Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *

Remisowe otwarcie lata

Odsłony: 687

 

W środę czerwono-czarni piłkarze zainaugurowali fazę test-meczów w letnim okresie przygotowawczym. Po zaledwie jednym treningu (wtorkowym na namysłowskim stadionie) ekipa Damiana Zalwerta wybrała się do Gronowic, gdzie zmierzyła się z tamtejszym LZS-em. Zespół gospodarzy, to aktualny beniaminek IV ligi opolskiej, który w czerwcu wywalczył awans z grupy I okręgówki (to jednocześnie największy sukces w historii tego klubu). Rywalizacja zapowiadała się więc interesująco choćby z tego względu, że obie jedenastki w połowie września zmierzą się ze sobą w pojedynku o punkty. Pierwsze koty za płoty wypadły remisowo, co w pewien sposób odzwierciedla obecny stan przygotowań obu zespołów. Kilka tygodni przerwy zrobiło swoje, bo w poczynaniach obu ekip widać było jeszcze brak czucia piłki oraz szarpaną grę. Z każdym jednak tygodniem powinno być w tym aspekcie lepiej, na co liczą m.in. fani czerwono-czarnych. A jak wyglądał opisywany sparing rozegrany w środku tygodnia? O tym w następnych akapitach.

Groźniej zaczęli miejscowi, którzy w 7’ zaatakowali przedpole NKS-u. Po długim zagraniu na prawą stronę jeden z rywali wpadł z piłką przy nodze w pole karne i uderzył w kierunku dalszego słupka. Zacharski jednak świetną interwencją odbił „kulę” poza linię końcową. Nasz zespół odpowiedział w 11’, za to w najlepszy z możliwych sposobów. Po świetnym wyjściu z akcją, Sarnowski zagrał na lewą stronę do Kamila Błach, który w swoim stylu wpadł w pole karne i wyłożył piłkę na 4 metr Smolarczykowi. A „Smolar” w takiej sytuacji nie miał innej opcji, jak umieścić piłkę w pustej bramce, co też pewnie uczynił. Szybko więc objęliśmy z beniaminkiem prowadzenie. Start ciekawiej operował piłką, więc w 19’ kolejny raz zapędził się pod bramkę LZS-u. Tym razem dobre podanie Sarnowskiego do Smolarczyka nasz napastnik nie zamienił na gola, gdyż w decydującym momencie – będąc sam na sam ze Stodołą – nie zdołał opanować „kuli”. Za chwilę (21’) miejscowi się jednak odgryźli. Po dośrodkowaniu z lewej flanki jeden z rywali świetnie główkował, ale jeszcze lepiej zachował się „Zachar”, który trudną piłkę zatrzymał. Namysłowianie nie zamierzali jednak oddawać inicjatywy LZS-owi. I w 26’ przeprowadzili doskonały atak lewym sektorem boiska. Smolarczyk zagrał do wbiegającego w szesnastkę Kamila Błach, który w decydującym momencie zdecydował się na drybling, zamiast odegrać „kulę” idealnie ustawionemu W.Czechowi. No i okazja przepadła. W kolejnych minutach oglądaliśmy trochę szachów w środku pola, które w 38’ przerwali gospodarze. Po rozegraniu przez nich autu zrobiło się pod naszą świątynią smrodliwie, bo jeden z rywali dostał piłkę na 7 metrze i konkretnie uderzył. Ale Zacharski ponownie tego dnia popisał się fenomenalnym refleksem, odbijając piłkę na rzut rożny. A w ostatniej ciekawej akcji przed przerwą (40’) Szczygieł ograł w narożniku szesnastki obrońcę LZS-u i zdecydował się uderzyć na bramkę. Stodoła, choć z kłopotami, poradził sobie z tym strzałem i wynik wciąż pozostawał bez zmian.

Do przerwy nie oglądaliśmy wielkiego futbolu. Sporo w grze obu jedenastek było niedokładności wynikającej z długiej przerwy bez treningów. Niemniej widać było, że chęci do gry w piłkarzach były. Namysłowianie nieco częściej byli w posiadaniu piłki i kilka razy poważnie zagrozili miejscowym. Ci z kolei opierali swe ataki głównie na długich przerzutach do swoich szybkich skrzydłowych i trzeba przyznać, że parę razy Zacharski musiał się wykazać naprawdę sporym kunsztem, aby zachować czyste konto. Z tym większą więc ciekawością oczekiwaliśmy drugiej części spotkania.

W nią lepiej weszli czerwono-czarni. W 47’ Kamil Błach odzyskał „kulę” w szesnastce rywali i ta trafiła do Sarnowskiego, który momentalnie strzelił z 12 metrów. Bramkarz był jednak na posterunku i choć z trudem, to jednak futbolówkę zatrzymał. Niebawem (49’) długim zagraniem z głębi pola pomiędzy obrońców popisał się powracający do Namysłowa Biliński. Świetna piłka trafiła do Sarnowskiego, lecz „Sarna” w sytuacji sam na sam z golkiperem LZS-u uderzył centymetry obok gronowickiej świątyni. Miejscowi dobrą okazję wypracowali w 53’. Ale Kodliuk poradził sobie zarówno z mocnym strzałem bitym z 12 metrów, jak i dobitką. Nasz goalie nie popisał się jednak w 61’, gdy pokonał go strzałem z rzutu wolnego Woźny. Piłka uderzona z 18 metrów i owszem, miała swoją siłę, ale poleciała w środek bramki pod poprzeczkę, na co za późno Ivan zareagował. Mieliśmy więc po godzinie gry remis 1-1. W odpowiedzi (62’) po mocnym dograniu z lewej flanki Kamila Błach (w środę bliźniak był jednym z motorów napędowych namysłowian), „skóra” trafiła na 3 metr do weterana Ciupy, który jednak będąc sam przed bramkarzem nie zdołał jej należycie opanować i golowa szansa przepadła. No i zemściło się to na nas 3 minuty później. Konkretnie w 65’, po tym jak po stracie piłki przez nasz zespół w środku pola rywale poszli z atakiem. W dobrej sytuacji znalazł się Ciepielowski, który najpierw ograł Kodliuka, a za chwilę skierował „kulę” do pustej świątyni. Nie graliśmy może wielkiego spotkania, ale na pewno nie zasługiwaliśmy na niekorzystny rezultat. Niemniej w 73’ znów musieliśmy się mieć na baczności, gdyż po strzale z rzutu wolnego jednego z graczy LZS-u futbolówka poszybowała nad murem i – na szczęście dla nas – odbiła się od słupka „prostokąta” strzeżonego przez Kodliuka. Dobrze, że nie zabrakło w zespole Damiana Zalwerta determinacji i walki o satysfakcjonujący wynik do ostatnich sekund meczu. Efekt? Przyszedł w 77’, gdy po ładnej dla oka akcji Kamil Błach zagrał z lewej flanki do atakującego Wierzbickiego, który ograł jednego z rywali, po czym z 16 metrów uderzył. A piłka po rykoszecie, ku radości młodziutkiego strzelca (Jakub Wierzbicki, to ledwie 16-letni junior młodszy) wpadła przy słupku do siatki. Z kolei w 80’ po długim zagraniu do „kuli” doskoczył Smolarczyk, wychodząc jednocześnie „oko w oko” z bramkarzem. „Smolar” naciskany mocno przed obrońcę uderzył jednak prosto w czujnego golkipera. Mecz zakończyli groźnym strzałem miejscowi, którzy w 90’ po kontrze i próbie po ziemi z 16 metrów narobili sporo problemów Kodliukowi. Ten jednak z trudem, ale ostatecznie wyszedł z opałów zwycięsko.

Pierwszy test za nami. Remisowe 2-2 w żaden sposób nie oddaje aktualnego potencjału obu zespołów, z uwagi na początkowy etap przygotowań. De facto nie było w środę zbyt płynnej gry, więcej w tym pojedynku było chaosu, szarpaniny i niedokładności. Jasne, zarówno graczom LZS-u, jak i czerwono-czarnym nie można było odmówić chęci do grania, ale na tym etapie akurat zmaterializowała się zasada „chcieć nie znaczy móc”. Mimo to kibice mogli być zadowoleni, bo padły aż cztery bramki. Namysłowianie lepiej wyglądali w pierwszych 45 minutach, częściej będąc przy piłce i stwarzając groźniejsze sytuacje. A trzeba zauważyć, że nie graliśmy optymalnym składem (z różnych względów zabrakło m.in. Żołnowskiego, P.Pabiniaka, Wilczyńskiego, Samborskiego czy Lavrinenki). Po przerwie trener Zalwert zdecydował się dać szansę gry naszym czerwono-czarnym juniorom, więc tego boiskowego zrozumienia było trochę mniej. Pewnie po jednym spotkaniu niewiele jeszcze będzie mógł powiedzieć o ich przydatności do drużyny seniorskiej, choć fakt, że prowadzi też najstarszą grupę juniorską pewnie mu ostateczne decyzje ułatwi. Miejscowi? Grali twardo, ale bez finezji i gry kombinacyjnej. Ich gra oparta była na walce fizycznej, ambicji oraz zagraniach (często dalekich) do swoich dwóch szybkich skrzydłowych, napędzających ofensywę LZS-u. No i konfrontacja dwóch stylów gry wypadła bez jednoznacznego wskazania na jeden z nich. Remis zapisujemy w annałach i czekamy na kolejny pojedynek namysłowian, który odbędzie się we wtorek. W Kępnie (18.07.) zagramy przeciw tamtejszej Polonii. [MK, KK]

 

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy