył więcej niż dobry występ!

Osobny akapit należy się również namysłowskim fanom, którzy w liczbie 40-tu pofatygowali się w środowe wakacyjne popołudnie na drugi kraniec Opolszczyzny, aby wspierać swoich kolegów-piłkarzy. Jak widać, ich doping bardzo się przydał i wszyscy wracali do Namysłowa w dobrych nastrojach. Oby takich meczowych (tylko meczowych) dobrych dni było jak najwięcej. Oczywiście słowa uznania należą się także fanatykom gospodarzy, którzy w ponad 100-osobowej grupie także aktywnie wspierali swój zespół. Dobry doping z obu stron, bez zbędnych bluzgów i w atmosferze wzajemnego poszanowania. Taki doping chcielibyśmy oglądać (i słuchać) co tydzień.

Awans do 1/16 finału stał się faktem, a kolejny pucharowy mecz już 5 września (tj. wtorek) na stadionie w Namysłowie. Naszym rywalem będzie tym razem IV-ligowy Skalnik Gracze. Dziękując zespołowi za zwycięstwo, czekamy na przełamanie się w lidze! [MK, KK]

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy